Tezeusz, postać, która przez wieki intrygowała największych pisarzy i poetów, powraca do nas w krwawej i pełnej namiętności powieści “Tezeida. Opowieść mitologiczna” profesora Stanisława Stabryły.


Tezeida. Opowieść mitologicznaŚmierć, namiętność, władza. Barwna opowieść o życiu herosa wszech czasów. Daj się porwać erudycyjnej fabule o kulisach walki o kobiety, bogactwo i sławę.

Dzięki sięgnięciu po oryginalne greckie źródła, m.in. biografię Tezeusza pióra Plutarcha, mitograficzne dzieło Apollodora, pracę Pauzaniasza, a także tragedie Eurypidesa, Stanisławowi Stabryle udało się mistrzowsko odtworzyć realia antycznego świata.

Heros ateński, pogromca Minotaura, kochanek królowej Amazonek, porywacz dwunastoletniej Heleny Trojańskiej. Życiowe zakręty Tezeusza zadziwiały i fascynowały nie tylko innych greckich herosów, ale nawet bogów z Olimpu.

Postać, która przez wieki intrygowała największych pisarzy i poetów, powraca do nas w krwawej i pełnej namiętności powieści profesora Stanisława Stabryły, autora m.in. bestsellerowej „Mitologii dla dorosłych” oraz fascynującej „Klątwy Pelopidów”.

Stanisław Stabryła (ur. 2 listopada 1936 we Lwowie) – polski filolog klasyczny, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor publikacji naukowych i popularnonaukowych na temat literatury łacińskiej okresu augustowskiego oraz kultury antycznej. Wieloletni dyrektor Instytutu Filologii Klasycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Stanisław Stabryła
Tezeida. Opowieść mitologiczna
Wydawnictwo Świat Książki
Premiera: 14 listopada 2018
 
 

Tezeida. Opowieść mitologiczna

Spis treści

Część pierwsza. Z Trojzeny do Aten
Część druga. Ateny
Część trzecia. Wyprawa na Kretę
Część czwarta. Zjednoczenie Attyki. Wyprawa do Temiskyry
Część piąta. Pejritoos. Walka z Centaurami. Porwanie Heleny
Część szósta. W Atenach, w kraju Molossów i w Afidnach
Część siódma. Herakles
Część ósma. Fedra
Epilog
Posłowie

