Książka ukazuje świat zamieszkany przez ludzi, którzy żyją pod podwójną okupacją – Hamasu i Izraela – ale którzy mimo to są dumni ze swojej historii, odnajdują radość życia w swoich społecznościach… i chętnie wypoczywają na plaży.


Czy Gazańczycy się bawią? Czy Strefa Gazy jest piękna? I czy reportaże telewizyjne wiernie ukazują codzienne życie w największym na świecie „więzieniu na wolnym powietrzu”?

Od pięknych plaż po zamknięte granice, od tajnej zabawy sylwestrowej po bazar z bielizną, na którym handlują tylko mężczyźni – laureatka Nagrody Ondaatje, Louisa Waugh, odmalowuje barwny, intymny portret mieszkańców Gazy, ukazując ich radości, smutki, nadzieje i bolączki.

„Spotkajmy się w Strefie Gazy” to przejmujący portret śródziemnomorskiego kraju, wzruszająca opowieść o tym, co to dziś znaczy być Gazańczykiem.

***

Louisa Waugh trzy lata mieszkała w Strefie Gazy, palestyńskiej enklawie, którą znamy z drastycznych migawek w telewizji i ponurych zdjęć zdobywających nagrody World Press Photo. Kiedy myślimy o Gazie, widzimy wojnę i jej skutki: rodziców rozpaczających po stracie dziecka, leje po bombach i uniesione do góry pięści bojowników Hamasu. Nie mamy szansy zobaczyć tego, co wychodzi poza kadr. A o tym jest właśnie ta książka. „To opowieść o miejscu, o którym wszyscy słyszeliśmy, ale którego większość nigdy nie zobaczy na własne oczy”, pisze Waugh. To opowieść niezwykła, bo jej Gaza nie tylko cierpi i zaprzysięga zemstę, ale żyje, bawi się i marzy. Autorka prowadzi nas do gazańskiego hammamu, który jest jedną z najstarszej łaźni parowych na Bliskim Wschodzie. Zabiera nas na haflę – czyli palestyńską imprezę, uczy się z nami arabskiego, kosztuje z nami domowej roboty arabskich gołąbków – malfuf. Swą opowieść przeplata historią Gazy – najbardziej bodaj tragicznego skrawka ziemi na Bliskim Wschodzie, nazywanego przez mieszkańców sidżin – czyli więzieniem. Spotkajmy się więc w tym niezwykłym więzieniu…
Jacek Pawlicki, szef działu zagranicznego „Newsweeka”

Siła i wartość tej odważnej relacji leży w opisie mieszkańców Gazy i ich życia. [Waugh] przytacza słowa gazańskiej poetki Soumayi Susi, według której aby żyć w Gazie, trzeba stworzyć sobie własny tajemny świat. Książka ukazuje tajemny świat Waugh, zamieszkany przez ludzi, którzy żyją pod podwójną okupacją – Hamasu i Izraela – ale którzy mimo to są dumni ze swojej historii, odnajdują radość życia w swoich społecznościach… i chętnie wypoczywają na plaży.
„Sunday Times”

Książka ta, łącząca historię z reportażem politycznym i opowieściami zwyczajnych ludzi, nie stroni od opisów koszmarnych warunków życia w Gazie. Przede wszystkim jednak, jako portret ducha, godności i zaradności oblężonego ludu, stanowi cenną przeciwwagę dla powszechnego w zachodnich mediach poglądu, jakoby Strefa Gazy była ziemią zdolną tylko do cierpienia. Waugh odnajduje w Gazie śmiech, gniew, opór i piękno, a nawet, wbrew wszelkim oczekiwaniom, nadzieję. Jej szczery i serdeczny hołd złożony ludowi Gazy zasługuje na możliwie najcieplejsze przyjęcie.
„New Internationalist”

Pasjonująca, pouczająca i poruszająca opowieść.
Mariella Frostrup, BBC4 Open Book

Książka godna prawdziwego uznania.
„The Economist”

