Lanckorona wielokrotnie opisywana w książkach, opiewana w piosenkach, uwieczniana w malarstwie i na zdjęciach trafiła za sprawą Agnieszki Błotnickiej na karty bestsellera „Koniec wiosny w Lanckoronie”. Dlaczego właśnie tutaj toczy się akcja powieści?


Agnieszka Błotnicka zasłynęła książkami dla młodych czytelników. W powieściach „Kiedy zegar wybije dziesiątą“ i „Czarna operacja“ przedstawiła przygody nastoletnich chłopców wzbudzając moc sentymentalnych wspomnień u dorosłych odbiorców i mnóstwo wrażeń u dzieci i młodzieży. Jej biegłość w konstruowaniu atrakcyjnych postaci i zajmującej fabuły uzewnętrzniła się już wcześniej: pisała scenariusze do tak populatnych w Polsce produkcji jak Tata, a Marcin powiedział, Marzenia do spełnienia, Na Wspólnej, Rodziny zastępczej, a ostatnio do Ojca Mateusza. Ale przygoda ze scenopisarstwem zaczęła się znacznie wcześniej od współpracy z amerykańskim scenarzystą Joshem Seligiem, z którym pracowała nad polską wersją Ulicy Sezamkowej.

Kolejnym etapem w twórczym rozwoju Agnieszki Błotnickiej stało się pisarstwo – lekkie, przyjemne, nie pozbawione głębszych odniesień powieści jej autorstwa z miejsca zachwyciły czytelników zyskując porównania do niezapomnianej klasyki Edmunda Niziurskiego. To duży komplement, bo pisanie dla młodego, bardzo wybrednego odbiorcy, u którego skupienie uwagi następuje doprawdy tylko w uzasadnionych przypadkach, jest nie lada sztuką. Na tym jednak autorka nie poprzestała i w tym roku przedstawiła swoim sympatykom propozycję dla dorosłych – powieść „Koniec wiosny w Lanckoronie“, której bohaterka Magda szybko została okrzyknięta przez czytelników polską Bridget Jones.

Akcja powieści rozpoczyna się w Warszawie, ale szybko przenosi się do małopolskiej Lanckorony, charakterystycznego miasteczka na zboczu góry, które od lat przyciąga artystów. Znamienne, że w jednej z poprzednich powieści Agnieszki Błotnickiej, „Kiedy zegar wybije dziesiątą” czytelnik spotyka się z bohaterami w miejscowości o podobnych walorach – Kazimierzu Dolnym. To przydaje opowiadanym historiom niemało uroku, stanowi o ich relaksującej atmosferze, która na długo z czytelnikiem pozostaje. Dlaczego jednak autorka wybrała właśnie Lanckoronę? Jak mieszkańcy odnieśli się do przedstawienia swojego miasta na kartach bestsellerowej powieści i czy ta książka może… zmienić Lanckoronę?

Z Agnieszką Błotnicką spotykamy się w miejscu akcji jej najnowszej powieści. Lanckoroński rynek letnią porą, Cafe Pensjonat – to właśnie tutaj pisarka postanowiła spotkać się ze swoimi sympatykami podczas wieczoru autorskiego.

Michał Stochmal: Skąd pomysł na książkę „Koniec wiosny w Lanckoronie“?
Agnieszka Błotnicka: Chciałam pokazać bohaterkę, która przytłoczona nieprzyjemnym zdarzeniem osobistym, ale również takimi zwykłymi, życiowymi sprawami postanawia jakoś zareagować. Znajduje się na pewnego rodzaju zakręcie i wie, że musi coś z tym zrobić. Czuje, że z tym coś się w niej kotłuje, powinna gdzieś wyjechać. Wyrusza w drogę, trochę histerycznie, trochę pod wpływem impulsu i desperacko. Wybiera drogę na Kraków i kiedy słucha radia i w tym radiu pojawia się piosenka Marka Grechuty, który śpiewa o Lanckoronie to nagle podejmuje decyzję – „Tak, to jest miejsce gdzie na chwilę się zatrzymam, gdzie się poskładam“. Gdzie się ukryje ze swoim załamaniem czy złamanym sercem – bo taka nieprzyjemna historia się jej zdarzyła, że rozstała się z mężczyzną. Trafia do Lanckorony, która się okazuje właściwie strzałem w dziesiątkę, ponieważ jest to miejsce dokładnie takie, o jakim śpiewa Marek Grechuta: miejsce, które daje osłonę, daje spokój. Tutaj moja bohaterka zaczyna się regenerować. Tak naprawdę Magdę mógłby zastąpić mężczyzna, Magdę, która boryka się z problemem otyłości, mogłaby zastąpić szczupła kobieta. Najważniejsze jest przesłanie: żeby powiedzieć sobie stop.

MS: Mieszkańcy chcieliby, aby pojawiły się nowe przygody niekoniecznie Magdy, ale innych pani bohaterów w Lanckoronie – czy będzie to w przyszłości możliwe?
AB: Myślę, że to nie jest niemożliwe. W tej chwili mam troszkę inne plany literackie i będę je realizowała właśnie najprawdopodobniej w Lanckoronie. Zdradzę Kazimierz Dolny dla Lanckorony, tutaj będę pisała. Jeśli tylko pojawi się pomysł na fajną historię – sensacyjną czy kryminalną, która mogłaby być tutaj umiejscowiona i tutaj poprowadzona, to jak najbardziej. Wiem na pewno, że to nie będzie moja ostatnia wizyta tutaj i wiem też, ponieważ tak bardzo zostałam zachęcona przez mieszkańców, że będę chciała trochę postudiować historię Lanckorony i dowiedzieć się więcej o tym w czym oni się tak bardzo rozmiłowani: w legendach i w historiach, tajemnicach i w postaciach. Krążą tutaj, pewnie jak w każdym małym miasteczku, legendy, o których mieszkańcy potrafią godzinami opowiadać. Jestem tym bardzo zainteresowana i myślę, że ukazanie tych wątków w moich nowych powieściach będzie możliwe.

MS: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Michał Stochmal
zdjęcie: Tomasz Korczyński