Ruta Sepetys w powieści “Sól morza” rzuca światło na największą tragedię morską w historii i składa hołd jej ofiarom, a jednocześnie dowodzi, że człowieczeństwo może zatriumfować nawet w najmroczniejszych czasach.


Sól morzaZima 1945 roku. Troje młodych ludzi. Trzy tajemnice…

II wojna światowa zbliża się ku końcowi. Tysiące uchodźców szukają ratunku przed nadciągającą Armią Czerwoną.

W czasie ewakuacji Prus Wschodnich krzyżują się drogi trojga nastolatków. Emilia, Joana i Florian – każde z innego kraju, każde dręczone poczuciem winy, strachem i wstydem – muszą zrobić wszystko, by dostać się na pokład Wilhelma Gustloffa.

Tylko czy zdołają sobie zaufać? I czy to wystarczy, żeby przetrwać?

Ruta Sepetys urodziła się i wychowała w Detroit w rodzinie artystów, miłośników literatury i muzyki. Obecnie mieszka w Nashville. Jej pierwsza powieść to „Szare śniegi Syberii”, nakładem Wydawnictwa „Nasza Księgarnia” ukazały się również „Wybory”.

Ruta Sepetys
Sól morza
Przekład: Paweł Kruk
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Premiera: 23 stycznia 2019
 
 

Sól morza


My, którzy przeżyliśmy, nie jesteśmy prawdziwymi i wiarygodnymi świadkami. W posiadaniu tej strasznej prawdy są ci, którzy zostali pogrążeni, zatopieni, unicestwieni.
Primo Levi

joana

Wina jest myśliwym.
Sumienie przedrzeźniało mnie, szukając zaczepki niczym kapryśne dziecko.
„To wszystko twoja wina” – szeptał głos.
Przyspieszyłam kroku, by dogonić naszą grupkę. Gdybyśmy się natknęli na Niemców, z pewnością zgoniliby nas z drogi. Była zarezerwowana dla wojska. Nie wprowadzono jeszcze nakazu ewakuacyjnego, tak więc każdego, kto opuszczał Prusy Wschodnie, uznawano za dezertera. Ale jakie to miało znaczenie? Ja stałam się dezerterką już cztery lata temu, kiedy uciekłam z Litwy.
Litwa.
Wyjechałam w 1941 roku. Co się działo w domu? Czy prawdziwe były te okropieństwa, o których szeptano na ulicach?
Doszliśmy do kopca przy drodze. Malec idący przede mną zakwilił i pokazał palcem. Dołączył do nas przed dwoma dniami, po prostu wynurzył się z lasu, sam, i ruszył za nami.
– Cześć, mały. Ile masz lat? – zapytałam go wtedy.
– Sześć – odpowiedział.
– Z kim podróżujesz?
Zatrzymał się i spuścił głowę.
– Z moją Omi.
Spojrzałam w stronę lasu, by sprawdzić, czy zobaczę gdzieś jego babkę.
– A gdzie ona jest? – zapytałam.
Mały tułacz podniósł wzrok i otworzył szeroko wyblakłe oczy.
– Nie obudziła się.
I tak chłopiec poszedł z nami, często wysforowując się trochę albo zostając z tyłu. A teraz pokazywał kawałek ciemnej wełny wystający spod podobnej do bezy śnieżnej skorupy.
Przywołałam grupę i kiedy się zbliżyli, podbiegłam do przykrytego śniegiem garbu. Wiatr zdmuchnął warstwę lodowatych płatków i odsłonił siną twarz martwej kobiety, może dwudziestokilkuletniej. Usta i oczy miała otwarte, zastygłe w grymasie strachu. Przeszukałam jej zesztywniałe od mrozu kieszenie, ale ktoś zrobił to wcześniej. Za podszewką kurtki znalazłam dokumenty. Schowałam je do kieszeni płaszcza, by oddać je Czerwonemu Krzyżowi, po czym odciągnęłam ciało kobiety z drogi, dalej w pole. Wprawdzie była już martwa, mocno zesztywniała od zimna, ale nie mogłam znieść myśli, że przejechałyby po niej czołgi.
Wróciłam szybko do grupy. Mały wędrowiec stał na środku drogi, obsypywany padającym śniegiem.
– Ona też się nie obudziła? – zapytał cichutko.
Pokręciłam głową i wzięłam go za rękę w mitence.
I wtedy oboje usłyszeliśmy to w oddali.
BUM.

