W książce “Klątwa Pelopidów. Opowieść mitologiczna” profesor Stanisław Stabryła przedstawia mity greckie w formie powieści.


Klątwa Pelopidów. Opowieść mitologicznaWstrząsająca opowieść o dziejach mitycznego rodu królewskiego, o losach bohaterów dobrze – choć wciąż mało – nam znanych: Agamemnona, Odyseusza, Orestesa, Heleny, Parysa, Kasandry, Klitajmestry, Elektry.

“Klątwa Pelopidów” nawiązuje do “Mitologii dla dorosłych” tego samego autora, książki, która miesiącami utrzymywała się na pierwszych miejscach list bestsellerów.

Autor przedstawia mity greckie w formie powieści, w sposób dramatyczny i sugestywny, na przekór szkolnej, idealizującej lekturze mitologii.

Stanisław Stabryła (ur. 2 listopada 1936 we Lwowie) – polski filolog klasyczny, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor publikacji naukowych i popularnonaukowych na temat literatury łacińskiej okresu augustowskiego oraz kultury antycznej. Wieloletni dyrektor Instytutu Filologii Klasycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Stanisław Stabryła
Klątwa Pelopidów. Opowieść mitologiczna
Wydawnictwo Świat Książki
Premiera: 5 września 2018
 
 

Klątwa Pelopidów. Opowieść mitologiczna


Klątwo rodowa,
złowieszcze szaleństwo,
krwawiąca rano!
O, dojmujące, nieznośne cierpienie!
O, bezbrzeżna męko!

Ajschylos, Ofiarnice

Wstęp

Dzieje królewskiego rodu Pelopidów są bez wątpienia jednym z najbardziej dramatycznych mitów greckich. Doskonale zrozumieli to tragediopisarze starożytni, którzy nieustannie odwoływali się do różnych jego części jako tworzywa tematycznego swoich utworów. Wystarczy tu przypomnieć wielką trylogię Ajschylosa Oresteję, Sofoklesa Elektrę, Eurypidesa Ifigienię w Aulidzie czy Seneki Agamemnona i Tyestesa. Z drugiej strony właśnie tragedii mit ten zawdzięczał niejeden dramatyczny epizod czy wątek. W czasach nowożytnych mit Pelopidów okazał się również niezwykle płodnym motywem: z jego inspiracji powstało kilkadziesiąt utworów, z których wiele zajęło trwałe miejsce w literaturze, by wspomnieć o kilku tylko dwudziestowiecznych wcieleniach, jak sztuki Jeffersa, O’Neilla, Giraudoux, Sartre’a czy Hauptmanna. Dramat niejako z natury rzeczy nie dawał jednak pisarzom możliwości przedstawienia całej historii Pelopidów, ale jedynie pewnych jej wybranych ogniw.
Zamiarem autora było zbudowanie opowieści, która ogarnęłaby dzieje tego rodu od Pelopsa aż po Orestesa. W głównych zarysach narracja została tu ukształtowana na podstawie samego mitu Pelopidów, pełnego tragicznych, a nawet wstrząsających wydarzeń. Owa ogólna wierność mitowi, wynikająca z przeświadczenia, iż jest on bardziej wiarygodny niż nowożytne, często przemądrzałe czy przewrotne interpretacje, nie przeszkodziła jednak autorowi w swobodnym, beletrystycznym rozwijaniu pewnych motywów zaledwie zaznaczonych w tradycji mitycznej, wprowadzaniu nowych, rezygnowaniu z innych. Podobnie jak niektóre postaci drugoplanowe, także większość dialogów ma tu charakter fikcyjny, jakkolwiek niektóre z nich, szczególnie w części trzeciej, podpowiedziała w pewnym stopniu tragedia grecka i rzymska.
Opowieść o Pelopidach jest historią klątwy, która przechodziła w tym rodzie z pokolenia na pokolenie, ciągnąc za sobą bez końca łańcuch występków. Wydaje się, że każdemu, kto pozna dzieje Pelopidów, musi nasunąć się pytanie, czy owa klątwa była tylko karą zesłaną przez zagniewanych bogów, czy też tkwiła w ich własnych duszach, rodząc coraz to nowe i coraz straszniejsze zbrodnie. Autor zostawia jednak odpowiedź na to samemu czytelnikowi.
Niektóre fragmenty historii Pelopidów zostały już przedstawione przez autora w Mitologii dla dorosłych (Kraków 1995), niekiedy w formie nieco odmiennej niż obecnie. Nie wolno jednak zapominać, że mity greckie, niemal bez wyjątku, posiadały wiele wariantów, w których zmieniał się przebieg pewnych zdarzeń, a także ich znaczenie.
Stanisław Stabryła

