Wzruszająca, tajemnicza, a także pełna humoru historia ponadczasowej miłości o niezapomnianym zakończeniu. Innowacyjna powieść, w której autor próbuje zgłębić pamięć uczuć.


(Nie)pamięćHope, Josh i Luke, studenci neurobiologii, tworzą nierozłączne trio, które łączy bezwarunkowa przyjaźń i pewna genialna idea.

Kiedy Hope staje przed zbliżającą się nieuchronnie śmiercią, przyjaciele decydują się na zbadanie niemożliwego i na wprowadzenie w życie niewiarygodnego planu – postanawiają zabawić się w alchemików życia. Gdzie znajduje się nasza świadomość? Czy można ją przenieść i przechować?

W pogoni za odpowiedziami na te pytania przyjaciele rozpoczynają szaleńczy wyścig ze śmiercią, od tajnych laboratoriów Uniwersytetu Bostońskiego po zagubioną na krańcu wyspy latarnię morską.

***

Niezwykła historia miłości, poruszająca i pełna humoru, godna Juliusza Verne’a.
France Info

To najbardziej wzruszająca historia Marca Levy’ego; współczesna wersja Śpiącej królewny. Autor wywrócił swój horyzont do góry nogami, a ja to samo zrobiłem ze swoim sercem. Cudowna lektura.
L’Univers Détente

Marc Levy – urodzony w 1961 r. we Francji jeden z najchętniej czytanych na świecie francuskich autorów. Jego książki zostały przełożone na 49 języków i sprzedane w ponad 40 milionach egzemplarzy. Jego droga do pisania nie była jednak krótka. Jako osiemnastolatek wstąpił do Czerwonego Krzyża, w tym samym czasie studiował zarządzanie i programowanie. Przez jakiś czas prowadził firmę specjalizującą się w grafice komputerowej, zajmował się także projektowaniem wnętrz. W wieku 37 lat napisał książkę na podstawie historii, które co wieczór opowiadał swojemu synowi. Po zachęcie siostry wysłał powieść do wydawnictwa Roberta Laffonta, który natychmiast postanowił ją wydać. Jeszcze zanim książka się ukazała, Steven Spielberg zakupił prawa filmowe dla wytwórni DreamWorks. Film Jak w niebie, z Reese Witherspoon i Markiem Ruffalo w rolach głównych, stał się przebojem kasowym w USA w 2005 r. i zapewnił rozpoznawalność pisarzowi. Podobny sukces odniosły pozostałe powieści Levy’ego, których autor ma już na swoim koncie kilkanaście. Poza debiutancką Et si c’était vrai… (A jeśli to prawda) zekranizowane zostały także Où es-tu? (Gdzie jesteś?) oraz Mes amis, Mes amours (Moi przyjaciele, moje kochanki).

Marc Levy
(Nie)pamięć
Przekład: Joanna Kluza
Wydawnictwo Sonia Draga
Premiera: 16 stycznia 2019
 
 

