“Rosyjska ruletka” to opowiedziana jak najlepszy kryminał historia polityczna, szpiegowska, finansowa, dyplomatyczna i obyczajowa ukazująca, jak amerykańska demokracja została zhakowana przez Moskwę w tajnej operacji, której celem było wsparcie Donalda Trumpa w uzyskaniu prezydentury.


Rosyjska ruletkaAutorzy prześledzili rosyjskie interesy Trumpa i prześwietlili zaskakujące powiązania jego bliskich współpracowników. Zrekonstruowali śledztwa w sprawie rosyjskiego hakowania, w tym głośnego włamania do komputerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, określanego jako nowa wersja Watergate, opisali aferę z mailami Clinton i szefa jej sztabu Podesty, ujawnili wstrząsające taktyki i statystyki dotyczące infiltracji amerykańskiego internetu przez rosyjskie służby specjalne.

Książka analizuje też skutki, które może mieć ten nowy rodzaj wojny w przyszłości. Jak się bronić w świecie, w którym fake newsy mogą stanowić „absolutny dynamit” zdolny wysadzić go w powietrze?

***

Czy amerykański prezydent zmówił się z rosyjskim rządem, aby wygrać wybory? To pytanie jest centralną kwestią polityczną naszych czasów. Każdy obywatel każdej demokracji powinien znać tę historię, ponieważ jeśli manipulacje w mediach społecznościowych i machinacje hakerskie mogą zniekształcić amerykańską politykę, to mogą też zniekształcić wszelką politykę w dowolnym miejscu
Anne Applebaum, dziennikarka „The Washington Post”, laureatka Nagrody Pulitzera za książkę „Gułag”

To fantastyczna kronika ingerencji Rosji w prezydencką kampanię w Stanach Zjednoczonych w 2016 r. i opis przerażającej bezsilności Amerykanów, którzy nie potrafili dać należytego odporu agresywnym mundurowym i cywilnym hakerom Putina. Fascynujące są opisy, jak amerykański miliarder w obcym kraju lgnie do ludzi absolutnie szemranych, zawiera podejrzane transakcje, wdaje się w perwersyjne przygody seksualne. Ileż po tym wszystkim haków muszą mieć w Rosji na 45. prezydenta USA
Wacław Radziwinowicz, wieloletni korespondent „Gazety Wyborczej” w Rosji

Solidne dziennikarskie śledztwo dwóch bardzo doświadczonych dziennikarzy. Każda strona tej książki jest absolutnie porywająca
Bartosz Węglarczyk, dziennikarz onet.pl, były korespondent „Gazety Wyborczej” w Rosji i USA

Isikoff i Corn znakomicie pokazują nieprzygotowanie i bezradność Partii Demokratycznej i sztabu Hillary Clinton w obliczu rosyjskiej cyberdywersji. Tworzą pasjonującą opowieść o konfrontacji skrępowanej konwencjami tradycyjnej polityki, z bezwzględnością postpolityki uprawianej przez Moskwę
Tomasz Zalewski, długoletni korespondent PAP i „Polityki” w USA

David Corn, Michael Isikoff
Rosyjska ruletka
Jak Putin zhakował Amerykę i wygrał wybory za Donalda Trumpa
Przekład: Barbara Gadomska
Wydawnictwo Agora
Premiera: 5 września 2018
 
 

Rosyjska ruletka


WSTĘP

„TO SZANTAŻ”

