Książka “Reguła przetrwania” pokazuje, w jaki sposób zwierzęta radzą sobie z niebezpieczeństwami, jak udaje im się przetrwać i jak przeżywają pojawiające się wraz z zagrożeniem emocje.


Reguła przetrwaniaMistrz opowieści o zwierzętach, znawca ich nierzadko zagadkowych zachowań i niezwykłych obyczajów, niemiecki etolog Vitus B. Dröscher powraca.

W jednej ze swoich najsłynniejszych książek “Reguła przetrwania” pokazuje, w jaki sposób zwierzęta radzą sobie z niebezpieczeństwami, jak udaje im się przetrwać i jak przeżywają pojawiające się wraz z zagrożeniem emocje.

Barwnym językiem opisuje tajemniczy świat zwierząt, śmiało porównując go z naszym, ludzkim, o wiele mniej odmiennym, niż nam się zazwyczaj wydaje.

Vitus Bernward Dröscher (1925–2010) – niemiecki etolog, autor ponad dwudziestu książek popularnonaukowych, w których z pasją i niezwykle barwnie opisywał zachowania zwierząt. Większość tych publikacji stało się bestsellerami w wielu krajach, także w Polsce.

Vitus B. Dröscher
Reguła przetrwania. Jak zwierzęta radzą sobie z niebezpieczeństwami
Przekład: Anna Danuta Tauszyńska
Wydawnictwo Prószyński Media
Premiera: 29 czerwca 2018
 
 

