„Labirynt duchów” to czwarty i ostatni tom cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek Carlosa Ruiza Zafóna, najchętniej czytanego po Cervantesie pisarza hiszpańskiego.
Hiszpania w mrocznych czasach frankistowskiego reżimu. Rozkaz policji politycznej prowadzi agentkę Alicję Gris z Madrytu z powrotem do rodzinnej Barcelony. Zlecenie pochodzi z najwyższych sfer władzy, jest ściśle tajne, a dotyczy nagłego i utrzymywanego w tajemnicy zniknięcia ministra kultury Mauricia Vallsa.
Alicja razem z przydzielonym jej kapitanem policji Vargasem mają na jego odnalezienie zaledwie kilka dni. Idąc tropem rzadkiego egzemplarza książki barcelońskiego pisarza Victora Mataixa „Labirynt duchów VII”, który minister otrzymał przed porwaniem, trafiają do księgarni Sempere i Synowie przy ulicy Santa Anna.
Wizyta w niezwykłym antykwariacie sprawi, że wyrachowana i pozbawiona skrupułów agentka jak przez mgłę zacznie sobie przypominać tajemnicze obrazy z dzieciństwa. Odtąd równolegle zacznie prowadzić prywatne śledztwo, a odpowiedzi, które znajdzie, narażą nie tylko jej życie na niebezpieczeństwo.
Minęło już szesnaście lat, odkąd księgarz Daniel Sempere po raz pierwszy, za sprawą swojego ojca, trafił do miejsca zwanego Cmentarzem Zapomnianych Książek. Od tamtej chwili miliony czytelników na całym świecie towarzyszyły mu przez życie i niezapomniane książki hiszpańskiego mistrza narracji Carlosa Ruiza Zafona. W tym roku premiera czwartego i ostatniego tomu serii, „Labiryntu duchów”, przyniesie polskim czytelnikom dopełnienie opowieści, która już stała się legendą.
Zafón w najnowszej powieści w mistrzowski sposób splata wątki swoich światowych megabestsellerów. Wielopiętrowa intryga „Labiryntu duchów”, dzięki perfekcyjnej konstrukcji, porwie zarówno czytelnika, który przeczyta jedynie ostatnią część sagi, jak i tego, który zna je wszystkie. Każdy z tomów składających się na tetralogię można czytać osobno. Miłośnicy twórczości Zafona znajdą w „Labiryncie duchów” wszystko to, za co cenią pisarza, a nowi czytelnicy – esencję jego twórczości.
Literacki świat „Cmentarza Zapomnianych Książek” tworzą powieści „Cień wiatru”, „Gra Anioła” i „Więzień Nieba”. Łączą się poprzez osoby i wątki, stanowiące fabularne mosty pomiędzy poszczególnymi historiami. Jednak każda z książek przedstawia opowieść zamkniętą w sobie i niezależną. Można czytać je w dowolnej kolejności, można też czytać każdą część osobno. Pozwala to czytelnikowi dostać się do labiryntu historii różnymi drzwiami i znaleźć drogi, które poprowadzą go do serca opowieści. Wszystkie tomy cyklu łączą w sobie zalety kryminału, thrillera, sagi i powieści historycznej w porywającej historii o ludziach, których losy na zawsze splecione są z losami książek. Ich akcja toczy się w burzliwej Barcelonie pierwszej połowy XX wieku.
hipnotyczna magia narracji Zafona zadziała po raz kolejny…
Alicja zacisnęła raz i drugi powieki, nie dowierzając własnym oczom. Jeśli nie ulegała bowiem jakiemuś złudzeniu, to wszystko wskazywało na to, że wylądowała na szczycie ogromnej spirali, wieży powstałej wokół bezkresnego labiryntu korytarzy, przejść, łuków i galerii, które sprawiały wrażenie, jakby stanowiły część ogromnej katedry. Ale w odróżnieniu od katedr znanych Alicji ta nie była z kamienia. Wzniesiono ją z książek. Podmuchy światła spadające spod kopuły ukazały jej oczom węzły schodków i mostków to prowadzących do tej budowli, to z niej wychodzących i obudowanych tysiącami tomów. […] – Witamy na Cmentarzu Zapomnianych Książek.
