W historii Polski kobiety, żony i kochanki miały bardzo często istotny udział w tworzeniu, rozwoju i upadku państwowości, a nierzadko bezpośrednio lub pośrednio wpływały na losy Europy.


Żony, kochanki, damy, intrygantkiNiejednokrotnie to one właśnie, w najtrudniejszych dla kraju momentach, potrafiły zmobilizować swoich ukoronowanych mężów do podjęcia konkretnych, zdecydowanych działań.

Nie brakowało również w naszej historii takich kobiet, które wykorzystując łoże, działały przeciwko rządzącemu współmałżonkowi i polskiemu państwu. Stawały się nieformalnymi ambasadorkami swoich rodzinnych krajów. Ogromna większość z nich była bowiem cudzoziemkami, znacznie lepiej wykształconymi od swoich nieokrzesanych mężów.

W przeciwieństwie do nich umiały czytać i pisać, co więcej, znały często wiele języków obcych, interesowały się sztuką, nauką, dużo czytały, próbowały nawet skutecznie oddziaływać na życie polityczne kraju, do którego przybyły.

Te kobiety nie tylko współtworzyły polską historię, lecz miały niekiedy istotny wpływ na rozwój naszej nauki i kultury. Przybliżały nas, jako społeczeństwo, do Europy, ale czasem również od niej oddalały.

Powinno się o nich nieustannie przypominać, odrzucając zastane, obiegowe opinie dotyczące naszej przeszłości, traktujące wyłącznie o książętach i królach. Ich sukcesy i porażki, decydujące nierzadko o losach Polski, miały bardzo często swój początek nie tylko obok tronu, ale często także w łożnicach, alkowach czy buduarach.

Andrzej Zieliński – dziennikarz i historyk, autor licznych książek poświęconych zagadkowym i kontrowersyjnym epizodom historii Polski, w tym bestsellerowych “Skandalistów w koronach” i “Sarmaci, katolicy, zwycięzcy”.

Andrzej Zieliński
Żony, kochanki, damy, intrygantki. Niezwykłe kobiety u boku naszych władców
Wydawnictwo Prószyński Media
Premiera: 9 listopada 2017
 
 

Żony, kochanki, damy, intrygantki


Niełatwo bowiem nad żoną utrzymywać górę, gdy się jej raz panować pozwoli.
Wincenty Kadłubek – Kronika polska