Miło jest nareszcie znaleźć książkę, która delikatnie i subtelnie ukazuje realia życia większości Gazańczyków. Waugh umie wydobyć okruchy człowieczeństwa z najbardziej przygnębiających sytuacji, co w ostatecznym rozrachunku nadaje jej książce optymistyczną wymowę… Przejmująca, obrazowa i przenikliwa.
„Sunday Herald”

Ta książka wnika pod powierzchnię, pod koszmarne obrazy, które przywykliśmy oglądać w materiałach telewizyjnych ze Strefy Gazy, i ukazuje bardziej ludzkie oblicze tej ziemi, oblicze, które niewielu dane było poznać, a co dopiero opisać. „Spotkajmy się w Strefie Gazy” zadowoli, pouczy i zainspiruje jak żadna inna książka o Gazie. Jest żywo napisana i przepojona miłością do życia.
Radża Szehadeh, autor książki „Palestyńskie wędrówki: Zapiski o znikającym krajobrazie”

Niewielu z nas miałoby odwagę narazić własne życie i zamieszkać w Strefie Gazy. Louisa Waugh pokazuje, że ma wszystko, czego potrzeba, by porwać się na tak śmiałe przedsięwzięcie: nieprzebrane pokłady ludzkiego ciepła, wytrwałość w poszukiwaniu promyków radości nawet w najbardziej ponurych okolicznościach, niepodważalną szczerość i wreszcie elokwencję niezbędną, by opowiedzieć to, co ma do opowiedzenia, w sposób dla nas zrozumiały. Kroczy po cienkiej linii rozsądku przez wszystkie napotkane absurdy i koszmary, i kreśli czuły portret oblężonego ludu.
Chris Stewart, autor „Jeżdżąc po cytrynach: Optymista w Andaluzji”

W tej mocnej, chwytającej za serce książce, Louisa Waugh z powodzeniem ukazuje nam prawdziwe oblicze Gazy. Spotykamy Palestyńczyków w ich mieszkaniach, miejscach pracy, kawiarniach, na przyjęciach i weselach… przeczytajcie koniecznie.
Izzeldin Abuelaish

Louisa B. Waugh mieszkała i pracowała w Strefie Gazy od grudnia 2007 do kwietnia 2009 roku. Jej inne książki to m.in. „Hearing Birds Fly: A Nomadic Year in Mongolia”, uhonorowana w 2004 roku przyznawaną przez Królewskie Towarzystwo Literackie Nagrodą Ondaatje, i „Selling Olga: Stories of Human Trafficking and Resistance”.

Louisa Waugh
Spotkajmy się w Strefie Gazy
Przekład: Tomasz Wilusz
Wydawnictwo Prószyński Media
Premiera: 18 sierpnia 2015


Habibti [moja droga], to miejsce, Gaza, jest jak sędziwy gwiazdor rocka. Ma mnóstwo szram po licznych bitwach: jego przyjaciele są do niczego, wrogowie jeszcze gorsi – ciągle pakuje się w tarapaty… Ale ileż ma do opowiedzenia!
Anonim

Ludzie podróżujący po świecie zmienili się w te same potwory, które przegnali z mapy.
Judith Schalansky,
powieściopisarka i kartografka

