W swojej książce Marcin K. Schirmer pochylił się nad losami rodów, które trwale zapisały się w historii polskiej kultury i nauki. Autor ukazuje czytelnikowi ich wkład w kształtowanie kraju, przywołując niezwykle ciekawe biografie w panoramie kilku pokoleń.


Wybitne rody

Komunistyczne rządy w powojennej Polsce starały się jak mogły, aby pamięć o inteligenckich rodzinach zasłużonych dla kraju została pogrzebana. W nowym ustroju każdy, kto potrafił samodzielnie myśleć i formułować wnioski, działać bez względu na niesprzyjające okoliczności czy wykazywać się odwagą, stawał się wrogiem władzy. Ruszyła więc kampania oszczerstw przeciwko znamienitym rodom zasłużonym dla kultury, nauki, techniki, przedsiębiorczości.

„Po wprowadzeniu komunistycznych rządów dotychczasowe elity nie tylko utraciły swoją wiodącą pozycję w społeczeństwie, ale wręcz były prześladowane i systematycznie niszczone, skazywane na zapomnienie. Spowodowało to zapaść kulturową i cywilizacyjną Polski, której skutki odczuwamy do dziś” – pisze Marcin K. Schirmer we wstępie do książki „Wybitne rody, które tworzyły polską kulturę i naukę”.

Wybitne rody

Pisze i działa tym samym na rzecz pamięci. Bo o ile wymieniona w książce rodzina Kossaków, dzięki licznym publikacjom popularnonaukowym i artykułom prasowym, jest dziś powszechnie znana, to już o takich chociażby Estreicherach, krakowskich profesorach, strażnikach kultury i dziedzictwa, pisze się i mówi znacznie mniej. A zawdzięczamy im, a w szczególności Karolowi Estreicherowi, działania na rzecz ukrycia przed nazistami najcenniejszych polskich dzieł sztuki, a po wojnie starania o rewindykację tych, które zostały utracone. To właśnie on doprowadził do odzyskania ołtarza z Kościoła Mariackiego, zagrabionego przez Niemców i wywiezionego do Norymbergi, poświęcając lata swego życia temu zadaniu. Ciekawa historia? Marcin K. Schirmer prezentuje tylko takie, bo dzieje wszystkich rodów wybranych przez autora do omówienia w książce były niezwykłe.

Wybitne rody

Co więcej, częstokroć, rodziny te z wielkim oddaniem dbające o utrzymanie polskiej tożsamości w latach zaborów czy obu wojen światowych, korzenie swe miały w zupełnie innych zakątkach Europy, a Polska była dla ich osiedlających się nad Wisłą przodków ojczyzną z wyboru, tak samo jak wyborem był proces polonizacji. Protoplasta wspomnianych powyżej Estreicherów, Dominik Oesterreicher urodził się w niemieckojęzycznej rodzinie na Morawach, Lilpopowie – klan związanych z Warszawą zegarmistrzów, przemysłowców i artystów, pochodzili z Austrii, a w Polsce osiedlił się, w czasach króla Augusta III, Antoni Augustyn Lilpop, dając początek rodzinie, która – podobnie jak Estreicherowie, bardzo szybko się spolonizowała.

Wybitne rody

Co decydowało o tym, że w rodzinach opisanych przez Schirmera pojawiało się tak wielu wybitnych członków, a ich dorobek intelektualny rozwijały z powodzeniem kolejne pokolenia? Na pewno nie przypadek. Biografie członków wszystkich ujętych w książce rodów dowodzą, że szczególną troskę przykładano w nich do należytego wychowania dzieci, uważnego obserwowania ich zdolności i właściwego ukierunkowania talentów. Znaczenie miała też atmosfera otwartości każdego z tych domów, inspiracje płynące z kontaktów z wieloma wybitnymi ludźmi, znakomite przykłady zostawiające w dziecięcych umysłach trwały ślad i zachętę do własnego działania. Mogły się więc rozwijać bez przeszkód, a wręcz pośród stałych zachęt, talenty artystyczne, naukowe, ekonomiczne, polityczne. „Wybitne rody…” uświadamiają dobitnie, jak ogromne znaczenie w kształtowaniu charakteru i ścieżki przyszłego życia mają dobre wzorce. Wiele znaczyły w rodzinach Curie, Żuławskich, Lutosławskich, Młynarskich i Rubinsteinów.

