W powieści “Bomba” Joelle Charbonneau porusza wiele ważnych współczesnych problemów, takich jak chociażby zamachy terrorystyczne czy przemoc doświadczana w szkole ze strony rówieśników. Pisarka prowokuje czytelników do skonfrontowania się z faktem, że mogą one spotkać każdego.


Akcja powieści “Bomba” toczy się w ciągu kilku godzin w jeden z ostatnich wakacyjnych dni, w szkole średniej, w której przebywało kilkudziesięciu przypadkowych uczniów załatwiających swoje sprawy i szóstka, która zjawiła się w szkolnym budynku w sobie tylko znanym celu. Jest też siódma bohaterka, bierna uczestniczka wydarzeń, ale posiadająca znaczącą rolę do odegrania.

Gdy w szkole zaczynają wybuchać bomby, wzniecając pożary i rujnując kolejne piętra, a strażacy nie mogą podjąć akcji ratowniczej ze względu na zagrożenie kolejnymi eksplozjami, siódemka uczniów musi sama poradzić sobie ze śmiertelnym zagrożeniem, wobec którego ich wcześniejsze problemy okazują się mało istotne.

Joelle Charbonneau opowiada historię z perspektywy głównych bohaterów, którzy wciąż żyją i walczą o to, by wydostać się z płonącego budynku. Każdy z nich jest całkowicie odmienny od pozostałych, ale pomijając różnice, wydaje się, że wszyscy mają jeden wspólny cel: przeżyć. Jest tylko jeden problem – jedno z nich jest sprawcą zamachu, a przyczyny obecności w szkole, akurat w tym dniu, pozostałych osób okażą się zaskakujące.

Kolejne rozdziały powieści naprzemiennie pokazują działania głównych postaci, portretują też bohaterów, z których każdy ma swoje sekrety i zmaga się z osobistymi problemami. Szybko wychodzi na jaw, że każdy z nich ma motywację do bycia zamachowcem i przed czytelnikiem staje pytanie: kto z nich naprawdę to zrobił? I choć lista podejrzanych jest stosunkowo krótka, rozwiązanie zagadki nie jest wcale oczywiste.

Czytelnik z każdym kolejnym rozdziałem coraz lepiej poznaje bohaterów, którzy próbują walczyć z ogniem i dymem, przedzierając się przez gruzy w poszukiwaniu wyjścia pośród walących się ścian. I im więcej informacji o nastolatkach trafia do czytelnika, tym bardziej zagmatwana staje się zagadka tożsamości sprawcy zamachu. Co więcej uczniowie, pomimo wzajemnej podejrzliwości, muszą ze sobą współpracować, jeśli chcą przeżyć.
Lecz co się stanie, gdy wybuchnie ostatnia, piąta bomba?

Dzięki różnorodności postaci i ich życiowych postaw powieść staje się intrygująca, a autorce udaje się utrzymać napięcie do samego jej końca.

Diana, Z, Cas, Rashid, Tad, Frankie oraz Kaitlin, siódma cicha bohaterka. Jedno z nich ma ostatnią bombę, inne ma pistolet, a każde z nich ma swój powód, by wywołać spektakularny chaos. Córka kongresmana, chodzący stereotyp dziewczyny z dobrego domu, zmuszanej do bycia najlepszą w każdej sytuacji, by godnie reprezentować ojca; gwiazda szkolnej drużyny futbolowej; chłopak zmęczony ignorowaniem i odrzucaniem jego uczuć; outsiderka z nadwagą pragnąca akceptacji rówieśników; nastolatek próbujący walczyć ze stereotypami religijnymi; nieprzystosowany do życia szkolnego, bezdomny sierota chcący przeciwstawić się samotnie złemu światu i jego przyjaciółka, która chce powstrzymać go przed popełnieniem życiowego błędu. Dzięki takiej różnorodności postaci i ich życiowych postaw powieść staje się intrygująca, a autorce udaje się utrzymać napięcie do samego jej końca.

Powieść Joelle Charbonneau porusza wiele ważnych we współczesnym świecie tematów – problem przemocy wśród nastolatków, debat w sprawie dostępu do broni z powodu masowych strzelanin w szkołach, homofobii, samobójstw nastolatków wynikających z braku akceptacji przez rówieśników i ciągłego przymusu bycia trendy, opartych na stereotypach uprzedzeń religijnych i rasowych.

