Nazwano ją Wielką, bo żadna poprzednia nie wstrząsnęła tak światem jak ona. Odebrała życie milionom ludzi, pogrzebała i zrodziła imperia. Zasiała ziarno konfliktów, które do dziś trapią świat, ale też przyniosła wolność wielu narodom, w tym Polakom.


Miała być ostatnią, lecz minęło ledwie 21 lat, gdy wybuchła kolejna – tak koszmarna, że przesłoniła w ludzkiej pamięci swą straszną poprzedniczkę.

I wojna światowa, jej przyczyny, przebieg i dalekosiężne konsekwencje dziś – sto lat od jej wybuchu – wymagają przypomnienia i objaśnienia. Bez tej wiedzy trudno bowiem zrozumieć przyczyny konfliktów bliskowschodnich, mocarstwową pozycję Stanów Zjednoczonych, problemy Afryki czy imperialne apetyty Rosji. A także politykę wewnętrzną i zagraniczną Polski.

Dotąd o pisali o niej głównie historycy. Dr Tadeusz Kisielewski, politolog, ukazuje ją natomiast jako grę międzynarodowych stosunków politycznych, rywalizacji mocarstw o dominację w Europie i walkę o kolonie. Obszernie wyjaśnia także, jak dzięki niezwykłemu splotowi wydarzeń przyniosła ona Polsce niepodległość.

Dr Tadeusz A. Kisielewski, absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, od 1979 roku pracował w Polskiej Akademii Nauk, a następnie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie jest niezależnym analitykiem stosunków międzynarodowych, zajmuje się globalną geopolityką i geostrategią. Autor licznych artykułów oraz książek z tego zakresu, m.in. “Nowy konflikt globalny” (1993), “Schyłek Rosji” (REBIS 2007), “Wojna imperium. Większy Bliski Wschód w amerykańskiej wojnie z terroryzmem” (2008), “Nafta znowu zmieni świat” (REBIS 2013).

Tadeusz Antoni Kisielewski
Wielka wojna i niepodległość Polski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 20 maja 2014

Wstęp

Do podjęcia tematu pierwszej wojny światowej skłoniło mnie kilka powodów, wśród których stulecie jej wybuchu nie było najważniejszym, choć stanowiło sprzyjającą tej pracy okoliczność.
Po pierwsze, ów wielki konflikt zbrojny został w dużej mierze zapomniany, a właściwie przesłonięty przez drugą wojnę światową oraz ogrom śmierci, cierpień i zniszczeń, jakie ona spowodowała. Ten przytłaczający cień sprawił, że zasługujące na pamięć okropieństwa pierwszej wojny oraz jej przyczyny i dalekosiężne konsekwencje pilnie wymagają przypomnienia – i objaśnienia. Tym bardziej że badacze patrzą dziś na nią inaczej niż choćby 30 lat temu – historycy na przykład coraz rzadziej negują, iż obie te wojny stanowiły w gruncie rzeczy jedną, tyle że przedzieloną 21 latami pokoju. Co zresztą też nie jest ścisłe, bo na przykład dla Polaków i Rosjan Wielka Wojna nie skończyła się w 1918 roku, a z azjatyckiego punktu widzenia początek drugiej wojny światowej można już nawet liczyć od 1931 roku, kiedy to Japonia zajęła Mandżurię.
Drugim powodem, że zdecydowałem się przypomnieć Wielką Wojnę, jest to, że dotąd pisali o niej głównie badacze zajmujący się historią polityczną lub historią wojskowości. Ja natomiast chciałbym ją ukazać jako grę międzynarodowych stosunków politycznych, rywalizacji mocarstw o dominację w Europie i walki o kolonie.
Wreszcie powód trzeci i chyba najważniejszy dla polskiego czytelnika – dzięki wyjątkowo sprzyjającemu splotowi wydarzeń pierwsza wojna światowa przyniosła Polsce niepodległość.