Wybitne rody

Marcin Konrad Schirmer pisze o wszystkich tych postaciach z zacięciem pasjonata, udaje mu się odmalować także ducha minionych czasów. Jego książka ma charakter popularyzatorski, kierowana jest do szerokiego grona odbiorców, a dzięki przystępnemu językowi i dynamicznej narracji łatwo ulec urokowi zgromadzonych opowieści. Niemniej wyraźnie widoczne jest w tekście także oko badacza. Schirmer, historyk sztuki, prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, dobrze zna temat, który przybliża czytelnikowi. Dowiódł tego już w innych swoich książkach i artykułach, także poświęconych tematyce historycznej. Robert Wiśniewski

Marcin K. Schirmer, Wybitne rody, które tworzyły polską kulturę i naukę, Wydawnictwo Muza, Premiera: 22 listopada 2017
 

Marcin Konrad Schirmer – historyk sztuki, prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. W kręgu jego zainteresowań znajdują się kultura materialna i dzieje ziemiaństwa polskiego oraz polskich elit historycznych. Interesuje się także historią architektury, ze szczególnym uwzględnieniem założeń rezydencjonalnych XVIII–XX wieku. Badacz i popularyzator wiedzy o polskich dworach i ich znaczeniu dla historii Polski. Autor książek: „Dwory i majątki ziemskie w okolicach Łomży”, „Arystokracja. Polskie Rody”, „Dwory i dworki w II Rzeczpospolitej” oraz „Wybitni przedstawiciele ziemiaństwa łomżyńskiego XIX i XX wieku. W służbie dla regionu i kraju”. Stały współpracownik magazynów o tematyce historycznej, autor wielu artykułów.

 

Marcin K. Schirmer
Wybitne rody, które tworzyły polską kulturę i naukę
Wydawnictwo Muza
Premiera: 22 listopada 2017
 