florian

Los jest myśliwym.
Silniki buczały w górze. Der Schwarze Tod, „czarna śmierć”, tak je nazywano. Schowałem się pod drzewami. Nie widziałem samolotów, ale je wyczuwałem. Były blisko. Uwięziony między ciemnością przede mną i za mną rozważałem różne możliwości. Rozległ się wybuch i śmierć podpełzła bliżej, zaciskając wokół mnie dymne paluchy.
Zacząłem biec.
Moje nogi plątały się, ociężałe, odłączone od oszalałego umysłu. Siłą woli starałem się zmusić je do ruchu, lecz były jak związane w kostkach przez świadomość.
– Jesteś utalentowanym młodzieńcem, Florianie. – Tak powiedziała matka.
– Jesteś Prusakiem. Sam podejmuj decyzje – rzekł ojciec.
Czy zaaprobowałby moje decyzje, tajemnice, które teraz niosłem na plecach? Czy w tej wojnie między Hitlerem a Stalinem matka wciąż twierdziłaby, że jestem utalentowany, czy też uznałaby mnie za przestępcę?
Sowieci by mnie zabili. Tylko jakim torturom by mnie wcześniej poddali? Naziści by mnie zabili, lecz tylko wtedy, gdyby odkryli plan. Jak długo pozostanie on tajemnicą? Pytania popychały mnie naprzód, więc pędziłem przez zimny las, uchylając się przed gałęziami. Biegłem z dłonią przyciśniętą do boku, w drugiej trzymałem pistolet. Każdy krok i oddech powodowały falę bólu i wyciskały ciepłą krew z zaognionej rany.
Odgłos silników ucichł. Uciekałem od wielu dni i teraz mój umysł osłabł tak samo jak moje nogi. Myśliwy poluje na znużone i wycieńczone ofiary. Musiałem odpocząć. Ból coraz bardziej mnie spowalniał. W leśnej gęstwinie dostrzegłem starą ziemiankę zasłoniętą gałęziami. Wskoczyłem do niej.
BUM.

emilia

Wstyd jest myśliwym.
Postanowiłam odpocząć chwilę. Chyba miałam na to czas? Wsunęłam się po zimnej ubitej ziemi w głąb groty. Ziemia zadrżała. Żołnierze byli blisko. Musiałam iść dalej, ale czułam potworne zmęczenie. Dobrze wymyśliłam, żeby zasłonić gałęziami wejście do tej leśnej piwnicy, prawda? Nikt jej nie wypatrzy z drogi. Chyba nie.
Naciągnęłam mocniej na uszy różową wełnianą czapkę i owinęłam się szczelnie płaszczem, aż po samą szyję. Pomimo warstw ubrania styczniowe zębiska kąsały dotkliwie. Straciłam czucie w palcach. Kępki włosów, przymarznięte sztywno do kołnierza, odrywały się, gdy odwracałam głowę. Pomyślałam więc o sierpniu.
Oczy same mi się zamknęły.
A potem się otworzyły.
Zobaczyłam rosyjskiego żołnierza.
Pochylał się nade mną z latarką, trącając mnie w ramię pistoletem.
Podskoczyłam i gwałtownie się odsunęłam.
– Fräulein. – Uśmiechnął się zadowolony, że żyję. – Komme, Fräulein. Ile masz lat?
– Piętnaście – wyszeptałam. – Proszę, nie jestem Niemką. Nicht Deutsche.
Nie słuchał mnie, nie rozumiał albo nic go to nie obchodziło. Skierował na mnie lufę i pociągnął mnie za nogę w kostce.
– Ciii, Fräulein. – Podsunął mi broń pod podbródek.
Błagałam go. Zasłoniłam brzuch dłońmi i błagałam.
Przysunął się bliżej.
Nie. To się nie stanie. Odwróciłam głowę.
– Zastrzel mnie, żołnierzu. Proszę.
BUM.

alfred

Strach jest myśliwym.
Ale my, dzielni wojownicy, strzepujemy z siebie strach jednym ruchem dłoni. Śmiejemy mu się w twarz, kopiemy go jak kamień na ulicy. Tak, Hannelore, układam listy w głowie, gdyż nie mogę odchodzić od swoich ludzi tak często, jak często myślę o Tobie.
Będziesz dumna ze swojego czujnego towarzysza, marynarza Alfreda Fricka. Dzisiaj uratowałem młodą kobietę przed wpadnięciem do morza. Nic wielkiego, ale była mi tak wdzięczna, że uściskała mnie i nie chciała puścić.
„Dziękuję ci, marynarzu”. Jej ciepły szept zatrzymał się w moim uchu. Była całkiem ładna i pachniała jak świeże jajka, ale wiele tu jest wdzięcznych i ładnych dziewcząt. Och, nie martw się. Ty i twój czerwony sweter zajmujecie najwięcej miejsca w moich myślach. Z czułością i nieustannie myślę o czasach Hannelore i czerwonego swetra.
Lżej mi na duszy, gdy wiem, że Cię tu nie ma i nie oglądasz tego wszystkiego. Twoje słodkie serce nie zniosłoby tych potworności w porcie Gotenhafen. W tej chwili strzegę niebezpiecznych materiałów wybuchowych. Dobrze służę Niemcom. Mam dopiero siedemnaście lat, ale odznaczam się większym męstwem niż inni, dużo starsi ode mnie. Mówi się o ceremonii z wyróżnieniami, lecz jestem zbyt zajęty walką dla Führera, żeby przyjmować medale. One są dla zmarłych, tak im powiedziałem. My musimy walczyć, póki żyjemy!
Tak, Hannelore, wykażę się przed całymi Niemcami. Drzemie we mnie bohater, o tak.