Wiemy, że w 1795 roku Polska na 123 lata znikła z politycznej mapy Europy. Jednak prawie zupełnie zapomnieliśmy, że o ile po pierwszym i drugim rozbiorze państwo polskie było jeszcze formalnie niepodległe, o tyle suwerenność straciło o wiele wcześniej – w 1704 roku, w czasie wojny północnej, gdy Polska zawarła z Rosją sojuszniczy traktat narewski, pozwalający jej wojskom działać i stacjonować na terenie całej Rzeczypospolitej. Wojna północna zakończyła się w 1721 roku, ale car wciąż postępował wobec Rzeczypospolitej tak, jakby traktat ów, zawarty na czas wojny, obowiązywał bezterminowo. Od 1702 Litwa, a od 1704 roku także Polska były więc rosyjskim protektoratem.
Skoro więc Polacy nie przez 123 lata, ale przez ponad 210 nie mieli suwerennego państwa, to tym bardziej zasługuje na przypomnienie jego odzyskanie. Sprawie tej poświęciłem rozdział piąty, zajmujący ponad połowę tej książki.
Wcześniejsze rozdziały nie są ani systematycznym wykładem historii Wielkiej Wojny, ani jej kroniką, lecz eksponują niektóre jej aspekty z punktu widzenia politologa – analityka stosunków międzynarodowych. Być może także eseistyczne ujęcie, różniące się od obciążonych licznymi przypisami monografii pisanych przez historyków, będzie stanowić dodatkową zachętę do lektury tej książki.

Rozdział 1

Długi wiek XIX

Pamięć jest jedną z podstawowych kategorii historycznych. Nie ma już wśród nas uczestników i świadomych świadków pierwszej wojny światowej, którzy mogliby o niej opowiedzieć. Najstarsze żyjące dziś osoby były w latach 1914–1918 małymi dziećmi. Natomiast pamięć zbiorowa charakteryzuje się tym, że najlepiej przechowuje i najchętniej się odwołuje do ostatniego traumatycznego doświadczenia. Dla większości Europejczyków jest nim oczywiście druga wojna światowa. Działania zbrojne toczyły się wtedy w Europie, Afryce, Azji i Oceanii, a nawet – incydentalnie – na skrawkach innych kontynentów. Objęły też wszystkie oceany. Oblicza się, że w różnym charakterze w wojnie tej wzięło udział około 1,7 miliarda ludzi, w tym około 110 milionów żołnierzy i partyzantów. Zginęło – według różnych źródeł – od 50 do 78 milionów ludzi, w tym około 47 milionów cywilów. Właśnie ta ostatnia liczba, będąca skutkiem wojny totalnej, szczególnie zaważyła na dzisiejszym postrzeganiu drugiej wojny światowej jako najbardziej krwawej, prowadzonej nieludzkimi metodami i środkami, a najbardziej wstrząsającym tego przykładem jest zagłada europejskich i – częściowo – północnoafrykańskich Żydów. W drugiej wojnie światowej uczestniczyło 61 państw, w tym większość jedynie formalnie, czyli ograniczając się do wypowiedzenia wojny, lecz nie włączając się do działań zbrojnych.
Wspomnienie pierwszej wojny światowej, która toczyła się wyłącznie w Europie i na Bliskim Wschodzie (walki w afrykańskich koloniach Niemiec były marginalne) oraz na Atlantyku (z nielicznymi incydentami na oceanach Spokojnym i Indyjskim), zatarło się. A na tym stosunkowo niewielkim obszarze zginęło od 8,5 do 10 milionów samych tylko żołnierzy. Spośród tych, którzy brali bezpośredni udział w walce (było ich 25 procent, pozostałe 75 procent przypadało na artylerię, kwatermistrzostwo i służbę medyczną), zginęło 10 procent, a podczas drugiej wojny światowej tylko 4,5 procent. Biorąc pod uwagę, że w pierwszej wojnie uczestniczyły 33 państwa, a więc dwa razy mniej niż w drugiej, wypada stwierdzić, że nie była ona od niej o wiele mniej krwawa. Zasadnicza różnica w porównaniu z drugą wojną światową polegała na tym, że podczas pierwszej aż 78 procent zabitych stanowili żołnierze. Tylko oni w pełni poznali jej krwawe oblicze. Cywile mogli się go tylko domyślać i wyobrażać je sobie, przez wiele lat spotykając na ulicach inwalidów wojennych.