Wstęp

Celem niniejszej książki jest przybliżenie Czytelnikowi sylwetek i dokonań wybitnych przedstawicieli polskich rodzin inteligenckich, które wniosły cenny wkład zarówno w rodzimą, jak i światową naukę, kulturę, sztukę i technikę. Powstała swoista saga wybranych rodów – ich reprezentanci na przestrzeni kilku pokoleń odcisnęli trwały ślad w życiu naszego narodu. Aktywność wielu z nich miała zresztą dużo szerszy zasięg. Zdobyli znaczącą pozycję poza granicami kraju i stali się ważną częścią międzynarodowego środowiska intelektualnego. To dzięki nim i ich następcom, poprzez naturalny proces wymiany myśli i idei, ludzkość ma szanse ciągłego rozwoju.
Ze względu na ograniczoną objętość tej pracy konieczne było dokonanie wyboru spośród wielu barwnych i znamienitych postaci – tak aby Czytelnik mógł otrzymać interesujący, a zarazem reprezentatywny przegląd wybitnych rodów. Znajdziemy więc w książce, obok przedstawicieli dyscyplin humanistycznych, którzy zdecydowanie dominują, również reprezentantów nauk ścisłych, technicznych, a także pionierów rzemiosła i przemysłu. W polskiej historii na przestrzeni ostatnich dwustu lat zapisało się wiele zasłużonych klanów rodzinnych wartych przypomnienia. Znaczna ich część niestety nie jest szerzej znana, a dorobek, jaki wypracowali, uległ zapomnieniu.
Taki stan rzeczy wynika po części z burzliwych polskich dziejów, a szczególnie przerwanej po roku 1945 ich ciągłości. Po wprowadzeniu komunistycznych rządów dotychczasowe elity nie tylko utraciły swoją wiodącą pozycję w społeczeństwie, ale wręcz były prześladowane i systematycznie niszczone, skazywane na zapomnienie. Spowodowało to zapaść kulturową i cywilizacyjną Polski, której skutki odczuwamy do dziś.
Inteligencja to elita społeczna, grupa ludzi żyjąca z pracy własnego umysłu dzięki zdobytemu wykształceniu. Jakkolwiek jej liczebność w stosunku do całej populacji zawsze była niewielka, to jednak rola, jaką odgrywała i odgrywa w każdym społeczeństwie, jest nie do przecenienia. Kształtowanie polskiej inteligencji jako niezależnej warstwy to proces, który rozpoczął się na przełomie XVIII i XIX wieku, by zakończyć się w drugiej połowie XIX wieku, po powstaniu styczniowym. Były to czasy przełomowe dla Polski, kiedy nasz kraj utracił niepodległość. Z drugiej strony obserwujemy wówczas intensywny okres rozwoju stosunków kapitalistycznych, gwałtownej industrializacji i urbanizacji kraju, wspieranej przez rozwój banków i sektora finansowego. Masowa emigracja ludności wiejskiej do dużych aglomeracji, oferujących nowe miejsca pracy, doprowadziła do zmiany struktury społecznej kraju.
Inteligencja polska rekrutowała się głównie ze stanu szlacheckiego, którego przedstawiciele masowo napływali do miast. Tutaj, bazując na posiadanym wykształceniu, a często także kapitale, podejmowali się pracy w administracji, urzędach, szkolnictwie i wolnych zawodach. Ich potomkowie ostatecznie zerwali z etosem życia na wsi. Z czasem dołączyli do nich reprezentanci polskiego mieszczaństwa, ludności chłopskiej oraz zasymilowani Żydzi. Szczególną rolę w rozwoju tej warstwy odegrały rodziny pochodzenia obcego, które przybywały do naszego kraju, widząc tu możliwość rozwoju i samorealizacji. Wiele z nich zrobiło zawrotne kariery, mierzone nie tylko w skali ekonomicznej, ale przede wszystkim przebojem weszło do elity intelektualnej i finansowej społeczeństwa. Szybko się asymilowali, stając się polskimi patriotami – gdy sytuacja tego wymagała, walczyli i oddawali za nową ojczyznę życie.
Podczas zaborów na inteligencji polskiej ciążył szczególny obowiązek walki o polską kulturę i narodową tożsamość. Przy braku własnej państwowości stało się to posłanniczym obowiązkiem wobec zniewolonego narodu. Tylko ona posiadała odpowiedni kapitał, aby pełnić funkcję duchowego przywódcy narodu, ponieważ była najbardziej wykształcona, uświadomiona i niezależna ze wszystkich grup społecznych. To z tej warstwy wywodzili się czołowi intelektualiści, artyści oraz przedstawiciele wolnych zawodów, którzy stawali się naturalnymi liderami i autorytetami. Stąd tak liczny ich udział, obok ziemiaństwa, w powstaniach, patriotycznej konspiracji czy wreszcie w walce o odzyskanie niepodległości i wojnie z bolszewikami.
Krótki okres II Rzeczypospolitej to czas intensywnej odbudowy polskiej państwowości, której głównymi architektami byli właśnie reprezentanci naszej inteligencji. Ta ciągłość historyczna została gwałtownie przerwana podczas drugiej wojny światowej i w czasach komunistycznej dyktatury. Znaczną część środowiska inteligenckiego wymordowano, wielu zmuszono do pozostania na emigracji. Odzyskanie niepodległości w 1989 roku nie przyniosło odzyskania znaczenia przez dawne elity historyczne. Mimo to niektórzy ich członkowie wciąż są obecni w naszym życiu publicznym. Swoją pracą i aktywnością nawiązują do najświetniejszych dokonań przodków.
Marcin K. Schirmer

Laboratorium noblistów
Rodzina Curie

Znaczenie całego klanu naukowców Skłodowskich–Curie–Joliot dla światowej nauki jest trudne do przecenienia. To najbardziej chyba znana i zarazem uhonorowana Nagrodami Nobla rodzina na świecie. Badania, których Maria Skłodowska była prekursorką, a które później kontynuowali jej następcy, doprowadziły do ujarzmienia promieniotwórczości i wykorzystania tego zjawiska w nauce. To dzięki nim stało się możliwe zaprzęgnięcie olbrzymiej energii, powstającej przy rozpadzie jądra atomów, do działań na rzecz ludzkości. Niestety jej zastosowanie miało nie tylko pokojowy wymiar, czemu wszyscy z tego rodu naukowców zawsze się sprzeciwiali.
Maria Skłodowska urodziła się w Polsce i do polskości zawsze się poczuwała. Po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości wspierała swoją wiedzą i kontaktami prowadzone nad Wisłą badania. Jej córki, wychowane we Francji, znały język polski i kraj swojej matki chętnie odwiedzały, choć uważały się za Francuzki. Bardzo silne więzi łączyły je z ciotecznym rodzeństwem mieszkającym w naszym kraju.
Postać uczonej stanowi doskonały przykład wkładu Polski w dorobek nauki światowej, niestety nie zawsze docenianego za granicą. Dlatego warto podkreślać, jak ogromny wpływ genialna Polka wywarła zarówno na swoje, jak i na przyszłe pokolenia naukowców.