Donald Trump był nieufny od samego początku.
6 stycznia 2017 roku po południu prezydent elekt już od dwóch godzin siedział w sali konferencyjnej w Trump Tower i słuchał, jak szefowie amerykańskich służb wywiadowczych objaśniają mu niezwykły dokument: sporządzony przez ich agencje raport kończący się wnioskiem, że rosyjski rząd zorganizował potężną tajną kampanię mającą podważyć ustrój polityczny Stanów Zjednoczonych i doprowadzić do zwycięstwa Trumpa w wyborach prezydenckich. Podczas spotkania prezydent elekt panował nad gniewem; czasami zadawał pytania i zgłaszał wątpliwości, ale cały czas kurczowo trzymał się przekonania, że to wszystko jest kłamstwem, częścią jakiegoś spisku, który „głębokie państwo”[1] uknuło, by rzucić cień na zwycięstwo nad Hillary Clinton w listopadzie i podważyć prezydencki autorytet Trumpa.
Gdy szefowie agencji – dyrektor Wywiadu Narodowego James Clapper, dyrektor CIA John Brennan i dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego admirał Michael Rogers – wyszli z sali, pozostał w niej jeszcze dyrektor FBI James Comey. Podał Trumpowi dodatkowy dokument: dwustronicowe streszczenie raportów sporządzonych przez byłego brytyjskiego szpiega, zawierających twierdzenia, że Trump i sztab jego kampanii aktywnie współdziałali z Moskwą. Według tych raportów rosyjski wywiad zebrał o Trumpie kompromitujące materiały mogące posłużyć do szantażowania go; między innymi dysponował nagraniem wideo, na którym widać, jak obleśnie zabawia się z prostytutkami w moskiewskim pokoju hotelowym. Comey zapewnił Trumpa, że FBI nie dlatego przekazuje mu tę informację, by wierzyło w raport. Co więcej, nie potwierdzono żadnego z paskudnych szczegółów i sam prezydent elekt nie stał się przedmiotem żadnego dochodzenia. Jednak materiały te krążą w mediach – powiedział Comey – i może się zdarzyć, że zostaną upublicznione. Kręgi wywiadowcze po prostu chciały go z góry o tym uprzedzić.
Po wyjściu Comeya Trump nie krył wściekłości.
– To bzdura! – wykrzyknął do współpracowników. Zapewnił, że nic z tego nie jest prawdą. Zaczęto rozważać, dlaczego Comey zdecydował się powiedzieć to, co powiedział. Nagle Trumpa olśniło. Dokładnie zrozumiał, o co chodzi.
– To szantaż – stwierdził. Szantażowali go. Comey, niewątpliwie przy aprobacie pozostałych, próbował przekazać mu wiadomość: coś na niego mają.
Dla Trumpa nie byłaby to pierwszyzna. Jego dawny mentor Roy Cohn[2] – okryty złą sławą kombinator załatwiający sprawy gangsterów i nieuczciwych politykierów – niewątpliwie wiedział, jak to działa. Tak samo zresztą jak najsławniejszy z poprzedników Comeya J. Edgar Hoover, który po cichu dawał do zrozumienia politykom i sławnym osobistościom, że dysponuje informacjami mogącymi w mgnieniu oka zniszczyć ich kariery.
Teraz, zdaniem Trumpa, Comey i pozostali próbują zrobić to jemu. Nie zamierzał jednak im na to pozwolić.

Gniew Trumpa tamtego dnia przyczynił się do nadania tonu jednej z najbardziej burzliwych prezydentur w historii Stanów Zjednoczonych. Pierwszy rok urzędowania miały wypełniać napady złości skierowane przeciwko politycznym wrogom, dziwaczne poranne burze tweetów i nieustanne oskarżenia rzucane na dostarczycieli „fałszywych wiadomości”, którzy podważali jego uczciwość, kompetencje, a nawet jego stabilność psychiczną. Zamęt ten był w dużej mierze związany z prowadzonym bezkompromisowo śledztwem w sprawie rosyjskich ataków na wybory w 2016 roku, czyli tematem, który jak żaden inny doprowadzał Trumpa do wściekłości. Rosja stała się hasłem bitewnym dla jego prześladowców, grzechem pierworodnym jego prezydentury, skandalem, który rodził wątpliwości i co do prawomocności jego urzędowania, i co do odporności kraju na niejawną wojnę informacyjną. A jednak Trump uparcie odmawiał przyznania, że rzeczywiście doszło do zakrojonego na wielką skalę, znaczącego rosyjskiego ataku. Zakodował sobie w głowie, że wszelkie dochodzenie w tej sprawie stanowi jednoznaczną próbę zniszczenia go.
Jednak rosyjski skandal ma korzenie sięgające kilkadziesiąt lat wstecz. Przez wiele lat Trump prowadził w Rosji interesy i nie zrezygnował z nich nawet w pierwszych miesiącach kampanii prezydenckiej. To zaś wpływało na jego stosunki z autokratycznym, bezwzględnym i niebezpiecznym rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. Opowieść o Trumpie i Rosji wyrasta z szerszego geopolitycznego starcia między Stanami Zjednoczonymi a Rosją w okresie po zimnej wojnie, a konflikt ten Moskwa przeniosła w 2016 roku w mrok internetu, by zyskać strategiczną przewagę.
Skoro Trump nie potrafił bądź nie chciał się uporać z prowadzoną przez Putina wojną przeciwko amerykańskiej demokracji, to odkrycie całości tej historii spadło na barki rządowych śledczych i dziennikarzy. Dojście do prawdy może zająć długie lata. Ta książka jest pierwszym krokiem w tym kierunku. Niezależnie od tego, jak ów skandal postrzegał Trump, jedno jest pewne: by zapobiec przyszłym atakom, społeczeństwo amerykańskie i jego przywódcy muszą się dowiedzieć, co zaszło, i stawić temu czoło. Dokładne rozliczenie stało się narodową koniecznością.

