Stanisław Radwan – legenda polskiego teatru, kompozytor i pianista, w rozmowie z przyjacielem i wydawcą Jerzym Illgiem wspomina współpracę z Konradem Swinarskim, Jerzym Grzegorzewskim, Andrzejem Wajdą, Jerzym Jarockim, Zygmuntem Hübnerem, odsłaniając kulisy wielu słynnych przedstawień.


Zagram ci to kiedyś. Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym IllgiemOpowiada o bojach z cenzurą, teatralnych przygodach i podróżach, o znaczeniu mistrzów i ciągłości w kulturze, ale szczerze mówi także o okresie picia i słynnym, notorycznym spóźnialstwie.

Odtwarza niezwykłą atmosferę rodzinnego domu, kreśli piękne portrety rodziców, kobiet swojego życia, legendarnych profesorów Szkoły Muzycznej i ważnych ludzi, których miał szczęście poznać: Karola Wojtyły, Krzysztofa Pendereckiego, Ewy Demarczyk, Piotra Skrzyneckiego, Nadii Boulanger, Pierre’a Schaeffera, Franciszka Starowieyskiego, Romana Polańskiego.

Mistrz anegdoty – wyznaje, jak:

• dostał laską od kardynała Sapiehy
• zepchnął Artura Rubinsteina z taboretu przy fortepianie
• wsiadł konwojowany w Krakowie do samolotu, którym nie doleciał do Warszawy
• w stanie wojennym ścierał się z premierem Mieczysławem Rakowskim
• wymyślił Czesława Niemena jako Chochoła w filmowym Weselu Wajdy
• był „kaowcem” ociemniałych dzieci w Laskach
• ukradł trzy fortepiany z Opery Warszawskiej

Jerzy Illg
Zagram ci to kiedyś. Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym Illgiem
Wydawnictwo Znak
Premiera: 19 września 2018
 
 

Zagram ci to kiedyś. Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym Illgiem


Już sama próba przypominania sobie czegokolwiek tworzy kolejną przesłonę, bo nawet jeśli zakończy się częściowym sukcesem, to praktycznie uniemożliwi sukcesy powtórne. Przypomnę sobie jakiś fragment, resztę dokleję, korzystając z domysłów, klisz, banałów, komunałów – wiedzy ogólnej. A przy kolejnym przypominaniu najżywiej będę pamiętał materiał najświeższy – czyli właśnie tę część skonfabulowaną. To, co teraz zmyślę, wyda mi się najżywsze, najbardziej przekonujące, prawdziwe. Nie tylko więc będę wspominał wspomnienie, a nie rzeczywiste przeżycie – czyli tłumaczył tłumaczenie, kopiował kopię, robił negatyw z negatywu – ale również z najgorliwszą lubością będę rozpamiętywał właśnie to, co nieprawdziwe, a tym samym odsuwał się od rzeczywistego wspomnienia.
Maciej Miłkowski, Wykopaliska,
w: tenże, Drugie spotkanie, Warszawa 2017

WSTĘP

„W życiu nikogo takiego nie spotkałem”

