W uroczej i poruszającej książce “Koreańczycy. W pułapce doskonałości” Frank Ahrens opowiada o tym, dlaczego ten nieduży, lecz prężny kraj tak nieustępliwie zabiega, aby być jeszcze lepszym.


Koreańczycy. W pułapce doskonałościPali-pali, czyli „szybko, szybko”, to podstawa kultury współczesnej Korei Południowej. Ścigając się z czasem i rozwijając olbrzymie koncerny, ten nieduży kraj przeobraził się w gospodarczą potęgę.

Odpowiedzi na pytanie, jak można było osiągnąć taki sukces, udziela autor, Frank Ahrens – amerykański dziennikarz, który został wiceprezesem Hyundai Motor Company.

Emigrant z Zachodu, przez pryzmat najlepszej koreańskiej firmy motoryzacyjnej, przedstawia czytelnikom azjatycki świat biznesu – bardzo oficjalny za dnia i więcej niż swawolny w nocy.

Biznesowy strój wraz z klapkami pod prysznic, firmowe imprezy z jedenastoma szklaneczkami alkoholu na głowę i uzależnienie od karaoke to tylko niektóre osobliwości perfekcyjnie funkcjonującego konglomeratu. Koreańczycy, pełni trafnych i zabawnych spostrzeżeń, rzucają światło na kulturę znaną niewielu mieszkańcom Europy.

***

Kryzys wieku średniego w życiu Franka Ahrensa zbiegł się z kryzysem Korei Południowej, a czytelnik na tym skorzystał. Inteligentna, zmyślna, przepyszna książka.
Gene Weingarten, dwukrotny laureat Nagrody Pulitzera

W tej uroczej i poruszającej książce Ahrens opowiada o tym, dlaczego ten nieduży, lecz prężny kraj tak nieustępliwie zabiega, aby być jeszcze lepszym. Jego portret Korei, »krewetki wciśniętej między dwa wieloryby« – Chiny i Japonię – jest pełen błyskotliwych spostrzeżeń, młodzieńczego entuzjazmu i zapału do odkrywania.
Tim Clissold, autor Mr China, czyli Amerykanin w Pekinie

Mocną stroną Ahrensa jest wrażliwość na otaczających go ludzi… zwłaszcza młodych współpracowników, którzy ciężko pracują, by Korea wyszła z epoki przymusowej kolektywnej industrializacji ku gospodarce opartej na indywidualizmie i kreatywności
Joe Studwell, Washington Post

Otwierająca oczy wędrówka przez kulturę, handel i osobiste odkrycia z Frankiem Ahrensem w roli czarującego i spostrzegawczego przewodnika. Po przeczytaniu tej pasjonującej książki poszedłbym za nim wszędzie.
David von Drehle, autor książki Triangle: The Fire That Changed America

Zabawnie napisana, bardzo osobista książka pełna obserwacji na temat codziennego życia Koreańczyków i różnic kulturowych z którymi musi zmierzyć się emigrant z Zachodu. Plus pasjonująca historia próby  prześcignięcia przez Hyunday’a światowych gigantów z branży motoryzacyjnej. 
Marcin Prokop, dziennikarz TVN

Opowieść o małym państwie i wielkich ambicjach

Frank Ahrens – przez 18 lat był dziennikarzem „The Washington Post”. Porzucił swoją posadę i po raz pierwszy wyemigrował do innego kraju, gdy trzy miesiące po ślubie jego żona dyplomatka dostała pracę w Seulu. Przez trzy lata pracował w Hyundai Motor Company jako specjalista od PR-u i kontaktów zagranicznych, gdzie ostatecznie został wiceprezesem spółki. Obecnie mieszka w Waszyngtonie wraz z żoną i córką, pracuje jako niezależny konsultant do spraw Korei i branży samochodowej.

Frank Ahrens
Koreańczycy. W pułapce doskonałości
Przekład: Aleksandra Czwojdrak
seria: Mundus
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 14 marca 2018
 
 