OD AUTORA

W historii Polski – podobnie jak w wielu europejskich krajach, wbrew lansowanym często opiniom o ich powszechnej dyskryminacji – kobiety, żony i kochanki miały bardzo często istotny udział w tworzeniu, rozwoju i… upadku państwowości, nierzadko bezpośrednio lub pośrednio wpływając na losy Europy. Nie zawsze było to skrupulatnie odnotowywane przez naszych kronikarzy i historyków, mimo iż od najdawniejszych naszych czasów ich dobre i złe oddziaływanie na władców było wyraźnie dostrzegane przez współczesnych im kronikarzy i historyków. Niejednokrotnie to one właśnie, w najtrudniejszych dla kraju momentach, potrafiły zmobilizować swoich koronowanych mężów do podjęcia konkretnych, zdecydowanych działań. Czasami nawet faktycznie przejmowały, i to skutecznie, ich państwowe obowiązki.
Nie brakowało również w naszej historii takich kobiet, które w sposób świadomy, wykorzystując łoże lub koneksje rodzinne, działały przeciwko rządzącemu współmałżonkowi i polskiemu państwu. Stawały się nieformalnymi ambasadorkami swoich rodzimych państw. Niektóre czyniły to jawnie, inne się z tym mniej czy bardziej skutecznie kamuflowały.
W zdecydowanej przecież większości te koronowane żony naszych władców były bowiem cudzoziemkami (zaledwie cztery królowe na przestrzeni dziejów monarchii w Polsce były jej rodowitymi mieszkankami). Przybywały do nieznanego kraju, często jako kilkunastoletnie dziewczęta, nie znając nawet podstawowych słów w obcym dla nich języku, zderzając się tutaj z inną kulturą, z innymi obyczajami, a nawet z innym pojmowaniem wyznawanej przez nie tej samej, zdawałoby się, religii.
Nigdy nie była ich świadomym wyborem miłość, zawsze natomiast względy polityczne, a nawet finansowe (bogaty posag). Stawały się na ogół zakładniczkami traktatów i umów, zawartych bez pytania ponad ich głowami. Swojego życiowego partnera, poza naprawdę kilkoma wyjątkami, poznawały dopiero po ślubie. Nierzadko przecież małżeństwa takie zawierane były per procura. Decyzje o małżeństwie podejmowane były niemal zawsze w imię konkretnych celów politycznych.
W dodatku mąż bywał bardzo często dwukrotnie lub nawet jeszcze starszy. Mógł być jej ojcem albo dziadkiem. A ona, dziecko jeszcze prawie, musiała od razu wejść w rolę żony i z reguły natychmiast – matki. A czasem nawet ten mąż okazywał się wdowcem z dorosłymi już dziećmi, posiadającymi własne rodziny, z potomkami znacznie starszymi od nowej żony ojca. Najczęściej wzajemne stosunki z takim wcześniejszym potomstwem męża układały się jak najgorzej. Ale nie to było dla nich tym najważniejszym problemem.
Zdarzało się im – i nie były to rzadkie wypadki – że wbrew sobie cudzoziemskie żony naszych władców musiały radośnie witać męża powracającego zwycięsko z wyprawy wojennej przeciwko ich ojczyźnie, ojcom i braciom – albo też koić jego frustracje po przegranej bitwie z najbliższymi żony. Wymagano tego od nich, ale nikt nie zastanawiał się, co wtedy czuły. Nie były wolne od tych dylematów również polskie księżniczki wydawane za mąż za ościennych władców. Na przykład Świętosława, rodzona siostra Bolesława Śmiałego i Władysława Hermana, była w Pradze, z woli niemieckiego cesarza Henryka IV, koronowana wspólnie z mężem Wratysławem II na królewską parę dożywotnio władającą Polską, i to w czasie, gdy nasz kraj posiadał prawowitego władcę – rządził wtedy książę Władysław Herman, który nie miał jednak wówczas żadnych szans na polski królewski tron. Musiała Świętosława mieć zatem pełną świadomość, że pozbawiła ich swojego brata. W dodatku jej pasierbica Judyta została później żoną… Władysława Hermana, czyli jej bratową. Takie to były w tamtych czasach zawirowania matrymonialne, w których musiały odnaleźć się jakoś te bardzo młode dziewczęta.