Jak doszło do powstania tej książki? Jak to się stało, że porwałem się na szalony pomysł przeprowadzenia rozmowy ze Stanisławem Radwanem, legendarnym pianistą, kompozytorem i człowiekiem teatru? Dobry los sprawił, że mam szczęście się z nim przyjaźnić. Wysłuchując w czasie różnych spotkań, imienin i biesiad nieprawdopodobnych historii opowiadanych przez Staszka, z oszołomieniem dowiadując się, z kim się przyjaźnił, z jakimi znakomitościami pracował, jakie przygody przeżywał w Rosji czy w Paryżu, z jakich opresji musiał ratować Stary Teatr jako jego dyrektor w stanie wojennym, wielokrotnie myślałem, że opowieści te powinny zostać zapisane, są zbyt fascynujące, by po prostu przepaść. Mam stale w pamięci sentencję Miłosza: „Co jest nie zapisane, zmierza do nieistnienia”. Stąd ponawiałem próby skłonienia Staszka do wywiadu rzeki, próby po wielu podejściach uwieńczone powodzeniem.
Żona Staszka, Dorota Segda, do dzisiaj nie może zrozumieć, jakim cudem udało mi się go do tego nakłonić. Przez lata Stanisław Radwan – który w skromności nie pozwoli nikomu się prześcignąć – stanowczo odrzucał podobne propozycje, mimo że składali mu je ludzie bez wątpienia bardziej kompetentni i lepiej przygotowani do tego niż ja. Ode mnie także długo się opędzał. Moim atutem była podobna książka, jaką zrobiłem z naszym wspólnym przyjacielem, nieodżałowanej pamięci Andrzejem Szczeklikiem. Oba te projekty miały kilka cech wspólnych. W obu przypadkach nie był to wywiad, ale po prostu rozmowa przyjaciół. Podobna była też sceneria: z Andrzejem Szczeklikiem rozmawiałem w jego górskim domu w Kościelisku, ze Staszkiem podczas kolejnych wizyt w domu jego i Doroty w Monte Secco, czyli w Suchej Górze nieopodal Zawoi. Także w tym wypadku rozluźniająco podziałały środki rozkurczowe – przy flaszeczce czerwonego wina przekonywałem gospodarza: „Stasinku, nie napinajmy się. Nic nie musimy. Spróbujmy – jak się okaże, że nam nie idzie, odpuścimy. Ale a nuż będzie nam się fajnie gadało. Zobaczymy”. No i spróbowaliśmy. Bez gotowego konspektu i precyzyjnego scenariusza, improwizując i meandrując, nie stroniąc od dygresji i odniesień do aktualnej sytuacji w kraju, ocen nierzadko dyktowanych przez krewkie temperamenty obu rozmówców, ujawniając didaskalia i okoliczności kolejnych spotkań, przerywając, by pojechać na pstrągi albo popatrzeć, jak księżyc „dużeje”.
Odwagi dodał mi list młodego teatrologa z Warszawy, który proszony przeze mnie o pomoc w dotarciu do zdjęć ze spektakli, napisał: „Bardzo się cieszę, że taka książka nareszcie powstaje! O konieczności zrobienia wywiadu rzeki z Radwanem mówi się w Warszawie przynajmniej od dziesięciu lat (odkąd ja pamiętam, a pewnie znacznie dłużej), tylko jak do tej pory nikt się nie zabrał do pracy. Bardzo się cieszę i gratuluję”. Czy gratulacje nie były na wyrost – ocenią Czytelnicy. Nie znajdą tu oni wyłożonej po bożemu historii współczesnego teatru ani syntetycznych portretów jego twórców – najwybitniejszych reżyserów i aktorów, z którymi współpracował Stanisław Radwan: Konrada Swinarskiego, Zygmunta Hübnera, Jerzego Grzegorzewskiego, Jerzego Jarockiego, Lidii Zamkow, Jerzego Treli, Wojciecha Pszoniaka, Jerzego Radziwiłowicza, Zbigniewa Zamachowskiego i