Wstęp

Na plaży jest cicho. Większość stolików i krzeseł zabrano, parasole są złożone. Przed chwilą wyłączono karuzelę. Parny upał lata nieco zelżał, teraz powietrze jest łagodne i ciepłe, z domieszką soli. Mijam grupkę dzieci, które wśród radosnych pisków pluskają się na płyciźnie. Kilku młodych mężczyzn stoi po pas w falach; myją konie w ożywczej słonej wodzie. Są bez koszul i ich mokra skóra lśni. Gdy jeden z nich napotyka moje spojrzenie, puszcza do mnie oko. Mrugam w odpowiedzi, a on podnosi twarz ku niebu i wybucha gromkim śmiechem.
Jestem zmęczona jak po wielu nieprzespanych nocach, a mimo to mam ochotę się przejść. Spędziłam cały dzień w północnej Gazie, gdzie prowadziłam wywiady z rodzicami. Niektórzy płakali, kiedy opowiadali nam o swoich dzieciach; inni tylko patrzyli w ściany pustym wzrokiem i wygłaszali monotonne monologi, jakby byli uwięzieni we mgle. Po takim dniu plaża jest moim schronieniem. Tutaj nie muszę z nikim rozmawiać ani nikogo słuchać; tutaj słyszę tylko fale. Pochylam się, rozpinam sandały, podnoszę je za paski, prostuję się i powoli wypuszczam powietrze. To zupełnie inne uczucie, kiedy stoi się na plaży boso, z miękkimi ziarnkami wciskającymi się między palce stóp. Drobne przyjemności są ważne.
Nie ma chmur, jest tylko czyste niebo i lśniący błękit morza. Widzę dwie łódki kołyszące się na falach. Tutejsze łodzie rybackie w większości są małe; miejscowym rybakom trudno wyżyć z morza, nie wyobrażają sobie jednak, by mogli robić cokolwiek innego. Spacerując w ciszy po starym porcie, czasem już z daleka słyszy się pieśni, które nucą, siedząc na nabrzeżu i naprawiając sieci. Życie w Gazie ma słony smak – nie tylko dla rybaków.

Oddalam się od miasta na południe, szum fal wprawia mnie w przyjemny letarg. Mijam młodą parę. Idą blisko siebie, on w rozpiętej pod szyją, luźnej, na oko wygodnej białej koszuli, ona, choć od stóp do głów spowita w czerń, z twarzą okrytą czarną zasłoną, bosa jak ja. Trzymają się za ręce. Bardzo to śmiałe jak na munakaba, czyli kobietę z zasłoniętą twarzą. Ona i ja ukradkiem oglądamy się za sobą i widzę, że jej brązowe oczy uśmiechają się. Przede mną na plastikowych krzesłach przy pustym kawiarnianym stoliku siedzi jakaś rodzina, kilku samotnych mężczyzn jak zwykle wałęsa się po okolicy. Jeden stoi wyprostowany, sztywny jak posąg, i wpatruje się w morze. Inny, z gęstą brodą i nogami jak pająk, umościł się na piasku, tak zatopiony w myślach lub marzeniach, że nawet mnie nie zauważa, kiedy przechodzę obok.

Nie mam zegarka, a mój telefon komórkowy jest wyłączony, więc orientuję się w czasie po położeniu słońca. Kiedy ognista kula wisi tuż nad horyzontem to znak, że pora wracać do domu. Już mam zrobić w tył zwrot, gdy dokładnie na wprost zauważam dwóch mężczyzn wychodzących z morza. Młodszy jest smukły i wysportowany, w szortach lepiących się do skóry. Starszy, z bujną siwą brodą, ma na sobie kostium w czarne i białe pasy, który sięga od jego szerokich barów prawie po kolana, upodabniając go do plażowicza z epoki wiktoriańskiej. Uświadomiwszy sobie, że się na nich gapię, obracam się na pięcie i odchodzę. Mężczyźni jednak śmieją się tak wesoło, że nie wytrzymuję i zerkam przez ramię – w samą porę, by zobaczyć, jak starszy brodacz wybija się wysoko nad ziemię, z gracją wywija salto w tył i lekko, stabilnie ląduje na nogach.

Jego młodszy kolega głośno wiwatuje, po czym niedbale, z kocią zwinnością robi salto w przód, na mokry skraj plaży. Stoję urzeczona, z ustami rozdziawionymi jak ryba. Starszy mężczyzna wchodzi z powrotem do wody, starannie obmywa ręce i nieruchomieje, wpatrzony w łunę zachodzącego słońca. Jego kolega gibkim truchtem oddala się wzdłuż brzegu morza. Ja też odchodzę i przez całą drogę do domu uśmiecham się szeroko. Kolejna drobna przyjemność.