(Nie)pamięć


HOPE

W oddali rozległ się dźwięk syreny.
Josh westchnął głęboko z twarzą przyklejoną do szyby. Spoglądał w dal, na zbudowaną z ceglanych domów dzielnicę, w której Hope i on zamieszkali przed rokiem.
Na pustej alei zamigotały niebieskie i czerwone światła, które przybliżyły się, rozjaśniając pokój, gdy karetka zatrzymała się przed drzwiami budynku.
Od tej pory liczyła się każda sekunda.
– Josh, muszę zacząć… – powiedział błagalnie Luke.
Odwrócenie się i spojrzenie w twarz ukochanej kobiety było ponad jego siły.
– Josh – szepnęła Hope, kiedy igła wbijała się w jej żyłę – nie patrz, nie trzeba. Zawsze wystarczało nam nasze milczenie.
Josh podszedł do łóżka, pochylił się nad Hope i pocałował ją. Dziewczyna rozchyliła pobladłe wargi.
– Znajomość z tobą to był przywilej, mój Joshu – oznajmiła z uśmiechem, po czym zamknęła oczy.
Ktoś zapukał do drzwi. Luke wstał i wpuścił ekipę: dwóch sanitariuszy i lekarza, który rzucił się ku Hope, aby zbadać jej tętno. Następnie wydobył z torby kłąb kabli i elektrod, które przyczepił jej na klatce piersiowej, na nadgarstkach i na kostkach.
Lekarz przyjrzał się liniom na wydruku, a potem skinął na sanitariuszy. Mężczyźni podsunęli nosze, podnieśli Hope i ułożyli ją na materacu wypełnionym lodem.
– Musimy się pospieszyć – ostrzegł lekarz.
Josh patrzył, jak zabierają Hope. Chętnie pojechałby razem z nimi, lecz Luke chwycił go za ramię i odciągnął w stronę okna.
– Naprawdę myślisz, że to może zadziałać? – westchnął.
– Co do przyszłości – odparł Luke – nie mam pojęcia, ale dziś dokonaliśmy niemożliwego.
Josh zerknął na ulicę w dole. Sanitariusze wsunęli nosze do karetki, lekarz wsiadł do środka i zamknął drzwi.
– Gdyby ten doktorek coś zauważył… Nigdy nie zdołam ci się wywdzięczyć.
– To wy dwoje jesteście uczniami czarnoksiężnika, ja nie odegrałem aż tak ważnej roli. A poza tym tę drobnostkę zrobiłem dla niej.
– To, co zrobiłeś, miało fundamentalne znaczenie.
– Według jej teorii… Tylko przyszłość da nam odpowiedź, o ile nadal tu będziemy.

