Ta rozmowa z Tomkiem Sikorą to szkic do portretu niezwykłego artysty w sytuacji, którą sam stworzył, ale nie może z niej wyjść. A przede wszystkim spotkanie z kapitalnym, promiennym i nieokiełznanym człowiekiem.


KapitalnieFotografowanie jest jak rozmowa. Nie rozmawiasz ze wszystkimi ludźmi naraz, tylko z jednym człowiekiem i ciągniesz rozmaite wątki, żeby jak najwięcej o nim opowiedzieć. I taka jest ta książka, „fotografująca” Tomasza Sikorę ze wszystkich stron przy okazji oglądania jego najsłynniejszych zdjęć.

Tomasz Sikora mógłby z powodzeniem obdarować swymi przygodami wiele osób. Żył w kilku epokach i na kilku kontynentach, poznał sławy i tych, od których na ulicy odwracamy oczy. Również i on przyjmował różne wcielenia.

***

Tomek Sikora nie śpiewa. Nie ma w sobie też «potoku słów, nie potrafi malować, napisać książki». Nie rzeźbi – jak jego ojciec, a także syn. Jego gliną jest widzialny świat, jego dłutem – aparat fotograficzny. Powiedział mi kiedyś, że lubi rzeczywistość, ale najlepiej czuje się wtedy, gdy może stworzyć sytuację, a następnie z niej wyjść i sfotografować. Ta rozmowa z Tomkiem to szkic portretu niezwykłego artysty w sytuacji, którą sam stworzył, ale nie może z niej wyjść. A przede wszystkim spotkanie z kapitalnym, promiennym i nieokiełznanym człowiekiem.
Grzegorz Turnau

Tomek Sikora widzi więcej. Potrafi odkrywać za pomocą zdjęć to czego inni nie widzą. Jego zdjęcia mają w sobie magię. Jest jak dziecko ciekawe świata, które potrafi być szczęśliwie szalone. Przed laty zobaczyłam swoje roznegliżowane zdjęcie na okładce tygodnika «Przekrój». Nie miałam stroju kąpielowego, byłam tylko w halce. Nikt nie zapytał mnie o zgodę. Zdjęcie było zrobione na portugalskiej plaży, na której znalazłam się przy okazji oficjalnej wizyty premiera Jerzego Buzka. Byłam wściekła, ale Tomek powiedział z charakterystycznym dla siebie uśmiechem «Moniko, tak pięknego zdjęcia nie można było zmarnować». Wybaczyłam.
Monika Olejnik

Znam Tomka od bardzo dawna, i mogę poświadczyć, że jak mało kto, poprzez całe swoje życie pozostaje w pełni wolnym, autentycznym, niezwykle wrażliwym i dobrym Człowiekiem. Dlatego Jego Twórczość jest tak prawdziwa, niepowtarzalna, niekopiowalna.
Jacek Santorski

Tomek Sikora – fotograf, syn malarki Ireny i rzeźbiarza Stanisława, ojciec rzeźbiarza Mateusza. Autor kilkudziesięciu wystaw indywidualnych oraz 80 wydawnictw autorskich. W 2002 roku powołał do życia, wraz z Andrzejem Świetlikiem, Galerię Bezdomną promującą w wielu krajach fotografię niezależną.

Dorota Wodecka – dziennikarka „Gazety Wyborczej” i „Wysokich Obcasów Extra”. Specjalizuje się w wywiadach. Autorka książek „Mężczyźni rozmawiają o wszystkim”, „Polonez na polu minowym” i rozmów z Andrzejem Stasiukiem wydanych pod tytułem „Życie to jednak strata jest”.

Tomek Sikora, Dorota Wodecka
Kapitalnie!
Wydawnictwo Agora
Premiera: 12 września 2018
 
 

Kapitalnie

WSTĘP

Fakt czy opowieść?
Opowieść, oczywiście.
                                                                                                        
Dlaczego „oczywiście”?
Bo opowieść wywołuje emocje i zapada w pamięć. Spójrz na zdjęcie tych zakonnic na rolkach. Kompletny surrealizm, prawda?
Zrobiłem je w Melbourne. Jechałem samochodem i kiedy je zobaczyłem, przyspieszyłem, by je wyprzedzić, zatrzymałem się, wyskoczyłem z auta, stanąłem naprzeciwko nich i wyjąłem aparat. Niektórzy mnie pytają: a może to nie są zakonnice? Może ktoś się przebrał? Może, ale wyglądały mi na prawdziwe siostry. Bo kto by się przebierał i po co? To jest wielka tajemnica, co się zdarzyło tego dnia między nimi i mijającymi ich ludźmi. Jak podpiszesz zdjęcie: aktorki w Melbourne, to będziesz mieć na nim aktorki. Podpiszesz: zakonnice, to będą zakonnice. A jak nie podpiszesz, to każdy, patrząc na to zdjęcie, zbuduje sobie własną historię.
Na ogół jednak podchodzą do autora i pytają, czy one są przebrane, czy nie.
                                                                                                        
I co odpowiadasz?
„Jak pan woli”.