Reguła przetrwania


CZĘŚĆ I
TRIKI ZAPEWNIAJĄCE ŻYWOTNOŚĆ

ROZDZIAŁ 1

JAK ZWIERZĘTA ŻYJĄ W STRESIE

Na wschodnioafrykańskim stepie łowcy zwierząt schwytali na lasso żyrafę. Wepchnęli zwierzę wysokości pięciu metrów do skrzyni, którą następnie załadowali na ciężarówkę, i zdawało się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Ale gdy nagle zawarczał silnik, żyrafa bezgłośnie osunęła się martwa.
Diagnoza:
Śmierć od stresu ze strachu przed wrogiem.
Maleńkie kurczątko odłączyło się od kwoki i rodzeństwa, kiedy przez podwórze gospodarstwa wiejskiego przepędzano stado owiec. Z głośnym rozpaczliwym piskiem puchata kulka biegała to tu, to tam, aż zabłądziła do składu paszy. Przypadkiem więc pisklę znalazło się w eldoradzie. Nie tknęło jednak ani ziarenka, lecz biegało niespokojnie w kółko w poszukiwaniu matki, a dwie godziny później zmarło pośród obfitości jadła.
Diagnoza:
Śmierć od stresu wywołanego stratą matki.
Nawiasem mówiąc, kurczęta, które przyszły na świat w inkubatorze i nigdy nie widziały swojej matki, zachowują się całkowicie odwrotnie. Jeśli się takim kilkudniowym pisklętom pozostawia swobodę wyboru między nieznaną im matką a garścią ziarna – bez wahania wybierają ziarno. Matka jest im obojętna. Pomimo to chowają się zdrowo i są wesołe.
A więc diagnoza:
Śmierć od stresu wskutek bólu rozłąki nie następuje, jeśli przedtem nie został nawiązany osobisty stosunek między matką a dzieckiem!
Wdowa Anna Borchert i jej pudel byli przez długie lata nierozłącznymi przyjaciółmi. Gdy starsza pani umarła, krewni oddali psa do schroniska dla zwierząt. Tam pudel odmawiał przyjmowania pokarmu, z podwiniętym ogonem leżał w kącie i zmarł po trzech dniach, a więc znacznie wcześniej, niż mogła go dosięgnąć śmierć głodowa.
Diagnoza:
Śmierć od stresu z rozdzierającego żalu za jedyną najdroższą na świecie istotą.
Już we wczesnych godzinach rannych rozgorzała zażarta wojna na głosy między naszym drozdem śpiewakiem Floristanem a obcym rywalem, którego zaraz nazwaliśmy Pizarro. Rzecz toczyła się o posiadanie terytorium naszego ogrodu oraz samiczki Eleonory, skojarzonej od dwóch tygodni z Floristanem. Obaj śpiewacy siedzieli na czubkach małych jodeł i ciskali w siebie pieśniami.
Gdzieś około południa Floristan ochrypł. W tonach średnich głos jego kiksował, tremola się urywały, a wysokie C w ogóle mu nie wychodziło.
I wtedy stało się coś całkowicie sprzecznego z nakazami moralnymi wielkiego dramatu operowego: Eleonora, która dotąd siedziała w gałęziach zasłuchana w śpiewaczy konkurs, nagle porzuciła swego Floristana, podleciała do Pizarra i zaczęła czule przeczesywać mu dziobem pióra przy szyi.
Tego było za wiele dla biednego Floristana. Przerwał swoje marne już popisy wokalne, przez następne dwa dni przemykał jeszcze jak cień między drzewami, a trzeciego dnia leżał martwy na trawie. Nie znaleźliśmy na nim żadnych zewnętrznych okaleczeń.
Diagnoza:
Śmierć od stresu po utracie żony i domu.
Przykłady te wskazują na pewien charakterystyczny fakt: stres nie jest bynajmniej stanem, na jaki cierpią tylko ludzie wprzęgnięci w jarzmo pracy zawodowej, menedżerowie, urzędnicy, robotnicy, przedstawiciele wolnych zawodów, uczniowie, nauczyciele i studenci, nie jest w ogóle wyłącznym udziałem człowieka. Od czasu powstania wyższych form życia na naszej planecie odczuwają go przedstawiciele całego świata zwierzęcego, zarówno duży ssak, jak i mały owad. Stres nie jest zjawiskiem towarzyszącym swoiście ludzkiemu rozumowi, jest związany ze światem emocjonalnym, z uczuciem lęku, który ogarnia w równym stopniu człowieka, co zwierzę. Zresztą w świecie zwierząt wiele interesujących szczegółów daje się zaobserwować znacznie wyraźniej aniżeli w środowisku człowieka.
Można więc dla celów doświadczalnych w każdej chwili doprowadzić do śmierci od stresu na przykład pszczołę miodną. Entomolodzy Roy J. Pence, Robert D. Chambers i Manuel S. Viray z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles schwytali pszczoły, w czasie gdy odwiedzały kwiaty, i zamknęli każdą oddzielnie w okrytych gazą klatkach, w których umieścili miseczki z miodem.
Podobnie jak w przypadku kurczaka w spichlerzu, żadna ze zbieraczek nektaru także nawet nie próbowała skosztować ulubionego przysmaku. Pszczoły brzęczały i łaziły w kółko jak oszalałe, a po dwóch godzinach już nie żyły.
Szczegółowe badania wykazały, że w niewoli do krwi pszczół przenikają hormony stresowe. Wprowadzają one owada w panikę, jak gdyby w rodzaj supertęsknoty za domem.