wielu innych. W jego barwnej opowieści przewijają się ich sylwetki – uchwycone w szczególnych momentach, ukazujących kulisy głośnych spektakli czy też planów filmowych Andrzeja Wajdy: Wesela, Panien z Wilka i Katynia. Równie ważny i ciekawy jest świat muzyki – postaci profesorów i mistrzów Radwana: Krzysztofa Pendereckiego, Franciszka Skołyszewskiego, Ludwika Stefańskiego, Pierre’a Schaeffera, Oliviera Messiaena, rozważania na temat ciszy i „przedmiotu muzycznego”, opowieści o Bachu i Strawińskim, Rubinsteinie i Karolaku, Ewie Demarczyk i Niemenie. Galerię niezwykłych postaci, z którymi los zetknął naszego bohatera, uzupełniają niezwykli duchowni: Stanisław Czartoryski, kardynał Adam Stefan Sapieha, ksiądz Tadeusz Fedorowicz z Lasek, krakowski biskup Karol Wojtyła. Dalej: Piotr Skrzynecki, Roman Polański, Stanisław Barańczak, Joanna Olczak-Ronikier, Zygmunt Konieczny, Kazimierz Wiśniak, Wiesław Dymny, Andrzej Mleczko. Nie zabrakło opowieści o krainie wolności, jaką była Piwnica pod Baranami – ale też o zagranicznych podróżach, o rodzinnym domu w Makowie Podhalańskim i przedstawionych z ogromnym ciepłem rodzicach i bliskich. W centrum świata Stanisława Radwana jest jednak teatr – miejsce jego najważniejszych dokonań twórczych. Z opowieści tych wyłania się obraz artysty i człowieka niezwykłego, ciekawego świata, przyjaznego ludziom, odważnego, prawego, a przede wszystkim dobrego, mającego – by posłużyć się celną formułą jego przyjaciela Jerzego Turowicza – „dyszel w głowie”.
Kiedy zastanawiałem się nad kształtem tego wstępu – bezradny wobec próby opisania nieuchwytnego, migotliwego fenomenu, jakim jest bohater tej książki – przyszło mi do głowy, że dużo lepiej ode mnie zrobią to jego przyjaciele, najbliżsi i współpracownicy, aktorzy i muzycy, reżyserzy, scenografowie i krytycy. Odzew przeszedł moje oczekiwania – był natychmiastowy i entuzjastyczny, a nadesłane głosy pozwoliły stworzyć zbiorowy portret naszkicowany bardzo różnymi kreskami. Może ten barwny kolaż rozproszonych w książce „kapsułek” pozwoli wyrobić sobie wyobrażenie, z jakiego formatu człowiekiem mamy do czynienia, jak ważny i bliski jest on dla najwybitniejszych twórców i artystów naszych scen – i jak go kochają. Prosiłem wszystkich o trzy zdania, ale jak się za chwilę okaże, tylko niewielu udało się zachować zaleconą dyscyplinę. Opowieści, których przy okazji wysłuchałem, uzmysłowiły mi, że gdybym nie stawiał ograniczeń co do objętości, z lawiny historii, wspomnień i anegdot powstałaby druga taka książka, zapewne znacznie dłuższa. Pomysł ten musiałem do końca zachować w tajemnicy przed Staszkiem – rezultaty zobaczy dopiero biorąc do ręki pierwszy egzemplarz – bo gdyby o moim zamyśle wiedział, zapewne zrobiłby wszystko, aby mi go udaremnić. By nie wprawiać Staszka w nadmierne zakłopotanie i by głosy te zgromadzone we wstępie nie sprawiały wrażenia laurki, jedynie ich część zamieszczona została – dla zaostrzenia apetytu Czytelnika – poniżej, reszta zaś „kapsułek” w rozdziałach, w których ich autorom poświęcono więcej miejsca.
Oddajmy zatem głos tej znakomitej kompanii. Zacznijmy od tych, dla których ograniczenie wypowiedzi do trzech zdań było trudne do zaakceptowania czy wręcz oburzające.