Pierwsza profesorka Sorbony
MARIA SKŁODOWSKA-CURIE (1867–1934)

Przyszła noblistka urodziła się w Warszawie w rodzinie nauczycielskiej o patriotycznych tradycjach. Ród Skłodowskich, pieczętujący się herbem Dołęga, wywodził się z Mazowsza, z miejscowości Skłody, w której w dalekiej przeszłości znajdowały się ich dobra. Skłodowscy przeszli typową w XIX wieku drogę, od posesorów ziemskich do przedstawicieli inteligencji miejskiej. Dziadek Marii, Józef, nie posiadał już majątku ziemskiego. Ukończył Uniwersytet Warszawski i został urzędnikiem państwowym. Przez wiele lat sprawował funkcję dyrektora gimnazjum w Lublinie. Jego syn, Władysław, ojciec Marii, po ukończeniu studiów w Petersburgu, wykonywał zawód nauczyciela fizyki i matematyki. W późniejszych latach został także dyrektorem w warszawskich gimnazjach. Matka, Bronisława z domu Boguska, także nauczycielka, prowadziła dodatkowo pensję dla dobrze urodzonych panien.
Państwo Skłodowscy – „dobrze dobrane małżeństwo pod każdym względem” – mieli pięcioro dzieci, z których Maria była najmłodsza. Nie byli wprawdzie zamożni, ale pracowici i mądrzy, dzięki czemu zapewnili wszystkim swoim dzieciom wykształcenie i wychowali ich na dobrych obywateli. Najstarsza, Bronisława, po mężu Dłuska, ukończyła na Sorbonie medycynę. Prowadziła z mężem sanatorium dla chorych na gruźlicę. W okresie międzywojennym została dyrektorką Instytutu Radowego, blisko współpracując ze swoją sławną siostrą. Józef, także lekarz, był znanym internistą, autorem wielu naukowych publikacji i prezesem Towarzystwa Lekarskiego w Warszawie. Helena, zamężna ze Stanisławem Szalayem, znanym fotografikiem, była nauczycielką i działaczką oświatową. Rodzeństwo utrzymywało ze sobą intensywne kontakty, często się odwiedzając i wymieniając korespondencję.
Mania, jak ją nazywano w rodzinie, rozpoczęła naukę w Żeńskim Gimnazjum Rządowym w Warszawie, które ukończyła ze złotym medalem. Zawsze była bardzo pracowita, co widoczne było zarówno podczas edukacji w szkole średniej, jak i później na uniwersytecie. W liście do koleżanki pisała wręcz:
Czy wiesz Kaziu! Ja jednak kocham gimnazjum; może się roześmiejesz, a jednak powiem Ci, że je kocham i to bardzo; teraz to widzę…[1]
Pomimo iż była najmłodsza w klasie, nie tylko szybko opanowywała materiał, ale jeszcze pomagała koleżankom. Los nie był jednak dla niej łaskawy – gdy miała 9 lat, zmarła jej siostra, która zaraziła się tyfusem. Wkrótce nadszedł kolejny cios. Maria miała lat 11, gdy na gruźlicę umarła matka. Aby przyjść do siebie po tych wydarzeniach, dziewczynka przez rok przebywała w majątku Skalbmierz, u swego stryja Zdzisława. Po ukończeniu szkoły średniej zaczęła uczęszczać, wraz z siostrami, na tzw. Uniwersytet Latający, gdzie prowadziły „politykę przeciwrządową”. Udzielały także korepetycji z matematyki, fizyki i języków obcych. Były to lata represji popowstaniowych i wszelka nauka historii Polski była zakazana. Uniwersytet Latający był nieformalną wyższą uczelnią, na której odbywały się, organizowane w prywatnych domach, wykłady dla kobiet. Do obowiązków uczestników należało udzielanie lekcji mniej zamożnym, z czego Maria skrupulatnie się wywiązywała.
W 1883 roku spędziła wakacje u pani de Fleury, dawnej wychowanki swojej matki. Przez całe lato przebywała w licznym towarzystwie młodzieży, w tętniącym wesołym życiem dworze Kępa, położonym w malowniczej okolicy nad Biebrzą. Jej siostra Helena tak opisywała wakacyjne chwile:
Wszyscy byliśmy młodzi, zdrowi, weseli. Wszyscy pragnęliśmy wyzyskać wakacje możliwie najlepiej[2].
Z okazji jubileuszu ślubu gospodarzy młoda Mania napisała wierszyk, który zachował się do dziś:

Otóż przy świętym Ludwiku
Spodziewamy się pikniku
O chłopców się więc starajcie
Jak najprędzej nas swatajcie
Byśmy za waszym przykładem lecieli
I wnet na ślubnym kobiercu stanęli…[3]

Był to chyba ostatni tak beztroski okres w jej życiu, kiedy wraz z rówieśnikami oddawała się wyłącznie wypoczynkowi i rozrywkom.
Mania, dziecko bardzo zdolne i bardzo pracowite, szczególne umiejętności wykazywała w przedmiotach ścisłych. Niestety brak środków uniemożliwiał jej ojcu finansowanie edukacji wszystkich dzieci za granicą (w cesarstwie rosyjskim nie przyjmowano wówczas kobiet na wyższe uczelnie). W tej sytuacji, chcąc jednak skorzystać ze studiów uniwersyteckich, zawarła ze swoją siostrą umowę, na mocy której najpierw do Paryża – żeby studiować medycynę – wyjechała Bronka. W tym czasie Maria podjęła pracę, aby pomóc w utrzymaniu siostry. Po ukończeniu nauki przez Bronkę role miały się odwrócić, by Maria mogła uczyć się za granicą, korzystając z kolei ze wsparcia starszej siostry. Zanim więc zaczęła studiować, młoda Skłodowska została guwernantką w prawniczej rodzinie w Krakowie. Wkrótce zmieniła pracodawców i w 1886 roku przeniosła się do Szczuk. Miała wówczas 18 lat.
Nie była to decyzja łatwa, została wymuszona koniecznością życiową, co oznaczało zerwanie z dotychczasowym trybem życia. Opuszczenie Warszawy wiązało się również z rezygnacją z wykładów Uniwersytetu Latającego. Szczuki, majątek wchodzący w skład dóbr hrabiego Ludwika Krasińskiego, położony był w ziemi ciechanowskiej, na Mazowszu. Znajdował się tam murowany dwór, w którym mieszkała rodzina Juliusza Żórawskiego, dzierżawcy majątku i zarządcy pobliskiej cukrowni. Maria miała podjąć obowiązki guwernantki młodszych dzieci. Wspominała ten czas w Autobiografii:
Najstarsza córka była mniej więcej w moim wieku i, aczkolwiek uczyłam ją, była raczej towarzyszką niż uczennicą. Poza tym było dwoje młodszych dzieci – syn i córka. Stosunek mój do nich był przyjacielski; po lekcjach chodziliśmy razem na spacery. Kochając wieś, nie czułam się samotna, a chociaż krajobraz nie należał do szczególnie malowniczych, lubiłam go w każdej porze roku[4].
Żórawscy należeli do wyróżniających się ziemian, zarówno pod względem poziomu prowadzonego gospodarstwa, jak i przymiotów intelektualnych. O swych chlebodawcach Maria pisała:
Państwa Ż. dom jest wyjątkowo bardzo inteligentny i stanowi przedmiot uwielbienia i plotek dla okolicy. Pan Ż. człowiek starego pokroju, ale bardzo rozsądny, sympatyczny i wyrozumiały. Pani trochę trudna w pożyciu domowem, ale bardzo dobra, byle umieć do niej trafić, zdaje mi się, że mnie dosyć lubi. (…) Mam 7 godzin zajęć dziennie. 4 z Andzią, 3 z Brońcią. Jest to trochę dużo, ale trudno[5].
Młodziutka guwernantka uczyła dwie córki gospodarzy, a oprócz tego, z własnej inicjatywy, podjęła się dawania lekcji dzieciom wiejskim i pracownikom pobliskiej cukrowni, których uczuła pisania, ale także polskiego i historii. Pomagała jej najstarsza córka gospodarzy. Pomysł ten zaakceptowali Żórawscy, pomimo konsekwencji, jakie mogły ich spotkać, gdyby ktoś zgłosił ten fakt do władz.