Koreańczycy. W pułapce doskonałości


Na Zachodzie używamy e-maila do wszystkiego – od przesyłania oficjalnych dokumentów po notki o zerwaniu. W społeczeństwie konfucjańskim forma znaczy równie wiele jak funkcja, styl jest tak samo ważny jak treść, a często bardziej. Dlatego e-mail nie jest traktowany tak jak na Zachodzie, czyli jako jedno z neutralnych narzędzi przekazywania informacji. Przyznano mu wyższą rangę – przeznaczenie do komunikacji oficjalnej. Młodsi pracownicy Hyundaia, którzy wyrośli w bardziej zachodnim przekonaniu o neutralności poczty elektronicznej, są nieraz łajani za wykorzystywanie e-maila do rozsyłania nieformalnych wiadomości do innych członków zespołu.
W Korei e-mail powinien nie tylko zawierać powitanie i nie tylko należy wystrzegać się w nim codziennego języka, ale też istotne jest to, aby wysyłać wiadomość odpowiedniej osobie. A nie zawsze musi to oznaczać osobę, która dysponuje potrzebną ci informacją.
Gdybym wysłał e-maila pracownikowi niższej rangi z innego zespołu, to prawdopodobnie by mi nie odpisał, nie dlatego jednak, że jest źle wychowany. Po pierwsze, jest czymś zupełnie niespotykanym, aby dyrektor pisał e-maila do kogoś niższego rangą, wyjąwszy kierownika jego zespołu, ponadto wysyłanie wiadomości przez kogoś wyższego rangą do kogoś niższego rangą albo z zespołu do zespołu może wręcz być postrzegane jako działanie wywrotowe.
Powiedzmy, że jako dyrektor chciałbym uzyskać pewne informacje, które – jak wiem – ma zastępca kierownika innego zespołu. Zamiast pisać do niego bezpośrednio, właściwą formą będzie powiedzenie jednemu z zastępców kierownika mojego zespołu – a jeszcze lepiej powiedzenie mojemu kierownikowi zespołu, aby zwrócił się z tym do któregoś z zastępców – aby ten skontaktował się z zastępcą z tamtego zespołu, uzyskał od niego te informacje i przekazał mi je.
Kilkakrotnie zdarzyło się, że wysyłałem e-maile niższym rangą pracownikom innych zespołów, a oni odpisywali mi, ale zazwyczaj tylko tyle, iż mój e-mail wprawił ich w zakłopotanie, ponieważ obawiają się, że ich kierownik zapyta ich, dlaczego wymieniają się wiadomościami z dyrektorem z innego zespołu, i czy wobec tego mógłbym z łaski swojej do nich więcej nie pisać.
Koniec końców udało mi się opanować koreańską sztukę poczty elektronicznej. Nigdy natomiast nie opanowałem lunchu.
[…]

11
NIEBEZPIECZNA RODZINKA KIMÓW


Kilka miesięcy po przybyciu do Korei mieliśmy z Rebeką okazję po- jechać do strefy zdemilitaryzowanej, czyli DMZ (demilitarized zone), oddzielającej Koreę Północną od Południowej. To najpilniej strzeżona granica na świecie. Teoretycznie wciąż pozostaje terenem wojny, pokój między obydwiema Koreami panuje tylko dzięki rozejmowi. Obszar ten jest dziś zarazem atrakcją turystyczną. USO47 organizuje tam jednodniowe wycieczki, autobusy wyruszają codziennie z Seulu. Dodaje to jeszcze wszystkiemu posmaku niesamowitości. Nie mogłem się opędzić od skojarzeń z turystami, którzy wyruszają szlakiem amerykańskiej wojny secesyjnej, wyjeżdżając z Waszyngtonu z zapasem kanapek, by oglądać bitwy toczone w północnej Wirginii.

(47) United Service Organizations – organizacja typu non profit, dbająca o zapew- nienie amerykańskim żołnierzom i ich rodzinom potrzebnych usług, programów, a także rozrywki (przyp. tłum.)

Wybraliśmy się z Rebeką na sobotnią wycieczkę do Panmundżom, opuszczonej przygranicznej miejscowości, gdzie w 1953 roku podpisano rozejm. Strefa zdemilitaryzowana sama w sobie nie jest granicą. To pas ziemi biegnący w poprzek kraju, mniej więcej wzdłuż 38. równoleżnika, szeroki na cztery kilometry – po dwa z obydwu stron granicy.
W dużej mierze to ziemia niczyja, jednak nie jałowe pustkowie, lecz niezwykły, porośnięty bujną zielenią rezerwat przyrody, siedlisko kilku rzadkich gatunków. Nie jest to też teren całkiem bez- ludny. Dzięki podjętemu przez Koreę Południową przedsięwzięciu propagandowemu udało się osiedlić w strefie zdemilitaryzowanej
250 rolników. Za uprawianie gruntów, które jako pierwsze padłyby ofiarą północnokoreańskiej inwazji, rząd płaci każdemu z nich blisko 90 tysięcy dolarów rocznie.
Wzdłuż faktycznej granicy w Panmundżom ciągnie się szereg niepozornych parterowych baraków. Każdy domek ma dwoje drzwi – jedne wychodzą na Koreę Północną, drugie na Południową. Nad barakami po obu stronach granicy górują ogromne, nowoczesne gmachy rządowe. Nasza wycieczka znajduje się właśnie wewnątrz wielkiego budynku po stronie południowej, od amerykańskich wojskowych dowiadujemy się, że po wyjściu na zewnątrz podejdziemy kawałek w stronę baraków. Słyszymy przestrogę, aby trzymać ręce spuszczone i na nic nie wskazywać palcem ani gestem ręki. Północ robi nam zdjęcia i jak się nas informuje, turyści wskazujący na coś palcem mogą łatwo stać się narzędziem północno- koreańskiej propagandy.
Sceneria wokół to mieszanka napięcia i absurdu. Wchodzimy do jednego z baraków i widzimy stół konferencyjny ustawiony w poprzek granicy przecinającej budynek. Linię namalowano na podłodze. Mijamy stół i wchodzimy na obszar Korei Północnej. Przewodnik radzi, żebyśmy nie zbliżali się zanadto do drzwi wy- chodzących na Koreę Północną; zdarzało się już, że żołnierze gwałtownie otwierali drzwi na oścież i porywali turystów. Słuchamy historii o negocjacjach sprzed lat – jak to w noc przed rozmowami północnokoreańscy agenci ukradkiem podpiłowali nogi krzeseł po południowej stronie stołu konferencyjnego, tak aby przedstawiciele Południa w dosłownym sensie mieli niższą pozycję w rokowaniach z Północą.