Część pierwsza

Z Trojzeny do Aten
Rozdział 1

Ajtra wracała z wybrzeża późnym popołudniem, kiedy słońce nie prażyło już tak mocno jak kilka godzin wcześniej, jednak powietrze wciąż było jeszcze bardzo nagrzane i upał dawał się we znaki nie tylko ludziom, ale i zwierzętom. Konie, które ciągnęły jej powóz, szły wprawdzie dość szybko, lecz sprawiał to bat, którym woźnica od czasu do czasu wywijał nad ich głowami. Tylna część powozu, gdzie siedziała Ajtra, była osłonięta gęstą tkaniną rozpiętą na pionowo sterczących drewnianych drążkach i chroniła królewnę przed słońcem.
W miarę jak powóz zbliżał się do miasta, droga stawała się coraz mniej wyboista i Ajtra nie odczuwała już tak gwałtownych wstrząsów jak na początku jazdy. Spoglądała na domy stojące wzdłuż gościńca i wracała myślą do czasu, kiedy przybyła tu z rodzicami i stryjem Trojzenem z ojczystej Pisy w Elidzie, gdzie mieszkali w pałacu dziadka Ojnomaosa. Kilkanaście lat temu w tym miejscu, gdzie dzisiaj rozciąga się Trojzena, były dwa niewielkie miasteczka: Hyperea i Antea, założone niegdyś przez Hyperesa i Antasa, synów Posejdona, przypominające wyglądem raczej wioski. Gdy ojciec i stryj Ajtry osiedlili się tutaj, władcą obu miast był syn Antasa, stary król Aetios, który przyjął ich bardzo życzliwie, podzielił się z nimi władzą i odtąd wspólnie i zgodnie rządzili całą krainą. Po śmierci Aetiosa, który nie zostawił spadkobiercy, królestwo przeszło w ręce obu braci, Pitteusa i Trojzena. Wkrótce jednak Trojzen zginął w czasie polowania, a jego synowie, kuzyni Ajtry, Anaflystos i Sfettos, przenieśli się do Attyki, gdzie utworzyli nowe gminy. Pitteus, ojciec Ajtry, któremu przypadło teraz całe królestwo, połączył Hypereję i Anteję w jedno miasto, które na cześć zmarłego brata nazwał Trojzeną. Teraz, po kilkunastu latach Trojzena była dużym, dobrze rozwijającym się miastem portowym, które śmiało mogło konkurować bogactwem i liczbą mieszkańców z sąsiednim Epidauros, słynnym dzięki wspaniałej świątyni Asklepiosa i odwiedzanym każdego roku przez tysiące pielgrzymów.
Ajtra wracała do pałacu znad morza, gdzie razem z kilkoma przyjaciółkami spędziła cały dzień na plaży. Wesołe, swobodne rozmowy, gra w piłkę, pływanie w rozkosznie ciepłym morzu, wspólny posiłek pozwoliły jej chwilowo zapomnieć o zmartwieniu, jakie spadło na nią w ostatnich miesiącach. Oto jej jedyny syn, ukochany nad życie Tezeusz, zamierzał opuścić Trojzenę i wyprawić się do dalekich Aten. Niedawno skończył osiemnaście lat i uznał, że czas mu rozpocząć samodzielne dorosłe życie. Nie pomagały ani perswazje, ani łzy Ajtry, która nie potrafiła się pogodzić z myślą, że Tezeusz wkrótce wyruszy samotnie w długą i niebezpieczną drogę. To prawda, że był już dorosłym mężczyzną i miał prawo decydować o swoim losie, tym bardziej że wybierał się na spotkanie ojca. Ona, jego matka, mogła mu najwyżej służyć radą lub udzielać wskazówek, które, miała nadzieję, przydadzą mu się w dorosłym życiu.
Ajtra przez cały czas w tym obdarzonym niemal nadludzką siłą młodym olbrzymie widziała małego chłopczyka o wielkich błękitnych oczach, w których malowała się ciekawość świata i nieugięta odwaga. Dla niej Tezeusz pozostawał wciąż tym samym radosnym, ślicznym dzieckiem, które się całymi godzinami spokojnie bawiło drewnianymi klockami w swoim pokoju. Teraz to wszystko, ten słodki czas dzieciństwa miał się stać tylko odległym, mglistym wspomnieniem, którego nawet bogowie nie mogli już przywołać z powrotem do życia.
W pałacu panował przyjemny chłód dzięki szczelnie zamkniętym okiennicom, które nie przepuszczały gorących promieni słonecznych. Ajtra weszła do swojej komnaty i uważnym spojrzeniem objęła swoje odbicie w lustrze umieszczonym na tylnej ścianie. Widziała przed sobą młodą jeszcze kobietę, postawną, dobrze zbudowaną. Pod obcisłą, przylegającą do ciała szatą wyraźnie rysowały się jej duże, pięknie uformowane piersi. Bujne, jasne włosy spięte na plecach złotą klamrą okalały jej twarz o regularnych, łagodnych rysach. W błękitnych oczach o ciemnej oprawie malował się spokój i taka sama niezachwiana odwaga jak w oczach jej syna. Była urodziwą, ponętną kobietą, która wciąż jeszcze mogła się podobać mężczyznom.
Pierwszą osobą, którą spotkała w pałacu, był jej ojciec Pitteus.
– Witaj, Ajtro! Jak ci się udała wycieczka z przyjaciółkami! – zapytał, całując ją w oba policzki.
– Było wspaniale, ojcze! Pływałyśmy, jadłyśmy, grałyśmy w piłkę i śpiewałyśmy! Jeden z najprzyjemniejszych dni tego lata! Szkoda, że tak szybko musiałam wracać!