część pierwsza

Hippodameja

Rozdział 1

Wróżby wskazywały wyraźnie: powinien natychmiast wyruszyć w drogę i udać się do Pisy w Elidzie, gdzie czeka na niego przyszła małżonka i tron królewski. Pelops, podobnie jak wszyscy w jego rodzinie, od najmłodszych lat przywykł wierzyć i słuchać wyroczni. Tylko one przynosiły cząstkę wiedzy o przyszłości, zrywały zasłonę z tego, co miało nastąpić.
Kiedy jeszcze mieszkali we Frygii, w górskim zamku w Sipylos, wybrał się do Karii ze swoim wychowawcą, Kratesem, aby poznać wróżby z lotu ptaków. Stary mantikos, sławny i uważany w całej Azji za nieomylnego, długo stał z twarzą zwróconą ku północy, obserwując nadlatujące ptaki i wsłuchując się w ich krzyk. Wreszcie ledwie słyszalnym szeptem przepowiedział mu, że zdobędzie żonę i królestwo w Elidzie. To samo powtórzyli dwa lata później w Dodonie kapłani Zeusa, Selloj, wróżąc mu z szumu dębów w świętym gaju i z dźwięków brązowych mis poruszanych wiatrem. Były wreszcie prorocze sny, które zsyłał nań Zeus. Każdy onejrokritos, do którego się zwracał, wspominał mu o Elidzie.
Zaczął przygotowania do podróży z przeczuciem, że już nigdy nie powróci do Lakonii ani do wielkiego, ponurego zamczyska, które jego ojciec, Tantal, kazał wybudować na stromym wzgórzu wkrótce po przybyciu do tej krainy. Nie odczuwał jednak szczególnego wzruszenia na myśl, że nie ujrzy już ani Tantala, ani swej matki, Klytii.
Od czasu, gdy przed dziesięciu laty musieli opuścić ojczystą Frygię i zamieszkać w Lakonii, starał się uważać to nowe miejsce jedynie za przejściowe schronienie i nie zapuszczać tutaj korzeni. Zdawał sobie sprawę, że ani on, ani jego rodzina nie będzie mogła już wrócić do Azji. Ilos, daleki kuzyn Tantala, założyciel i król pięknej Troi, nie daruje im, że wciągnęli w zasadzkę jego syna, Ganimedesa, i pomogli porwać go orłu – Zeusowemu ptakowi. Ilos, trawiony żądzą zemsty po stracie Ganimedesa, który został na Olimpie podczaszym i kochankiem Zeusa, napadł ze swoim wojskiem na Frygię. Wkrótce Tantal, pokonany już w pierwszej bitwie, musiał wraz z rodziną i towarzyszami uciekać ze swojego wspaniałego pałacu w Sipylos.
Zanim jeszcze Ilos wtargnął do Frygii, spadło na Tantala i jego żonę wielkie nieszczęście. Jedyna ich córka, Niobe, siostra Pelopsa, wzbudziła swoją pychą gniew bogini Leto. Oto w małżeństwie z Amfionem, królem Teb, urodziła sześciu synów i sześć córek, i raz po raz z tego powodu chełpiła się, że przewyższa boginię, która była matką tylko jednego syna i jednej córki. Obrażona Leto, dowiedziawszy się o przechwałkach i bluźnierstwach Niobe, poskarżyła się swoim dzieciom, Apollonowi i Artemidzie, żądając, aby pomściły jej zniewagę. Wówczas boskie rodzeństwo zabiło z łuku wszystkich sześciu synów i sześć córek tebańskiej królowej. Oszalała z rozpaczy Niobe uciekła z Teb i schroniła się na dworze swojego ojca w Sipylos. Tam, nie mogąc ukoić bólu, zamieniła się w skałę, a z łez, które po przemianie nie przestały jej płynąć, powstało źródło.
Tantal i Klytia nie zdołali zapomnieć o losie swojej nieszczęśliwej córki, ani wyzwolić się od smutku po jej stracie. Ciężka atmosfera wiecznej żałoby, panująca w pałacu w Sipylos, nie rozwiała się nawet wówczas, gdy musieli się schronić w Lakonii. Nieliczni przyjaciele, którzy pozostali wierni Tantalowi i razem z nim przybyli na Peloponez, jeden po drugim opuszczali jego pałac i zakładali własne siedziby. Tantal niewiele dbał jednak o to, wiedząc, że olbrzymie skarby, które przywiózł z sobą z Frygii, pomogą mu bez trudu zdobyć nowych druhów.