*

Latem 2007 roku wyjechałam ze swojego domu w Szkocji, żeby podjąć pracę w organizacji pozarządowej w Ramallah na palestyńskim Zachodnim Brzegu. Miejscowi Palestyńczycy czasem żartowali, że żyją pod podwójną okupacją – Izraela i międzynarodowych organizacji humanitarnych. Poniekąd ich rozumiałam. Cały Zachodni Brzeg, od północy po południe, obstawiony był izraelskimi punktami kontrolnymi… oraz zagranicznymi obrońcami praw człowieka, pracownikami humanitarnymi i dziennikarzami. Do spółki dokumentowaliśmy wszystko, co się ruszało. Kiedy w połowie czerwca tego roku Hamas krwawo przejmował władzę w Gazie, z wybałuszonymi oczami śledziłam w telewizji te wydarzenia. Cztery miesiące później, w październiku, zaproponowano mi pracę autora tekstów/redaktora w centrum praw człowieka w mieście Gaza. Nie byłam pewna, czy chcę zostać w Ramallah; z jednej strony kusiło mnie, żeby przenieść się do Gazy, z drugiej jednak trochę się bałam. Postanowiłam więc wyjechać jak najszybciej, zanim do reszty stracę odwagę.

Strefa Gazy to pas wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego. O rozmiarach w przybliżeniu czterdzieści na osiem kilometrów, jest nieco dłuższa od wyspy Wight, za to o połowę węższa, i zamieszkuje ją około 1,7 miliona ludzi. Chciałam na własne oczy zobaczyć zapuszczone ulice Gazy, zwłaszcza wtedy, w okresie, kiedy Hamas zaczynał wprowadzać na nich swoje porządki. Najpierw jednak musiałam uzyskać zezwolenie armii izraelskiej, która kontroluje cały ruch osobowy i każdy inny na granicy ze Strefą Gazy. Nie jest to proste. Po ponad sześciu tygodniach czekania i dokładnym prześwietleniu przez izraelską służbę bezpieczeństwa Szin Bet w połowie grudnia 2007 roku ostatecznie dostałam zgodę na wyjazd. Pojechałam na przejście graniczne Erez między południowym Izraelem a północną Gazą i pieszo przeszłam do Strefy Gazy.

Powód mojego przyjazdu do Gazy był prosty: chciałam doświadczyć jej od środka. Ogólna sytuacja polityczna jest szeroko znana, mnie jednak nie interesowali (i nadal nie interesują) politycy ani bojownicy. Pragnęłam poznać zwyczajnych ludzi żyjących w cieniu Izraela i Hamasu, wysłuchać opowieści o ich codzienności. Byłam ciekawa na przykład, czy Gazańczycy w ogóle się bawią. Jak smakuje ich jedzenie? Czy Strefa Gazy jest piękna? I czy telewizyjne reportaże wiernie ukazują zwyczajne życie w „największym na świecie więzieniu na wolnym powietrzu”?

Spędziłam w Gazie dużo więcej czasu, niż planowałam, dlatego że żyło mi się tam o wiele lepiej, niż mogłam przypuszczać. Mity, które podsycają konflikt tlący się od lat na tym obszarze, przesłoniły fakt, że Gaza jest jednym z najstarszych stale zamieszkanych miast na świecie: to wiekowa cytadela przesiąknięta opowieściami. Ucząc się potocznego arabskiego i nawiązując znajomości, na każdym kroku napotykałam ludzkie historie – pielgrzymów, pogan, szaleńców, marynarzy, handlarzy bielizną i Beduinów – którymi rozbrzmiewa cała Strefa Gazy. Dowiedziałam się też, że burzliwe dzieje Gazy płyną wodą − to woda, słodka i słona, ukształtowała tę ziemię i jej lud, i to od wody dziś zależy ich przetrwanie.

Niniejsza książka powstała w oparciu o moje przeżycia w Strefie Gazy od końca 2007 do jesieni 2010 roku. Przede wszystkim jednak jest to opowieść o samej Gazie, miejscu, o którym wszyscy słyszeliśmy, ale którego większość nigdy nie zobaczy na własne oczy. Ten słoneczny pas śródziemnomorskiego wybrzeża rozdzierają przemoc, rozpacz i polityczna autodestrukcja. Pełno tu też jednak niezwykłych opowieści i historii czy pikantnych dowcipów. Czasem nawet trafi się akrobata.