Pitteus skinął poważnie głową, ujął Ajtrę pod ramię i powoli wszedł razem z nią do megaronu.
– Wiem, Ajtro, że martwisz się wyjazdem Tezeusza i trudno ci nawet na chwilę o tym zapomnieć. To prawda, że dla matki chwila rozstania z synem jest zawsze ciężkim przeżyciem. Tezeusz jest twoim jedynym synem i domyślam się, że bardzo cierpisz od chwili, kiedy się zdecydował opuścić dom i wyruszyć do Aten.
– Tak, ojcze, nie będę ukrywała przed tobą, że lękam się jutrzejszego dnia, kiedy będę musiała pożegnać Tezeusza, może na zawsze…!
Ajtra gwałtownie odwróciła twarz, aby Pitteus nie spostrzegł, że płacze. Od dziecka nie lubiła okazywać wzruszenia, nawet wobec najbliższych.
Pitteus długo milczał, wreszcie, jakby przebudzony z głębokiego snu, powiedział, podnosząc głowę:
– Przypominałem sobie chwilę, kiedy razem z moim ukochanym bratem Trojzenem żegnałem się z rodzeństwem i rodzicami. I muszę ci powiedzieć, Ajtro, że ani my obaj, ani nasi rodzice nie byliśmy tym szczególnie przejęci. Wydawało nam się zupełnie naturalne, że kiedy doszliśmy do męskiego wieku, powinniśmy opuścić dom rodzinny i szukać dla siebie miejsca w szerokim świecie.
– Tak, ojcze, ale nie mogę znieść myśli, że Tezeusz, samotnie wędrując, narazi się na wielkie niebezpieczeństwa.
– Zamierzałem mu dać powóz i kilku żołnierzy do ochrony, ale Tezeusz nawet nie chce o tym słyszeć. Powiedział, że wystarczy mu jego koń i miecz, który ma przy boku.
– To właśnie cały Tezeusz! Nikogo ani niczego się nie boi, zawsze jest pewny, że poradzi sobie w każdej sytuacji, od nikogo nie chce przyjąć pomocy! Przypomnij sobie, ojcze, dzień, gdy odwiedził nas wielki Herakles i zaproszony przez ciebie do megaronu położył obok siebie lwią skórę, którą zazwyczaj przerzucał sobie przez plecy. Służba pałacowa i gromadka dzieci, które akurat wtedy u nas gościły, przeraziły się widokiem lwiej skóry i sądząc, że to prawdziwy lew wdarł się do pałacu, uciekły z krzykiem do ogrodu. Jeden tylko Tezeusz, który był wtedy jeszcze małym chłopcem, nie okazując najmniejszego strachu, został w megaronie i chwyciwszy miecz jednego ze sług, natychmiast ruszył do walki z domniemanym drapieżnikiem. Gdy Herakles ujrzał malca z impetem atakującego olbrzymim mieczem lwią skórę, wybuchnął gromkim śmiechem, a potem podniósł chłopca wysoko w górę i zawołał:
– Brawo, Tezeuszu! Wyrośniesz na wielkiego herosa i dokonasz nie mniejszych czynów niż ja, twój kuzyn!
Ajtra umilkła, wracając myślą do tamtego szczęśliwego dnia, kiedy Tezeusz był dzieckiem, a jej matczyne serce jeszcze nie przeczuwało, że nadejdzie czas, gdy będą się musieli rozstać.
Tezeusz wrócił do pałacu dopiero w porze wieczornego posiłku i po chwili zasiadł do stołu z Ajtrą i Pitteusem.
– Jak spędziłeś dzień? – zapytała Ajtra, nakładając mu na półmisek mięso i jarzyny i podsuwając kielich wina.
– Żegnałem się z przyjaciółmi i składałem ofiarę w świątyni Apollona Teariosa.
Świątynia Apollona, którą wybudował Pitteus na samym początku swego panowania w Trojzenie, uchodziła za najwspanialszy przybytek tego boga w całej Helladzie, a ofiary tam składane uważano za najskuteczniejsze. Ajtra domyśliła się, że Tezeusz złożył Apollonowi ofiarę za pomyślność swojej wyprawy, którą miał rozpocząć nazajutrz. Wolała jednak nie zadawać synowi żadnych pytań na ten temat, gdyż wiedziała, że Tezeusz uważał swoje postanowienie za ostateczne i nie chciał dyskutować z matką, która wiele razy próbowała go odwieść od tego zamiaru.
– To już jutro wyruszasz w drogę? – zapytał Pitteus, kiedy wstawali od stołu.
– Tak, dziadku – odparł Tezeusz. – Jutro z samego rana.
– I naprawdę nie chcesz wziąć jednego z moich powozów i kilku ludzi, którzy mogą ci przyjść z pomocą w razie niebezpieczeństwa?!
– Nie, dziadku. Mówiłem ci już, że nie potrzebuję ani powozu, ani eskorty. Wystarczy mi mój koń i miecz, z którym się nie rozstaję.
– Twój wybór, mój ukochany wnuku. Powiedz jednak, dokąd się na początku skierujesz?
– Do Epidauros, bo tamtędy wiedzie najkrótsza droga do Aten.
– A czy nie lepiej i bezpieczniej byłoby ci przeprawić się do Epidauros statkiem? – zapytała Ajtra, która dotąd w milczeniu przysłuchiwała się rozmowie mężczyzn.
– Nie, matko – odrzekł Tezeusz. – Wolę jechać konno niż zdać się na łaskę i niełaskę morza.
Pitteus i Ajtra uznali, że dalsze przekonywanie Tezeusza do ich propozycji jest daremne, i wrócili do swoich komnat. Tezeusz zaś poszedł do gospodarczej części pałacu, aby dopilnować ostatnich przygotowań do wyprawy.