Jeszcze bardziej błędne niż wynikająca zapewne z upływu czasu niepełna świadomość tragizmu pierwszej wojny światowej jest idealizowanie poprzedzającego ją okresu. Fin de siècle mógł być la belle époque chyba tylko w sferze kultury i sztuki oraz dla kawiarnianych polityków Wiednia i Paryża, a także prawdziwych polityków brytyjskich, którzy właśnie wtedy, pod koniec panowania królowej Wiktorii, doprowadzili imperium brytyjskie na szczyt rozkwitu.
Oczywiście w ciągu poprzednich dwóch wieków, a więc w okresie bardzo krótkim historycznie, w Europie niemal w każdej dziedzinie dokonały się olbrzymie przemiany technologiczne i społeczne.
W drugiej połowie XVII wieku trzon najlepszej ówcześnie armii Ludwika XIV stanowiły oddziały muszkieterów, wyposażone w rapiery i broń lontową lub skałkową. Artyleria strzelała z armat brązowych lub żelaznych, ładowanych odprzodowo. Niespełna dwieście lat później, od 1840 roku, w fabryce Kruppa produkowano już działa ze stali, ładowane odtylcowo, w zasadzie niewiele się różniące od dział z XX czy nawet XXI wieku.
Podobnie jest z przemianami językowymi. Przeciętny polski czytelnik tylko częściowo rozumie siedemnastowieczny język Pamiętników Paska, lecz z dziewiętnastowieczną polszczyzną Mickiewicza i Słowackiego nie ma już takich problemów. Dzieła Williama Szekspira tłumaczy się na współczesną angielszczyznę, sprawiają bowiem trudności nawet studentom brytyjskich uniwersytetów. Natomiast powieści Waltera Scotta i Charlesa Dickensa są dziś całkowicie zrozumiałe.
Także stroje doskonale odzwierciedlają szeroko rozumiane przemiany społeczne. W tym wypadku dostrzec można jeszcze szybsze tempo zmian. Męskie garnitury z końca XIX wieku stosunkowo niewiele się różnią od obecnych. A jeszcze z początkiem tamtego wieku mężczyźni nosili pończochy i kuse fraczki.
Z początkiem XIX wieku łączność między miastami i krajami zapewniała wyłącznie poczta. W gruncie rzeczy zasada jej działania niewiele zmieniła się przez wieki – tyle że pieszych lub konnych gońców zastąpiły systemy regularnych połączeń dyliżansowych. Natomiast na przełomie XIX i XX wieku informacje przekazywał już telegraf, a listy i paczki przewożono koleją. W Londynie, Paryżu, Berlinie i Pradze działała poczta pneumatyczna. Świat się skurczył również dzięki parowozom i parowcom. Coraz więcej ludzi było stać na korzystanie z nich. Rozwijała się turystyka, powstawały zaczątki globalizacji, na razie w sferze cywilizacji euroatlantyckiej, które z wolna obejmowały także obszary kolonialne. Od Lazurowego Wybrzeża po Singapur budowano luksusowe hotele. Trzeba przyznać, że skala i tempo przemian rzeczywiście mogły skłonić ludzi z nich korzystających do nazwania tych czasów la belle époque.
Ale w żadnym razie „długi wiek XIX” (1815–1914) nie był w Europie wiekiem pokoju.