ROZDZIAŁ 1

„PAN PUTIN CHCIAŁBY SIĘ SPOTKAĆ Z PANEM TRUMPEM”

9  listopada 2013 roku w Moskwie zapadał już zmrok, a Donald Trump zaczynał się denerwować.
Był to jego drugi dzień spędzony w rosyjskiej stolicy. Arogancki biznesmen i gwiazdor reality TV nie miał ani chwili wytchnienia, bo promował wielkie widowisko odbywające się tego wieczoru w moskiewskim Crocus City Hall: konkurs piękności Miss Universe. Kobiety z osiemdziesięciu sześciu krajów miały rywalizować przed zgromadzoną przed telewizorami na całym świecie publicznością ocenianą na miliard widzów.
Trump kupił imprezę siedemnaście lat wcześniej do spółki z NBC. Należała do najcenniejszych pozycji w jego majątku, rokrocznie przynosiła bowiem dochody liczone w milionach dolarów oraz – co może ważniejsze – utrwalała jego wizerunek jako międzynarodowego playboya i celebryty. Podczas pobytu w stolicy Rosji Trump rozglądał się także za nowymi wielkimi szansami biznesowymi, bo od dziesięcioleci próbował – bez powodzenia – wejść w Moskwie na rynek ekskluzywnych nieruchomości. Zdaniem sztabu Miss Universe dla nikogo nie stanowiło tajemnicy, że prawdziwym polem zainteresowania Trumpa w Moskwie jest nie konkurs, lecz zamiar robienia tam interesów.
Tego popołudnia jednak otoczenie Trumpa widziało, że nurtuje go tylko jedno pytanie: gdzie jest Władimir Putin?
Od czasu, gdy pięć miesięcy wcześniej Trump ogłosił, iż w tym roku konkurs Miss Universe odbędzie się w Moskwie, wydawał się opętany myślą, by spotkać się z prezydentem Rosji. „Czy sądzicie, że Putin przyjdzie na konkurs Miss Universe w listopadzie w Moskwie – a jeśli przyjdzie, to czy zostanie moim nowym najlepszym przyjacielem?” – napisał w tweecie w czerwcu.
Po przybyciu do Moskwy odebrał prywatną wiadomość z Kremla, przekazaną przez Araza Agałarowa, oligarchę z kręgów zbliżonych do Putina, a zarazem partnera Trumpa w organizacji moskiewskiej edycji Miss Universe: „Pan Putin chciałby się spotkać z panem Trumpem”. Trump był podniecony. Uznał, że rosyjski przywódca zapewne pojawi się na konkursie. Jednak pobyt Amerykanina w Rosji mijał, a dalsze wiadomości nie nadchodziły. Poczuł niepokój.
– Czy Putin przyjdzie? – pytał nieustannie.
Wobec milczenia Kremla wydawało się to mało prawdopodobne. Agałarow przekazał wtedy nową wiadomość: za chwilę zadzwoni Dmitrij Pieskow, prawa ręka Putina i jego rzecznik prasowy. Trump odetchnął z ulgą, szczególnie gdy mu wyjaśniono, że niewiele osób jest bliższych Putinowi niż Pieskow. Jeśli ktokolwiek może załatwić spotkanie z Putinem, to właśnie on. „Jeśli dzwoni do ciebie Pieskow, to jakby dzwonił do ciebie Putin” – powiedział Rob Goldstone, urodzony w Wielkiej Brytanii spec od reklamy, który przyczynił się do wyboru Moskwy na miejsce konkursu piękności. Czas jednak mijał, widowisko miało się za chwilę rozpocząć, a zaraz po jego zakończeniu Trump opuszczał miasto.
W końcu odezwał się telefon Agałarowa. Dzwonił Pieskow. Agałarow podał komórkę podekscytowanemu Trumpowi.