BUM.
Porzuciłem układany w głowie list i schowałem się w składziku, licząc na to, że nikt mnie tam nie znajdzie. Nie chciałem wychodzić na zewnątrz.

florian

Stałem w leśnej piwnicy z pistoletem wymierzonym w martwego Rosjanina. Tył jego głowy oddzielił się od czaszki. Zepchnąłem go z kobiety.
Nie była kobietą. Zaledwie dziewczyną w różowej wełnianej czapce. Straciła przytomność.
Przeszukałem sztywne od mrozu kieszenie Rosjanina i zabrałem papierosy, piersiówkę, dużą kiełbasę zawiniętą w papier oraz pistolet. Na nadgarstkach miał po dwa zegarki, trofea skradzione ofiarom. Nie tknąłem ich.
Przycupnąłem w kącie piwnicy i rozejrzałem się po jej zimnym wnętrzu, szukając czegoś do jedzenia, ale niczego nie znalazłem. Schowałem amunicję do plecaka, uważając na nieduże pudełko w jego wnętrzu owinięte kawałkiem tkaniny. Pudełko. Jak taki mały przedmiot mógł mieć taką moc? O mniejsze rzeczy toczono wojny. Czy naprawdę byłem gotów za to umrzeć? Ugryzłem wyschniętą kiełbasę, delektując się śliną, która napłynęła mi do ust.
Ziemia lekko zadrżała.
Rosjanin nie przyszedł tu sam. Będzie ich więcej. Musiałem iść dalej.
Otworzyłem flaszkę żołnierza i powąchałem jej zawartość. Wódka. Rozchyliłem płaszcz, a potem koszulę, i polałem sobie bok alkoholem. Przenikliwy ból sprawił, że aż mi pociemniało w oczach. Rozerwane ciało zareagowało obronnie, pulsując i skręcając się. Wziąłem głęboki wdech, zacisnąłem zęby, by powstrzymać jęk, i okrutnie potraktowałem ranę resztką alkoholu.
Leżąca na ziemi dziewczyna się poruszyła. Gwałtownie odsunęła głowę od martwego Rosjanina. Spojrzała na pistolet przy moich stopach i na piersiówkę w mojej ręce. Usiadła, mrugając szybko. Różowa czapka zsunęła jej się z głowy i spadła bezgłośnie na ziemię. Na boku płaszcza widniały strużki krwi. Wsunęła dłoń do kieszeni.
Odrzuciłem butelkę i chwyciłem za broń.
Dziewczyna otworzyła usta i przemówiła.
Polka.

emilia

Rosyjski żołnierz wpatrywał się we mnie pustym spojrzeniem, z otwartymi ustami.
Martwy.
Co się stało?
W kącie kucał młody mężczyzna ubrany po cywilnemu. Płaszcz i koszulę miał niezapięte, skóra pod nimi była zakrwawiona i ciemnosina. Miał broń. Zamierzał mnie zabić? Nie, wcześniej zabił Rosjanina. Uratował mnie.
– Wszystko w porządku? – zapytałam, z trudem rozpoznając własny głos. Mężczyzna skrzywił się na dźwięk moich słów.
Był Niemcem.
Ja Polką.
Nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Adolf Hitler uznał Polaków za podludzi. Mieliśmy zostać zgładzeni, by Niemcy mogli zająć nasze ziemie na potrzeby swojego imperium. Hitler stwierdził, że Niemcy są lepsi i nie będą mieszkać wśród Polaków. Zostaliśmy uznani za niezdatnych do zniemczenia. Ale nasza ziemia się do tego nadawała.
Wyjęłam z kieszeni ziemniak i podsunęłam go mężczyźnie.
– Dziękuję.
Ziemia zapulsowała lekko. Ile czasu upłynęło?
– Musimy iść – powiedziałam.
Starałam się jak najlepiej mówić po niemiecku. W głowie zdania brzmiały idealnie, ale nie miałam pewności, czy tak samo są rozumiane na zewnątrz. Czasem, gdy posługiwałam się niemieckim, ludzie śmiali się ze mnie i wtedy się orientowałam, że kaleczę język. Opuściłam ramię i zobaczyłam na rękawie krew Rosjanina. Czy to się kiedyś skończy? Czułam, jak wzbierają we mnie łzy. Nie chciałam płakać.
Niemiec wpatrywał się we mnie, a na jego twarzy malowały się wycieńczenie i frustracja. Rozumiałam go.
Jego oczy, skierowane na ziemniak, mówiły: „Emilio, jestem głodny”.
A zaschnięta krew na koszuli mówiła: „Emilio, jestem ranny”.
Ale najwięcej dowiedziałam się z tego, jak kurczowo ściskał swój plecak.
EMILIO, NIE DOTYKAJ TEGO.