Ta dobrze napisana historia pozostawia młodemu czytelnikowi pole do myślenia i prowokuje eksplorację trudnych tematów, zwracając uwagę – także dorosłym, że każdy z nastolatków może stać się tykającą bombą zegarową, zdolną do niespodziewanego wybuchu z powodu, który zajętym swoimi sprawami rodzicom, może wydawać się zupełnie banalny. Wanda Pawlik

Joelle Charbonneau, Bomba, Przekład: Agnieszka Walulik, Wydawnictwo YA!, Premiera: 13 lutego 2019
 

konkurs

 

Joelle Charbonneau
Bomba
Przekład: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo YA!
Premiera: 13 lutego 2019
 

13.51

– Nie kłóćcie się – powiedziała Cas od drzwi, za którymi zniknęli właśnie Frankie i Z. W jej oczach błyszczały łzy, kiedy pytała: – Możemy włączyć z powrotem radio? Może powiedzą, że wreszcie ktoś nadchodzi.
Rashid włączył odbiornik i podszedł, żeby pomóc Tadowi. Rozległ się szum, a potem spiker oznajmił, że strażacy robią postępy. Pożar został ograniczony do zachodniej części szkoły i istniała nadzieja, że wkrótce uda się go całkowicie ugasić.
– Policja zatrzymała w związku z tą sprawą jedną osobę, która jest w tej chwili przesłuchiwana. Prowadzone są też poszukiwania drugiego sprawcy tego straszliwego zamachu. Nasze źródła potwierdzają, że jest nim jeden z uczniów uwięzionych na pierwszym piętrze budynku. Jak dotąd wybuchły cztery bomby, lecz wygląda na to, że w szkole znajduje się jeszcze piąty ładunek, który w każdej chwili może zostać zdetonowany.
Kolejna bomba mogła za chwilę wybuchnąć, a odpowiedzialne za to było jedno z nich.