– Wszystko ma swoją cenę – mówił z gorzkim uśmiechem. – Przyjaźń także.
Od wczesnego dzieciństwa otaczała Pelopsa jakaś ponura tajemnica, której w żaden sposób nie potrafił zgłębić. Nie zdołał dowiedzieć się niczego od rodziców, którzy nie odpowiadali na jego pytania lub zbywali go, zmieniając temat. Kiedy próbował wypytywać przyjaciół ojca, natychmiast nabierali wody w usta. Wreszcie stary Sozokles, tuż przed przeniesieniem się wraz z synami z zamku Tantalosa do własnego pałacu, przyparty przez Pelopsa do muru, opowiedział mu historię tak bardzo nieprawdopodobną, że aż mogła uchodzić za prawdziwą.
– Pewnego razu, gdy byłeś jeszcze małym chłopcem – rozpoczął swoją opowieść Sozokles – twój ojciec, Tantal, zaprosił na ucztę wszystkich Olimpijczyków. Bogowie, którzy lubili Tantala za jego spryt i poczucie humoru, i sami często gościli go na Olimpie, przyjęli zaproszenie i obiecali przybyć w umówionym dniu do jego pałacu. Wtedy twój ojciec postanowił wypróbować ich wszechwiedzę. Przyszła mu bowiem do głowy zbrodnicza myśl, aby podać im na uczcie twoje poćwiartowane ciało. Zabił cię własnoręcznie bez litości i porąbał rzeźnickim toporem, a potem kazał przyrządzić z ciebie potrawę dla bogów. Gdy już boscy goście zebrali się w jego pałacu, polecił służbie wnieść półmiski z potwornym jadłem. Bogowie od razu poznali, jakie mięso im podano, i ze wstrętem odsunęli je od siebie. Nikt nie tknął przyniesionej potrawy z wyjątkiem bogini Demeter, która, wygłodzona długim postem w czasie wędrówki w poszukiwaniu swej córki, Persefony, zjadła kawałek mięsa z twojego ramienia.
Zagniewani Olimpijczycy rzucili na wyrodnego ojca klątwę i zapowiedzieli mu, że po śmierci zostanie wtrącony do Tartaru i będzie tam cierpiał przez całą wieczność niewypowiedziane męki.
Twój ojciec ma zresztą na sumieniu wiele innych zbrodni: jako gość na Olimpie kradł w czasie uczt nektar i ambrozję, aby na ziemi częstować nimi przyjaciół, zdradzał tajemnice bogów śmiertelnym, a wreszcie popełnił krzywoprzysięstwo, nie chcąc zwrócić czarodziejskiego złotego psa, który należał do samego Zeusa. Bogowie przed wyjściem ze strasznej biesiady, litując się nad tobą, poskładali z kawałków twe poćwiartowane ciało i przywrócili ci życie. Ramię, które w roztargnieniu nadgryzła Demeter, uzupełnili kością słoniową.
Kiedy Sozokles skończył opowieść, Pelops wreszcie poznał tajemnicę swego dzieciństwa. Był wdzięczny za to staremu rycerzowi, którego od dawna darzył sympatią i szacunkiem jako człowieka niezwykle prawego i prawdomównego.
Wyjechał z pałacu rodziców właściwie bez pożegnania. Kiedy Tantal spytał go, dokąd się wybiera, dość mgliście wspomniał o Elidzie, dodając, że jeszcze dokładnie nie wie. Po tym, co usłyszał od Sozoklesa, nie tylko nie zamierzał wtajemniczać ojca w swoje plany, lecz wręcz chciał zerwać wszelkie więzy rodzinne. Nieco cieplej wypadło jego pożegnanie z matką, której przyrzekł przysłać wiadomość o sobie.
