Otrzymałem do zrecenzowania książkę „Jedz, módl się i kochaj” Elisabeth Gilbert aby było uczciwie. Uczciwie dlatego, że jestem już stary i niejedno widziałem, a także z tej przyczyny, że z pewnością nie kwalifikuję się do grupy docelowych odbiorców tej książki, a mianowicie do kobiet w wieku średnim, które znużone dorosłością pragną jakiejś odmiany. Tak, można o mnie wiele powiedzieć, ale z pewnością nie to. Odmiany pragnie zaś autorka i główna bohaterka „Jedz, módl się i kochaj” w jednej osobie – w tym celu postanawia spędzić rok w szerokim świecie aby odreagować rozwód, rozbudować swoją duchowość i znaleźć prawdziwą miłość.

Okazuje się bowiem, że miłość stabilna, udomowiona i zalegalizowana przestaje być postrzegana przez Elizabeth, autorkę-bohaterkę, jako satysfakcjonująca. Porzuca więc męża (i bardzo się dziwi, że mąż przestaje uważać o niej coś rozsądnego) wyrażając przy tym niezbyt rozważne podejście do zgromadzonego dotychczas (głównie przez siebie) dorobku życiowego i zaczyna szukać „czegoś więcej”.

Składniki komercyjnego sukcesu „Jedz, módl się i kochaj” są dla mnie bardzo czytelne. Mamy tu wszystko czego trzeba, by książka stała się bestsellerem: nadzieja, przygoda, miłość, piękne krajobrazy. Realność – bo ta historia zdarzyła się Elizabeth Gilbert naprawdę – a zatem pomyśli czytelnik: skoro ona odważyła się na taki krok, to ja też mogę! Dobre zakończenie – bo przecież bestsellery źle się nie kończą. I oto jest książka, która sama w sobie przyniosła wielkie zyski, a zekranizowana jeszcze te profity powiększy. Oddając sprawiedliwość dobrze się ją czyta. Stanowi mix prozy, poradnika, przewodnika, są w niej nawet wiersze. A zatem cztery, a może nawet pięć i sześć w jednym. Styl nierówny, poszatkowany jak groch z kapustą nie pozwala się nudzić wtedy, gdy fabuła zawodzi. Tak, to idealny bestseller. I jeszcze te fantastyczne (bez kpiny! naprawdę fantastyczne!) miejsca akcji, trzy kraje na literę I: słoneczna Italia, uduchowione Indie, pełna miłości Indonezja. Na deszczowy, polski listopad to książka marzenie. Powinna być zalecana przez terapeutów przeciwko depresyjnym nastrojom.

Dla mnie, przypomnijmy: starca, który wiele już widział (i przeszedł) jest to książka o kryzysie wieku średniego w wersji damskiej. Widziałem bowiem (a wolałbym powstrzymać się przed słowem znam) wielu kolegów, którzy znalazłszy dobry, spokojny dom i stabilizację (o jakiej wcześniej marzyli) po pewnym czasie uznawało, że czują się osaczeni, że to ich przytłacza i że ta codzienność jest nie do zniesienia. Być może niektórzy z nich płakali leżąc na kafelkach w łazience prosząc Boga o ratunek lub wskazówkę co mają robić, ale żaden z nich się nie przyznał, a prawdę powiedziawszy owa niewiedza i konieczność wplątywania Boga w pomoc w tak prostej sprawie wynika u naszej Elizabeth chyba tylko z tego, że historia niedojrzałych fanaberii pośród kobiet jest krótsza i dopiero się kształtuje, a zatem bohaterka mogła nie znaleźć inspiracji pośród wzorów literackich czy też życiowych. Mężczyźni zaś znakomicie wiedzą (od stuleci) co robi się w takiej sytuacji i nie potrzebują do tego żadnej interwencji sił wyższych. Po prostu: jedzą (ile wlezie) i kochają (ile wlezie) przeważnie pomijając aspekty duchowe. Każdy zaś z panów, jakich miałem okazję oglądać w podobnych okolicznościach, z największą przyjemnością wyjechałby w zbliżonej sytuacji w roczną podróż, ale ponieważ żyjemy w Polsce to na Szczawnicy albo Szczyrku się kończyło.

Reasumując – z męskiego punktu widzenia nie ma w tej książce zupełnie nic ciekawego. Bohaterka – autorka przestraszyła się stabilizacji i monotonii. Dorosłości. Odpowiedzialności za drugiego człowieka i zwiała nadając temu uduchowioną otoczkę. Nie żałuję, że to mnie trafiła się do zrecenzowania właśnie ta książka, bo napiszę z całą mocą: kobiety, przeczytajcie to! Jest w tej książce opisana postawa, za którą nienawidzicie mężczyzn! Niech panie czytają. Wszak teraz jest równouprawnienie i także panie mogą robić to, co zawsze przypisane było wyłącznie facetom. Czy złe wzorce warto powielać, na to czytelnik odpowie sobie już sam. (O)

Elisabeth Gilbert
Jedz, módl się, kochaj
Wydawnictwo: Rebis
Premiera: wrzesień 2012