„Kto mnie nie rozumie, potrafię go zostawić po drodze – i pójdę sam dalej” – napisał młody Stanisław Wyspiański w liście do Tadeusza Stryjeńskiego. Skrajny indywidualista, artysta niepokorny, ofiara nieposkromionej ambicji; różne oblicza Wyspiańskiego odsłania biografia napisana przez Monikę Śliwińską.


Wyspiański. Dopóki starczy życiaŻyciorys Stanisława Wyspiańskiego jest mroczny i przejmuje chłodem jak listopadowa noc. Rozegrany w kilku znaczących aktach, niczym dramaty pisane przez tego twórcę, poraża swą dramaturgią, naznaczony wyścigiem z czasem, wydzieraniem śmierci skrawków życia, spalaniem się w spektakularnej, bezkompromisowej twórczości. Monika Śliwińska w biografii „Wyspiański. Dopóki starczy życia” odłożyła na bok dogłębne analizy dzieł literackich i plastycznych swego bohatera, skupiła się na jego prywatnych potyczkach z losem, rzetelnie i wielostronnie je omawiając na podstawie nadzwyczajnie bogatego materiału źródłowego.

Biografia ta rozpoczyna się nietypowo – nie od narodzin, a od pogrzebu. Jednego z najsłynniejszych w polskiej historii, bo nie co dzień zdarza się pożegnanie artysty tego formatu co Stanisław Wyspiański. Nie każdego też odprowadza na tamten świat dźwięk dzwonu Zygmunta, zarezerwowany dla najbardziej doniosłych wydarzeń i najwybitniejszych postaci. Wyspiański już od dzieciństwa chciał by dla niego zadzwonił. Śliwińska przytacza anegdotę spisaną przez Karola Estreichera, opowiedzianą mu przez ojca Stanisława Estreichera, jak to Wyspiański namówił kolegów, aby ciągnąc za sznury przytwierdzone do osi dzwonu wywołali jego dźwięk, w rezultacie czego, w związku z zasłużoną reprymendą, usłyszał od kardynała Albina Dunajewskiego: „A czy wiesz, że na to trzeba być znakomitym mężem?”. Prorocze słowa.

Pogrzeb wyeksponowany na wstępie ma związek z konwencją przyjętą przez Monikę Śliwińską w książce „Wyspiański. Dopóki starczy życia”, polegającą na ukazaniu Wyspiańskiego przez pryzmat jego zmagania ze śmiertelną chorobą, której wystąpienie wpłynęło decydująco na przebieg jego przedwcześnie zakończonego życia. Śliwińska ukazuje człowieka pracującego w cieniu nieodwołalnego wyroku, uciemiężonego jego presją, opadającego z sił, a jednak tworzącego, mimo wszystko, dzieła tak wybitne i obfite, że niejeden zdrowy artysta nie zdołałby zmusić organizmu do tak intensywnego wysiłku. Odzwierciedla się w tej walce siła woli Wyspiańskiego, jego niezłomny, bezkompromisowy charakter rzucający wyzwanie nawet śmierci. Tej nieodłącznej towarzyszce znanej mu już od wczesnego dzieciństwa, kiedy to odebrała mu najpierw brata, a niedługo po nim także matkę.

Drobiazgowy portret Wyspiańskiego, złożoność jego ciekawej osobowości składającej się z wielu przeciwstawnych cech udało się stworzyć Monice Śliwińskiej dzięki bardzo starannej analizie zachowanych archiwaliów. Ten wizerunek utkany jest z licznych cytatów pochodzących z listów, pamiętników i innych notatek autorstwa osób z rodzinnych i towarzyskich kręgów Wyspiańskiego.

Monika Śliwińska potrafi znakomicie czerpać ze źródeł, tworząc na ich podstawie barwne i przepełnione szczegółami pejzaże.