joana

Powlekliśmy się dalej wąską drogą. Piętnaścioro uchodźców. Słońce wreszcie się poddało i zaraz nastąpił atak zimna. Idąca przede mną niewidoma dziewczyna o imieniu Ingrid trzymała sznur przywiązany do wozu ciągniętego przez konia. Ja wprawdzie widziałam, ale miałyśmy coś wspólnego: obie znalazłyśmy się w mrocznym tunelu wojny, nie mając pojęcia, co nas czeka. Może nawet jej utracony wzrok był darem. Potrafiła usłyszeć i wyczuć węchem różne rzeczy, zanim pozostali zdążyli się zorientować.
Czy usłyszała ostatni urwany oddech starca, gdy ten ześliznął się pod koła wozu kilkanaście kilometrów wcześniej? Czy wyczuła w ustach metaliczny posmak, kiedy szła po świeżej krwi rozlanej na śniegu?
– Serce pęka. Zabiły ją – odezwał się głos za mną. To był stary szewc. Zatrzymałam się, by mógł mnie dogonić. – Tamta zamarznięta kobieta – kontynuował. – Jej buty ją zabiły. Powtarzam wszystkim, ale mnie nie słuchają. Marnie uszyte buty zmasakrują ci stopy, będą uniemożliwiać marsz. Aż nie dasz rady iść dalej. – Ścisnął moje ramię. – A potem umrzesz – dodał szeptem.
Starzec nie mówił o niczym innym, tylko o butach. A mówił z taką miłością i takimi emocjami, że kobieta w naszej grupie nadała mu przydomek „trzewikowy poeta”. Kobieta zniknęła dzień później, ale przydomek został.
– Buty wszystko ci powiedzą – rzekł trzewikowy poeta.
– Nie zawsze – przeciwstawiłam się.
– A właśnie że zawsze. Twoje na przykład. Są drogie, dobrze wykonane. A to mi mówi, że pochodzisz z zamożnej rodziny. Ale mają fason butów przeznaczonych dla starszej kobiety, co mi podpowiada, że pewnie należały do twojej matki. Oddała buty córce. A to mi mówi, że jesteś przez kogoś kochana, moja droga. Twojej matki tutaj nie ma, co tłumaczy, dlaczego jesteś smutna, moja droga. Buty wszystko ci powiedzą.
Zatrzymałam się na skraju zamarzniętej drogi i patrzyłam, jak stary cholewkarz idzie dalej, powłócząc nogami. Miał rację. Matka się dla mnie poświęciła. Kiedy uciekliśmy z Litwy, posłała mnie do Insterburga, gdzie z pomocą przyjaciółki załatwiła mi pracę w szpitalu. Od tamtego czasu minęły już cztery lata. Gdzie teraz była moja matka?
Pomyślałam o niezliczonej rzeszy uchodźców zmierzających ku wolności. Ile milionów ludzi straciło domy i rodziny podczas wojny? Obiecałam matce, że będę patrzeć w przyszłość, lecz potajemnie marzyłam o powrocie do przeszłości. Czy ktoś miał jakieś wieści o moim ojcu i bracie?
Niewidoma dziewczyna skierowała twarz ku niebu i uniosła ramię w ostrzegawczym geście.
Wtedy je usłyszałam.
Samoloty.

