Książka opowiada o wielkiej i tragicznej miłości dwojga aktorów, legendarnej pary europejskiego kina – miłości, która stała się legendą.


Romy Schneider i Alain Delon poznali się w roku 1958 na planie filmowym Christine – było to spotkanie dwóch przyszłych wielkich gwiazd filmu i najpiękniejszej pary wielkiego ekranu. Prasa prześcigała się w domysłach na temat ich romansu.
Jednak związek obojga przetrwał tylko pięć lat i zakończył się dramatycznie. Günter Krenn zajmująco, ze swadą i zaangażowaniem opowiada o jednej z największych historii miłosnych europejskiego kina.

Uroda, sukces i seksapil – dla wielu Romy była obiektem tęsknot i marzeń. Inni odnosili się do niej niechętnie z powodu jej rzekomo chwiejnej moralności. Kiedy Romy Schneider i Alain Delon się poznali, ona była już słynna w Niemczech dzięki filmom o Sissi. A Delon był najprzystojniejszą wizytówką francuskiego kina.

Jednak związek obojga zakończył się nieszczęśliwie. Mniej znany jest fakt, że Delon, po kolejnej wspólnej pracy obojga na planie filmu Basen, przez kilkadziesiąt lat wspierał Romy jako wierny przyjaciel.

Barwne życie obojga i dramatyczne losy Romy (jej choroba nowotworowa, śmierć kilkuletniego syna, i wreszcie jej własna samobójcza śmierć) są powodem, dla którego fani kina ciągle ich pamiętają.

Günter Krenn urodzony w 1961 roku, studiował filozofię i teatrologię na Uniwersytecie Wiedeńskim. Jest współpracownikiem naukowym Filmarchiv Austria. Ma na koncie liczne publikacje z dziedziny filmu, m. in. o Billym Wilderze, Walterze Reischu, a także książki Psyche im Kino: Sigmund Freud und der Film, Louise Brooks: Rebellin, Ikone, Legende oraz biografię Romy Schneider. Autor mieszka w Wiedniu.

Günter Krenn
Romy i Alain. Szalona miłość
Przekład: Maria Skalska
Wydawnictwo Świat Książki
Premiera: 4 lutego 2015

Ucieczka ze „świata Blatzheima”

„Rosemarie Magdalena Albach była wybitną aktorką, i była też, co w tej branży rzadkie, kobietą bardzo inteligentną, a także wrażliwą – dziesięć lat po śmierci swojej klientki, Romy Schneider, stwierdza adwokat Heinrich Senfit – niestety, w młodości nie miała nikogo, kto by jej powiedział, jak ma się z tymi darami obchodzić”.

Romy przychodzi na świat czterdzieści trzy lata i osiem miesięcy przed owym fatalnym dniem w maju 1982 roku. W Wiedniu. Lecz nie w Austrii, gdyż od marca 1938 roku miasto leży na terenie Marchii Wschodniej, części terytorium Rzeszy Wielkoniemieckiej.

Ze strony ojca jej przodkowie do piątego pokolenia wstecz byli aktorami. Babka Romy, Rosa Albach-Retty, aktorka wiedeńskiego Burgtheater, urodziła się w roku 1874 w Hanau; umrze sto pięć lat później w Baden pod Wiedniem. W roku 1906 na świat przychodzi jej syn Wolf, który w wieku dwudziestu lat także zostanie zaangażowany w Burgtheater Wien. W roku 1937 Wolf Albach-Retty poślubia niemiecką aktorkę Magdę Schneider – ich pierwsze dziecko, Rosemarie Magdalena Albach, znana później jako Romy Schneider, rodzi się 23 września 1938 roku. Pierwsze lata życia Romy i jej urodzony w 1941 roku brat Wolf-Dieter spędzają w Schonau pod Berchtesgaden, w Górnej Bawarii. Rodzice są zwykle zajęci kręceniem filmów, należą bowiem do często angażowanych aktorów Trzeciej Rzeszy. W roku 1945 małżonkowie rozwodzą się, opiekę nad dziećmi sąd przyznaje Magdzie. W roku 1953 w życiu Romy i jej brata pojawia się ojczym – Magda Schneider poślubia wielkiego restauratora i przedsiębiorcę z Kolonii, Hansa Herberta Blateheima.