Lektura tej biografii zdradza, że Monika Śliwińska potrafi znakomicie czerpać ze źródeł, tworząc na ich podstawie barwne i przepełnione szczegółami pejzaże. Dzięki temu bohaterem jej książki jest nie tylko sam Stanisław Wyspiański, ale też jego epoka. Życie codzienne, podróże, stroje, obyczajowość, szeroko omawiany ówczesny stan wiedzy medycznej – to tylko niektóre z elementów stanowiących wyraziste, niemalże namacalne tło dla opowieści o genialnym, wszechstronnie uzdolnionym artyście, którego refleksje na temat polskości pozostają ponadczasowo aktualne. Agnieszka Kantaruk

Monika Śliwińska, Wyspiański. Dopóki starczy życia, Wydawnictwo Iskry, Premiera: 18 września 2017
 
 

Wyspiański. Dopóki starczy życia

Monika Śliwińska
Wyspiański. Dopóki starczy życia
Wydawnictwo Iskry
Premiera: 18 września 2017
 

Poniedziałek 2 grudnia 1907 roku. Temperatura powietrza siedem stopni poniżej zera, wiatr zachodni. Prószy drobny śnieg. Dzień jest mroźny, pogodny. Na budynkach ratusza, Teatru Miejskiego, Muzeum Narodowego w Sukiennicach, Akademii Sztuk Pięknych i Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych powiewają żałobne chorągwie. Krepa okrywa autoportret Wyspiańskiego i kartony witraży wawelskich w Muzeum Narodowym.
Po godzinie 9.30 pracownicy zakładu pogrzebowego Aleksandra Szafrańskiego wynoszą z kościoła Pijarów trumnę z ciałem Wyspiańskiego. Na dziedzińcu stoją uczniowie i profesorowie c.k. Akademii Sztuk Pięknych, rodzina i przyjaciele.
Teosia Wyspiańska ma czarną suknię na halce, wełniany żakiet i długi wdowi welon. Z Wyspiańskim pożegnała się wieczorem 28 listopada, po jego śmierci.
Zwłoki przewieziono z kliniki przy ulicy Siemiradzkiego do kościoła Pijarów przy ulicy Świętego Jana w piątek 29 listopada pod osłoną nocy. W niedzielę 1 grudnia od rana do późnych godzin wieczornych tysiące krakowian zeszło do krypty kościoła, aby zobaczyć trumnę z ciałem Wyspiańskiego. W poniedziałek 2 grudnia, w dniu pogrzebu, „Nowa Reforma” pisze: „U wrót krypty pełniła służbę straż pożarna miejska, która z nadzwyczajnym wysiłkiem utrzymywała porządek wśród ścisku, grożącego katastrofą w tłoczącej się żywej fali ludzkiej”.
Z kościoła Pijarów do kościoła Mariackiego trumnę niosą malarze. Biją dzwony z wież kościelnych. Kondukt prowadzi archiprezbiter Józef Krzemieński w asyście duchowieństwa. Nabożeństwo rozpoczyna się o godzinie dziesiątej. Przed otwartym ołtarzem Wita Stwosza płonie blisko sto świec, trumnę otacza czternaście chorągwi cechowych, w stallach siedzą członkowie rodziny, marszałek krajowy Stanisław Badeni i prezydent miasta Juliusz Leo.
Porządek pochodu, który ustawia się przed kościołem Mariackim, wyznacza okólnik komitetu pogrzebowego. Radca miejski Piotr Kosobucki jest mistrzem ceremonii. Na piersi ma bordową szarfę żałobną za czterdzieści koron. Uczniowie tworzący szpaler mają twarze poszarzałe od tlących się czterystu pochodni smolnych.
Wosk kapie na buty. Ręce sztywnieją z zimna. W powietrzu unosi się gęsty, ciemny dym.
Kondukt formuje się dopiero po czterdziestu pięciu minutach. Zajmuje cały Rynek i ulicę Grodzką. Na czele stoi straż pożarna i miejska, uczniowie szkół i seminariów, towarzystwa, stowarzyszenia, bractwa, aptekarze, drukarze, lekarze, adwokaci i notariusze, pracownicy magistratu, dziennikarze, pisarze, aktorzy, członkowie towarzystw artystycznych, delegacje z wieńcami, chłopi z Bronowic i Węgrzec z ogromnym wieńcem dożynkowym, dalej rydwan z wieńcami otoczony przez artystów malarzy i duchowieństwo z księdzem kanonikiem Janem Krupińskim. Trumna na katafalku, obita czarnym suknem ze srebrnymi lamówkami, unosi się wysoko nad głowami ludzi. Dochodzi godzina dwunasta.
Dziennik „Czas” napisze w wydaniu popołudniowym: „Gdy trumnę składano na czarnym, wysokim rydwanie, zaprzężonym w trzy pary koni, z wieży Mariackiej zabrzmiał wygrywany na trąbce rzewny hejnał, żegnający to ukochane dziecko Krakowa”.
Lucjan Rydel i Adam Chmiel prowadzą za trumną Teosię Wyspiańską. Rodzinę otacza kordon straży ogniowej. Około czterdzieści tysięcy osób zapełnia Rynek, przyległe ulice, okna i balkony kamienic[1]. Kondukt pogrzebowy wolno rusza w stronę kościoła na Skałce. Za rodziną idą profesorowie Akademii Sztuk Pięknych, posłowie, władze miasta i delegacje z trzech zaborów, profesorowie Akademii Umiejętności i Uniwersytetu Jagiellońskiego, wreszcie mieszkańcy. Na trasie konduktu palą się latarnie gazowe okryte krepą. Dzwonią dzwony z wież kościołów pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła, Świętego Andrzeja, Świętego Idziego, Świętego Bernardyna i kościoła księży misjonarzy. Gdy kondukt wychodzi z ulicy Grodzkiej, z wieży katedry na Wawelu rozbrzmiewa dzwon Zygmunt, odzywają się dzwony z wieży klasztoru paulinów.
Na dziedzińcu kościoła na Skałce uczniowie Wyspiańskiego po raz ostatni biorą trumnę na barki. W Krypcie Zasłużonych na Skałce nie ma mów pożegnalnych.
„Czas”, 2 grudnia 1907, wydanie wieczorne:

Była to cicha, spokojna, poważna uroczystość, wolna od wszelkiego szychu i efektu sztucznego, gdyż była wyrazem prawdziwego pietyzmu dla mistrza, który za życia unikał wszelkiego pustego rozgłosu. Jak cichym był w życiu codziennem i rodzinnem Wyspiański, tak cichym miał pogrzeb, którego uroczysty nastrój podniósł jeszcze spiżowy dzwon „Zygmunta” w chwili, gdy kondukt zbliżał się pod stoki Wawelu.

„Naprzód”, 3 grudnia 1907:

Od dnia, w którym zwłoki Mickiewicza złożono na Wawelu, Kraków drugiego takiego pogrzebu nie widział. Odprowadziły ciało Wyspiańskiego do grobowca nieprzeliczone tłumy, odprowadziła je wielka żałoba całej Polski.

„Nowiny”, 3 grudnia 1907: „Kraków umie chować swoich Wielkich”.

Uwagi do rachunków wystawionych przez krakowskich przedsiębiorców za pogrzeb Stanisława Wyspiańskiego finansowany przez Radę Miasta:

Wybrano trumnę najprostszą i najskromniejszą. Cena wygórowana. Trumna dębowa prosta powinna była kosztować najwyżej 140 kor. Dodać należy kawałek sukna, którem trumnę obito. – Cena wygórowana.
[…]
10) […] Lichtarzy było nie 120, lecz 40 (co sprawdzić można na fotografii reprodukowanej w „Nowościach Ilustrowanych”). […] W głębi zaś, za trumną, mniejsze świece umieszczono w 45 lichtarzach, zrobionych z gliny przez uczniów Akademii Szt. Pięknych osobiście i pozłoconych przez nich, bez udziału przedsiębiorcy.
11) Na podłogę przed katafalkiem w krypcie zużyty był stary, b. zniszczony aksamit czerwony (pozostały z pogrzebu Siemiradzkiego). Nowego aksamitu zużyto tylko po bokach schodów. Do wybicia wnętrza otaczającego bezpośrednio trumnę użyto starego czarnego sukna. Kawałek nowego sukna czarnego – na katafalku pod trumną w krypcie.
[…]
15) Powinien sprawdzić ktoś fachowy. Uwaga: wóz na wieniec, pomimo dokładnych dyspozycyi i rysunku, był zrobiony źle, i musiał być cały przerabiany.
[…]
17) Rachunek wygórowany. Robota tapicerska w krypcie była minimalna, przytem robiona była wyjątkowo ospale i niedołężnie.
18) Należałoby sprawdzić ilość metrów sukna czarnego nowego (na karawan i na wóz pod wieńce) i ewentualnie przejąć to sukno na rzecz gminy. Tak samo – z kapami na konie i płaszczami dla prowadzących konie. Zrobione były podług specyalnych rysunków artystów.
19) Kawałek sukna czarnego do wysłania chodnika na Skałce kazaliśmy wziąć z krypty, a nie zamawialiśmy tam nowego sukna.
20) Należałoby sprawdzić. Świec się paliło stosunkowo mało.
[…]