1

– Dlaczego bezustannie źle o sobie mówisz? To niesamowite, żeby takiej dziewczynie jak ty aż do tego stopnia brakowało pewności siebie. Chyba że to taka zagrywka.
– Niby jaka zagrywka? Tylko ty możesz wygłaszać podobne brednie.
– Może to sposób, żeby ludzie prawili ci komplementy.
– Sam widzisz, że mam rację! Gdybym była ładna, nie przyszłoby ci do głowy, że potrzebuję komplementów.
– Męczysz mnie, Hope. A poza tym to twój umysł ma nieodparty urok. Jesteś najzabawniejszą dziewczyną, jaką znam.
– Jak chłopak mówi, że dziewczyna jest zabawna, najczęściej to znaczy, że jest paskudna.
– Ach tak? Bo niby nie może być jednocześnie ładna i zabawna? Gdybym ośmielił się tak powiedzieć, oskarżyłabyś mnie o seksizm i maczyzm.
– I o to, że jesteś kompletnym kretynem, tylko że ja mam prawo tak mówić. No więc jaka jest ta cała Anita?
– Jaka znów Anita?
– Nie zgrywaj niewiniątka!
– Nie poszliśmy do kina razem! Siedzieliśmy obok siebie na sali i po prostu wymieniliśmy opinie na temat filmu.
– Wymieniliście opinie na temat filmu, którego scenariusz sprowadza się do trwającego godzinę i dwadzieścia minut pościgu i żałosnego pocałunku na koniec?
– Nie dajesz mi pracować!
– Już od godziny lampisz się na tę brunetkę, która siedzi w głębi czytelni. Chcesz, żebym zagadała do niej w twoim imieniu? Mogę ją poprosić o numer telefonu, jeżeli jest singielką, i powiedzieć, że mój kolega marzy, by zabrać ją na film artystyczny. Na „Wielkie piękno” albo na dzieło Viscontiego, albo nawet na jakiegoś starego Caprę…
– Ja naprawdę pracuję, Hope, i nie moja wina, że ta kobieta znajduje się w moim polu widzenia, kiedy myślę.
– Zgoda, nie można mieć pretensji do siły przyciągania o to, że ludzie się zakochują. A o czym tak myślisz?
– O neuroprzekaźnikach.
– A! O noradrenalinie, serotoninie, dopaminie, melatoninie… – wyrecytowała Hope z ironią.
– Zamilknij i posłuchaj mnie przez chwilę. Przypisuje się im zdolność do mobilizowania mózgu do określonych działań, do stymulowania procesów uwagi i zapamiętywania, do wpływania na rytm snu, na zachowania żywieniowe lub seksualne… Na przykład melatonina odgrywa istotną rolę w zimowej depresji…
– Jeżeli będziesz w stanie mi powiedzieć, który neuroprzekaźnik odgrywa istotną rolę w letniej depresji, kiedy człowiek wbija się w kostium kąpielowy, zaproponuję twoją kandydaturę do Nagrody Nobla.
– A gdyby te molekuły działały na obie strony? Gdyby neuroprzekaźniki gromadziły informacje na temat skutków, jakie wywołują w ciągu naszego życia? Wyobraź sobie, że zachowują się jak komórki pamięci RAM i gromadzą całą naszą wiedzę, wszystko, co kształtuje i modyfikuje nasz charakter. Nikt nie wie, gdzie w mózgu znajduje się siedziba naszej świadomości, co sprawia, że każdy z nas jest istotą wyjątkową. Przypuśćmy więc, że na wzór sieci serwerów informatycznych z kolosalną liczbą danych neuroprzekaźniki tworzą sieć, w której mieści się nasza osobowość.
– Znakomite! Wręcz genialne! A niby jak zamierzasz to udowodnić?
– A twoim zdaniem dlaczego studiuję neurobiologię?
– Żeby podrywać dziewczyny. I jestem pewna, że pierwszy profesor, któremu przedstawisz swoje rewolucyjne pomysły, zaproponuje, żebyś przerzucił się na prawo albo na filozofię, na cokolwiek, bylebyś się wyniósł z jego wydziału.
– Ale gdybym miał rację, wyobrażasz sobie, co to by oznaczało?
– Załóżmy, że twoja mglista teoria opiera się na rzeczywistych podstawach i że pewnego dnia uda nam się odczytać informacje zawarte w tych molekułach. Wtedy można by dotrzeć do danego momentu pamięci ludzkiej istoty.
– Nie tylko. Moglibyśmy ją też skopiować, a dlaczego by nie przenieść ludzkiej świadomości do komputera?