Znamienny jest tu przykład Bolesława Chrobrego i jego nieznanej z imienia córki wydanej za wielkiego księcia Rusi Kijowskiej Świętopełka I, zwanego Przeklętym. Kiedy książę ten został zrzucony z tronu przez przyrodniego brata, Jarosława Mądrego, zbiegł do Polski pozostawiając swoją żonę w rękach nowego wielkiego księcia. Bolesław Chrobry, sam wówczas już ponownie żonaty, zorganizował wówczas wyprawę na Kijów, której prawdziwym celem była zemsta za odmówienie mu przez Jarosława Mądrego ręki jego siostry, Predsławy, niemniej oficjalnie chodziło o przywrócenie tronu Świętopełkowi I.
Po zdobyciu i złupieniu Kijowa zwycięski Chrobry powrócił do Polski, a wracając, zabrał ze sobą, jako nałożnicę, wspomnianą Predsławę, którą do końca życia trzymał na Ostrowie Lednickim. Odrzucił propozycję wymiany tej kijowskiej księżniczki… na własną córkę, którą skazał tym praktycznie na śmierć. Czy dzisiaj ktoś mu to pamięta?
Jak czuła się wtedy Oda, niemal równolatka Predsławy, ciężarna wówczas żona Bolesława Chrobrego?
Łatwiej było uporać się z takimi problemami tym cudzoziemskim żonom, które miały już za sobą doświadczenia małżeńskie, a także stosowne wykształcenie oraz odpowiednią wiedzę życiową. One z reguły szybko odnajdowały swoje ważne miejsce obok tronu. Stawały się prawdziwymi partnerkami, wnoszącymi do naszej państwowości i kultury dobre doświadczenia swoich krajów. Inną sprawą pozostaje już, że nie zawsze z pełnym zrozumieniem odbierane były przez otoczenie. Czasem jednak przywoziły ze sobą również nie najlepsze wzorce obyczajowe lub stawały się na dworach naszych władców mniej czy bardziej jawną przysłowiową piątą kolumną w służbie swoich ojczyzn.
Należy również w tym miejscu wyraźnie napisać, że wbrew niekiedy wyrażanym poglądom księżne i królowe, nie tylko zresztą w średniowieczu, lecz w całych dziejach Europy i Polski, nie należały do osób całkowicie zahukanych przez współmałżonków, ograniczanych w swych obowiązkach tylko do kościoła i rodzenia następców (kuchnią zajmowały się odpowiednie służby). Stały twardo przy tronach. Poza nielicznymi wypadkami (a może zbyt mało o nich obecnie wiemy) były prawdziwymi partnerkami swoich narzuconych im często mężów, imponowały silną osobowością, przewyższając ich najczęściej wykształceniem.
Podobnie jak działo się to zresztą w wielu krajach europejskich, także w Polsce w pierwszych wiekach naszej państwowości, chociaż także jeszcze w późnym średniowieczu, nasi władcy byli analfabetami, ledwie potrafiącymi się podpisać, najczęściej zamiast gęsim piórem posługującymi się pieczęciami. Czytać i pisać z nielicznymi wyjątkami (u nas bardzo długo pozostawał takim w historii tylko król Mieszko II) umieli tylko zakonnicy, księża i… kobiety, żony tych władców. Można i trzeba dyskutować o tym, jak się w owym partnerstwie z nieokrzesanymi mężami zachowywały, czyich interesów tak naprawdę broniły, ale to są już zupełnie inne zagadnienia, które także będę chciał przedstawić w tej książce.
Każdemu śledzącemu życiorysy żon polskich królów i książąt musi rzucić się w oczy pewien istotny szczegół. Bez względu na swój wiek i kraj, z którego przybyły, zawsze były przygotowane do pełnienia swojej roli życiowej u boku swojego koronowanego małżonka. W ogromnej większości nie były analfabetkami, co więcej, znały często wiele języków obcych, interesowały się sztuką, nauką, dużo czytały, próbowały skutecznie oddziaływać nawet na życie polityczne kraju, do którego przybyły.
A cóż można napisać o ich mężach? Wykształcenie nie było silną stroną Piastów, Jagiellonów ani Wazów. A cóż dopiero mówić o polskich księżniczkach i królewnach. Nie przypadkiem o jednym z naszych koronowanych władców mówiono złośliwie, że znał się tylko na kobietach i… artylerii, a o innym, że przede wszystkim uwielbiał polowania, zwłaszcza na ptaszki. Jeszcze o innym z władców Jan Długosz pisał wprost, że poza awanturnictwem politycznym interesowała go jedynie rozpusta i wszeteczność. A nieliczni tylko z potężnej plejady naszych władców zasłużyli na miano mecenasów sztuki. Dlatego wiedza prezentowana przez cudzoziemskie żony wzbudzała… tylko powszechną niechęć.