PIĘKNO

Kiedy zdjęcie jest piękne?
Piękno to jest historia bardzo osobista. Piękno robi wrażenie i wywołuje emocje. Od piękna nie można oderwać wzroku. Od piękna przeszywają dreszcze. Wzruszasz się po prostu.
W życiu i w obrazie emocje są najważniejsze.
Przywiązuję do nich dużą wagę, chociaż staram się nimi nadmiernie nie huśtać. Nie jestem fanatykiem filozofii wschodniej, ale dzięki kilkunastodniowej medytacji z mnichami buddyjskimi nauczyłem się studzić emocje. Utrzymywać się w stałej równowadze, tak żeby nie było przesadnie ani w górę, ani w dół. Nie ekscytować się za bardzo, by kiedy za chwilę braknie mi tej ekscytacji, nie zmierzać ku drugiemu biegunowi.
                                                                                                        
Te dwie kobiety są piękne?
Ktoś, kto ocenia piękno według obowiązujących kanonów estetycznych (patrz fotografia nr 39), prawdopodobnie powiedziałby, że to stare, brzydkie ropuchy. Popatrzyłby na nie jak na kobiety, a nie wnikałby w sytuację, która się tutaj wydarza. Nie dostrzegłby relacji między Matką Boską, dzieckiem i dwiema wspierającymi się kobietami. Nawet gdybym je sfotografował na tle pustej ściany, to i tak przejmuje mnie, że jedna drugą ciągnie.
                                                                                                        
Jak je spotkałeś?
Najpierw zobaczyłem szablon na murze. A potem poczułem, że potrzeba mi na tle tego muru ludzi. Miałem wtedy taki okres, że robiłem tylko jedno zdjęcie z jednego ujęcia. W pełni świadomie przemyślane klatki, żadnego pstrykania. I nagle moja myśl się zmaterializowała, bo zobaczyłem na horyzoncie dwie panie trzymające się za rękę. Wiedziałem, że muszę je wytrzymać prawie do końca lewego kadru, żeby było widać ich dłonie.
Dzięki nim znalazłem się nagle w innym świecie. To była jedna z tych chwil, które łapiesz, więzisz i są twoje. Mogę patrzeć całe życie na to zdjęcie i odtwarzać wzruszenie, które poczułem, kiedy ten obraz pierwszy raz zapadł we mnie. Są takie fotografie, każdy z nas je ma. Wytrychy do pamięci.

A modelki, które fotografujesz, muszą być piękne?
Absolutnie nie! Słyszę, że moja fotografia jest aseksualna, że w spojrzeniu kobiet, które fotografuję, nie ma zachęty do flirtu. Nie budzą pożądania.
Ja nie zafascynuję się kobietą, która epatuje seksem, bo to tylko powierzchowność. Mnie pociągnie jej otwartość i zdolność do zachwycenia się rzeczami bezwzględnie pięknymi. W ogóle nie interesuje mnie osoba opierająca swoje samozadowolenie i szczęście wyłącznie na wartościach, które za chwilę mogą się spalić, zepsuć, postarzeć. Nie mam z nią o czym rozmawiać, bo taka rozmowa musiałaby się sprowadzić do licytacji, co jest ładniejsze, co jest lepsze. To wyścigi, w które ja nie wchodzę.
                                                                                                        
To pokaż mi portret pięknej kobiety.
Kiedyś na Brackiej w Warszawie, w sąsiedztwie Między Nami, gdzie codziennie jemy z Małgosią obiady, przesiadywała Stefania. Miała fartuszek w kwiaty, wiaderko z kwiatami i zawsze za duże buty, jak Kot w Butach.
Mieszkała w Wołominie. Wstawała o piątej rano, żeby kupić na targu kwiaty, i przyjeżdżała z nimi na Bracką. Przysiadała na krzesełku, przysypiała 45 sekund, co liczyłem, i kiedy się ocknęła, zabierała się do handlowania, aż do następnego napadu zmęczenia. Byłem nią zauroczony. Wyglądała kapitalnie, jak postać z bajki. Piękna. Mówiła wprawdzie, że piękna to była w młodości, ale wtedy była głupia. Teraz za to jest pomarszczona jak żaba, ale wszystko wie.
Robiłem jej zdjęcia, fotografowałem ręce i rośliny. Kiedyś dałem jej na urodziny fotomontaż. W willę Stefania, którą znalazłem w górach, w zieleni, wkleiłem jej portret. Była zachwycona. Zrobiłem potem o niej wystawę. Powiesiliśmy na ścianie Między Nami jej portret. Dwa na trzy metry. Weszła, nikogo jeszcze przy stolikach nie było, usiadła na krzesełku przy wejściu i wpatrywała się w ten portret nieruchomo. Nie mogła się nadziwić, że ona jest taka duża i wspaniała. Że ktoś jej postawił taki pomnik.
                                                                                                        