Wyprawa Trumpa do Moskwy na konkurs Miss Universe miała być momentem przełomowym. Od lat marzył, by w stolicy Rosji zbudować lśniącą Trump Tower. Ta wizyta miała go zbliżyć – i to bardzo – do dobicia targu. Może już niedługo jego znane na całym świecie nazwisko rozbłyśnie na moskiewskim niebie i wzmocni jego status globalnego oligarchy?
Podczas pobytu w Moskwie Trump okazywał sympatię dla autorytarnego rosyjskiego przywódcy pochlebnymi, przymilnymi tweetami i uwagami wpisującymi się w długi ciąg komentarzy sugerujących podziw dla Putina. Dziwne wypowiedzi Trumpa o Putinie – przed rozpoczęciem, w trakcie i po zakończeniu moskiewskiej wyprawy – miały później wprawiać w zakłopotanie amerykańskich agentów wywiadu, członków Kongresu i Amerykanów o różnych politycznych inklinacjach, nawet osoby lojalne wobec Partii Republikańskiej.
Czym można wytłumaczyć niewzruszoną sympatię Trumpa dla rosyjskiego dyktatora? Odmowę dostrzeżenia represyjnych posunięć Putina, usprawiedliwianie nadużyć, do których dochodziło na Ukrainie i w Syrii, ignorowanie zabójstw jego krytyków, przymykanie oczu na prowadzone przez Putina cyberataki i kampanie dezinformacyjne mające na celu podkopywanie zachodniej demokracji?
Krótka wyprawa Trumpa do Moskwy dostarcza wskazówek do wyjaśnienia tej tajemnicy. Dwa dni, które tam spędził, miały się później stać tematem wielu dyskusji z powodu podejrzeń, że podczas pobytu w Rosji dopuszczał się dziwnych zachowań seksualnych – podejrzenia te jednak nie zostały potwierdzone. Jego wizyta miała natomiast znaczenie w tym sensie, że ujawniała, co szczególnie Trumpa napędza: szansa na wzniesienie sobie kolejnych pomników i zarobienie jeszcze więcej pieniędzy. Trump zdawał sobie sprawę, że nie spełni w Moskwie żadnych marzeń, jeśli nie nawiąże porozumienia z byłym podpułkownikiem KGB, który został prezydentem Rosji.
Wyjazd do Rosji oznaczał początek bromance’u – czy czegoś bardziej mrocznego – który miał wkrótce postawić na głowie amerykańską politykę, a następnie otoczyć aurą skandalu prezydenturę Trumpa. Zaczął się on zaś w nieprawdopodobny sposób: jako nagła inspiracja pewnego kombinatora zajmującego się reklamą muzyczną, który usiłował nadać impet karierze drugorzędnego piosenkarza pop.

