Książka “Czarodzieje broni” przedstawia kulisy powstawania najwymyślniejszych broni Izraela.


Czarodzieje broniOd dronów po satelity, od systemów obrony przeciwrakietowej po wojnę cybernetyczną – Izrael przoduje w wykorzystywaniu nowych technologii militarnych. Czarodzieje broni mówią o tym, jak ten ośmiomilionowy naród, wyciągając wnioski ze swego bogatego doświadczenia wojennego, nauczył się adaptować do zmian w sposobie prowadzenia wojen i stał się nowym wzorem regionalnego mocarstwa, które swojej pozycji nie zawdzięcza wielkości terytorium i populacji, lecz nowatorstwu i efektywności.

Będąc w awangardzie techniki wojennej, opracowuje on nowe bronie i modernizuje stare, by zachowały użyteczność i skuteczność na nieustannie zmieniającym się polu walki. Inne państwa, aby stawić czoło tym wyzwaniom, w poszukiwaniu pomysłów spoglądają na Izrael – a zwłaszcza jego uzbrojenie – co czyni go w efekcie jednym z największych laboratoriów zbrojeniowych świata.

Jak Izrael tego dokonał? I jakie są tego militarne i geopolityczne implikacje? Oto niektóre z głównych kwestii, którymi zajmują się Yaakov Katz i Amir Bohbot. Ich książkę, opartą na bogatych materiałach źródłowych i niełatwym dla innych dostępie do izraelskiego establishmentu obronnego, śmiało można nazwać raportem prosto z linii frontu.

***

Żywotność Izraela przełamuje schematy. Nie mając żadnych zasobów naturalnych, Izrael dzięki kapitałowi ludzkiemu stał się mistrzem technologii w dziedzinie rolnictwa i obronności. Czarodzieje broni mówią o tym, że człowiek jest największym bogactwem naszej przyszłości.
Szimon Peres, prezydent (2007–2014) i premier (1984–1986 i 1995–1996) Izraela

Fascynująca analiza niezwykłej serii twórczych rewolucji w uzbrojeniu i strategii izraelskiej armii oraz organizacji technicznych. Katz i Bohbot znakomicie opisują, w jaki sposób narody mogą trwać i zwyciężać: wspierając swych buntowniczych innowatorów.
R. James Woolsey, dyrektor CIA (1993–1995)

Izrael nie istniałby dziś, gdyby technologicznie nie wyprzedzał o kilka kroków drugiej strony. Oto kulisy rozwiązywania przez to państwo problemów technicznych, które zdawały się nie do pokonania. Katz i Bohbot opowiadają o tym ze znawstwem i swadą.
Saul Singer, współautor Narodu start-upów

Obowiązkowa lektura dla każdego, kto pragnie zrozumieć Izrael i jego siły zbrojne. Katz i Bohbot, dwaj czołowi reporterzy specjalizujący się w tematyce obronności tego kraju, przedstawiają fascynującą opowieść o tym, jak Izrael, wśród nieustającego konfliktu i na przekór wszystkiemu, stał się militarnym supermocarstwem.
gen. Szaul Mofaz, minister obrony Izraela (2002–2006) i szef sztabu generalnego Cahalu (1998–2002)

Yaakov Katz jest redaktorem naczelnym „The Jerusalem Post” i wykładowcą Extension School Uniwersytetu Harvarda. Urodzony w Chicago, mieszka w Jerozolimie.

Amir Bohbot jest redaktorem działu wojskowego i ekspertem ds. obronności w „Walla!”, czołowym internetowym portalu informacyjnym Izraela. W przeszłości pisał o sprawach wojskowych dla dziennika „Maariw”. Mieszka w Lehawim pod Beer Szewą.

Yaakov Katz, Amir Bohbot
Czarodzieje broni. Izrael – tajne laboratorium technologii militarnych
Przekład: Norbert Radomski
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 16 października 2018
 
 