Wolny czas, głównie wieczory, Mania przeznaczała na samokształcenie, przygotowując się do przyszłych studiów. Czytała dużo książek wypożyczanych z lokalnej biblioteki. Studiowała kilka tytułów naraz, ponieważ, jak stwierdzała w jednym z listów, „zajmowanie się długie jednym przedmiotem nużyłoby mój bez tego wyczerpany umysł”[6]. Rozwiązywała także matematyczne zadania. Wykaz lektur i wszelkie związane z nimi wątpliwości konsultowała listownie z ojcem. Wymagało to od niej dużo uporu i samozaparcia, wszystko bowiem podporządkowała głównemu celowi, jakim było kontynuowanie nauki. Jak na osobę tak młodą, wykazywała zadziwiającą dojrzałość, popartą pracowitością. Była wszak pełną wdzięku panienką, lubiła tańczyć, jeździła konno, zimą chętnie przypinała łyżwy. I osobą wrażliwą, podejmowała wówczas próby pisania wierszy. Miała Mania także dość rozległe zainteresowania, wcale nie było jeszcze wtedy przesądzone, że zajmie się naukami ścisłymi. Interesowała ją też socjologia i literatura. Zdawała sobie doskonale sprawę, że przebywając na wsi, traci czas. Musiało to wywołać u niej pewną frustrację i rozżalenie, dlatego w liście do brata pisała:
Co mogę zrobić, jeżeli nie mam miejsca, w którym mogłabym przeprowadzać doświadczenia lub wykonywać zajęcia praktyczne?[7]
Przełomem w tym monotonnym życiu było pojawienie w Szczukach najstarszego syna Żórawskich, Kazimierza. Student nauk matematycznych i fizycznych na Uniwersytecie Warszawskim zjeżdżał do domu na wakacje. Młodzi pokochali się od pierwszego wejrzenia, co nie wzbudziło aprobaty rodziców Kazimierza. Był on bowiem, z racji pozycji zajmowanej przez ojca i posiadanego przez niego majątku, uważany za jedną z lepszych partii w okolicy. Maria zaś to tylko guwernantka – miła, ale bez posagu. Państwo Żórawscy absolutnie nie godzili się na ślub i żądali przerwania tej znajomości. Odbiło się to na relacji nauczycielki z gospodarzami, które nagle uległy gwałtownemu ochłodzeniu. Skłodowska, wobec zobowiązań, jakie miała w stosunku do siostry, nie chciała stracić posady, z drugiej zaś strony ciężko jej było żyć w takiej atmosferze. Nic więc dziwnego, że swoją ówczesną sytuację w jednym z listów do rodziny porównała do „egzystencji ślimaka, zamieszkującego brudną wodę tutejszej rzeczki”[8].
Dlatego gdy tylko jej kontrakt dobiegł końca, w 1889 roku, odetchnęła z ulgą i jak najszybciej powróciła do Warszawy. Miała jeszcze nadzieję, że młodemu Żórawskiemu uda się znaleźć wyjście z tej sytuacji i będą mogli spędzić życie razem. Ten jednak, zagrożony wydziedziczeniem z majątku, nie odważył się sprzeciwić woli ojca, co oznaczało definitywny koniec romansu. Maria bardzo ten fakt przeżyła, ale zarazem utwierdziła się w przekonaniu, że jej powołaniem jest oddanie się nauce. Postanowiła, jak czytamy w jednym z jej listów, „nigdy nie dać się pokonać ani przez ludzi, ani przez wydarzenia”[9]. Swoją drogą, może i dobrze się stało. Gdyby bowiem doszło do ślubu, młodzi małżonkowie zapewne osiedliby na wsi, prowadząc majątek ziemski. A tak Maria Skłodowska została światowej sławy uczoną, podwójną laureatką Nagrody Nobla. Co ciekawe, Kazimierz Żórawski także wybrał karierę naukową. Został wybitnym polskim matematykiem, współtwórcą Krakowskiej Szkoły Matematycznej, profesorem i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobno pod koniec życia, na emeryturze, a było to już po drugiej wojnie światowej, lubił siadywać w parku pod pomnikiem swojej dawnej miłości.
W Warszawie, gdzie znalazła pracę, nasza bohaterka przebywała krótko. Zaczęła ponownie uczęszczać na zajęcia tajnego Uniwersytetu Latającego. Spełniło się jej marzenie prowadzenia eksperymentów naukowych w laboratorium chemicznym Muzeum Przemysłu i Handlu. Wiele lat później, już we Francji, mawiała:
Gdyby mnie w Warszawie dobrze nie nauczyli analizy chemicznej (…) nie wydzieliłabym radu[10].