Rozdział 2

Wieczorem, gdy upał znacznie już zelżał, Ajtra wyszła z pałacu, chcąc przespacerować się po ulicach, które o tej porze rozbrzmiewały gwarem rozmów i muzyką dobiegającą z otwartych drzwi i okien licznych winiarni i gospód. Często urządzała sobie takie samotne wieczorne przechadzki po to, aby przed snem zaczerpnąć chłodnego powietrza, dzisiaj jednak wolała nie zostawać wieczorem w pałacu, żeby nie patrzeć, jak Tezeusz sposobi się do wyprawy, której była przeciwna z całego serca.
Skierowała się w stronę portu, który Trojzeńczycy nazywają Kelenderis, przeszła przez bramę miejską i minęła wzniesioną zaraz za murami starą świątynię Posejdona Fytalmiosa. Według legendy opowiadanej w Trojzenie, bóg morza, niegdyś zagniewany na mieszkańców miasta, zalał całą krainę słoną wodą, powodując straszliwy nieurodzaj i głód. Po długim czasie, ubłagany ofiarami i modłami Trojzeńczyków, którzy przystąpili do wzniesienia mu świątyni, przyrzekł, że już nigdy więcej nie zatopi swoimi wodami ich ziemi.
Minąwszy świątynię Posejdona, Ajtra zeszła na placyk nazywany Genetlion, Miejscem Narodzin, gdyż tutaj przychodziły rodzące kobiety, aby w maleńkiej świątyni Hery-Opiekunki Porodów wydać na świat potomstwo. Tutaj właśnie, w niewielkiej komnacie na tyłach świątyni, blisko dwadzieścia lat temu Ajtra urodziła Tezeusza, który był dzisiaj już dorosłym mężczyzną i właśnie zamierzał opuścić rodzinny dom. Ajtra weszła do świątyni oświetlonej wewnątrz kilkoma kandelabrami i usiadła na kamiennej ławie w pobliżu posągu bogini. Była zupełnie sama i mogła się teraz bez przeszkód zagłębić we wspomnieniach dawnych wydarzeń, które się złożyły na jej życie.
Pitteus, który wcześnie owdowiał i nie miał ochoty powtórnie się ożenić, sam zajmował się jej wychowywaniem od najmłodszych lat. Jeszcze zanim skończyła szesnasty rok życia, ojciec zaręczył ją z Bellerofontem, królewiczem korynckim, synem króla Glaukosa. Wkrótce jednak Bellerofonta spotkało nieszczęście. Oto strzelając dla zabawy z łuku, zabił przypadkiem swego brata Deliadesa i został na zawsze wygnany z Koryntu. Znalazł wówczas schronienie na dworze króla Tirynsu Projtosa. Kiedy jednak zakochała się w nim bez wzajemności żona Projtosa, Steneboja, król wysłał go z Tirynsu do swego teścia Jobatesa z listem, w którym polecał mu zgładzić młodzieńca. Jobates zamierzał spełnić życzenie zięcia, każąc Bellerofontowi wykonać kilka śmiertelnie niebezpiecznych zadań.
Tymczasem Pitteus i Ajtra po pewnym czasie stracili nadzieję, że Bellerofont kiedykolwiek powróci z wygnania, i zerwali zaręczyny. Nie było jednak innego kandydata do ręki Ajtry, mimo że Pitteus nie ustawał w poszukiwaniu dla niej odpowiedniego męża. Aż wreszcie pewnego razu, gdy Ajtra przekroczyła już dwudziesty rok życia, do Trojzeny przyjechał sławny król Aten, Ajgeus, aby zasięgnąć rady Pitteusa, który uchodził w całej Helladzie za wielkiego mędrca. Ajgeus wracał właśnie z Delf i chciał się za wszelką cenę dowiedzieć, co oznacza odpowiedź wyroczni Apollona na pytanie, kiedy wreszcie zostanie ojcem.
– Nie rozwiązuj pełnego bukłaka, zanim nie dotrzesz do Aten! – odpowiedział ustami Pytii Apollo.
Ajgeus nie zrozumiał słów wyroczni, ale gdy je powtórzył Pitteusowi, ten od razu pojął, w czym rzecz. W czasie wieczerzy upił Ajgeusa i polecił Ajtrze, by zwabiła go do swojej sypialni. Ajtra nie zamierzała sprzeciwiać się woli ojca, tym bardziej że przystojny i postawny Ateńczyk wydawał się jej bardzo pociągający. Wprawdzie już dawno zapomniała o Bellerofoncie, z którym niegdyś była zaręczona, ale wciąż jeszcze pozostawała dziewicą, aż do owej nocy, gdy przyjęła w swoim łożu Ajgeusa.