Czarodzieje broni


Przedmowa

Nasza praca nad tą książką zaczęła się od pewnej rozmowy, którą odbyliśmy wiosną 2012 roku. System obrony przeciwrakietowej Kipat Barzel (Żelazna Kopuła) dowiódł niedawno swojej wartości w walkach wzdłuż Strefy Gazy, a Izrael robił imponujące postępy w innych dziedzinach techniki. Tak jak jego wrogowie. W lutym tamtego roku Iran samodzielnie wystrzelił w kosmos trzeciego satelitę, a Hezbollah gromadził bezprecedensowo duże zapasy wysokiej klasy pocisków rakietowych, podczas gdy sąsiednią Syrią wstrząsała nieustająca wojna domowa.
Jako doświadczeni izraelscy korespondenci wojskowi codziennie informowaliśmy o toczących się w szybkim tempie wydarzeniach i konfliktach w Izraelu, za jego granicami oraz w całym regionie. Mieliśmy jednak wrażenie, że coś nam umyka. Izrael prowadził właśnie jedne z największych przygotowań wojennych w swej historii, pozyskując nowe drony, niewidzialne dla radarów samoloty, okręty podwodne, precyzyjne pociski rakietowe i solidniej opancerzone czołgi. Wrogowie Izraela, głównie Iran i Hezbollah, robili to samo. Był to imponujący wyścig zbrojeń o potencjalnie zabójczych konsekwencjach.
Przez lata izraelskie siły zbrojne były głównym przedmiotem naszego zainteresowania. Obaj jesteśmy weteranami Sił Obronnych Izraela (Cwa Hagana le-Jisra’el – Cahal) i wciąż służymy w rezerwie. Nie tylko obserwowaliśmy konflikty Izraela – byliśmy też częścią tej historii. Druga intifada, wycofanie wojsk z Libanu, opuszczenie Strefy Gazy, druga wojna libańska i rozmaite późniejsze operacje Cahalu w Gazie to wydarzenia, które relacjonowaliśmy z linii frontu, a niekiedy także zza linii wroga.
Nasza praca zaprowadziła nas na izraelskie okręty podwodne i korwety rakietowe, do izraelskich śmigłowców i samolotów transportowych oraz do transporterów opancerzonych wiozących żołnierzy piechoty Cahalu na nocne rajdy w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu.
Przez lata bacznie śledziliśmy ewolucję Cahalu. Obserwowaliśmy, jak izraelskie siły zbrojne adaptują się do nowych zagrożeń – czy byli to palestyńscy zamachowcy samobójcy, rakiety Hezbollahu, czy irański program nuklearny. Ostatnio, gdy w regionie zaczęło dochodzić do bezprecedensowych, historycznych zmian, nasze wojsko stało się jeszcze czujniejsze. Nazywane początkowo niosącą nadzieję Arabską Wiosną, to regionalne trzęsienie ziemi zrodziło nowych wrogów Izraela, takich jak ISIS, rozlokowanych wzdłuż jego północnej i południowej granicy.
Izrael bardzo liczy na groźną reputację, którą pracowicie budował przez lata. Naszym zdaniem reputacja ta wspiera się na trzech głównych filarach – domniemanej izraelskiej broni jądrowej, strategicznym sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi oraz konwencjonalnym potencjale Cahalu.
Książka ta opowiada – po raz pierwszy – o tym, jak Izrael projektował i tworzył zaawansowaną technologię i broń dla swojej armii. Jest to opowieść, która obejmuje cały okres istnienia Izraela, od jego początków jako nowo utworzonego państwa aż po dzień dzisiejszy, gdy to wciąż stawia ono czoło zagrożeniom i wyzwaniom z całego regionu.
Uznaliśmy, że najlepiej przedstawimy tę historię, jeśli podzielimy ją na rozdziały poświęcone poszczególnym technologiom i broniom, które stały się specjalnością Izraela. Na ogół trzymamy się porządku chronologicznego, niekiedy jednak przeskakujemy też od lat sześćdziesiątych XX wieku do chwili obecnej, a potem znów do lat sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych. Zrobiliśmy to celowo, aby dać wam, czytelnikom, kompletny obraz każdej broni – jak powstała, kim byli jej twórcy i co stanowi o jej wyjątkowości. Choć każda z tych historii jest niezwykła, cała opowieść jest czymś więcej niż ich sumą.