Po szkole podstawowej Romy idzie do szkoły z internatem, prowadzonej przez siostry zakonne na zamku Golden-stein pod Salzburgiem. Opuszcza ją 12 lipca 1953 roku, i trzy dni później, wezwana przez matkę, przyjeżdża do Monachium. Producent Kurt Ulrich zapytał Magdę, co sądzi o tym, by córka zagrała u jej boku w filmie Kiedy znów zakwitną białe bzy (Wenn der weisse Flieder wieder bluht). Brat Romy, Wolf-Dieter Albach, wspomina „te najpierwsze dni jej kariery. Przed rozpoczęciem pracy na planie Białych bzów trzeba było tej niespełna piętnastoletniej dziewczynce zrobić zdjęcia próbne. Gdyby nie była tak fotogeniczna już jako dziecko, pewnie wszystko wzięłoby inny obrót. W pierwszych latach zachwycała przede wszystkim naturalnością, swój prawdziwy talent i osobowość ukazała jednak dopiero we Francji, gdzie rozpoczęła się jej wielka kariera międzynarodowa”.

Sukces pierwszego filmu Romy natychmiast przynosi jej kolejne role. W roku 1954 austriacki reżyser Ernst Marischka angażuje ją do Madchenjahre einer Konigin. Romy ma zaledwie szesnaście lat, a jej życie już toczy się niemal wyłącznie w pokojach hotelowych i studiach filmowych. Sukces przychodzi zbyt szybko, wydobywa ją z masy, i tak Rosemarie Albach, nikomu nieznana absolwentka szkoły klasztornej, staje się dobrem powszechnym: Romy Schneider; wytworem sztuki uformowanym ze skąpych danych biograficznych, przykrojonym do gustów masowej publiczności przed i za kamerą.

W roku 1955 Marischka filmem Sissi kreuje swój sukces światowy – Austria, ciągnąca profity z niemieckiego cudu gospodarczego, zostaje zredukowana do operetkowej przeszłości, której zdarzenia i postaci przemysł turystyczny odkrywa jako nowe źródło dochodów. Nadto w tym samym roku na mocy traktatu państwowego Austria odzyskuje suwerenność – jego subiektywne przedstawienie historii poprzez ustalone, komercyjnie użyteczne mity stanowi dumne świadectwo wcześniejszej potęgi i wielkości. Ten jakże miły wizerunek łatwo pokochać, podobnie jak jego piękną reprezentantkę, którą przypisuje się odtąd do ustalonego typu -w jej wizerunku również nie są akceptowane żadne zmiany. Nawet te podejmowane przez nią, jak się sama wkrótce przekona.
Romy Schneider już w roku 1955 dostrzega, że oczekuje się od niej spełniania pragnień otoczenia i publiczności, a te coraz mniej pokrywają się z jej własnymi. O jej życiu decydują inni, negocjuje się dla niej kontrakty nawet do siedemdziesięciu pięciu tysięcy marek za film, ale to ktoś zarządza jej majątkiem, a jej wypłaca się tylko kieszonkowe. Romy widzi, że przyciąga rzesze fanów, jednak dostrzega też, że jest więźniem własnej popularności. Jej zachowanie, postawa, sposób ubierania się, zmiany wyglądu, fryzury, stroju stają się tematami publicznych dyskusji. Młodziutka gwiazda oscyluje między samozadowoleniem, lękiem przed niespełnieniem oczekiwań, depresją a pragnieniem całkowitej zmiany. Romy ma nie tylko uosabiać określony typ dziewczyny – w poszukującym iluzji powojennym świecie ma też poniekąd reprezentować „sumienie świata”. Zadanie, które z zasady przerasta każdego młodego człowieka. „Gdy tylko Romy coś powiedziała – opowiada jej matka Magda Schneider – jakiś banał, cokolwiek, jak to paplają młode dziewczyny, musiała się liczyć z tym, że już następnego dnia jakaś gazeta nada temu znaczenie. To było żałosne”.