Słowniczek

abid [l. poj. abd] – niewolnicy
Ahlan wa sahlan! – Witaj!
aszira – wielopokoleniowa rodzina lub klan beduiński
baba ganusz – wędzone bakłażany ugniecione z cebulą, pomidorami, czosnkiem i tahini
beit szar – tradycyjny beduiński namiot z czarnej wełny
Chalas! – Dosyć!
dabke – tradycyjny taniec ludowy, popularny na Bliskim Wschodzie
dunam – miara powierzchni równa mniej więcej 900 metrom kwadratowym
dżawaal – telefon komórkowy
dżilbab – kobiecy płaszcz okrywający całe ciało
Eid Mubarak! – szczęśliwego święta Id!
fawdah – chaos
fil-fil – pasta chili w oliwie
fitnah – pokusa, chaos, ciężka próba
habibti – moja droga (zwrot używany wobec bliskiej osoby)
hafla – przyjęcie
hammam – łaźnia parowa
haram – od arabskiego słowa oznaczającego „schronienie”; coś zakazanego, określenie potocznie używane przez Arabów, by wyrazić wstyd lub żal
hidżab – chusta na głowę noszona przez muzułmanki
Iftar – posiłek przerywający post, spożywany po zachodzie słońca w czasie ramadanu
Intifada – palestyński zryw przeciwko izraelskiej okupacji
Inszallah – jak Bóg da
kabsah – ryż ze smażonymi migdałami, cebulą, sułtankami i ziołami, podawany z przyprawionym smażonym mięsem
laziza – słodka, smakowita, pyszna
mabruk – gratulacje
maftul – kuskus przyprawiony ziołami, oliwą, cytryną i papryczkami chili
al-mahlab – „dojarnia”
mahszi – bakłażany nadziewane ryżem, mięsem i warzywami
malfuf – gotowane liście kapusty faszerowane ryżem i mięsem
marhaba – pozdrowienie „cześć”
mata’m – restauracja
mathaf – muzeum
muhadżaba – muzułmanka, która zakrywa głowę i większość ciała
munakaba – muzułmanka, która nosi zasłonę na twarzy
mukawamah – uzbrojeni bojownicy Hamasu
Nakba – dosł. „Katastrofa” (tak Palestyńczycy określają utratę swojej ziemi i ustanowienie państwa Izrael w 1948 roku)
nargile/szisza – tradycyjna bliskowschodnia fajka wodna
nikab – zasłona na twarz noszona przez niektóre muzułmanki
sahlab – gorący kremowy napój z suszonych bulw dzikich storczyków, miodu, cynamonu i orzechów
salam – pokój, spokój
sidżin – więzienie
suk – targowisko
sumak – szkarłatna przyprawa w proszku
szabab – młodzi ludzie
szahid – męczennik (określenie, którym nazywa się Palestyńczyków zabitych w akcjach skierowanych przeciwko izraelskiemu okupantowi)
szukran – Dziękuję
Taba’n! – Absolutnie tak!
tabun – tradycyjny piec gliniany
tahdija – „okres spokoju”
takija – tradycyjne białe koronkowe nakrycie głowy noszone przez muzułmanów
Ummi ­– moja matka
ustaz – nauczyciel
Yallah! ­– Chodźmy! Pospiesz się! (zależnie od kontekstu)
Yehud [l. poj. Yehudi] – Żydzi (Palestyńczycy często używają tego określenia w znaczeniu „Izraelczycy”)
za’atar – mieszanka utartego tymianku, oregano i majeranku
zanana – dosł. komar; potoczne określenie izraelskich dronów
zebiba – zgrubienie na czołach niektórych muzułmanów, powstałe od pokłonów składanych podczas modlitwy
zift – dosł. asfalt; używane w odniesieniu do czegoś, co jest w bardzo złym stanie

 
Wesprzyj nas