Wcześniej tego samego dnia…

08.35
Diana

Wystarczyło się uśmiechać i odpowiednio ubierać, a wszyscy mieli cię za kogoś wyjątkowego. Kiedy wyglądasz jak człowiek sukcesu, ludzie odruchowo uważają, że naprawdę nim jesteś. Jej rodzice byli o tym głęboko przekonani. Na tym opierała się kariera jej ojca. Chcieli, żeby Diana także w ten sposób myślała. I tak było – tylko że Diana się za to nienawidziła.
– Pozory są najważniejsze – powtarzała jej macocha tak często, że Diana miała ochotę wrzeszczeć. Ale krzyki byłyby nieeleganckie. No i co by o niej pomyślano! Wszystko to sprawiało, że Dianę jeszcze bardziej kusiło, żeby zacząć wrzeszczeć z całych sił.
– Zawsze staraj się dokonywać odpowiednich wyborów – pouczała nieustannie macocha. – Wszystko, co robisz, ma znaczenie i wpływa na wizerunek twojego ojca oraz na odbiór poglądów, które prezentuje. Pomyśl tylko, co powiedzieliby jego wrogowie, gdybyś miała słabe oceny albo nie była najlepsza na swoich dodatkowych zajęciach. Jeśli jego własna córka nie będzie sobie radzić w szkole, zaczną kwestionować jego zaangażowanie w sprawy edukacji. Przeciwnicy twojego ojca zawsze szukają pretekstów, żeby wytykać go palcami i twierdzić, że nie jest godzien swojegostanowiska. Że my wszyscy nie jesteśmy go godni. Więc nie możesz pozwolić sobie na nieuwagę ani na to, żeby twoje oceny się pogorszyły, bo inaczej zaszkodzisz swojemu ojcu, a co najgorsze, przeszkodzisz mu w realizacji planów.
Diana spojrzała na strój, który sobie na dziś dobrała. Po szesnastu latach doskonale wiedziała, jakie szczegóły zwracają uwagę i co ludzie pomyślą na jej widok. Stylowe białe dżinsy. Gustowna różowa bluzka. Ale nic przesadnie drogiego, bo to budziłoby zazdrość. Ubrania nie mogły być też nadmiernie obcisłe – to sprawiałoby niewłaściwe wrażenie. I wszystko musiało być wyprasowane. Pogniecione ciuchy sugerują lenistwo. A nikt nie ufa leniwym ludziom. Jeśli chcesz dostać w życiu to, na czym ci zależy, musisz wzbudzać
zaufanie – nawet jeśli zamierzasz je potem zawieść.
Jej ojciec osiągał ten cel za pomocą idealnie dopasowanych garniturów, których oficjalną sztywność przełamywał zawsze brak krawata i rozpięty guzik koszuli. Wyglądał jak przeciętny człowiek. Sprawiał przyjazne wrażenie. Stanowił ucieleśnienie powszechnych wyobrażeń o idealnym ojcu i byłym wojskowym specjaliście od łączności, dla którego najbardziej liczą się rodzina i ojczyzna. W każdym razie tak musiano go postrzegać, skoro wygrał wybory. Ciężko pracował, żeby zapewnić sobie reelekcję, a zadaniem jego żony i córki – zadaniem Diany – było nie popełnić żadnego błędu, przez który elektorat zacznie się zastanawiać, czy nadal chce go na stanowisku.
Bułka z masłem.
– Katherine?! – krzyknęła, wiedząc, jak bardzo macocha nie znosi podnoszenia głosu. Zero odpowiedzi. Pewnie zdążyła zejść na dół. A tata brał już udział w jakichś spotkaniach. Diana przygryzła wargę i sięgnęła po małe złote kolczyki, które dostała od Katherine na szesnaste urodziny, po czym dodała do nich wisiorek ze złotym krzyżykiem, który w teorii był prezentem od ojca. Udawała, że nie zauważa, jak jeden z asystentów podaje mu pudełeczko, o którym ojciec do tej pory wyraźnie nie miał pojęcia.
– Ostateczny efekt zależy od drobnych szczegółów – powtarzała Katherine. – Ludzie zwracają uwagę na detale.
Owszem, zwracają. Diana sięgnęła do puzderka z biżuterią i wyjęła znoszoną bransoletkę przyjaźni, którą zrobiła sobie wiele lat temu, marząc o kimś, komu mogłaby ją dać i kto w zamian dałby jej inną. Ale nikomu nigdy nie przyszło do głowy, że ta popularna dziewczyna mogłaby potrzebować takiego podarunku. Nikt nigdy się nie zastanawiał, czy po powrocie do domu nie czuje się samotna.
Wszyscy uważali, że popularna dziewczyna ma miliony przyjaciół i rodzinę, która zapewnia jej oparcie.
Diana podeszła do lusterka i sprawdziła makijaż. Był leciutki, miał tylko sprawić, żeby jej błękitne oczy wydawały się większe. Nic więcej, bo inaczej ludzie mogliby kwestionować jej przyzwoitość. A przecież Diana miała być grzeczną dziewczynką.
Odhaczyła wszystkie punkty z listy macochy.
Porządne buty.
Ładny dom.
Świetne oceny.
Szanowana rodzina.
Doskonałe maniery.
Wszystko to były oznaki dobrze wychowanej dziewczyny o silnym charakterze. Dziewczyny, z którą cała szkoła chciała się przyjaźnić. Którą rodzice i nauczyciele podawali za wzór innym uczniom. Którą nauczono zwracać uwagę na najdrobniejszy szczegół swojego zachowania i wyglądu, nie wyłączając gładkiej czerwieni oprawy telefonu. A ona była zdecydowana posłużyć się tym wszystkim, żeby pokazać, że wiara w celowo tworzone pozory to głupota.
Dziewczyna idealna.
Jeśli Diana nie chciała zniszczyć tego perfekcyjnego wizerunku, to musiała się zbierać. Spóźnialstwo u osoby rzekomo pozbawionej wad byłoby nie do przyjęcia. Mogło sugerować brak szacunku dla czasu innych ludzi.
Diana rzuciła okiem na zegarek, pokręciła głową i zbiegła na dół w poszukiwaniu macochy, żeby poprosić o podwiezienie do szkoły na spotkanie w sprawie pamiątkowego albumu ich rocznika.
– Katherine?! – krzyknęła jeszcze raz.
Znowu cisza. No tak. Pewnie Katherine była za domem i sprawdzała, czy służba wypolerowała na błysk meble na patio, żeby po dzisiejszym wieczorku można było zaprosić gości z powrotem do domu.
– Katherine?
– Matka już wyszła.
– Co takiego? – Katherine odwróciła się i ujrzała swojego ojca stojącego przy tarasowej huśtawce z telefonem przyciśniętym do ucha. Wiedziała, że wszelkie próby sprostowania jej relacji z Katherine skazane są na niepowodzenie, więc zamiast tego spytała tylko: – Dokąd poszła?