Tadeusz Nyczek:
Dzwoni Illg i prosi, żeby napisać parę zdań o Radwanie. I żeby nie było o jego słynnych unikach, znikaniach i nawalaniach terminów, bo to wie każdy. No ale jak o tym nie wspomnieć, kiedy to połowa Staszka? W tej połówce Radwana doskonale nie ma, próżno go szukać, nigdy nie istniał, czysta próżnia. A potem znienacka sam dzwoni, umawiamy się, i wtedy okazuje się, że jest drugi Staszek, intensywny jak nikt, pływamy objęci po morzach i oceanach, nigdy dość napawania się jego góralskim uśmiechem i niewyczerpanym entuzjazmem. Ale wystarczy rozstać się z nim na moment, by znów znikł tak mocno, jakby w ogóle nie istniał. W życiu nikogo takiego nie spotkałem.

Barbara Hanicka
Stanisław Radwan to szeleszczący stwór zmyślony od początku do końca.
Nie da się opisać go w trzech zdaniach

Jerzy Fedorowicz:
Gość wywarł ogromny wpływ na moje zawodowe i prywatne życie, a pan redaktor Illg bezczelnie każe mi opisać to w trzech zdaniach! Spróbuj pan coś skreślić, to porozmawiamy inaczej.
STANISŁAW RADWAN
1. Zachwycający pianista. Mógł wygrać Konkurs Chopinowski. Niezwykle utalentowany kompozytor. Powinien pisać symfonie i inne duże formy muzyczne. Z pewnością znalazłyby się w repertuarze najważniejszych sal koncertowych świata. Nie stało się tak, bo kochał teatr i aktorki.
2. Filar intelektualny i muzyczny najlepszego zespołu w Polsce, Starego Teatru. Później jego dyrektor.
3. KRÓTKIE KALENDARIUM WDZIĘCZNOŚCI: Rok 1964: przygotowuje mnie (nieodpłatnie) do egzaminu wstępnego do krakowskiej PWST. Uczy myślenia o teatrze, piosenek, sprawdza interpretację. Egzamin zdaję. Rok 1971: pilnuje, bym nie oszalał ze szczęścia w moich pierwszych latach w Starym. Rok 1975: wiosenna noc w jego domu. Staszek ogrywa Bińczyckiego, Nowickiego i mnie w oko. Zadłuża nas na lata, a nad ranem… zwraca pieniądze i kwity dłużne. Idziemy na piwo do Wierzynka. Rok 1980: prowadzi Stary Teatr w czasach największego kryzysu. Koniec lat 80.: wkurza mnie. Dzięki tej złości zostaję dyrektorem Teatru Ludowego, co zmienia całe moje życie. Pomaga mi radą i muzyką. Rok 2017: prawdopodobnie wpływa na reżyserkę Dorotę Segdę, bym zagrał Dziennikarza w scenie ze Stańczykiem w Weselu Wyspiańskiego na jubileuszu siedemdziesięciolecia Akademii Teatralnej. Kocham go jak my wszyscy, dziewczyny i chłopcy ze Starego tamtych pięknych lat.

Wojciech Pszoniak:
Stasia Radwana znam od ponad pięćdziesięciu lat. Debiutowałem w Starym Teatrze, próbując wyśpiewać jego „trudne nutki” w Anabaptystach Dürrenmatta.
To jeden z najsympatyczniejszych ludzi, jakich spotkałem w życiu. Inteligentny, dowcipny i do tego wspaniały artysta!
Czy trzeba czegoś więcej?

Anna Radwan:
Pojawienie się Stasia zawsze działało na mnie elektryzująco i nieco oszałamiająco – by nie rzec bardziej dosłownie: ogłuszająco wręcz. Taka sytuacja: próby do Kariery Artura Ui w reżyserii Tadeusza Bradeckiego, słynny i rozpoznawalny temat muzyczny z Błękitnej rapsodii Gershwina ze słowami napisanymi specjalnie przez Bradeckiego: „Gdy serce drży, gdy z oczu płyną łzy”, śpiewają trzy kobiece głosy… Wysoko… Również emocjonalnie: aura tęsknoty za miłością i szczęściem, piękne kostiumy, pusta scena i w pięknym świetle Trzy Kobiety. Ja najwyżej – sopran. Z regularną chrypką w najpiękniejszym momencie. I zażenowanie, strach, ból po prostu. Odważyłam się wreszcie i proszę siedzących w bufecie Stasia i Miecia Mejzę: „Kochani, błagam was, pomóżcie! Kiedyś zejdę na zawał przed tą sceną… Nie można troszeńkę obniżyć tonacji?”. – „No nie za bardzo można, bo wszystko dobrze w niej brzmi, tylko ta jedna fraza…” Moje poczucie winy nie zaznało ukojenia jeszcze przez wiele prób. Aż któregoś dnia newralgiczna fraza jakimś cudem zabrzmiała w pełnej krasie, czysto i miękko. Pobiegłam z podziękowaniami, że teraz, po EWIDENTNYM obniżeniu tonacji oddycham, nie umieram ze strachu i tak bardzo, bardzo dziękuję!!! Panowie zachichotali łobuzersko i tajemniczo, a po dłuższej i pełnej napięcia pauzie padło wyjaśnienie: „Aniu, myśmy ci PODWYŻSZYLI…”. „ZAWSZE WZWYŻ, NIGDY W DÓŁ” (Witold Gombrowicz, Iwona, księżniczka Burgunda).