Ledwie po Kongresie Wiedeńskim (1814–1915) powstało rosyjsko-austriacko-pruskie Święte Przymierze (w 1818 roku dołączyła do niego Francja), a już w 1830 roku doszło do rewolucji lipcowej we Francji, w sierpniu tegoż roku powstało zaś nowe państwo – Belgia. W listopadzie wybuchło pierwsze po powstaniu kościuszkowskim antyrosyjskie powstanie w podzielonej Polsce. Nieco wcześniej rozpoczęła się rywalizacja rosyjsko-austriacka na Bałkanach.
W 1848 roku europejskimi monarchiami wstrząsnęła Wiosna Ludów. Dążenia niepodległościowe były tak silne, że niektórzy władcy nie byli w stanie stłumić ich samodzielnie. W maju 1849 roku tylko interwencja rosyjskiego korpusu feldmarszałka Iwana Paskiewicza umożliwiła zgniecenie powstania węgierskiego. Był to ostatni akord współpracy Petersburga i Wiednia. Kiedy w latach 1853–1858 trwała wojna krymska, czyli interwencja wojsk Anglii, Francji, Turcji i Sardynii w Rosji, Austria skorzystała z okazji, by przejściowo okupować Wołoszczyznę, będącą rosyjskim protektoratem. Wiedeń postąpił tak, chociaż na mocy traktatu był zobowiązany udzielić Rosji pomocy.
Właśnie wojna krymska okazała się wstępem do późniejszej o kilka dziesięcioleci swoistej karuzeli sojuszy. Na razie jednak nabrały przyspieszenia rozgrywki w łonie obozu germańskiego.
Na Kongresie Wiedeńskim nie reaktywowano Świętego Cesarstwa Rzymskiego (Narodu Niemieckiego – to uzupełnienie nigdy nie było częścią oficjalnej nazwy Rzeszy), którego kres nastąpił w 1804 roku, lecz w zamian powołano do życia Związek Niemiecki, w którego skład wchodziły 34 państwa (w tym Austria) i cztery wolne miasta. Formalnie Zgromadzeniu Związkowemu przewodniczył cesarz Austrii, lecz w rzeczywistości stale trwała walka o przywództwo między Austrią a rosnącym w siłę Królestwem Prus. Wreszcie w 1866 roku doszło do krótkiej wojny między obydwoma państwami, którą wygrały Prusy. Natychmiast też doprowadziły one do utworzenia Związku Północnoniemieckiego, złożonego z dwudziestu dwóch państw. Był to wstęp do marginalizacji międzynarodowej pozycji Austrii, a zarazem do zjednoczenia państw niemieckich. Aby osiągnąć ten drugi cel, należało przełamać opozycję Francji.

Wojna francusko-pruska 1870–1871

Historycy coraz częściej twierdzą, że druga wojna światowa była kontynuacją pierwszej, a w konsekwencji – że wojna światowa trwała, z bardzo długą przerwą, od 1914 do 1945 roku. Byłaby to zatem druga wojna trzydziestoletnia w Europie (pierwsza toczyła się w latach 1618–1648, także z przerwami, choć nie tak długimi). Z politycznego i strategicznego punktu widzenia jest to słuszna opinia, jednak aby być w pełni konsekwentnym, należałoby ją rozszerzyć. Albowiem podobnie jak druga wojna światowa była konsekwencją pierwszej, tak pierwsza była konsekwencją wojny francusko-pruskiej z 1870 roku.
Główną przyczyną wybuchu tej wojny była oczywiście rywalizacja Prus i Francji o dominację w kontynentalnej Europie oraz o posiadłości kolonialne. Z punktu widzenia Prus do wygrania tej rywalizacji niezbędne było zjednoczenie pod ich egidą wszystkich terytoriów niemieckich (z wyjątkiem Austrii), a pokonanie Francji jawiło się jako najskuteczniejszy argument mający przekonać przeciwników zjednoczenia.
Bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny było zaś dążenie Prus do osadzenia księcia Leopolda von Hohenzollern-Sigmaringen na wakującym tronie hiszpańskim.
Francja nie mogła dopuścić do powtórzenia się sytuacji sprzed kilku wieków, gdy od południa (Hiszpania), północy (Niderlandy) i wschodu (Austria) otaczały ją domeny Habsburgów. Jednak jej pozycja była słaba: brak sojuszy i siły lądowe w nie najlepszym stanie. Wiedząc o tym, premier Otto von Bismarck uciekł się do prowokacji. Tajny radca Heinrich Abeken wysłał z Ems do Bismarcka depeszę informującą kanclerza o rozmowie króla Wilhelma I Hohenzollerna z ambasadorem Napoleona III Vincentem Benedettim, podczas której król oznajmił francuskiemu dyplomacie, że kandydatura księcia Leopolda została wycofana, Benedetti zaś domagał się jeszcze oświadczenia, iż król „po wieczne czasy” zobowiązuje się nie ponawiać kandydatury Hohenzollerna. Abeken zaznaczył też, że król pozostawił Bismarckowi decyzję co do opublikowania tej depeszy w prasie.
Premier nie tylko kazał ją opublikować, ale i dokonał zmian zaostrzających jej ton. Cesarza Napoleona III musiały urazić dwa akcenty: nazwanie księcia Leopolda kandydatem bez zasięgania opinii Francji na ten temat oraz zapowiedź, że odtąd francuski ambasador nie będzie przyjmowany przez Wilhelma I, lecz przez jego adiutanta. Ponieważ ambasador uosabia głowę swego państwa, był to policzek dla Napoleona III, a słowa króla można było interpretować jako zerwanie stosunków dyplomatycznych. Wreszcie odmowa ostatecznego porzucenia dążenia Hohenzollernów do objęcia w przyszłości tronu hiszpańskiego nie rokowała dobrze przyszłości stosunków francusko-pruskich.
Opublikowanie depeszy emskiej w prasie, czyli ujawnienie despektu uczynionego Napoleonowi III, skłoniło cesarza do wypowiedzenia wojny Prusom. Stało się to sześć dni po wysłaniu depeszy przez radcę Abekena – 19 lipca 1870 roku.
Prusy miały ponaddwukrotną przewagę w piechocie, kawalerii i artylerii, a także w systemie organizacji armii (z poboru), mobilizacji, transportu (kolejowy) oraz dowodzenia. Do atutów Francji należały silne twierdze na pograniczu, między innymi Metz, Verdun i Sedan, oraz marynarka wojenna.
Przebieg działań zbrojnych potwierdził wszystkie słabości francuskiej armii, a zwłaszcza fatalne dowodzenie i niewydolny transport. Strona francuska przegrała wszystkie ważne bitwy, a jedynie niektóre nie zostały rozstrzygnięte. W liczbach bezwzględnych obie strony poniosły podobne straty, ale proporcjonalnie do stanu wyjściowego straty Prus były dwukrotnie mniejsze od francuskich.
Rozstrzygnięcie nastąpiło pod Sedanem. Już 2 września poddała się tam Prusakom osiemdziesięciotysięczna armia francuska, a wraz z nią cesarz Napoleon III. Metz padł w październiku, a nie zdobyte twierdze Belfort i Bitche wywiesiły białą flagę dopiero po zawieszeniu broni, odpowiednio w lutym i marcu 1871 roku.
Pomimo upadku cesarstwa wojna toczyła się dalej. 4 września proklamowano powstanie III Republiki i powołano Rząd Obrony Narodowej. Paryż szykował się do walki, ale równie bezładnie jak armia. Zajęto się gromadzeniem zapasów, które umożliwiłyby przetrwanie długiego oblężenia, lecz nie pomyślano o ewakuacji mieszkańców (ostatecznie ewakuowano zaledwie około 100 tysięcy, co stanowiło 2,5 procent populacji, która zresztą zwiększyła się prawie o pół miliona żołnierzy różnych formacji). Tymczasem 19 września Prusacy rozpoczęli oblężenie stolicy, które trwało do jej kapitulacji 28 stycznia 1871 roku. 5 października Wersal stał się siedzibą króla Wilhelma I, premiera Bismarcka i pruskiego naczelnego dowództwa.