Aby odpowiednio wypromować kolejne filmy o Sissi, odtwórcy głównych ról udają się w podróż po kilku europejskich miastach, gdzie są przyjmowani w sposób, który stawia ich niemal na równi z przedstawianymi przez nich koronowanymi głowami. Spotkanie w sprawie czwartej części Sissi, nieodzownej już choćby z przyczyn ekonomicznych, odbywa się w Berchtesgaden – Romy dostaje propozycję gaży w wysokości miliona marek. Jej odmowa wywołuje gorącą dyskusję, której celem jest nakłonienie młodej gwiazdy do zmiany zdania. Ale Romy pozostaje nieugięta.

Później będzie wielokrotnie powtarzać, co skłoniło ją do tej decyzji – maksyma życiowa, którą ujęła w krótkich słowach: „Chciałam żyć, kochać, rozwijać się jako artystka, chciałam stać się innym człowiekiem”. Przełom następuje, gdy ma dwadzieścia lat. Romy tak o tym mówi: „Przede wszystkim: być wolnym. Każda młoda dziewczyna próbuje kiedyś, wcześniej czy później, stać się samodzielna, uwolnić się od domu rodzinnego, chce prowadzić własne życie. Ja próbowałam się wyrwać, odkąd skończyłam osiemnaście lat. Ale nie udawało mi się”.

Karlheinz Bohm, jej partner filmowy, także musiał się nauczyć obchodzić z ogromną popularnością, jaką przyniosły mu filmy o Sissi. „W latach pięćdziesiątych zdarzały się dni, kiedy musiałem odpowiadać na sto pięćdziesiąt czy dwieście listów od fanów, czasem nawet było ich więcej. Takiej popularności nie przewidziałem”. Pokazy premierowe odbywają się przed coraz liczniejszą wiwatującą publicznością. O czymś takim Romy marzyła już od dziecka – ceni sobie urzeczywistnienie tych pragnień nawet w tak spotęgowanej formie. Jednak nie mogła przewidzieć efektów ubocznych. W Atenach napierający tłum omal nie wpycha jej przez szklane drzwi do hotelu. W Madrycie, w roku 1956, tysięczny tłum wywołuje Sissi. Romy, zgodnie z zaleceniami matki, rozdaje uśmiechy, Karlheinz Bohm razem z nią wychodzi do fanów; robi się niebezpiecznie, aktorzy ustępują przed napierającą masą, pękają szyby, wśród owacji rozlegają się okrzyki strachu, ludzie przewracają się, potykają się o siebie.

Wiosną 1958 roku Romy Schneider ma dziewiętnaście lat i jest na szczycie popularności, której koniec już przeczuwa. Jeśli chodzi o propozycje ról, aktorka zdaje się tkwić w ślepej uliczce, którą nie chce podążać. „Oczywiście, filmy o Sissi były piękne i dobre, to było dla mnie jasne, jednak już tego trzeciego nie chciałam nakręcić, ale dałam się namówić”. Romy osiągnęła swój cel: w owym czasie zapewne jest najpopularniejszą aktorką niemieckojęzyczną. Zarazem jednak odczuwa niezadowolenie ze swojej sytuacji zawodowej, chciałaby ją zmienić, pragnie się rozwijać, potrzebuje nowych, ambitnych zadań, których film niemieckojęzyczny nie może jej zaoferować. Wyznaje, że chce stać się prawdziwą aktorką – jak jej babka Rosa Albach-Retty, zaangażowana w wiedeńskim Burgtheater. Chce grać autentycznych ludzi, jak jej ojciec, który z powodzeniem występuje w Burgtheater i w filmie, chce być cenioną aktorką, jak jej matka Magda Schneider.