27) Kilka dorożek, wziętych przez pp. artystów już zostały policzone w pozycyi 14). […] Resztę wydatków (dorożki i inne, które się obliczyć nie dały) ponosili artyści sami i żadnej pretensyi o to do nikogo nie mają. Uwaga: uczniowie Akademii Sztuk Piękn. sami własnoręcznie złocili girlandę z wawrzynu i wieńce laurowe.
28) Płaszcze i kiry na konie były rysunku najprostszego wobec czego rachunek (960 k.) wydaje się nam wygórowanym.
29) Oprócz dekoracyi wykonanej własnoręcznie przez artystów, nie było żadnej innej. Rachunek więc p. Freege (100 k.) może się odnosić chyba do 10 drzewek kulistych, przyniesionych do krypty i ustawionych pod ścianami. O ile drzewka te zostały zwrócone, to rachunek za wypożyczenie na 1 dnia uważać należy za wygórowany.
30) Uprząż była przykryta kapami i nie było powodu jej „przerabiać”. Powozów (landa) nie widzieliśmy.
Należałoby to sprawdzić.
31) Rachunek W. Fenza (1626 k.) jest wprost niesłychany […].
7 grudnia 1907, J. Warchałowski[2]

Barwa

Krupnicza

Dziadek Wyspiańskiego, Mateusz Rogowski, jest hurtownikiem. Rodzina nazywa go kupcem „en gros”. Sprzedaje zboże, orzechy, owoce i mąkę. Krakowscy flisacy spławiają na galarach jego towar do Warszawy i Gdańska. Posiada kamienice na rogu Grodzkiej i na Kazimierzu. Przy ulicy Krupniczej ma rozległe ogrody i kilka placów. Wielki pożar miasta w 1850 roku niszczy drewniane magazyny, w których Mateusz Rogowski przechowuje owoce. Po kolejnym pożarze, około 1857 roku, zostaje mu jedynie murowany dom przy ulicy Krupniczej.

Drugi dziadek, Ignacy Wyspiański, jest urzędnikiem podatkowym. Akty urodzeń jego dzieci znaczą trasę wędrówki po Galicji: Lwów, Chwałowice, Kuryłówka w Rzeszowskiem. W Krakowie osiada około 1852 roku z żoną Wiktorią oraz Franciszkiem, Albiną i Antonim. Tutaj przychodzi na świat jeszcze dwoje dzieci: Amalia i Bronisław. Wyspiańscy mieszkają na Piasku pod numerem 55 (w kolejnych latach ulica Gołębia i niezidentyfikowany dom nad Wisłą). Ignacy Wyspiański pracuje w urzędzie celnym, Wiktoria Wyspiańska prowadzi dom otwarty. „Długów mieli dużo” – zanotuje po latach wnuczka Mateusza Rogowskiego na marginesie wspomnień rodzinnych.

O pierwszej żonie Mateusza Rogowskiego, Joannie z Grzybowskich, wiadomo niewiele. Wniosła do małżeństwa spore wiano i sześcioro dzieci w ciągu trzynastu lat: Józefę, Jana, Leonę, Adama, Marię i Joannę. Troje kolejnych: Teodorę, Kazimierza i Feliksa (zmarł w dzieciństwie) wydała na świat druga żona, Karolina ze Szpakowskich. W 1854 roku najstarsza Józefa poślubia urzędnika celnego Edwarda Dobruckiego. Leona w 1855 roku wychodzi za Teofila Parviego, zegarmistrza o włosko brzmiącym nazwisku, właściciela sklepu przy ulicy Grodzkiej.