Walki na prowincji, prowadzone przez ocalałe oddziały, nowo sformowane jednostki oraz kontyngent przybyły z Afryki, podlegające urzędującemu w Tours rządowi Leona Gambetty, nie zmieniły sytuacji strategicznej. Ostateczny cios oblężonemu Paryżowi, do którego co noc docierało podziemnymi tunelami około 300 wozów z żywnością, zadało zniszczenie ogniem artyleryjskim jej magazynów. 26 stycznia w Wersalu podpisano preliminaria pokojowe, a 10 maja, we Frankfurcie nad Menem, traktat pokojowy. Wcześniej, 17 lutego, odbyła się w Paryżu defilada pruskiej armii. Następnym razem Niemcy mieli tę przyjemność w czerwcu 1940 roku.
Na mocy traktatu frankfurckiego Francja utraciła Alzację i część Lotaryngii i miała zapłacić 5 miliardów franków w złocie kontrybucji. Ponadto tuż po układzie rozejmowym oddała wojskom pruskim uzbrojenie i inny sprzęt wojskowy. To ostatnie żądanie Prus było posunięciem natury prestiżowej, ponieważ w dziedzinie techniki militarnej górowały one niesłychanie nad Francją i pozostałymi państwami europejskimi. Symbolem tej przewagi były choćby dalekonośne działa Kruppa, z których ostrzeliwano Paryż. Błędem byłoby jednak sądzić, że Niemcy zawdzięczali zwycięstwo wyłącznie swojej przewadze militarnej. Wiedzę o tym, że ją mają, oraz o najbardziej skutecznych sposobach i miejscach jej wykorzystania zawdzięczali Wilhelmowi Stieberowi (1818–1882), zwanemu ojcem chrzestnym nowoczesnego niemieckiego wywiadu.
Stieber rozpoczął karierę w 1844 roku jako niższy urzędnik berlińskiego sądu karnego od śledztwa w sprawie powstania tkaczy śląskich, na kanwie którego Gerhart Hauptmann osnuł swój dramat Tkacze. Sześć lat później został asesorem policji kryminalnej, a w 1851 roku udał się pod przykryciem dziennikarza do Londynu, gdzie spotkał się z Karolem Marksem i dzięki podstępowi zapoznał się z kartoteką członków Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników, którą następnie wykradł. Dwa lata później został kierownikiem służby bezpieczeństwa w Berlinie, czyli szefem kontrwywiadu.
Już wcześniej odkrył, że wśród prostytutek jest wiele kobiet o znacznej inteligencji i nieformalnym wykształceniu, mających przy tym kontakty z oficerami i biznesmenami, których można szantażować bądź z racji ich stanu małżeńskiego, bądź długów. Założył więc „fundusz pomocy prostytutkom”, a one z wdzięczności odpłacały mu się informacjami. Po kilku latach w niełasce (jego protektor król Fryderyk Wilhelm IV zapadł na chorobę psychiczną), które częściowo spędził w Petersburgu, szkoląc ochranę w walce z wywrotowcami, Stieber otrzymał nową funkcję od niedawno mianowanego premierem Ottona Bismarcka, którego ocalił od zamachu – najprawdopodobniej sfingowanego – Michaiła Bakunina. Stieber został oficerem operacyjnym wywiadu. Jako handlarz dewocjonaliów zjeździł całą Austrię, tworząc tam olbrzymią siatkę informatorów, przeważnie podlegających zwerbowanym przezeń niezamożnym dziennikarzom. Informacje wojskowe i polityczne zgromadzone przez siatkę Stiebera i jego samego przyczyniły się do odniesienia przez Prusy zwycięstwa nad Austrią, i to w ciągu zaledwie siedmiu tygodni.