Dziwna to była noc. Kiedy oboje już zaspokoili swoje pożądanie i zasnęli, Ajtrze zjawiła się we śnie bogini Atena i kazała jej udać się na małą wyspę Sfajrię leżącą w pobliżu lądu i złożyć tam ofiarę na grobie herosa Sfajriosa, który niegdyś był rzekomo woźnicą Pelopsa. Pod wpływem tego snu Ajtra podniosła się z łoża, zostawiła śpiącego Ajgeusa, poszła samotnie na wybrzeże i przeprawiła się niewielką łódką na wyspę.
Zaraz po wylądowaniu odnalazła grobowiec Sfajriosa, herosa eponima wysepki, i złożyła mu jako libację wino przywiezione z pałacu.
Zaledwie skończyła obrzędy, gdy poczuła nagle, że obejmują ją potężne ramiona, i zanim zdążyła krzyknąć z przestrachu, została zniewolona przez kogoś tak niezwykle silnego, że na nic by się nie zdał jakikolwiek opór. Nie mogła dostrzec w ciemności twarzy gwałciciela, słyszała tylko jego przyspieszony oddech.
– Czy wiesz, kim jestem, Ajtro? – dobiegł głęboki głos podobny do grzmotu.
– Nie – wyszeptała z przerażeniem.
– Ten chłopiec, którego poczniesz w swoim łonie, będzie synem boga mórz, Posejdona. Teraz już wiesz, kto cię posiadł?
– Tak, panie.
Po chwili ogromna postać zniknęła w mroku i Ajtra została sama. Leżała na wznak w głębokiej, wilgotnej trawie i czekała, aż minie jej bliska omdleniu słabość. Później wstała, podniosła z ziemi szatę, którą z niej zerwał Posejdon, i ruszyła w kierunku wybrzeża, gdzie stała jej łódka.
Gdy wróciła rankiem do pałacu, domownicy byli już mocno zaniepokojeni jej długą nieobecnością. Wymyśliła naprędce jakiś pretekst i poszła wprost do swojej komnaty. Ajgeus już nie spał, czuł się dość podle, niewiele pamiętał z ubiegłej nocy, prócz tego, że pozbawił ją dziewictwa.
– Posłuchaj, Ajtro – powiedział, ujmując ją za rękę. – Będę musiał jeszcze dzisiaj odpłynąć do Aten, aby zdążyć na święto ku czci Ateny, patronki miasta, które nie może się przecież odbyć pod nieobecność króla. Kiedy po dziewięciu miesiącach urodzisz syna, nie pozbywaj się go z domu, lecz razem z Pitteusem wychowujcie go w tajemnicy, nikomu nie zdradzając, czyim jest dzieckiem. Strzeżcie go jak oka w głowie!
– Czego się obawiasz, Ajgeusie? – zapytała ze zdziwieniem Ajtra.
– Widzisz, Ajtro, gdyby moi bratankowie, Pallantydzi, dowiedzieli się, że to mój syn tutaj przebywa, nie wahaliby się go porwać i zamordować, aby się zemścić na mnie!
– Czy nie byłoby bezpieczniej ukrywać go w twoim pałacu w Atenach?
– Nie, nie mam zaufania do mojej służby.
Odjeżdżając z Trojzeny wczesnym popołudniem, serdecznie żegnany przez Pitteusa, Ajgeus poprosił Ajtrę, aby mu towarzyszyła do portu. Po drodze kazał woźnicy skręcić w kierunku Hermiony i zatrzymać się w pobliżu skał, które ciągnęły się aż do samego wybrzeża. Oboje poszli do miejsca niewidocznego z drogi i Ajtra jeszcze raz uległa tam Ajgeusowi. Później król odpasał miecz i wydobył z torby piękne skórzane sandały, zawinął je razem z mieczem w duży kawałek płótna, po czym wsunął głęboko pod skałę zwaną Ołtarzem Silnego Zeusa.
– Zapamiętaj to miejsce, Ajtro – powiedział, wskazując ręką. – Kiedy nasz syn dorośnie i będzie miał dość siły, aby odsunąć tę skałę, odnajdzie moje sandały i miecz, który odziedziczyłem po moim dziadku Kekropsie, królu Aten. Dopiero wtedy pozwól mu wybrać się do Aten na spotkanie ze mną.