– Uważam, że ta teoria jest przerażająca. A właściwie po co mi to mówisz?
– Żebyś pracowała ze mną nad tym projektem.
Hope wybuchnęła śmiechem, wywołując pełne dezaprobaty spojrzenia osób siedzących przy sąsiednich stołach. Śmiech Hope zawsze wprawiał Josha w dobry humor. Nawet gdy z niego się śmiała, co często się zdarzało.
– Na początek postaw mi kolację – szepnęła. – Ale żadne tam niestrawne świństwo z dowozem do domu, mam na myśli prawdziwą restaurację.
– Jeżeli to może zaczekać… W tej chwili jestem spłukany, ale pod koniec tygodnia spodziewam się trochę pieniędzy.
– Od ojca?
– Nie, za korepetycje, których udzielam pewnemu tumanowi. Jego rodzice uroili sobie, że pójdzie kiedyś na prawdziwe studia.
– Ale z ciebie wredny snob. Ja zapłacę rachunek.
– W takim razie zgoda, zapraszam cię na kolację.
Josh poznał Hope w ciągu pierwszego miesiąca pobytu na uczelni. Było to wczesną jesienią, on i Luke popalali na trawniku papierosy z rodzaju tych niekoniecznie legalnych, zwierzając się sobie z miłosnych zawodów. Kilka kroków dalej wsparta o pień drzewa wiśni Hope powtarzała materiał.
Zapytała dobitnie, czy ktoś tu cierpi na nieuleczalną chorobę, która usprawiedliwiałaby medyczne zastosowanie psychotropów na świeżym powietrzu.
Luke wstał, próbując odgadnąć, czy słowa te padły z ust wykładowczyni czy studentki, kiedy zaś rozglądał się bacznie dokoła, Hope pomachała mu ręką. Po czym zdmuchnąwszy włosy z czoła, odsłoniła oczy, wzbudzając zachwyt Luke’a.
– Wygląda, że z tobą wszystko w porządku, z czego wnioskuję, że to twój kumpel, ten, który w biały dzień liczy gwiazdy rozwalony na trawie, chociaż to z pewnością wina jamajskiego tytoniu, bo nawet ja dziwnie się czuję.
– Chcesz się przyłączyć? – zapytał Luke.
– Dzięki, ale już i tak trudno mi się skupić. Przez tę waszą błyskotliwą rozmowę o płci żeńskiej od pół godziny ciągle czytam to samo zdanie. To niesamowite, ile bredni potrafią wygadywać o kobietach faceci w waszym wieku.
– Co takiego interesującego czytasz?
– „Wady wrodzone ośrodkowego układu nerwowego” profesora Eugene’a Ferdinanda Algenbrucka.
– „Jest spokojną, szczupłą, atrakcyjną dziewczyną, taką, która zawsze walczy do końca”1. Raymond Carver, „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości”. Każdy ma swoją kultową książkę, prawda? Ale może zechcesz nas łaskawie oświecić w kwestii płci pięknej? To jeszcze głębsza tajemnica niż choroby kory mózgowej. I o wiele bardziej pasjonująca.
Hope zmierzyła Luke’a podejrzliwym wzrokiem, zamknęła książkę i podniosła się.
– Pierwszy rok? – zapytała.
Josh podszedł, aby się przywitać, ona milczała wpatrzona w jego wyciągniętą dłoń. Zaskoczony, że nie podała mu ręki, usiadł z powrotem.
Luke’owi nie umknęły spojrzenia, jakie oboje wymienili, ani blask w oczach Hope i chociaż nieznajoma zdążyła go już oczarować, pojął, że nie on jest jej wybrankiem.
Hope zawsze będzie zaprzeczała, że tamtego dnia Josh wpadł jej w oko, Luke jednak jej nie wierzył i ilekroć ten temat powracał, przypominał, że zgodnie z dalszym rozwojem wypadków to on miał rację.
Josh również będzie się zaklinał, że tamtego dnia nie dostrzegł w Hope niczego szczególnie urzekającego, dodając nawet, że należy ona do tych dziewczyn, które wydają się ładne dopiero wtedy, gdy się je naprawdę pozna. Hope zaś nigdy nie zdoła z niego wyciągnąć, czy to komplement czy ironia.
Po wstępnych uprzejmościach cieszyli się ciepłym wieczorem babiego lata. Jako że Josh był mało rozmowny, Luke starał się odpowiadać w jego imieniu na każde pytanie Hope, Josh zaś z pełnym złośliwości upodobaniem przyglądał się, jak jego przyjaciel dwoi się i troi.