Trzy lata później Bismarck wysłał Stiebera do Francji. Tym razem unikał on werbunku za pomocą szantażu obyczajowego, uznawszy, że lepszą gwarancją lojalności szpiega są pieniądze. Stieber i jego ludzie szukali zadłużonych lub niezadowolonych z przebiegu swojej kariery oficerów i urzędników. Znaleźli ich tysiące, a najlepiej rokującym proponowali pożyczkę z banku w Hanowerze. Była to tajna kasa pruskiego wywiadu, którą utworzył Bismarck, dyskretnie zagarnąwszy skarb Królestwa Hanoweru – pieniądze te nie były uwidocznione w budżecie wojskowym. Najlepszym francuskim szpiegiem Stiebera był człowiek, którego w swych wspomnieniach nazywa on FM. Jego nazwisko do tej pory nie jest znane. Najważniejszą spośród wielu cennych informacji, które dostarczył on swemu niemieckiemu mocodawcy, były francuskie plany dyslokacji wojsk na wypadek wojny z Prusami. Stieber był zdumiony, że wielu jego francuskich agentów nie uważa się za zdrajców, lecz za bojowników dążących do obalenia reżimu Napoleona III. Informacje Stiebera w wielkiej mierze przyczyniły się do zamknięcia francuskiej armii w pułapce Sedanu. Za te i inne zasługi został odznaczony Krzyżem Żelaznym.
Zwycięska wojna z Francją przyniosła królowi Prus tytuł cesarza niemieckiego (koronował się 18 stycznia 1871 roku w Wersalu), a II Rzeszę wyniosła do rangi największego mocarstwa na kontynencie europejskim. Osłabiona i upokorzona Francja chwilowo przestała się liczyć w koncercie mocarstw, chociaż to upokorzenie stale podsycało galijską chęć odwetu. Austria, pokonana przez Prusy w bitwie pod Sadową w 1866 roku, osłabła już wcześniej, targana konfliktami narodowościowymi. W 1859 roku straciła Lombardię, co stało się początkiem procesu zjednoczenia Włoch, zakończonego w 1871 roku, a w 1866 roku Wenecję. Rok później cesarz Franciszek Józef I zmuszony był przekształcić swoje państwo w monarchię dualistyczną – Cesarstwo Austro-Węgierskie, w którym Niemcy stanowili zaledwie 24 procent ludności monarchii, a Węgrzy 20 procent. Z wyjątkiem Żydów, Rumunów, Cyganów i Włochów całą resztę stanowili Słowianie. W Stanach Zjednoczonych mówi się o zachowaniach wyborczych Amerykanów: „Dokąd pójdzie Maine, tam pójdzie cały kraj”. Można by je strawestować: Po tym, jak powstała II Rzesza, dokąd poszedł Berlin, tam szedł i Wiedeń.
Jednak Cesarstwo Niemieckie było wśród największych mocarstw spóźnionym przybyszem. Liczył się ten, kto miał kolonie, a one były już rozdzielone. Nie tylko między Wielką Brytanię i Francję, lecz i byłe mocarstwa, jak Hiszpania, Portugalia i Holandia. Na Dalekim Wschodzie do gry zaczęły się także włączać Stany Zjednoczone, które w 1898 roku pomogły Filipińczykom zrzucić kolonialną zależność od Hiszpanii, a same zajęły jej miejsce. Wcześniej zaś Waszyngton zdecydował się na interwencję w Chinach. Berlin uznał, że pozostało mu jedynie wejść w nieliczne luki lub skłonić stare mocarstwa kolonialne do podzielenia się z nim swoimi posiadłościami. Tak się zaczęła dyplomacja kanonierek. I to był bodziec do rozbudowy Kaiserliche Marine, zapoczątkowanej po zwycięstwie nad Francją.