Właściwie jest to pożyteczne, ponieważ hormony te w najwyższym stopniu mobilizują rezerwowe siły zwierzęcia i powodują koncentrację wszystkich jego zmysłów na jednym celu, jakim jest powrót do ula. Skrajny stres ma uchronić pszczołę od samotnego zgonu na obczyźnie. Jeśli się to nie uda w ciągu dwóch godzin, stres, któremu przyroda pierwotnie wyznaczyła rolę zbawcy, zamienia się w okrutnego mordercę.
Między tymi dwiema sytuacjami krańcowymi obserwujemy bardzo wiele rozmaitych wariantów. Uczeni ze szpitala Mount Sinai w Nowym Jorku wprowadzili w stan silnego stresu myszy domowe, pokazując im raz po raz w krótkich odstępach czasu kota.
Niebawem myszy się rozchorowały, a w ich przewodach pokarmowych pojawiły się tasiemce. Ustawiczne przerażenie pozbawiło je odporności potrzebnej do zwalczania pasożytów. W podobnych warunkach szczury zapadały na choroby nowotworowe.
Jednakże stres zadaje cios śmiertelny nie tylko w związku z oderwaniem się od matki, jak w przypadku kurczęcia, nie tylko po rozstaniu się z ludzkim przyjacielem, jak zdarzyło się z psem, nie tylko po utracie samicy i terytorium, czego doznał nasz drozd, nie tylko wobec rozłąki ze wspólnotą, której jest się członkiem, co zaobserwowano u pszczół, wreszcie nie tylko w stanie śmiertelnego lęku przed wrogiem. Stres pojawia się także w sytuacji wręcz odwrotnej, a mianowicie w reakcji na przegęszczenie, gdy nazbyt wielka liczba osobników nieuchronnie musi razem przebywać w jednym miejscu.
Przykładem tego były zdarzenia we wrześniu 1970 roku w zagrodzie dla rezusów w Ogrodzie Zoologicznym Hagenbecka w Hamburgu. Po raz kolejny małpom przyszło na świat bardzo liczne potomstwo. Na wybiegu panował ogromny rwetes i rozgardiasz, nic więc dziwnego, że pracownicy ogrodu nazywali go monkey saloon, a odwiedzający nie posiadali się z radości.
Ale pewnego dnia wybuchło istne piekło. Wśród niesamowitych wrzasków pięćdziesiąt zwierząt, które jeszcze wczoraj tworzyły prawdziwą wspólnotę, napadło na siebie i próbowało się pozagryzać.
„Była to walka wszystkich przeciwko wszystkim – relacjonuje naoczny świadek, Günter Niemeyer, autor książek o zwierzętach. – Nie oszczędzano ani samic, ani młodych. Wrzask był ogłuszający, kłaki sierści latały w powietrzu, krew płynęła z kąsanych ran i naderwanych uszu”. Gdy strażnicy zaczęli rozdzielać walczących strumieniem wody z sikawek przeciwpożarowych, na polu walki leżało już pięć trupów. Jak to się mogło stać?
Nadmiernie obfity przychówek spowodował w zagrodzie przegęszczenie. Żadna z małp nie mogła odizolować się od pozostałych, każda musiała bez przerwy walczyć o utrzymanie swojej pozycji albo też pozwolić się zgnębić przez inne.
Lęk o byt stopniowo rozbudzał stres, a potem nagle zablokował wszelkie hamulce agresji i żądzy mordu, hamulce, które normalnie nie dopuszczają do tego, aby członkowie stada wzajemnie się zabijali.
Diagnoza:
Morderstwa i zbrodnie w wyniku społecznego stresu wywołanego przegęszczeniem.
Sama chęć popełnienia morderstwa nie jest bynajmniej obca również nam, ludziom, gdy znajdziemy się pośród tłumu rywali. Niechaj czytelnik mi wybaczy, że nie będę tu przytaczał mało budujących przykładów. Każdy zna je aż nazbyt dobrze.
Od małpy różnimy się pod tym względem nie emocjami, a tylko tym, że nasz rozum stanowi hamulec bezpieczeństwa. Biada, jeśli hamulec ten zawiedzie!
Równie szaleńczo jak rezusy reagują lemingi. Prawdopodobnie wszyscy słyszeli już kiedyś o składających się z milionów sztuk stadach tych zwierząt z rodziny chomikowatych, które najpierw rozmnażają się bez opamiętania, a następnie, ogarnięte masowym szaleństwem, pędzą na oślep przed siebie, nawet wskakują w wody mórz arktycznych i – o ile nie dotrą do brzegów – wszystkie toną.
Walter Marsden obserwował kiedyś taki exodus w północnej Norwegii. Nieogarnione masy owych zwierząt, niczym ogromny żywy kobierzec, spływały po stoku górskim wprost na małe miasteczko Fauske położone nad fiordem Salt. Fala ta zalała wszystkie ulice, podwórka i ogrody tak dalece, że ludzie musieli się chronić w domach.
Lemingi, pojedynczo bardzo łagodne i lękliwe, w masie zamieniły się w dzikie bestie. Atakowały wszystko, co stawało im na drodze: psy, koty, konie, samochody. Wgryzały się w laski, którymi ludzie w nie uderzali.