W drodze do Elidy zatrzymał się w niewielkim mieście Lepreos, omijanym zazwyczaj przez wędrowców z obawy przed trądem, który miał się tu niegdyś szerzyć. Złożył ofiarę w wielkiej świątyni Zeusa, zwanego Leukajos. Później przekroczył rzekę Anigros, minął Samię i Skillunt; tuż za Skilluntem przejechał obok wysokiej ściany skalnej, zwanej powszechnie Typajonem. Wreszcie dotarł do Olimpii, położonej wśród niewielkich wzniesień w żyznej dolinie rzeki Alfejos.
Skierował się od razu ku Wzgórzu Kronosa, u stóp którego rozciągał się święty gaj Altis i okręg Zeusa ze wspaniałą świątynią. Niegdyś odbywały się tutaj zawody ustanowione przez Heraklesa z Idy, jednego z Kuretów, którym bogini Rea powierzyła opiekę nad nowo narodzonym Zeusem. Spędził noc w Olimpii, a rankiem pojechał do pobliskiej Pisy, stanowiącej cel jego podróży. Pałac królewski znajdował się na wschód od miasta, niedaleko Alfejosa, który tworzył w tym miejscu łagodne zakole. Wysoki, gruby mur dookoła pałacu samym wyglądem odstraszał nieproszonych gości. Gdy zbliżył się do wielkiej, dwuskrzydłowej bramy, z przerażeniem ujrzał nad nią, przytwierdzone do grubej belki, bielejące w blasku poranka ludzkie czaszki. Na spotkanie wyszedł mu sam król Ojnomaos i wprowadził go na obszerny dziedziniec zabudowany z trzech stron.
– Bądź pozdrowiony, młody przybyszu! – powiedział Ojnomaos, wyciągając do niego prawicę. Był to szczupły, wysoki mężczyzna o twarzy pooranej bruzdami. Jego głęboko osadzone ciemnobłękitne oczy spoglądały na Pelopsa chłodno i badawczo. – Nie wiem, kim jesteś i skąd pochodzisz, ale twoje konie i broń świadczą, że należysz do szlachetnego rodu – mówił, prowadząc go przez dziedziniec ku portykowi, gdzie znajdowało się wejście do megaronu.
– Jestem Pelops, syn króla Tantala, który niegdyś władał Frygią, a teraz mieszka w Lakonii.
– Słyszeliśmy tutaj niemało o losach twojego ojca i o nieszczęściu, jakie spotkało niegdyś twoją siostrę, Niobe, królową Teb.
– Powiedz mi, królu, czy mógłbym znaleźć gościnę w twym pałacu?
– Ściągnąłbym na siebie i na mój dom gniew Zeusa Podróżnego, gdybym nie przyjął cię pod swój dach. Możesz zostać u nas, Pelopsie, jak długo zechcesz, choćby nawet na zawsze.
– Dzięki ci, Ojnomaosie. Niechaj bogowie odpłacą ci za twoją gościnność.
Gdy weszli do obszernego, pięknie urządzonego megaronu, Ojnomaos posadził Pelopsa na wygodnym tronosie na wprost ogniska. Wkrótce zjawiła się służąca z konwią i miednicą, pomogła mu umyć ręce, po czym ustawiła przed nim niewielki stół. Zaraz też podano mu półmisek z mięsem, duży koszyk chleba i napełniono kielich schłodzonym białym winem. Gdy jadł z apetytem przyniesione potrawy, Ojnomaos bawił go opowieścią o tutejszych zwyczajach i rozrywkach.
Jeszcze tego samego wieczora Pelops ujrzał córkę Ojnomaosa, Hippodameję, w czasie uczty, którą król wydał na jego cześć. Wyznaczono mu miejsce na sofie naprzeciw królewny, której wzrok zdawał się hipnotyzować młodego przybysza. Pierwszy raz w życiu Pelops był bliski omdlenia, przed oczyma tańczyły mu czarne i czerwone płatki; raz przebiegały go lodowate dreszcze, po chwili oblewała fala gorąca. Z największym trudem pojmował, co mówiła do niego Hippodameja i znajdował odpowiedzi na jej pytania.