Każdego dnia Mateusz Rogowski modli się w kaplicy świętego Jana Kantego w Collegium Maius. Raz w roku pielgrzymuje z rodziną do opactwa cystersów w Mogile. Tradycja rodzinna mówi o ufundowaniu aksamitnej przepaski na biodra Chrystusa w kaplicy Krzyża Świętego. Każdego piątku prowadzi całodniową głodówkę w nadziei, że Bóg objawi mu godzinę śmierci.

Franciszek jest najstarszym synem Ignacego Wyspiańskiego. Urodził się we Lwowie. Jesienią 1853 roku zapisuje się do Szkoły Sztuk Pięknych przy Instytucie Technicznym. Pierwsze prace rzeźbiarskie prezentuje na wystawie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w 1857 roku. Dwa lata później na zamówienie Juliusza Florkiewicza wykonuje opisywany w prasie pomnik konny Jana Sobieskiego do parku pałacowego w Młoszowej. W październiku 1860 roku otrzymuje stypendium Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu.
Rodzinne przekazy mówią o pobycie w Paryżu. Do kraju wraca przed powstaniem styczniowym.

W pierwszych miesiącach 1863 roku w ogrodzie na tyłach domu Mateusza Rogowskiego odbywają się zbiórki. W piwnicach gromadzone są sztucery, dubeltówki, rewolwery i szable. W pokojach na parterze wylewa się okrągłe ołowiane kule. Leona, Maria i Joanna, córki Mateusza Rogowskiego, skubią z płótna szarpie dla powstańców i brata Adama, który walczy po tamtej stronie granicy. Wśród mężczyzn, którzy w tych dniach przestępują próg kamienicy przy ulicy Krupniczej, jest też austriacki policjant. Zanim powieszą go Austriacy, zdąży kilka razy ostrzec Mateusza Rogowskiego przed rewizjami.

W domu urzędnika celnego Ignacego Wyspiańskiego także przechowuje się broń. Dwudziestoletnia Albina Wyspiańska przenosi ją w fałdach obszernej czarnej spódnicy. Antoni Wyspiański bije się z Rosjanami w oddziałach Dionizego Czachowskiego i Aleksandra Waligórskiego. Franciszek Wyspiański jest widywany na konspiracyjnych spotkaniach u aptekarza Karola Mohra, profesora chemii w Instytucie Technicznym. Jeden z braci, prawdopodobnie Franciszek, znajdzie się w grupie dwudziestu mężczyzn, którzy poturbują pewnego krakowianina za odmowę wpłacenia datku na rzecz powstańców. Witold Wyspiański, syn Antoniego, napisze później: „Na długie lata sprawa powstaniowa pozostawała w rodzinie tematem wspomnień, rozważań, żalów”[3].

Dla dwudziestoczteroletniego Adama Rogowskiego powstanie styczniowe zakończy się znacznie później. Wzięty do niewoli, trafi na Sybir. Do Krakowa wróci dopiero przed 1900 rokiem. Będzie utrzymywał się z jałmużny.
Antoni Waśkowski: „Widywaliśmy go na ulicach Krakowa. Brat jego młodszy – Kazimierz Rogowski, a także szwagier jego, mąż Joanny Stankiewiczowej – Kazimierz Stankiewicz, dawali mu na chleb, na jaki nie mógł już sobie zarobić on – starzec, którego ręce przywykły bardziej do kajdan niż do roboty, a dusza – bardziej do tęsknoty niż do posłuszeństwa…”[4].
Dla Mateusza Rogowskiego powstanie styczniowe nie zakończy się nigdy. Według relacji rodzinnych jego majątek zostanie skonfiskowany przez władze austriackie.