florian

Ledwo wyszliśmy z ziemianki, dziewczyna zaczęła płakać. Wiedziała, że chcę ją zostawić.
Nie miałem wyboru. Za bardzo by mnie spowalniała.
Celem Hitlera było zniszczenie wszystkich Polaków. Jako Słowianie zostali naznaczeni piętnem gorszych. Ojciec powiedział, że naziści zgładzili miliony Polaków. Polscy intelektualiści byli okrutnie zabijani w miejscach publicznych. Hitler zakładał obozy zagłady na terenach okupowanych przez Niemców, nasączając polską ziemię krwią niewinnych Żydów.
Hitler był tchórzem. W tym jednym zgadzałem się z ojcem.
– Proszę… Bitte… – błagała, przechodząc z polskiego na łamany niemiecki.
Nie mogłem znieść jej widoku, strużek krwi martwego Rosjanina na jej rękawie. Ruszyłem przed siebie, ścigany jej szlochem.
– Zaczekaj. Proszę! – zawołała.
Jej płacz zabrzmiał boleśnie znajomo. Dokładnie tak samo jak płacz mojej młodszej siostry Anni na korytarzu w dniu, w którym nasza matka wydała ostatnie tchnienie.
Anni. Gdzie teraz była? Też w jakiejś ciemnej leśnej dziurze z pistoletem przystawionym do głowy?
Fala bólu przepłynęła przez mój bok, zmuszając mnie do zatrzymania się. Stopy dziewczyny szybko ją do mnie przyniosły. Ruszyłem dalej.
– Dziękuję – pisnęła za moimi plecami.
Słońce się schowało i mróz zacisnął pięść. Wyliczyłem, że powinienem przejść jeszcze ze dwa kilometry, zanim zatrzymam się na noc. Przy polnej drodze istniała większa szansa na znalezienie schronienia, ale też groziło nam większe niebezpieczeństwo natknięcia się na wojsko. Rozsądniej było poruszać się wzdłuż krawędzi lasu.

Dziewczyna usłyszała je wcześniej. Chwyciła mnie za ramię. Buczenie samolotowych silników szybko się zbliżało od tyłu. Rosjanie atakowali w pobliżu niemieckie wojska lądowe. Przed nami czy za nami?
Zaczęły spadać bomby. Po każdym wybuchu wszystkie moje kości wibrowały i dudniły, uderzając gwałtownie o kopułę dzwonu mojego ciała. W odpowiedzi na wybuchy po niebie przetoczył się grzmot ognia przeciwlotniczego.
Dziewczyna próbowała odciągnąć mnie dalej.
Odepchnąłem ją.
– Biegnij!
Pokręciła głową i pokazała do przodu, nieporadnie próbując prowadzić mnie przez śnieg. Chciałem biec, zapomnieć o niej, zostawić ją w lesie. I wtedy dostrzegłem krople krwi na śniegu kapiące spod jej obszernego płaszcza.
Nie mogłem.

emilia

Chciał mnie zostawić. Sam biec w swoim wyścigu.
Kim był ten niemiecki chłopak, na tyle dorosły, by służyć w Wehrmachcie, ale ubrany po cywilnemu? Dla mnie okazał się zdobywcą, śpiącym rycerzem, jak w tych opowieściach, które słyszałam od mamy. Polska legenda mówiła o królu i dzielnych rycerzach, którzy spali w górskich jaskiniach. Kiedy Polska znajdowała się w potrzebie, rycerze budzili się i przybywali jej na ratunek.
Tak sobie umyśliłam, że ten przystojny młodzieniec jest śpiącym rycerzem. Szedł przed siebie z pistoletem w dłoni. Odchodził.
Dlaczego wszyscy mnie zostawiali?
Samoloty strzelały nad naszymi głowami. Kręciło mi się w głowie od bzyczenia w uszach. Spadła bomba. Potem następna. Zatrzęsła się ziemia, grożąc, że otworzy swój pysk i nas pożre.
Próbowałam go dogonić, ignorując ból i upokorzenie skryte pod płaszczem. Nie miałam czasu ani odwagi, by tłumaczyć, dlaczego nie mogę biec. Zamiast tego nakazałam sobie iść przez śnieg jak najszybciej. Rycerz biegł przodem, przemykając się między drzewami, z ręką przyciśniętą do boku, dręczony bólem.
Przez nogi wyciekały ze mnie resztki sił. Pomyślałam o nadchodzących Rosjanach, o lufie pistoletu na mojej szyi w tamtej ziemiance, i siłą woli zmusiłam się do ruchu. Człapałam w głębokim śniegu jak kaczka. Niespodziewanie w mojej głowie zabrzmiała słodka piosenka dla dzieci, którą śpiewała mi mama.

Wszystkie kaczątka z łebkami pod wodą,
Z łebkami pod wodą.
Wszystkie kaczątka z łebkami pod wodą.
Och, słodziutkie kaczątka.

Gdzie teraz były wszystkie kaczątka?