Wprowadzenie

– Podaj mi lornetkę – powiedział szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela, generał porucznik Binjamin „Beni” Ganc, do stojącego obok oficera. Podniósł szkła, mrużąc oczy w zimowym słońcu. Odległe o wiele kilometrów obiekty ukazały się z pełną ostrością.
Ganc stał wysoko na szczycie góry Kabir, robiąc to, co lubił najbardziej: omiatając wzrokiem swoje włości i przyglądając się każdej piędzi kraju, który miał za zadanie bronić.
Zwróciwszy się na północ, zobaczył jak na dłoni pokryty śniegiem szczyt góry Hermon na granicy izraelsko-syryjskiej. Ćwierć obrotu na wschód i ujrzał Jordanię. W dole, pochylając lornetkę, mógł zajrzeć do miasta Nablus, domu około 130 tysięcy Palestyńczyków.
Widoki te przypomniały mu, jak mały jest w rzeczywistości Izrael. Brakuje nam zupełnie strategicznej głębi, pomyślał Ganc. Wrogowie siedzą tuż obok nas.
– Co to jest? – zapytał pułkownika Nimroda Aloniego, dowódcę brygady terytorialnej, który, tak jak i on, zaczynał służbę wojskową jako spadochroniarz. – Tam – dodał, wskazując palcem – ten duży biały budynek z mnóstwem okien?
Odłożywszy broń, Aloni wyregulował własną lornetkę.
– Och, to galeria handlowa – odparł.
Nablus nie jest pierwszym lepszym palestyńskim miastem. Podczas zamieszek z 2000 roku, zwanych drugą intifadą lub intifadą Al-Aksy, stał się schronieniem dla najbardziej poszukiwanych przez Izrael ludzi. Ganc był wtedy dowódcą dywizji Cahalu odpowiedzialnej za Zachodni Brzeg. Terroryści z Islamskiego Dżihadu i Hamasu urządzali laboratoria bombowe i centra dowodzenia w zawiłym kamiennym labiryncie nabluskiej kasby, czyli starego miasta. Założona przez Rzymian, a następnie rozbudowana przez Mameluków i Turków, kasba cieszyła się złą sławą z powodu swej sieci tuneli i zakamarków, jakby stworzonych dla ukrywającego się terrorysty.
Oddziały Cahalu posyłane były często do rajdów na miasto i tropienia terrorystów. Ale w ostatnich latach Nablus odżył. Terroryzm utrzymywał się na niespotykanie niskim poziomie, a Cahal znacząco ograniczył swoje ingerencje w mieście.
Po zakończeniu intifady kolejne izraelskie rządy próbowały wynegocjować układ pokojowy z Palestyńczykami. Ehud Olmert w 2008 roku złożył palestyńskiemu prezydentowi Mahmudowi Abbasowi historyczną ofertę, która jednak została odrzucona. W 2009 roku premier Izraela Binjamin Netanjahu, dążąc do wznowienia rozmów pokojowych, zgodził się zamrozić rozbudowę żydowskich osiedli. Był to bezprecedensowy krok, ale choć rozmowy podjęto na nowo, one również nie zaowocowały ugodą.
W czasie wizyty Ganca w 2012 roku Palestyńska Giełda Papierów Wartościowych z siedzibą w Nablusie odnotowywała rekordowo wysokie obroty, choć rynki w całym arabskim świecie tkwiły w zapaści. Wkrótce spodziewano się nowej rundy negocjacji pokojowych i czuć było powiew nadziei.
Jednak wyprawa Ganca na Zachodni Brzeg miała inny cel.
Dwa lata wcześniej coś, co zaczęło się jako uliczne protesty w Tunezji, rozprzestrzeniło się niczym pożar, dając początek ruchowi nazwanemu Arabską Wiosną. W Libii pojmano i stracono Muammara Kaddafiego, w Egipcie w dramatycznych okolicznościach obalono Husniego Mubaraka, w Syrii zaś Baszar al-Asad wciąż zmagał się z rebeliantami w zaciętej, krwawej i kontrowersyjnej wojnie, która doprowadziła do narodzin ISIS i globalnego dżihadu. W Libanie Hezbollah nieprzerwanie gromadził wyrafinowaną, zaawansowaną broń, zagrażając Izraelowi już nie jako organizacja partyzancka, ale armia z prawdziwego zdarzenia.
W izraelskich kręgach wojskowych narastały obawy, że niestabilność może ogarnąć kolejne obszary, i Ganc chciał się upewnić, że na Zachodnim Brzegu utrzyma się spokój, a gdyby miało być inaczej – że Cahal będzie na to przygotowany.
Początkowo nie był on typowany na szefa sztabu; otrzymał to stanowisko dość przypadkowo, gdy pierwszy kandydat został uznany za nieodpowiedniego. Tak więc odwołany z emerytury Ganz znów przywdział mundur i objął tę zaszczytną funkcję.
– Najbardziej lubię być w polu – mawiał – z moimi żołnierzami.
Po kilku spotkaniach informacyjnych wizytacja dobiegła końca. Ganc zajął miejsce na tylnym siedzeniu opancerzonego dżipa, który miał go zabrać na pobliskie lądowisko dla śmigłowców. Jego adiutant był podenerwowany. Jak zwykle w takie dni szef sztabu znacznie przedłużył wizytę. Dżip opuścił bazę i skręcił na wyboistą boczną drogę, która omijała łukiem pobliskie osiedle żydowskie, skupisko biało tynkowanych domów z czerwonymi dachami, usadowionych na wzgórzu ponad szosą.
– Zatrzymaj samochód – powiedział nagle Ganc do kierowcy.
– Co? – zapytał żołnierz, patrząc na pustą drogę w samym środku Zachodniego Brzegu Jordanu.
– Powiedziałem: zatrzymaj samochód – powtórzył bardziej stanowczo szef sztabu. – Stań na poboczu.
Kierowca ostro zahamował i zatrzymał się przy estakadzie.
– Połącz mnie z Nimrodem – powiedział Ganc do adiutanta, mając na myśli dowódcę brygady terytorialnej, który towarzyszył mu podczas wizytacji. Przejął słuchawkę. – Nimrod, mój dżip najechał na minę. Jestem ranny, a jeden z moich żołnierzy został uprowadzony – powiedział i natychmiast przerwał połączenie. Aloni nie miał nawet szansy odpowiedzieć.
Ganc wysiadł z dżipa, spojrzał na zegarek, srebrnego breitlinga, i usiadł na pobliskim głazie. Podniósł z ziemi patyk, otrzepał go z pyłu i zaczął obracać w dłoniach.
– Teraz zaczekamy – oznajmił.
Niebawem szosa zaroiła się od uzbrojonych po zęby żołnierzy wezwanych na poszukiwanie „uprowadzonego”. Na wzgórzach zajęły pozycje opancerzone hummery wyposażone w terminale systemu wspomagania dowodzenia. Ich plazmowe monitory ukazywały położenie wszystkich okolicznych wojsk. Dało się słyszeć ciche buczenie dronów rozpoznawczych unoszących się nad całą tą sceną.
Mijały minuty. Ganc jednym okiem obserwował żołnierzy, drugim zerkał na zegarek. Gdy dziesięć minut później na miejsce przybył wreszcie Aloni, szef sztabu nie rozwodził się długo.
– Okej, dzięki. Widzimy się wkrótce – powiedział i wsiadł do dżipa. Wóz odjechał, ciągnąc za sobą obłok pyłu.
Dla Ganca był to zwyczajny dzień pracy, ale dał mu sposobność, żeby czegoś dowieść. Na Bliskim Wschodzie panowało silne wrzenie i dowódca Cahalu chciał się upewnić, że jego żołnierze są przygotowani do wojny, która może wybuchnąć lada chwila.
– Przy tym poziomie niepewności w regionie nie możemy liczyć na to, że otrzymamy ostrzeżenie, gdy wojna znów zapuka do drzwi – stwierdził. – Jednak zwyciężymy, bo nasi żołnierze będą gotowi i będą mieli do pomocy najlepszą technikę.