W miarę, jak trwała uczta, królewna patrzyła na niego z coraz większym zaciekawieniem. Podobał jej się ten ogromny, szeroki w ramionach, jasnowłosy cudzoziemiec, który zachowywał się tak dziwnie w jej obecności. Trochę śmieszyły ją nieskładne, chaotyczne zdania, jakie wypowiadał z wyraźnie obcym akcentem. Wreszcie zaczęła pojmować, że piękny przybysz zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i że bez żadnego wysiłku zdołała go oczarować.
– Słyszałam, Pelopsie, że zamierzasz zatrzymać się u nas na dłużej – powiedziała z lekkim, zalotnym uśmiechem.
– Tak, twój ojciec okazał się tak szlachetny, że zgodził się udzielić mi gościny.
– Ach, mój ojciec jest istotnie bardzo gościnny. Mam jednak nadzieję, że nie każe ci stawać do wyścigu.
– O jakim wyścigu mówisz? – zdziwił się Pelops. – Ojnomaos niczego takiego mi nie proponował.
– Idzie o wyścig rydwanów. Zazwyczaj, kiedy przyjeżdżają do nas młodzi panowie, ojciec namawia ich, by ścigali się z nim na rydwanach.
– Król nie wspominał mi o żadnym wyścigu, kiedy prosiłem go o gościnę w Pisie. Jeśli jednak to ma być warunkiem…
– Nie, nie! Widocznie ojciec uznał, że nie będziesz konkurentem do mojej ręki.
Pelops nie zrozumiał. Pragnął dowiedzieć się czegoś więcej, zadać jej jakieś pytania, ale w tym momencie do sali biesiadnej weszły trzy prawie nagie fletnistki frygijskie i zaczęły swój występ. Pelops z początku słuchał w roztargnieniu dzikiej, wschodniej muzyki, później jednak pod jej wpływem obudziły się w nim wspomnienia odległych czasów, gdy jako młody chłopiec przebiegał góry Frygii w pogoni za zwierzyną.
Zamierzał dokładnie wypytać Hippodameję o wyścigi rydwanów, o których wspomniała. Czekał, aż umilknie głośna, przejmująca muzyka fletów. Zanim jednak skończył się koncert, królewna opuściła komnatę i wróciła do kobiecej części pałacu. Pelops, zawiedziony takim obrotem rzeczy, musiał, chcąc nie chcąc, odłożyć wyjaśnienia do następnego dnia.
Nazajutrz spotkali się w pięknym, starannie utrzymanym ogrodzie pałacowym, który tarasami opadał aż do samego Alfejosa. Rzeka płynęła w tym miejscu spokojnym, głębokim nurtem, zasilanym przez kilka obfitujących w wodę górskich potoków.
– Czy słyszałeś kiedyś legendę o Alfejosie i Aretuzie? – spytała Hippodameja, schodząc z Pelopsem na sam brzeg.
– Nie, opowiedz mi ją.
– Alfejos był arkadyjskim myśliwym. Pewnego razu zakochał się w pięknej nimfie, Aretuzie, która należała do orszaku Artemidy, bogini łowów. Aretuza nie chciała jednak poślubić Alfejosa i uciekła przed nim aż na Sycylię, gdzie schroniła się na małej wysepce Ortygii, w pobliżu Syrakuz. Zakochany myśliwy podążył za nią aż na Ortygię, lecz nie zdołał jej zdobyć, gdyż z obawy przed nim zamieniła się w źródło. Zrozpaczony Alfejos przybrał postać rzeki i połączył na zawsze swe wody z Aretuzą – źródłem w Ortygii.
– Śliczna legenda! – zachwycił się Pelops. – Oto prawdziwa, wierna miłość!
Hippodameja nagle zmieniła temat.
– Podobały ci się frygijskie fletnistki, słuchałeś z takim przejęciem! – stwierdziła złośliwie.
– To moje rodaczki – odrzekł spokojnie Pelops. – Ich muzyka jest bliska mojemu sercu, gdyż przywykłem do niej od dzieciństwa. Urodziłem się we Frygii, tam się wychowałem, dopiero od pięciu lat mieszkam w Lakonii. Powiedz mi jednak, dlaczego wyszłaś wcześniej z uczty? Znudził ci się występ fletnistek czy moje towarzystwo?