Tron i wykształcone kobiety – to się na ogół nie mieściło w głowach osób skupionych wokół władzy królewskiej. Tolerowano Jadwigę, z jej wiedzą zdobytą na węgierskim dworze królewskim, bo… żyła i panowała zbyt krótko. Nie wzbudzała także żadnych oporów Elżbieta Rakuszanka, bo oficjalnie nie włączała się w politykę Kazimierza Jagiellończyka. Ale już Bona Sforza czy Ludwika Maria Gonzaga wywoływały istną furię wielu wysokich dostojników królewskich. Jak one śmiały? Jakim prawem były mądrzejsze, bardziej oczytane nie tylko od swoich mężów, ale i od nich? I dlaczego zabierały głos w sprawach, o których dotychczas decydowali wyłącznie mężczyźni? I co najgorsze, podejmowały skuteczne działania.
To o królowej Bonie pisał wprawdzie Mikołaj Rej z Nagłowic, że była z narodu, gdzie się rozum budzi, ale już w następnym wersie dodawał: Najszlachetniejszy klejnot, lecz co nazbyt szkodzi. Natomiast śmierć Ludwiki Marii w wielu pamfletach przyjęto z niekłamaną radością. Wcześniej pamfletami powitano zgon Elżbiety Granowskiej, trzeciej żony Władysława Jagiełły, ale powodem pamfletów o niej była głównie przeszłość królowej.
Dobrze jeszcze, że Bony i Gonzagi nie zesłano z racji ich wykształcenia do klasztorów, jak to miało miejsce w XV wieku z Nawojką, córką burmistrza Dobrzynia, pierwszą słuchaczką Akademii Krakowskiej. Po ujawnieniu, że nie jest mężczyzną, Sąd Biskupi skazał ją na zamknięcie w klasztorze, a przed stosem uratowana została dzięki profesorom Akademii, którzy gremialnie stanęli w obronie swojego najpilniejszego i najzdolniejszego słuchacza (!). Była to wtedy wyjątkowa łaska okazana przez Kościół kobiecie, która tylko chciała zdobyć wiedzę zastrzeżoną zwyczajowo dla mężczyzn.
Dlatego powinno się o owych kobietach przy tronie nieustannie przypominać, odrzucając zastane, obiegowe opinie dotyczące naszej przeszłości, traktujące wyłącznie o bardziej lub mniej dzielnych książętach i królach. Ich sukcesy i porażki, decydujące nierzadko o losach Polski, miały bardzo często swój początek nie tylko obok tronu, ale też w łożnicach, alkowach i buduarach. Historia Polski, ta najdawniejsza, jak również i ta z czasów schyłku naszej monarchii i utraty państwowości, obfituje przecież w wiele takich sytuacji.
Pamiętajmy, że te kobiety, matki, żony, kochanki współtworzyły nie tylko polską historię, ale miały istotny niekiedy wpływ na rozwój naszej nauki i kultury. Przybliżały nas, jako społeczeństwo, do Europy, lecz czasem również od niej oddalały.
Takich kobiet u boku polskich władców mieliśmy w naszej historii niemało.
To właśnie o nich chcę teraz napisać. O tym, co naprawdę wniosły, poza intrygami, do swoich związków z władcami Polski. Dodatkową inspirację stanowiły dla mnie pojawiające się od kilku lat na księgarskim rynku, i to niemal taśmowo, liczne zbeletryzowane opowieści o polskich królowych i księżnych, w których niczym przed wiekami u Kadłubka czy Długosza próbuje się łączyć ambicje literackie autorów z rzeczywistymi wydarzeniami historycznymi, pełne pseudohistorycznych dialogów, a nawet szczegółowych opisów przyrody. Przeważają przy tym owe autorskie ambicje, w efekcie doprowadzające niekiedy do zaskakujących udziwnień i przekłamań, niezgodnych w dodatku z realiami epoki.
Zupełnie niepotrzebnie, gdyż wnikliwe śledzenie i przedstawienie losów tych ważnych dla naszych dziejów kobiet oraz sposobów, w jakie one wpłynęły na polską historię, całkowicie wystarczy za te beletrystycznie wydumane o nich fabuły. A tworzy się za ich pomocą tylko kolejne mity, niekiedy niemające już nawet wiele wspólnego z naszą prawdziwą historią.
Chciałbym w tym miejscu z wdzięcznością wspomnieć o p. Lucjanie Balcerowskim i p. Marii Mączyńskiej, moich wspaniałych nauczycielach historii w szkole podstawowej i w liceum, którzy nie tylko odkryli przede mną fascynujący świat naszej przeszłości, ale potrafili mi również w porę pokazać, jak przez tworzenie z łotrów wielkich bohaterów naszej historii lub przemilczenia niewygodnych wydarzeń i postaci można bardzo dokładnie zafałszować nasze dzieje. A nie było to wtedy, kiedy chodziłem do szkoły, takie proste.
Autor