Popularność ma jednak swoją cenę. Romy doskonale wie, że gdyby była na przykład sekretarką, mogłaby się wyrwać, wyjechać, znaleźć pracę w innym mieście. Jako aktorka jest związana kontraktami, strzeżona przez rodzinę, obserwowana przez opinię publiczną, a jej karierą kierują menedżerowie myślący w kategoriach ekonomicznych. „Stale była przy niej matka, a jeszcze bardziej kontrolował ją i nią kierował jej ojczym Blateheim. Świadomie trzymałem się z daleka od tych rodzinnych spraw, odniosłem jednak wrażenie, że właśnie w okresie Sissi Blateheim mocno zdominował życie Romy, co bardzo ograniczyło rozwój jej samodzielności, gdy była młodą kobietą” – tak ówczesną sytuację przedstawia Karlheinz Bohm.

Romy szuka nowych wyzwań i podniet, w życiu prywatnym i zawodowym. W roku 1958 odbywa podróż do Stanów Zjednoczonych, która wprawdzie przynosi nowe wrażenia, ale żadnych konkretnych propozycji ról, chociaż wytwórnie Metro-Goldwyn-Mayer i Walt Disney Company mają się zastanowić nad „odpowiednim” dla niej materiałem filmowym. Romy zdaje sobie doskonale sprawę z warsztatowych walorów swoich dotychczasowych filmów, zwłaszcza tych w reżyserii Ernsta Marischki, czuje jednak, że w tym genre osiągnęła już szczyt, że wyżej pójść nie może. Już przy drugiej części Sissi wątpliwości miała nawet Magda Schneider, czego dowodzi pewien jej list do Marischki: „Bardzo mi się spodobało, ale, Ernst, dla Romy za wcześnie, by grać żonę i matkę! Cała piękna konstrukcja uleci z dymem, tą jedną rolą przekreślimy to, co już osiągnęła. Przypominam Ci Twoje własne słowa! Romy musi grać słodkie, niewinne stworzenia! Wiele nad tym myślałam, rozważyłam wszystko bardzo dokładnie, i dobrze Cię rozumiem, to oczywiste, że należy wykorzystać sukces Sissi, lecz ja muszę przede wszystkim myśleć o dalszym rozwoju swojego dziecka i nie mogę tak po prostu tego pominąć […]. Nakręćmy «Elisabeth, die junge Kaiserin», kiedy Romy będzie gotowa, ten materiał bardzo mi się podoba, lecz jako nowy obraz, a nie jako część druga. Uważam też, że i efekt będzie pewniejszy, gdyż część druga nigdy jeszcze nie dorównała pierwszej!”.

Jednak Romy Schneider pragnie iść zupełnie inną drogą, marzy o takich rolach, jak tytułowa w Loli Montez Maxa Ophulsa, obrazie kręconym w roku 1955, w czasie gdy ona w Monachium stoi przed kamerami na planie filmu Der lefcte Mann. Postać Ophulsa także porusza się w arystokratycznym filmowym otoczeniu, jednak z dala od stereotypów, które Schneider w przyszłości będzie określać jednym słowem: „Sissi”. Pewnej francuskiej dziennikarce wyzna później: „Byłam wtedy kompletnie osamotniona, bo wszyscy wokół mnie byli za tą rolą”. Dziennikarka: „Pewnie mówili: chyba zwariowałaś!”. Romy: „Tak, zgadza się… że gwiżdżę na pieniądze i tym podobne… ale ja naprawdę już więcej nie chciałam”. Oczywiście kontynuacja sagi o Sissi gwarantowała dalsze ogromne zyski, niektórzy biografowie mówią wręcz, że interes był dochodowy niczym „drukowanie pieniędzy”.