Ojciec podniósł rękę, żeby ją uciszyć.
– Tak, słucham cię, i owszem, rozumiem, że były pewne opory, ale nie mogę się wycofać z tej ustawy, bo rozgniotą mnie na miazgę. Prasa zwęszy krew, to byłby nasz koniec. Wszyscy wiemy, że to prawda. Ale wystarczy tylko jedno drobne wahnięcie na moją korzyść. Musisz mi zaufać.
Diana znowu otworzyła usta, ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ojciec odwrócił się do niej plecami i zaczął kiwać głową. Jeśli chciała, żeby poświęcił jej swoją uwagę, musiała się ustawić w kolejce.
– Zgadza się. Podkreślę dziś wieczorem tę różnicę. I nie martw się. To będzie świetna okazja, żeby opowiedzieć o zaletach ustawy i zmienić kierunek debaty. Jeśli masz do mnie jeszcze inne sprawy, to za pół godziny będę w biurze. Ja też dziękuję ci za rozmowę, Tim. Naprawdę doceniam twoje poświęcenie. Odkręcimy tę sytuację.
Wreszcie się rozłączył i spojrzał w jej stronę.
Miał na sobie idealnie zaprasowane spodnie khaki, czerwoną koszulkę polo i granatową sportową marynarkę – jej macocha nazywała ten styl „autorytetem na luzie”. Ale pomimo tych ubrań Diana uważała, że ojciec wcale nie wygląda na wyluzowanego.
– To był Tim?
Ojciec przytaknął.
– Niepokoją go złe opinie w prasie na temat projektu mojej ustawy.
Tim trafił do ekipy jej ojca później niż inni, za to był bystry i spostrzegawczy. Dlatego właśnie od razu po studiach dostał propozycję pracy od szefa sztabu ojca. I chociaż był młodszy od innych członków personelu, Diana wiedziała, że słusznie martwi się o tę ustawę. W mediach mówiono, że stanowiłaby ona naruszenie prywatności. Zgodnie z jej zapisami uczniowie i nauczyciele byliby zobowiązani do informowania przełożonych w przypadku wszelkich podejrzeń, że ktoś w szkole planuje kogoś skrzywdzić lub zniszczyć tereny szkolne. Uczniowie oskarżeni o takie zamiary musieliby przekazywać swoje hasła do skrzynek mejlowych i profili na portalach społecznościowych pod groźbą zawieszenia i możliwego dochodzenia przez FBI. W przypadku incydentów ci, którzy nie donieśli o swoich obawach, mogliby zostać oskarżeni o współudział. Jej ojciec wierzył, że nowe prawo zmieni wreszcie sytuację i zagwarantuje w amerykańskich szkołach to, czego jak dotąd nie zdołały zapewnić inne przepisy – bezpieczeństwo. Każdy uczeń myślący o spowodowaniu jakiegoś zamieszania zastanowi się dwa razy, jeśli będzie wiedział, że koledzy i nauczyciele go obserwują i w przypadku jakichkolwiek podejrzeń natychmiast zareagują. Wyłapanie i powstrzymanie sprawców, zanim dopuszczą się jakichś niebezpiecznych czynów, mogło z kolei pomóc w skierowaniu ich na lepszą drogę. Ojciec był przekonany, że działania w szkołach i zmiana systemu edukacji to najlepszy sposób, żeby zaradzić nasilającej się epidemii przemocy.
– W prasie znowu ukazały się jakieś negatywne głosy? – spytała Diana. Nie wszyscy podzielali opinię ojca na temat tego, jak zapewnić w kraju bezpieczeństwo. Od kiedy ogłoszono projekt ustawy „Bezpieczeństwo przez edukację”, zalewały go telefony i wiadomości mejlowe, a gazety publikowały sążniste artykuły o pogwałceniu prywatności i opinie na temat tego, co dokładnie miałoby oznaczać „zagrożenie dla społeczeństwa”.
Nawet Diana otrzymała w związku z pomysłem ojca kilka pełnych nienawiści mejli. Ale kiedy próbowała z nim o tym rozmawiać, kazał jej przekazać te wiadomości Timowi i nie zwracać na nie uwagi. Wszystko się ułoży. Gdy jednak Tim usiadł z nią i wysłuchał opowieści o groźbach, jakie kierowano pod jej adresem, oraz ostentacyjnie wygłaszanych uwagach, że ktoś nie zamierza już głosować na jej ojca, przyznał, że tak wielki opór wobec tej ustawy to faktycznie powód do niepokoju.
Oboje zgadzali się, że jeśli fala złej prasy na temat planowanej reformy nie ustąpi, projekt padnie, zanim będzie można choćby przetestować go w praktyce. A razem z nim upadnie kariera jej ojca, bez którego – jak wpojono Dianie – świat nie zdoła zmienić się na lepsze. Nic dziwnego, że Tim robił wszystko, co w jego mocy, żeby media zwróciły uwagę na dzisiejsze wydarzenie. Diana również chciała jakoś pomóc. Poza tym podobała jej się świadomość, że ktoś wreszcie zdał sobie sprawę z jej możliwości i słuchał tego, co miała do powiedzenia. Tim z kolei cieszył się, że może konsultować z nią swoje pomysły bez obawy, że Diana pobiegnie do senatora i powie, że są one zbyt radykalne albo że Tim nie nadaje się na swoje stanowisko.
Jej ojciec wzruszył ramionami i obdarzył ją wyćwiczonym uśmiechem.
– Niektórzy z pozostałych pomysłodawców zastanawiają się, czy nie powinniśmy odłożyć na razie tego projektu i jeszcze go przemyśleć, lecz Tim ma wyniki jakichś badań opinii publicznej, z których wynika, że odwrót przyniesie nam więcej szkód niż korzyści. Ale ja się nie martwię. Tim i reszta mają już plan, żeby wszystko się udało.
– Jeśli mogę ci jakoś pomóc…
Ojciec podniósł rękę, kiedy jego telefon znowu zadzwonił.
A dzwonił bezustannie.
– Odbiorę w drodze do biura. – Spojrzał na Dianę i uśmiechnął się do niej z napięciem. – Matka zostawiła ci liścik w kuchni. Możesz mi pomóc, będąc gotowa, kiedy matka po ciebie przyjedzie. Wszystko musi pójść doskonale, jeśli chcemy zmienić opinię publiczną. – I zanim Diana zdążyła cokolwiek powiedzieć, przyłożył telefon do ucha i odezwał się: – Larry, cieszę się, że dzwonisz… – Po czym zniknął w głębi domu.
Diana pobiegła za nim, ale nawet się nie obejrzał. Po chwili usłyszała trzask drzwi wyjściowych i ojciec wyszedł, zanim zdążyła mu przypomnieć, że ktoś musi ją zawieźć do szkoły. Kiedy przeczytała liścik od macochy, stwierdziła, że od niej także nie może się spodziewać pomocy:

Kochana Diano,
przyjadę po Ciebie do domu o czwartej. Włóż tę niebieską satynową sukienkę, którą masz w garderobie, i nie upinaj włosów. Proszę, bądź gotowa na czas. Dzisiejszy wieczór jest dla nas wszystkich bardzo ważny.
Katherine

Diana wbiła spojrzenie w karteczkę.
Bądź gotowa na czas.
Nie upinaj włosów.
Dzisiejszy wieczór jest bardzo ważny.
Jak widać, to, żeby Diana dotarła dziś do szkoły, nie miało znaczenia. Obróciła bransoletkę na nadgarstku i jeszcze raz przesunęła wzrokiem po słowach macochy, które rozchodziły się echem po jej głowie wraz ze wszystkimi innymi pouczeniami. – Nie dziel się swoimi opiniami z innymi ludźmi, Diano. – Bo mogłyby się różnić od tego, czego się po niej spodziewano.
A to byłoby niedopuszczalne.
– Pamiętaj, że na ciebie liczymy.
Owszem. Liczyli.
Diana wróciła na górę i podeszła do zabytkowej skrzyni na zabawki w kącie swojego pokoju. Pospiesznie zdjęła na podłogę ozdobne poduszki oraz zapasowy koc i uniosła wieko.
Wyciągnęła dwa plecaki. W bocznej kieszeni jednego z nich znalazła listę, którą ułożyła kilka tygodni wcześniej, i wsunęła ją do kieszeni.
Szybkie spojrzenie na zegar przypomniało jej, że musi już iść, bo inaczej spóźni się na spotkanie. Wczoraj sama przesunęła je o dwie godziny wcześniej. Wątpiła, czy komukolwiek spodobałby się fakt, że zmusiła całą grupę do zmiany planów, a potem kazała na siebie czekać.
Odwróciła się i po raz ostatni popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Ujrzała osobę, którą jej rodzina chciała w niej widzieć. Idealną. Taką, po której wszyscy zawsze spodziewali się tego, co właściwe, i której nikt nigdy nie podejrzewałby o coś złego.
Dobrą.
Obudziła komputer i wysłała szybką wiadomość do Tima z informacją, że wychodzi do szkoły. Wreszcie ostrożnie zabrała oba plecaki, zeszła na dół i wyszła z domu. Jej ojciec sądził, że jedynym sposobem, w jaki mogła mu pomóc, było wieczne przytakiwanie, uśmiechanie się i nieskazitelny wygląd – cała rodzina miała być nieskazitelna. Diana była zdecydowana pokazać mu, że stać ją na więcej.