WSTĘP

Monarchia w Polsce trwała łącznie 773 lata. Najdłużej, bo 340 lat, była ona udziałem dynastii piastowskiej, chociaż nie wszyscy jej przedstawiciele nosili królewskie korony. Królowie z dynastii Jagiellonów rządzili przez 185 lat. Królowanie Wazów to z kolei 81 lat. Sascy monarchowie rządzili Polską przez 66 lat (z trzyletnią przerwą na sprawowanie władzy królewskiej przez Stanisława Leszczyńskiego). Andegawenowie zasiadali na polskim tronie około 17 lat. Przemyślidzi rządzili tylko przez 4 lata. Pozostały okres to panowania królów elekcyjnych, którym nie udało się uformować w Polsce dynastycznych rządów.
Nie uwzględniam w tym wyliczeniu Wratysława II, dożywotniego króla Czech i Polski z mianowania cesarza niemieckiego, gdyż panował u nas wtedy Władysław Herman, nie liczę także carów rosyjskich, którzy w epoce porozbiorowej nosili wprawdzie tytuły królów polskich, ale władali przecież zaledwie częścią dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zagarniętą, w trzech traktatach rozbiorowych, przez Rosję – a zatem w czasach, kiedy nie mieliśmy własnej państwowości. Był w naszej historii jeszcze król Saksonii Fryderyk August III, który został, jako Fryderyk August I, księciem Księstwa Warszawskiego.
Władcy naszego kraju z reguły posiadali żony, niektórzy nawet kilka, chociaż zdarzali się też monarchowie bezżenni: Władysław Warneńczyk, Jan Olbracht i Stanisław August Poniatowski, a w czasie, kiedy był królem Polski, także Henryk Walezy. Znajdowali się wśród naszych monarchów również tacy, którym zarzucano, zresztą nie bezpodstawnie, gejostwo lub w najlepszym razie biseksualizm. Należeli do nich wspomniani już Władysław Warneńczyk i Henryk Walezy oraz Michał Korybut Wiśniowiecki. Królowi Bolesławowi Śmiałemu część kronikarzy zarzucała nawet sodomię, ale nie znajdowało to potwierdzenia w jakiejkolwiek zagranicznej kronice, a nawet wśród polskich dziejopisów średniowiecza nie było w tej sprawie jednomyślności. Prawdopodobnie wymyślono to tylko po to, aby zohydzić kandydaturę króla, zgłoszoną przez zakonników z Osijeku, na świętego Kościoła rzymskokatolickiego.
Dwukrotnie w historii Polski na królewskim tronie samodzielnie, chociaż krótko, zasiadały kobiety. Pierwszą była Jadwiga Andegawenka, drugą Anna Jagiellonka. Jadwidze starano się jednak usilnie najszybciej dodać męża, także w randze króla, który miał być od niej ważniejszy w sprawowaniu władzy, na co jednak nie do końca pozwoliła król (!) Jadwiga. Anna natomiast, również król Polski, oddała szybko berło i królewski tron, zachowując jednak koronę. Uważano bowiem, z czym się skwapliwie zgodziła, że tron to jednak miejsce przeznaczone wyłącznie dla mężczyzny.
Takie rozumowanie dotyczyło nie tylko zresztą tronu królewskiego. Również książęcego. Dla żony i matki rezerwowano wyłącznie miejsce obok. A nawet gdy kobieta zostawała już królową, to mogła tę funkcje pełnić tylko razem z równie koronowanym mężem. Nie do pomyślenia byłoby ani dla niego, ani dla królewskiego czy książęcego dworu przyjęcie istniejącego obecnie w monarchiach europejskich stanowiska księcia-małżonka, stojącego tylko przy tronie królowej czy rządzącej księżnej Władzę nad naszym krajem sprawowali nie tylko koronowani monarchowie, ale również, jako senioralną, książęta. Łącznie na królewskich i książęcych tronach zasiadało ich pięćdziesięcioro pięcioro (niektórzy książęta nawet kilkakrotnie, a spośród królów August II Mocny Sas – dwukrotnie). Rozbicie dzielnicowe, stanowiące czas nieustającej wojny domowej, obfitowało w częste zmiany książąt sprawujących tę najwyższą w państwie władzę. Wydarzyło się to aż 28 razy w trakcie 157 lat (licząc od śmierci Bolesława Krzywoustego po koronację króla Przemysła II).