Gdzie on jest?
Mam w pracowni zwinięty w rulonie. Stefania jeździła ze mną na większość edycji Galerii Bezdomnej. Rozwinę ją znowu na wystawie urodzinowej.
Po namowach zgodziła się, bym wydrukował kartki z tym jej zdjęciem. Wzięła ze 100 i nimi handlowała. Kartka ze Stefanią za owoce czy kotlet. Dzięki tym zdjęciom stała się w swoim mniemaniu kimś. Miała przecież kartkę ze sobą.

Ona wiedziała, że jesteś wybitnym fotografem?
Nie wiedziała, i to było fantastyczne. Pozwoliła się fotografować nie dlatego, że jestem Tomaszem Sikorą, tylko dlatego, że mnie polubiła jako człowieka. Długo się oswajaliśmy, ale to typowe dla mnie. Rzadko zdarzają mi się kontakty „od zaraz”. Na ogół wszystko musi długo dojrzewać. Ja nagle się w kimś nie zakocham, nie rzucę wszystkiego dla nagłego olśnienia. Stefania była podobna do mnie. Też potrzebowała czasu, by zgodzić się na kradzież swojej duszy.
Kiedyś, w moje urodziny, które wyprawiałem w Między Nami, moi goście wykupili od niej kwiaty na pniu. I wiesz, co zrobiła?

Co?
Zapytała, czy mogę jej te kwiaty podarować. A potem włożyła je do swojego pustego już wiaderka i od nowa zaczęła je sprzedawać.
Byłem zauroczony, że ona w tym wieku daje sobie radę, nie żebrze, nie siedzi pod ścianą z kubełkiem, tylko rozmawia z ludźmi i próbuje ich oczarować uśmiechem. To są wartości, które ja najbardziej cenię. Otwartość i przebojowość. Trochę byłem zaskoczony, że nie miała oporów, żeby drugi raz sprzedawać te same kwiaty. Miała wtedy takie uradowane oczy…
                                                                                                        
Dowiedziałeś się czegoś o niej?
Mówiła, że przed wojną pracowała u Wedla, ale Stefania trochę konfabulowała, co mi w ogóle nie przeszkadzało. Niepotrzebna mi była żadna prawda, tylko cieszyłem się, że ona przy mnie chce opowiadać historie, w które wierzy i które sprawiają nam obojgu przyjemność.
                                                                                                        

PORTRET

Są tacy, którzy naprawdę nie lubią się fotografować?
Bardzo nie lubi Grześ Turnau. Muzycy zwykle boją się aparatu, mimo że grają koncerty dla kilkuset osób, które przecież na nich patrzą. Myślę, że to może być wina fotografujących. Grzegorz mi opowiadał, że przychodzili do niego różni fotoreporterzy, stawali przed nim i robili mu zdjęcia, a on nie wiedział, jak ma się zachowywać, czy ma coś mówić, czy się uśmiechać.
Tak zwane ścianki to koszmar. Stoi przed tobą 20 fotografów, błyskają flesze, a ty nie wiesz, co zrobić. I dlatego uśmiechniesz się głupio, raz się obrócisz w tę stronę, raz w drugą. Ludzie się tego wystawiania na ogień strasznie boją. Ich to krępuje.

Krępujesz się, kiedy ktoś robi ci zdjęcie?
Nie, ale kiedy ktoś mnie prosi, bym mu zapozował na przykład na tle swojej wystawy, to się nie zgadzam. Mówię, że stanę, gdzie on chce, odwrócę się tyłem, on ustawi w aparacie ostrość i mnie zawoła. Ja gwałtownie się odwrócę w kierunku aparatu, ale on musi zmienić miejsce, tak żebym go przez moment szukał. Ewentualnie będę miał zamknięte oczy i dopiero kiedy będzie naciskał migawkę da mi znać, bym je otworzył.