Przed rozpoczęciem zdjęć do trzeciej części Sissi Ernst Marischka oświadcza: „Nie chciałbym […], by uważano, że nie wziąłem pod uwagę wątpliwości Romy, które ona sama dokładnie mi wyłuszczyła, i powziąłem zamiar nakręcenia filmu w rodzaju obu poprzednich obrazów o Sissi. Daj Bóg, żeby ten trzeci udał się tak jak dwa poprzednie i żeby Romy jeszcze kiedyś zagrała w filmie, dzięki któremu odniesie taki sukces, jak przy Sissi. […] Romy, podobnie jak wielu dziennikarzy, nie docenia prawdziwie trudnej roli, jaką zagrała w obu tych filmach, chyba po prostu za bardzo ulega wpływom innych ludzi”.

Widzowie, a tym samym twórcy filmowi zaczynają utożsamiać Romy Schneider z bohaterką popularnej trylogii, to zaś determinuje role, jakie są jej proponowane. W niezliczonych wywiadach Schneider będzie później podkreślać: „Czułam się zaszufladkowana. A nic nie jest bardziej niebezpieczne dla aktorki niż przypisanie do jednej tylko roli. Ja miałam wypisane na czole: Sissi”. Jeszcze w roku 2012 jeden z austriackich felietonistów pisze, zapewne z przymrużeniem oka, o aktorce Hannah Herzsprung, odtwórczyni roli cesarzowej Elżbiety w filmie Ludwig II (2012): „Czy jest podobna do cesarzowej? Oczywiście, przecież cesarzowa nigdy nie wyglądała jak cesarzowa, tylko jak Romy Schneider”.

I właśnie tego usiłuje uniknąć Romy w roku 1958. Podczas wywiadu w hotelu Belvedere w Kolonii siedzi wśród obwolut kilku swoich ulubionych płyt i rozsypanego na podłodze pliku fotografii, pośpiesznie przerzuca odbitki, w końcu wybiera dla dziennikarza jedną – zdjęcie ukazuje, jak chciałaby widzieć samą siebie: opadające kosmyki włosów, gorzki grymas, łzy w oczach; nowy typ kobiety i aktorki. Zaznacza z dumą, że łzy były prawdziwe – fotograf doprowadził ją do płaczu. Jego koledzy po fachu będą się w przyszłości do tego uciekać wielokrotnie – i to nie zawsze dla efektów artystycznych.

Jednak teraz wszyscy ciągle jeszcze chcą ją widzieć w rolach „słodkich, niewinnych stworzeń” i wykorzystywać tę obiecującą sukces formułę tak długo, aż liczba sprzedanych biletów podpowie inną strategię. Dotychczasowe próby Schneider, by odejść od tego szablonu – Robinson soll nicht sterben (1956/1957) czy Monpti (1957) – nie zostały dobrze przyjęte ani przez widzów, ani przez krytyków. Ernst Marischka nie jest przekonany co do tej nowej drogi i pisze, że on także oglądał te filmy i cały czas czekał, „by zobaczyć, co Romy miała na myśli, pisząc, że takim filmem dowodzi, iż potrafi też grać role zawierające więcej treści”. I kontynuuje: „ale muszę powiedzieć, że nie znalazłem ani jednej sceny, w której Romy chociaż w przybliżeniu pokazałaby to, co w Sissi – młodych latach cesarzowej”.

Odchodzące od stereotypu role, takie jak ta w Dziewczętach w mundurkach (Madchen in Uniform), filmie, do którego zdjęcia rozpoczęto w marcu 1958 roku, nie przynoszą Romy Schneider oczekiwanej przemiany artystycznej. Także co do następnego przedsięwzięcia, filmu Christine, aktorka nie ma szczególnych oczekiwań. Jednak właśnie ten film stanie się decydującym punktem zwrotnym w jej karierze, a przede wszystkim w jej życiu osobistym.

 
Wesprzyj nas