„Labirynt duchów”
„Ruiz Zafón jak nikt inny kusi nas znakomitym rytmem swojej prozy, pełnej magicznych i fantastycznych motywów”.
The Guardian
„Współczesny klasyk”.
The Daily Telegraph
„Jeśli komuś wydawało się, że prawdziwa powieść gotycka umarła w XIX wieku, książka ta zmieni jego pogląd. Jest to historia pełna tajemniczych pułapek, gdzie nawet drugoplanowa fabuła ma swoje wątki. W rękach Ruiza Zafona każda scena wydaje się wyciągnięta z wczesnych filmów Orsona Wellesa. Trzeba być prawdziwym romantykiem, aby zdołać docenić całą wartość tej książki, gdyż jest to imponująca lektura”.
Stephen King
„Ogłaszam Zafona, Dickensa z Barcelony, najbardziej uzdolnionym współczesnym pisarzem”.
Corriere Della Sera
„Mówi się wręcz o Zafonomanii. Widać ciągle czujemy tęsknotę do klasycznych powieści, zwłaszcza takich, które na kilka godzin zmonopolizują naszą uwagę i przypomną te chwile z dzieciństwa, kiedy z zapamiętaniem śledziliśmy perypetie ukochanych bohaterów. Losy Daniela Sempere poznajemy z taką właśnie naiwną wiarą, najprzyjemniejsze zaś jest, że tej naiwności nie musimy się wstydzić”.
Tygodnik Powszechny
Carlos Ruiz Zafón (ur. 1964 w Barcelonie) jest jednym z najbardziej znanych pisarzy współczesnych i najchętniej czytanym autorem hiszpańskim. Jego utwory przetłumaczono na czterdzieści pięć języków. Debiutował w 1993 roku powieścią „Książę Mgły”. Po nim ukazały się: „Pałac Północy”, „Światła września” i „Marina”. W 2005 roku do rąk polskich czytelników trafił „Cień wiatru”, który rozpoczął tetralogię o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Kolejne części tego cyklu to: „Gra Anioła” (2008), „Więzień Nieba” (2012) i „Labirynt duchów” (2017). Dzieje rodziny Sempere są czytelniczym fenomenem na wszystkich kontynentach.
Labirynt duchów
Przekład: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo Muza
Premiera: 11 października 2017
Labirynt duchów
Tej nocy śniło mi się, że wracam na Cmentarz Zapomnianych Książek. Znowu miałem dziesięć lat i obudziłem się w swej dziecięcej sypialni, czując, że twarz mamy całkiem zatarła się w mojej pamięci. Byłem przekonany, tak jak potrafimy być przekonani tylko w snach, że to wyłącznie moja wina, że nie zasługuję, by pamiętać twarz mamy również dlatego, że nie potrafiłem być wobec niej sprawiedliwy.
W miarę szybko pojawił się ojciec, zaniepokojony moimi przeraźliwymi krzykami. Tata, który w tym śnie był jeszcze młody i wciąż znał odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania, przygarnął mnie do siebie, by pocieszyć i uspokoić. A potem, kiedy pierwsze światła przydawały kolorów mglistej Barcelonie, wyszliśmy z domu. Z niezrozumiałych dla mnie powodów ojciec odprowadził mnie tylko do bramy. Tam puścił moją dłoń, dając do zrozumienia, że w tę wędrówkę powinienem udać się sam.
Ruszyłem przed siebie, ale pamiętam, że ciążyło mi ubranie, buty, nawet własna skóra. Każdy kolejny krok wymagał coraz większego wysiłku. Doszedłem do Rambli, miałem wrażenie, że miasto zastygło w trwającej bez końca chwili. Ludzie, jak zamrożeni, zatrzymali się w pół kroku, niczym postacie na starej fotografii. Gołąb, który wzbijał się do lotu, trzepocząc skrzydłami, kreślił nimi niewyraźny szkic. Drobinki kurzu unosiły się nieruchome w powietrzu niczym świetlny pył. Woda z fontanny na Canaletas skrzyła się w pustce i wyglądała jak naszyjnik z kryształowych łez.