Na zewnątrz, na ziemi granicę między obydwoma państwami pozostającymi w stanie wojny oznaczono krótkim betonowym krawężnikiem. W dniach poprzedzających nasz przyjazd spadł śnieg. Po południowej i po północnej stronie granicy odgarnięto go, piętrzył się wciąż jednak na samym krawężniku. Przypuszczam, że gdyby jedna ze stron oczyściła krawężnik ze śniegu, mogłoby to zostać odebrane jako najazd.
Łatwo jest myśleć o Korei Północnej w kategoriach żartu, zachowuje się ona przecież tak infantylnie. Na przestrzeni lat Południe odkrywało kolejne tunele kopane przez Północ pod strefą zdemilitaryzowaną z myślą o przerzucaniu szpiegów. Po przyłapaniu na gorącym uczynku podczas prac w jednym z takich podkopów Północ oznajmiła Południu, że nic podobnego, tunel wcale nie ma służyć do szpiegowania. Kopie się tutaj w poszukiwaniu złóż węgla
– oświadczyła Korea Północna. I podejmując chyba najbardziej idiotyczną w dziejach świata próbę zatuszowania dowodów, pomalowała ściany tunelu na czarno, w nadziei, że Południe uwierzy w tę bajeczkę. Nie tak dawno z kolei zamiast po prostu wzruszyć ramionami na hollywoodzką farsę z 2014 roku Wywiad ze Słońcem Narodu – której fabuła, rzeczywiście mało wyrafinowana, obejmowała zamach na północnokoreańskiego przywódcę – nadąsana Korea Północna zhakowała Sony Pictures, studio, w którym powstał film. Wyciekły kłopotliwe prywatne e-maile, narażając firmę na miliony dolarów wydanych na zabezpieczenia i na straty wizerunkowe, nie mówiąc już o utracie stanowiska przez szefa studia.
Dla Południa Korea Północna nie jest jednak żartem. W 1968 roku komandosi z Północy, mający rozkaz zamordować prezydenta Park Chung hee, dotarli na odległość zaledwie 100 metrów od siedziby prezydenta, zwanej ze względu na kolor dachu Błękitnym Domem, zatrzymały ich dopiero siły specjalne. Sześć lat póź- niej podjęto drugą próbę zamachu na Park Chung hee, wówczas zwolennik Korei Północnej zdołał zamordować żonę prezydenta. W 1983 roku Koreańczycy z Północy usiłowali zabić południowo- koreańskiego prezydenta Chun Doo-hwana podczas jego oficjalnej wizyty w Rangunie48, umieszczając bombę na suficie budynku, który miał on odwiedzić. Prezydent spóźnił się z powodu korków ulicznych, bomba jednak wybuchła, zabijając kilku jego doradców, którzy zjawili się wcześniej. W 1987 roku, najwyraźniej zirytowani odmówieniem Korei Północnej prawa do organizacji choć niektórych rozgrywek podczas igrzysk olimpijskich w Seulu w 1988 roku, agenci Północy spowodowali wybuch bomby w samolocie Korean Air, zginęło 115 osób. W 2006 roku Korea Północna zdetonowała bombę jądrową, powtarzając tę próbę jeszcze w latach 2009, 2013 i 2016. Wiosną przed naszym przyjazdem do Korei w 2010 roku północnokoreańska torpeda zatopiła południowokoreańską korwetę „Czeonan”, zginęło 46 marynarzy.