Rekordzistą był niewątpliwie Mieszko III Stary, który na tronie krakowskim zasiadał czterokrotnie; Leszek Biały, Władysław Laskonogi i Konrad Mazowiecki – trzykrotnie, a Henryk Brodaty – dwukrotnie. Przemysł II i Władysław Łokietek sprawowali najwyższą władzę nad Polską za pierwszym razem jako książęta, a potem już jako koronowani monarchowie.
Z reguły każdy z tych polskich książąt był przynajmniej jeden raz żonaty. Temu pierwszemu z nich znanemu historycznie, czyli Mieszkowi I, nasz kronikarz Gall Anonim naliczył aż siedem żon przed Dobrawą i jeszcze jedną po jej śmierci. Czy tak było w rzeczywistości, trudno dzisiaj dociec. Wiadomo tylko, że książę Mieszko I był z pewnością kilkakrotnie żonaty. Podobnie rzecz się miała z książętami dzielnicowymi. O ich małżeństwach, ich żonach, wiemy stosunkowo niewiele. Najczęściej znane są tylko z imienia oraz z krajów ich pochodzenia. Często nawet nie znamy imion obojga ich rodziców.
Owe liczne żony i matki na ogół aktywnie wspierały ambicje władcze swoich mężów i synów. Takimi kobietami, stojącymi twardo u tronu swoich najbliższych, były szczególnie: Agnieszka z Babenbergu, żona Władysława Wygnańca; Jadwiga z Andechs – żona Henryka Brodatego; Grzymisława, córka łuckiego księcia Ingvara, wdowa po Leszku Białym, która zręcznie doprowadziła do krakowskiego książęcego tronu ich małoletniego w momencie ojcowskiej śmierci syna Bolesława Wstydliwego; a także Jadwiga, córka kaliskiego księcia Bolesława Pobożnego, żona Władysława Łokietka. Wśród koronowanych królowych można to powiedzieć o Elżbiecie Rakuszance, żonie Kazimierza Jagiellończyka, o Bonie Sforzy – żonie Zygmunta Starego, a przede wszystkim o Ludwice Marii Gonzadze, żonie dwóch królów: Władysława IV i Jana Kazimierza.
Natomiast niechlubnymi postaciami były w naszej historii ostatnia żona Władysława Hermana, Judyta Maria Szwabska, znana z głośnego romansu z palatynem Sieciechem, oraz Gryfina, córka księcia halickiego Rościsława – publicznie zarzuciła impotencję lub gejostwo swojemu mężowi, księciu Leszkowi Czarnemu, którego, jak wielokrotnie twierdziła, „nie poznała w łożu”, wywołując tym jeden z największych europejskich skandali obyczajowych XIII wieku. Ostentacyjnego wyboru, ale w wiele lat po ślubie, pomiędzy mężem a synem dokonała również królowa Rycheza. Poza wspomnianą Gryfiną mieliśmy w naszej historii do czynienia z królewną węgierską Kingą, która wprawdzie była żoną księcia Bolesława Wstydliwego, ale nigdy nawet nie dotknęła męża w łożnicy – układała się co noc obok niego, bo ślubowała… zresztą za wiedzą i ostatecznie aprobatą zrezygnowanego księcia… czystość małżeńską.
Kronikarz Wincenty Kadłubek w Kronice polskiej, oceniając panowanie Władysława Wygnańca, napisał: Niełatwo bowiem nad żoną utrzymywać górę, gdy się jej raz panować pozwoli. Zdanie to zabrzmiało jako swoiste memento dla wszystkich późniejszych władców Polski; przestroga, z której jednak nie zawsze zechcieli skorzystać. A może, po prostu najzwyczajniej w świecie, nie potrafili?