Powoli, jakbym przemieszczał się pod wodą, zagłębiałem się w urok owej zatrzymanej w czasie Barcelony. Wreszcie dotarłem do wejścia na Cmentarz Zapomnianych Książek. I tam, do cna wyczerpany, przystanąłem. Zupełnie nie potrafiłem zrozumieć, czym jest ten niewidzialny, paraliżujący ruchy ciężar, którym byłem obarczony. Chwyciłem kołatkę i zacząłem stukać. Nikt nie otwierał. Waliłem pięściami w masywne drewniane drzwi, ale dozorca pozostawał obojętny. W końcu osunąłem się na kolana. I wtedy dopiero pojąłem, że wlecze się za mną przekleństwo, i ogarnęła mnie przerażająca pewność, że i mój los, i to miasto na zawsze zostaną skute lodem przez owe czary i że już nigdy nie zdołam przypomnieć sobie twarzy mamy.
I nagle, pozbawiony już wszelkiej nadziei, odnalazłem to. Metalowy drobiazg ukryty w wewnętrznej kieszeni szkolnej marynarki, ozdobionej moimi wyhaftowanymi na niebiesko inicjałami. Klucz. Ile czasu tam przeleżał? Dlaczego wcześniej go nie czułem? Był przeżarty rdzą i ciążył mi niemal tak jak moje sumienie. Z ogromnym trudem zdołałem unieść go w obu dłoniach i włożyć do zamka. Resztką sił usiłowałem go przekręcić. Kiedy już pogodziłem się z myślą, że nigdy mi się nie uda, zamek ustąpił, a z nim ustąpiły również masywne drzwi.
Do wnętrza pałacu prowadziła łukowata galeria obrysowana płonącymi świecami wskazującymi drogę. Zanurzałem się w ciemnościach, słysząc zatrzaskujące się za moimi plecami drzwi. Rozpoznawałem ów korytarz i freski z aniołami i baśniowymi stworami, które śledziły mnie bacznie i zdawały się odwracać za mną głowy. Tym korytarzem doszedłem do łuku, za którym znajdowało się ogromne pomieszczenie, i zatrzymałem się na progu. Przede mną roztaczał się labirynt powielających się bez końca miraży. Ku ogromnej kryształowej kopule wznosiła się spirala schodków, tuneli, mostów i łuków porozstawianych w wiecznym mieście wybudowanym z wszystkich książek świata.
I tam, u stóp tej budowli, czekała moja matka. Leżała w otwartym sarkofagu z rękoma skrzyżowanymi na piersiach, z twarzą białą jak suknia, w którą przyobleczone było jej ciało. Miała zamknięte usta i opuszczone powieki. Leżała nieruchomo w niespokojnym spoczynku zatraconych dusz. Położyłem dłoń na jej twarzy, by ją pogłaskać. Skórę miała zimną jak marmur. W tym momencie otworzyła oczy. Swoje pozbawione wspomnień spojrzenie wbijała w moje źrenice. Rozwierała zsiniałe wargi, a z jej ust wydobywał się głos, a raczej huk pociągu towarowego, który przewracał mnie, odrywał od ziemi, unosił w powietrze i trzymał w zawieszeniu trwającego bez końca upadku, podczas gdy potęgujące się echo słów roztrzaskiwało świat.
Musisz opowiedzieć prawdę, Danielu.
Obudziłem się gwałtownie w półmroku sypialni, oblany zimnym potem, by natychmiast uświadomić sobie, że leżę obok Bei, która przytula mnie i głaszcze po twarzy.
– Znowu? – szepnęła.
Przytaknąłem i westchnąłem głęboko.
– Mówiłeś przez sen.
– A co mówiłem?
– Nic się nie dało zrozumieć – skłamała Bea.
Spojrzałem na nią, Bea zaś uśmiechnęła się ze współczuciem, jak mi się zdawało, choć równie dobrze mógł to być jedynie wyraz cierpliwości.
– Pośpij jeszcze trochę. Mamy z półtorej godziny. Dziś jest wtorek.
Wtorek, czyli na mnie wypadało odprowadzenie Juliana do szkoły. Zamknąłem oczy, udając, że zasypiam. Kiedy znów je otworzyłem parę minut później, ujrzałem twarz Bei przyglądającej mi się bacznie.
– Coś nie tak?
Pochyliła się i delikatnie pocałowała mnie w usta. Smakowała cynamonem.
– Mnie też już się odechciało spać.