Konkurs Miss Universe trafił do Moskwy dzięki dziwnej parze: Robowi Goldstone’owi i Eminowi Agałarowowi.
Goldstone był tęgim, towarzyskim bon vivantem, lubiącym umieszczać na Facebooku fotografie, na których kpił ze swojej tuszy i abnegacji. Napisał kiedyś opublikowany w „New York Timesie” artykuł zatytułowany The Tricks and Trials of Traveling While Fat [Sposoby i udręki podróżowania grubasa]. Wcześniej był reporterem w australijskich tabloidach i organizatorem reklamy podczas tournée Bad Michaela Jacksona w 1987 roku. Teraz współkierował firmą PR, a jego najwyższym priorytetem było zaspokajanie potrzeb średnio utalentowanego azerskiego piosenkarza pop Emina Agałarowa.
Emin – występował pod samym imieniem – był młody, przystojny i bogaty. Marzył o karierze międzynarodowego gwiazdora. Jego ojciec Araz Agałarow to deweloper, który zarobił w Rosji miliardy dzięki budowie zespołów handlowych i mieszkaniowych, a posiadał nieruchomości także w Stanach Zjednoczonych. Emin spędził dzieciństwo w Rosji, dorastał zaś w Tenafly w New Jersey. Jego obsesją stał się Elvis Presley. Emin naśladował króla rock and rolla ubraniem, stylem i głosem. Po studiach biznesowych w Marymount Manhattan College prowadził podwójne życie – pracował w firmie ojca i równocześnie próbował robić karierę piosenkarską. Ożenił się z Lejlą Alijewą, córką wielokrotnie oskarżanego o korupcję prezydenta Azerbejdżanu. Po przeprowadzce do azerskiej stolicy, Baku, Emin szybko zyskał przydomek „Elvis Azerbejdżanu”.
Dbał o wizerunek zawadiackiego gwiazdora pop, a swój hedonistyczny styl życia dokumentował na Instagramie zdjęciami z plaży, klubów nocnych i rozlicznych modnych miejsc. Nosił kapelusze i koszulki z napisami o seksualnym podtekście, jak choćby: „Jeśli miałaś zły dzień, rozbierzmy się do naga”. Jednak jego kariera muzyczna utknęła. Poszukał pomocy u Goldstone’a.
W początkach 2013 roku Goldstone starał się ułatwić Eminowi dostęp do mediów, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Pewien znajomy zasugerował, że być może Emin mógłby wystąpić podczas konkursu Miss Universe. Impreza ta znana była z lansowania nowych talentów; w konkursie w 2008 roku wystąpiła rozpoczynająca wówczas karierę Lady Gaga (Trump przechwalał się później – ze zwykłą dla siebie przesadą – że to ten występ zadecydował o jej powodzeniu). Mniej więcej w tym samym czasie Goldstone potrzebował atrakcyjnej kobiety do udziału w teledysku najnowszej piosenki Emina – pragnęli najpiękniejszej, więc wydało im się oczywiste, że powinni sięgnąć po Miss Universe.
Wszystko to doprowadziło do spotkania z Paulą Shugart, prezeską Miss Universe Organization, podlegającą bezpośrednio Trumpowi. Zgodziła się, by aktualna Miss Universe Olivia Culpo wystąpiła w teledysku. (W firmie Miss Universe powszechnie uważano Culpo, poprzednio Miss USA, za faworytkę Trumpa). Podczas kilku rozmów z Shugart Goldstone i Emin zastanawiali się, gdzie odbędzie się następna edycja konkursu. W pewnym momencie Agałarow zaproponował, by rozważyć organizację Miss Universe 2013 w Azerbejdżanie, ale Shugart się ten pomysł nie spodobał.
Na kolejnym spotkaniu Emin podjął jeszcze jedną próbę. „Może zorganizujemy to w Moskwie?” – zaproponował. Tym miejscem Shugart była bardziej zainteresowana, ale jednocześnie się wahała – już wcześniej brano pod uwagę Moskwę, ale nie znaleziono tam odpowiedniej sali, obawiano się też nadmiernej biurokracji. „A co, gdybyście za partnera mieli człowieka posiadającego największą salę widowiskową w Moskwie? – odparł Emin. – Mój ojciec i ja do spółki poradzimy sobie z biurokracją”.
Wspomniana przez Emina sala widowiskowa to Crocus City Hall, zbudowany przez jego ojca wielki kompleks teatralny na siedem tysięcy widzów. Co więcej, wpływowy Araz Agałarow wygładziłby drogę i umożliwił ominięcie biurokratycznego bagna, w którym regularnie tonęły wszelkie próby robienia interesów w Rosji.