* * *

Sprzęt uczestniczący w wydarzeniach tamtego popołudnia, podczas improwizowanego próbnego alarmu Ganca, był tylko drobnym wycinkiem techniki wojskowej pochodzącej z Izraela i zalewającej globalny rynek broni.
Monitory plazmowe w pędzących na miejsce akcji hummerach stanowiły element Cajadu, wykorzystywanego przez Cahal rewolucyjnego systemu wspomagania dowodzenia i kontroli. Cajad, co po hebrajsku znaczy „łowca”, działa nieco podobnie do systemu nawigacji GPS w samochodzie, tyle tylko, że wyświetla dokładną lokalizację wszystkich wojsk na danym obszarze, z podziałem na siły własne i wroga. Jeśli żołnierz wykryje nieprzyjacielską pozycję, wystarczy, że naniesie jej położenie na mapę cyfrową, a pojawi się ona natychmiast na monitorach wszystkich innych użytkowników Cajadu.
Technologia ta zmienia sposób prowadzenia wojen, z oczywistymi konsekwencjami dla pola bitwy – skracając czas potrzebny na wykrycie nieprzyjaciela i otwarcie ognia, określany też jako cykl sensor-to-shooter. Dokładność Cajadu i jego skuteczne użycie przez Cahal zostały zauważone. W 2010 roku Australia zapłaciła za ten system 300 milionów dolarów, a w roku 2014 pewien kraj w Ameryce Łacińskiej kupił go za 100 milionów dolarów.
Żołnierze śpieszący zapewnić bezpieczeństwo szefowi sztabu podczas próbnego alarmu uzbrojeni byli w tawory, nowe karabinki szturmowe opracowane przez Israel Weapon Industries (IWI). Z powodu małej wagi, dużej precyzji i niewielkiej długości tawory zastąpiły amerykańskie M16 jako ulubiona broń Cahalu. Od czasu, kiedy weszły do służby w Izraelu, dotarły w każdy zakątek globu, od Kolumbii po Azerbejdżan i od Macedonii po Brazylię.
Dżip Ganca, który rzekomo ucierpiał w wyimaginowanym wybuchu bomby, był chroniony pancerzem opracowanym i wyprodukowanym przez Plasan Sasa, izraelską firmę działającą w małym kibucu w Górnej Galilei, przy niespokojnej granicy z Libanem.
Firma ta powstała w latach osiemdziesiątych XX wieku wśród krytych białym tynkiem zabudowań kibucu i jego plantacji kiwi. Szybko zwróciła na siebie uwagę Cahalu za sprawą innowacyjnych pancerzy z gęstego materiału kompozytowego, które mogły chronić pojazdy przed granatami rakietowymi i improwizowanymi ładunkami wybuchowymi, nie zwiększając znacząco ich wagi.
Kiedy Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny z Afganistanem, a później z Irakiem, improwizowane ładunki wybuchowe szybko okazały się przyczyną największych strat w ludziach. Do Plasanu lawinowo zaczęły spływać zamówienia i dynamicznie rosły zyski przedsiębiorstwa – od 23 milionów dolarów w 2003 roku do przeszło 500 milionów w roku 2011.
Na niebie nad Nablusem drony Cahalu bacznie śledziły palestyńskie miasto oraz stacjonujące w pobliżu izraelskie oddziały. Wcześniej w tym samym roku Cahal uruchomił program Sky Rider, w ramach którego bataliony polowe wyposażono w lekkie drony Skylark, produkowane przez Elbit Systems, głównego izraelskiego dostawcę sprzętu dla wojska. Wypuszczany w powietrze niczym piłka futbolowa rzucona przez rozgrywającego, Skylark dostarcza cennych danych zwiadowczych, niezwykle ważnych dla działań piechoty. Przekazanie go Cahalowi potwierdziło po raz kolejny pozycję Izraela jako światowego lidera w dziedzinie rozwoju dronów i systemów bezzałogowych.