Franciszek Wyspiański pisze do Wydziału Krajowego we Lwowie:

Niżej podpisany uprasza o łaskawe wydanie mu legitymacyi szlachectwa i przyłącza swoją metrykę. W dalszem załączeniu przedkłada niżej podpisany metrykę ojca swego Ignacego Wyspiańskiego na dowód, iż tenże jest synem tegoż Jana Wyspiańskiego, który wraz z swemi braćmi Pawłem, Sebastyanem i Aleksandrem w roku 1782 legitymowali się w grodzie Trembowelskiem i zapisani są w księgach szlacheckich Maj. Tom III na Str. 513. Legitymacya dziada mego miała być pastwą rabónków [!] wojennych przez Moskali, a ojciec mój będąc ubogiem nie był w stanie starać się o wydanie innej, co dawniej było połączone ze znacznemi wydatkami[5].

Po powstaniu styczniowym Mateusz Rogowski mieszka z rodziną w parterowej kamienicy przy ulicy Krupniczej, ostatnim bastionie kupieckiej fortuny. Córka Joanna uczy się w seminarium nauczycielskim, wybierze posadę prywatnej nauczycielki. Najmłodsza Teodora, uzdolniona pianistka, ćwiczy pod okiem Emilii Salomońskiej i Władysława Żeleńskiego. W 1874 roku poślubi Wawrzyńca Waśkowskiego, nauczyciela gimnazjalnego. O Marii, nazywanej w domu Marynią, dobrzy mieszczanie zaczynają już plotkować. W 1867 roku ma dwadzieścia sześć lat i kilka zerwanych zaręczyn na koncie. Na pytanie, na kogo czeka, odpowiada: „na artystę”. Leona, żona zegarmistrza, zapamięta, że Maria pisała wiersze i „marzyła o poetach i literatach”. Wiersze Marii, przepisane do zeszytu w skórzanej oprawie, będą cenną pamiątką w domu najmłodszej z sióstr, Teodory.

Druga żona Mateusza Rogowskiego, Karolina ze Szpakowskich, jest spokrewniona z „najpierwszymi domami Królestwa Polskiego”. Odkąd przyszły na świat wnuki, nazywana jest krótko Babką Rogowską. Nosi czarne suknie i wielkie kapelusze wiązane na kokardę pod brodą. Dumą Karoliny Rogowskiej są cztery herby rodzinne, po dwa od Szpakowskich i Szadurskich. Z rodzinnego majątku w powiecie pińczowskim przywiozła do Krakowa stylowe meble, srebra, porcelanę, kryształy i kult Tadeusza Kościuszki. Spuściznę duchową Karoliny Rogowskiej przejmą córki. Maria i Teodora nadadzą synom imię Tadeusz. W mieszkaniach Joanny i Teodory zawisną portrety Naczelnika.

W 1865 roku Franciszek Wyspiański jest już znanym artystą. Popiersie Mikołaja Kopernika i godła wydziałowe w salach Uniwersytetu Jagiellońskiego to tylko niektóre z jego prac. Warszawski „Tygodnik Ilustrowany” wymienia go w rzędzie utalentowanych rzeźbiarzy. „Znajduje się jeszcze jeden artysta rzeźbiarz w Krakowie, który swemi pracami dał się już poznać korzystnie, ale ten nie posiada własnej pracowni, lecz ma ją, jak słychać, założyć dopiero w tych czasach; tym jest Wyspiański Franciszek, którego pomysłu popiersie Kopernika zyskało uznanie znawców”[6]. Zakłada pracownię na parterze kamienicy Rogowskich, od strony ogrodu. W 1867 roku, na pamiątkę ocalenia miasta od pożaru, rzeźbi posąg Madonny z dzieciątkiem. Nadaje jej rysy przyszłej żony, Marii Rogowskiej.

W 1868 roku może się wydawać, że Bóg wysłuchał modlitw Mateusza Rogowskiego. W piątek 24 kwietnia zapada na zdrowiu, nie podnosi się z łóżka. Rodzinie oznajmia, że ślub Marii i Franciszka Wyspiańskiego musi odbyć się jak najszybciej.
Pobierają się w sobotę 25 kwietnia 1868 roku w kościele św. Szczepana. Siostrzenica Marii zapamięta gości świętujących w bawialni i pannę młodą szlochającą przy łóżku ojca. Mateusz Rogowski umiera dwa tygodnie później, w sobotę 9 maja.