Przebiegając przez miasto, natrafiły na przejazd kolejowy. Wtargnęły nań szerokim frontem akurat w chwili, kiedy nadjeżdżał pociąg. W ciągu kilku sekund całe tory były pokryte krwawą, drgającą, przeraźliwie piszczącą masą ciał. Nie przeszkodziło to następnym nadbiegającym zwierzętom w dalszym natarciu, po trupach współplemieńców i pod jadącym pociągiem.
Dwadzieścia minut później czoło armii dotarło do brzegów fiordu. Tu nastąpiło spiętrzenie – zwierzęta stłoczone w kilku warstwach biły się, deptały i kąsały, każde z każdym, aż wreszcie pierwsze szeregi skoczyły do wody, a potem wszystkie poszły w ślad za nimi w dzikiej zbiorowej psychozie.
Ponieważ odnoga fiordu ma w tym miejscu szerokość tylko 1500 metrów, większość lemingów, przepłynąwszy tę przestrzeń, wylądowała na przeciwległym brzegu. A tam szaleństwo jak gdyby wygasło. Zwierzęta pospieszyły na wzgórza, rozproszyły się po stokach i zasiedliły terytorium, na którym od wielu już lat nie było ani jednego leminga.
Zostały one swego czasu wytępione przez niedźwiedzie, rosomaki, kuny, wilki, lisy, rysie, łasice, gronostaje, orły, myszołowy, sokoły, sowy, mewy, kruki, sroki i dzierzby. Mało jest zwierząt na świecie, które by miały tylu wrogów, ilu mają lemingi.
To jest właśnie przyczyna, dla której przyroda coś wobec tych zwierząt przedsięwzięła, coś, co w pierwszej chwili wydaje się nam bez sensu.
Podczas gdy większość innych zwierząt, podobnie jak człowiek, owym hormonom wywołującym w organizmie alarm stresowy może przeciwdziałać hormonami powodującymi uspokojenie, a tym samym przynieść nieco ulgi w sytuacji duchowego napięcia, nadnercze lemingów jest prawie całkowicie pozbawione tej obrony przed stresem. Lemingi są zatem nadwrażliwe. Dlaczego?
Skoro mają tak wielu wrogów, muszą rodzić bardzo dużo młodych. Jeśli więc, na przykład, co trzy lub cztery lata występuje przegęszczenie, musi istnieć strategia, która zmusza milionowe populacje nadliczbowych osobników do emigracji na nowe ziemie. Tym czymś jest właśnie stres społeczny. W zagęszczeniu zwierzęta niebawem tak sobie działają na nerwy, że stres uaktywnia przemożny pęd wewnętrzny do ruchu i ucieczki; bezsens polega jedynie na tym, że wszystkie zwierzęta uciekają jednocześnie w tym samym kierunku i że powstaje prawdziwa zbiorowa psychoza.
Towarzyszy temu wewnętrzny przymus nieustannej gonitwy prosto przed siebie w raz obranym kierunku, bez względu na okoliczności. Jeśli więc lemingi przypadkowo dopadną przy tym brzegów mórz arktycznych, to nawet ta granica nie hamuje tępego naporu krótkowzrocznych zwierzątek i wszystkie giną. Jest to jak gdyby „wypadek drogowy”, któremu ulegają owe zamroczone stresem istoty.
Ludzie dający się porwać tłumnej demonstracji niekoniecznie muszą się poddać masowemu szaleństwu. Człowiek, w każdym razie nieco inteligentniejszy człowiek, nie jest lemingiem, sytuacja zaś niewątpliwie zawiera w sobie niebezpieczeństwo psychozy.
Jednakże gdy idzie z nią w parze jakiś silny szok, wówczas stres blokuje zdolności umysłowe i popycha nas do zachowania absurdalnego, co bynajmniej nie łagodzi katastrofy, lecz ją wzmaga.
Amerykańscy uczeni zarejestrowali przykłady całkowicie bezsensownych zachowań w czasie wielkiego trzęsienia ziemi na Alasce w 1964 roku: „Każdy nadal robił tylko to, do czego przywyknął, chociaż inne sprawy stały się znacznie ważniejsze. Na przykład strażacy biegli natychmiast do pożaru i próbowali gasić ogień, ale stawali zupełnie bezradni, gdy ze zniszczonych przewodów wodociągowych przestawała płynąć woda; nie wpadło im w ogóle do głowy, aby w zawalonych budynkach, tych, które się nie paliły, szukać zasypanych ludzi.
Burmistrz i radni miejscy, zamiast natychmiast wprowadzić w życie plan operacyjny przygotowany na wypadek katastrofy, przede wszystkim powołali sztab kryzysowy, który – jak to zwykle bywa – bez końca obradował. Policja urządzała polowania na rabusiów cudzego mienia, mimo że na całym terenie objętym trzęsieniem ziemi słyszano tylko o jednym jedynym wypadku kradzieży.
W obliczu katastrofy wszystkich ogarnęło przemożne, irracjonalne uczucie, że tracą swój dobytek; było ono tak silne, że strach przed nieistniejącymi grabieżcami zamienił się w psychozę. Dopiero następnego dnia ludziom przyszło na myśl, aby nieść pomoc rannym i zasypanym”.
W stresie wywołanym klęską żywiołową człowiek niewiele się więc różni od leminga albo kury, która ze strachu przed samochodem tak mu przebiega drogę, że musi zostać przejechana.
Jest to bardzo deprymujące rozpoznanie: stres ogłupia. Potwierdza to wiele doświadczeń przeprowadzanych na zwierzętach.