* * *

Od satelitów po systemy obrony przeciwrakietowej i od dronów po wojnę cybernetyczną – Izrael przoduje we wdrażaniu nowych technik wojskowych na współczesnym polu walki. Ta książka opowie, jak doszło do tego, że ten maleńki, zaledwie ośmiomilionowy kraj stał się jednym z najbardziej znaczących militarnych supermocarstw świata i opracowuje technologie, które zmieniają sposób prowadzenia wojen na całym globie.
Sukces Izraela sprawił, że giganci przemysłu lotniczego i kosmonautycznego, producenci broni, a nawet całe kraje ciągną gromadnie do państwa żydowskiego, by analizować tę wyjątkową kombinację innowacyjności, zmotywowania i techniki.
Wielkie korporacje ze Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Indii, Rosji i Australii regularnie tworzą spółki joint venture z producentami sprzętu wojskowego z Izraela, firmami niekiedy znacznie mniejszymi od swych zagranicznych partnerów.
Historia ta staje się jeszcze bardziej frapująca, gdy weźmie się pod uwagę, że zaledwie sześćdziesiąt lat temu głównymi towarami eksportowymi Izraela były pomarańcze oraz sztuczne szczęki. Dziś jest to elektronika, oprogramowanie i zaawansowane urządzenia medyczne.
Według Jane’s, brytyjskiego wydawnictwa specjalizującego się w tematyce militarnej, Izrael jest jednym z sześciu największych eksporterów broni na świecie. Sam sprzęt wojskowy stanowi około 10 procent całego eksportu tego kraju, a od roku 2007 Izrael eksportuje w formie broni około 6,5 miliarda dolarów rocznie. W 2012 roku tysiąc tamtejszych przedsiębiorstw obronnych ustanowiło nowy rekord, eksportując broń wartą 7,5 miliarda dolarów1.
Malutki Izrael inwestuje w badania i rozwój (B+R) więcej niż jakikolwiek inny kraj – około 4,5 procent produktu krajowego brutto (PKB) – i nieprzerwanie zajmuje czołowe miejsce na liście najbardziej innowacyjnych państw świata. Choć izraelskie nakłady na B+R są imponujące same w sobie, około 30 procent kierowane jest na produkty o zastosowaniu militarnym. Dla porównania, jedynie 2 procent niemieckich i 17 procent amerykańskich wydatków na prace badawczo-rozwojowe przeznaczanych jest dla wojska2.
Jak napisał o Izraelu popularny felietonista i prezenter CNN Fareed Zakaria: „Jego broń jest znacznie bardziej zaawansowana, często o pokolenie wyprzedzająca tę używaną przez jego przeciwników. Przewaga techniczna Izraela ma głębokie konsekwencje dla współczesnego pola walki”.