Zacząłem ją powoli rozbierać. Już szarpałem za kołdrę, by ją zrzucić na podłogę, kiedy usłyszałem cichutkie kroki zbliżające się do drzwi naszej sypialni. Bea przyhamowała wędrówkę mojej dłoni między swoimi udami i uniosła się, opierając na łokciach.
– Coś się stało, kochanie?
Mały Julián stał w drzwiach i przyglądał nam się z wyrazem zawstydzenia i niepokoju na twarzy.
– Ktoś jest w moim pokoju – wyszeptał.
Bea westchnęła głęboko i wyciągnęła ku niemu ręce. Julián, nie zwlekając, schronił się w ramionach matki, ja zaś pożegnałem się z wszelaką nadzieją w grzechu poczętą.
– Szkarłatny Książę? – zapytała Bea.
Julián przytaknął skruszony.
– Tata zaraz pójdzie do twojego pokoju i spuści temu łobuzowi tak ciężkie lanie, że odechce mu się tu wracać.
Nasz syn rzucił mi pełne rozpaczy spojrzenie. Czyż ojciec nie jest najbardziej przydatny właśnie wtedy, kiedy trzeba się podjąć tak bohaterskiej misji? Uśmiechnąłem się do Juliana i puściłem oko.
– Ciężkie lanie – powtórzyłem, przybierając najgroźniejszy wyraz twarzy, na jaki było mnie stać.
W odpowiedzi Julián spróbował przywołać na usta przynajmniej cień uśmiechu. Wyskoczyłem z łóżka i pobiegłem korytarzem do jego sypialni. Tak bardzo przypominała mi pokój, który zajmowałem piętro niżej, gdy byłem w wieku Juliana, że przez chwilę zastanawiałem się, czy aby na pewno przebudziłem się ze snu. Usiadłem na brzegu łóżka i zapaliłem nocną lampkę. Julianowi nie brakowało zabawek, w części odziedziczonych po mnie, ale to książek było tu najwięcej. Bez trudu odnalazłem kryjącego się pod materacem winowajcę. Wyciągnąłem ów mały tomik w czarnej okładce i otworzyłem go na stronie tytułowej.
Labirynt duchów VII
Ariadna i Szkarłatny Książę
Tekst i ilustracje Victor Mataix
Skończyły mi się już pomysły, gdzie mógłbym chować te książki. Choćbym znalazł dla nich najwymyślniejszą kryjówkę, mój syn potrafił natychmiast je wyniuchać. Przerzuciłem kartki powieści. Trzepot stron ponownie wzbudził we mnie wspomnienia.
Kiedy wróciłem do sypialni, uprzednio ukrywszy książkę pod sufitem na kuchennej szafce – choć wiedziałem, że mój syn wcześniej czy później i tak ją odnajdzie – Julián leżał już wtulony w ramiona matki. Oboje spali. Stanąłem w progu ukryty w półcieniu. Wsłuchałem się w ich miarowe oddechy i próbowałem sobie odpowiedzieć, czym najszczęśliwszy na świecie mężczyzna zasłużył sobie na takie szczęście. Przyglądałem im się, jak śpią przytuleni, niepomni na nic, i w żaden sposób nie potrafiłem odpędzić wspomnienia strachu, który poczułem, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Juliana w objęciach Bei.








Książka jest lekkim poetyckim językiem napisana, jak się zacznie czytać to nie można się od niej oderwać. Zafon potrafi pięknie opisać burzę czy dolegliwości żołądkowe. W świecie jego książki można całkiem przepaść, pomimo rozmiaru, przeczytałam ją w zaledwie trzy wieczory. Ma bardzo realistyczne opisy, wyraźnie widzi się te kamieniste uliczki w Barcelonie czy wzgórze Montiujc, ma się wrażenie jakby się tam naprawdę było. Tak samo z księgarnią Sempere i Synowie aż czuję zapach tych zakurzonych książek. Mam nadzieję, że to jednak nie jest koniec serii o Cmentarzu Zapomnianych Książek. I prawdę mówiąc, mam cichutką nadzieję, że istnieje takie miejsce na świecie, w którym te książki uznane za zaginione na przestrzeni dziejów są bezpiecznie przechowywane.
Uwielbiam tą serię. Od pierwszej książki z serii zakochałam się w niej. Podróż do Barcelony śladami bohaterów książek to moje największe marzenie 🙂