Anna Polony:
Staszeczek Czarodziej
Artysta WYBITNY – wrażliwość, wyobraźnia, inteligencja i wielki talent muzyczny!!!
Dyrektor – Chowający się (w trudnych chwilach).
Przyjaciel – niesłowny, uciekający, czasem nieodpowiedzialny, bajdurzący, ciepły, pełen uroku, wdzięku, poczucia humoru, delikatności.
Potrafi tak zaczarować i oczarować, że wybacza mu się wszystko i kocha się go dalej.

Anna Dymna:
Jestem szczęśliwa, gdy mogę mówić lub pisać o ludziach, których kocham. Stasiu jest dla mnie bliskim, bardzo ważnym Bratem, którego blisko pięćdziesiąt lat noszę w sercu. Znam go, odkąd weszłam w dorosłe życie. Był świadkiem moich pierwszych kroków na scenie i potem wielokrotnie spotykaliśmy się w pracy, w telewizji, w teatrze.
Ale jak tu pisać o takim człowieku? Bezradne słowa nie oddają tego, co naprawdę powinny znaczyć. Stasiu jest bowiem jak zjawisko przyrody: dzikie, tajemnicze i często nie do opisania. No bo jak opisać kształt wiatru, smak słonecznych promieni, kolor ciszy… To są nieuchwytne doznania, które nie mieszczą się w słowach. Nic nie przesadzam. Każde spotkanie ze Stanisławem Radwanem otwierało i otwiera przede mną nową przestrzeń, było i jest jakimś ważnym odkryciem, czasem olśnieniem, rozjaśnieniem tajemnicy, rozwiązaniem upartego problemu, uspokojeniem tego, co drażni, zrozumieniem tego, co boli, dostrzeżeniem sensu w czymś, co wydawało się bez sensu, i zawsze ciepłem i uśmiechem. Stasiu ma w sobie jakiś jasny magnes. Dobrze być przy nim chociaż czasami. Pamiętam ognisko wieczorem nad morzem, śpiewy, rozmowy i magiczne chwile, i uśmiechniętego Stasia, przy którym kłębiły się psy, koty i wszystkie dzieci, w tym mój mały synek… Co to za magnes? – myślałam i zauważałam, że sama siedzę coraz bliżej niego. A mój syn za sprawą tych spotkań zakochał się w dźwiękach i muzyce na całe życie.
A przeżycia w teatrze ze Stanisławem Radwanem? Potrafił niejednokrotnie podszepnąć proste, pozornie absurdalne rozwiązanie budujące znaczenia i napięcia, których poszukiwaliśmy tygodniami. Stasiu jest uroczym gawędziarzem, autorytetem, przyjacielem i wielkim artystą. Jego muzyka pomagała mi zawsze zrozumieć, co gram, pokochać teatralną przestrzeń i poczuć, jak bardzo jestem w niej… szczęśliwa. Dziękuję losowi, że mogłam spotkać Stanisława Radwana na swojej drodze.

Jan Peszek:
„Znikający Staszek” to oprócz kontekstu anegdotycznego istotna cecha jego artystycznej osobowości. Znikający to też uciekający od zgiełku, banału i ogólnie obowiązujących norm. Umykający, raczej wymykający się przyjętym kryteriom. Artysta niezależny. Władca teatralnej muzycznej przestrzeni.