*

W środku jesieni Hope, Josh i Luke tworzyli nierozłączne trio. Po zajęciach przy ładnej pogodzie spotykali się na dziedzińcu przed biblioteką, a w zimne lub deszczowe dni w czytelni.
Z całej trójki Josh najmniej przykładał się do nauki i dostawał najlepsze oceny. Po każdym egzaminie porównując wyniki, Luke musiał przyznać, że lotnością umysłu przyjaciel przewyższa ich oboje. Hope go mitygowała: z pewnością Josh jest bystry, ale przede wszystkim wykorzystuje przesadnie swój wdzięk zarówno wobec wykładowców, jak i ofiar płci żeńskiej. Przyznała, że w najlepszym razie ma więcej wyobraźni niż oni, za to jest o wiele mniej dokładny.
Luke przynajmniej nie pozwalał, by rozproszyły go pierwsze lepsze damskie nogi, i podobnie jak ona za nadrzędny cel stawiał sobie ukończenie studiów.
Pewnego wieczoru, kiedy powtarzali materiał w kafeterii, siedząca przy stoliku obok studentka pożerała wzrokiem Josha, który nie omieszkał także na nią zerkać spod oka. Hope przerwała te podchody, proponując, by bzyknął laskę w pokoju, zamiast udawać, że się uczy.
– Bardzo wytworna uwaga – skwitował.
– Remis – rozsądził Luke. – Jedno pytanie… Dlaczego wy musicie się bez przerwy żreć? Powinniście się zająć czymś innym. – Ponieważ oboje milczeli, dodał: – Na przykład gdzieś razem wyjść.
Nastąpiło wyraźne zakłopotanie, wkrótce potem zaś Hope sobie poszła, wymawiając się koniecznością powtórki do egzaminów, co z naukowego punktu widzenia jest zupełnie niemożliwe w towarzystwie dwóch kretynów takich jak oni, stwierdziła na odchodnym.
– Co cię napadło? – zapytał Josh.
– Męczą mnie te wasze korowody, zupełnie jakbyście mieli po kilkanaście lat. Na dłuższą metę to wkurzające.
– Pilnuj swojego nosa! A poza tym Hope i ja tylko się przyjaźnimy.
– Może jesteś mniej inteligentny, niż mówią. Albo naprawdę ślepy, bo gadasz jak potłuczony.
Josh wzruszył ramionami i również opuścił kafeterię.
Po powrocie do mieszkania, które dzielił z Lukiem, usiadł przed laptopem, aby poszukać czegoś, czego zwykle nie szukał. Wypróbowawszy wszystkie możliwe pseudonimy, jakie wpadły mu do głowy, musiał się pogodzić z oczywistym faktem: Hope jest jedyną znaną mu osobą, która nie pojawia się w Sieci. Uznał ów przejaw dyskrecji za intrygujący.
Nazajutrz czekał na nią po zajęciach. Przemierzali aleje kampusu, on zaś na próżno usiłował poruszyć ten temat. Hope dla zabawy okrążyła bibliotekę, tymczasem Josh wcale się nie zorientował, że wrócili do punktu wyjścia. Następnie ruszyła w stronę budynku, w którym mieszkała.
– Czego ty chcesz, Josh? – zapytała w końcu.
– Dotrzymać ci towarzystwa, niczego więcej.
– Masz zaległości i chciałbyś, żebym pomogła ci napisać pracę?
– Nigdy nie mam zaległości.
– Jak ty to robisz, że jesteś na bieżąco, skoro marnujesz tak dużo czasu na palenie skrętów? To prawdziwa tajemnica dla nauki!
– Zmierzam prosto do celu, wykorzystuję godziny nauki jak najlepiej.
– Stawiałabym raczej na armię laborantek na twoje usługi.
– Wkurza mnie to ciągłe osądzanie, Hope. Za kogo ty mnie masz?
– Za superzdolnego gościa, co drażni mnie jeszcze bardziej, dlatego trudno mi to przyznać.
Josh zastanawiał się, czy mówi szczerze albo z niego szydzi.
Przed akademikiem Hope przypomniała, że chłopcy nie mają tam wstępu. Nie zdoła przekroczyć progu, chyba że włoży perukę.
Josh zadał wreszcie pytanie, które doprowadziło go aż tutaj.
– Skąd wiesz, że nie ma mnie na portalach społecznościowych? – odparła Hope.
– Bo niczego nie znalazłem.
– Czyli szukałeś!
Milczenie Josha miało wartość potwierdzającą.
– Nic nie powiesz? – drążył dalej.
– Nie, ja też zachodzę w głowę, co cię mogło skłonić, żeby tracić cenny czas na zbieranie informacji na mój temat w Internecie. Nie prościej było zapytać?
– W takim razie pytam.
– Afiszowanie się ze wszystkim, co się robi, to chęć pokazania innym, że nasze życie jest piękniejsze niż ich życie. Moje się po prostu różni, ponieważ to moje życie, a nie kogoś innego, zachowuję je więc dla siebie. A poza tym ciebie też nie ma na Facebooku!
– Ach tak? A skąd wiesz? – zapytał Josh z uśmiechem, który irytował Hope w najwyższym stopniu.
– Remis, jak powiedziałby Luke – odrzekła.
– Nie lubię portali społecznościowych, w ogóle nie lubię Sieci – rzucił Josh. – Jestem samotnikiem.