Sandra Gulland w powieści „Kochanka Słońca” odkrywa przed czytelnikami barwne sekrety dworu Ludwika XIV. W rozmowie z Zofią Woźniak mówi o tym, w jaki sposób udało jej się oddać atmosferę odległej epoki.

Sandra Gulland | fot. Richard GullandKochanka Słońca to czwarta Pani książka, która została przetłumaczona na język polski. Wszystkie poprzednie cieszyły się u nas popularnością. Trylogia o Józefinie, żonie Napoleona sprzedała się w liczbie ponad miliona egzemplarzy na całym świecie. Co Pani zdaniem najbardziej wpłynęło na tak duży sukces Pani powieści wśród czytelników?
Ogromnie się cieszę, że moje powieści są czytane w Polsce. To dla mnie zaszczyt! Jeśli chodzi o to, dlaczego są popularne, mogę tylko powtórzyć to, co słyszę od czytelników, a mianowicie, że moi bohaterowie są im bliscy, a książki wciągają na tyle, że trudno jest się oderwać od lektury.

Akcja Pani książek rozgrywa się we Francji. Dlaczego zafascynowała Panią historia właśnie tego kraju? Pochodzi Pani z Kalifornii, mieszka w Kanadzie. Jaki jest zatem Pani związek z Francją? I skąd zainteresowanie właśnie XVII wiekiem?
Jako nastolatka dorastałam w Berkeley w Kalifornii. Miałam kontakt z francuskim filmem, sztuką i literaturą. Zakochałam się w kulturze Francji i postanowiłam, że muszę koniecznie nauczyć się języka francuskiego (nadal mam taki zamiar!). To był jeden z powodów, dla których Kanada stała się moim drugim domem – ze względu na czynnik francuski. Ogólnie kiepsko rozeznawałam się w historii, ponieważ nigdy się w nią nie wgłębiałam, ale kiedy zaczęłam czytać biografię Józefiny Bonaparte, nagle złapałam bakcyla. Stwierdziłam, że historia to nie żadne fantazje, to nie tylko bitwy i traktaty pokojowe. Historia naprawdę się przydarzyła, i to ludziom takim jak ja czy ty.

Zaczęłam czytać o Ludwice z czystej ciekawości i w ten sposób zafascynował mnie siedemnastowieczny dwór Króla Słońce

Zaczęłam poznawać historię Francji poprzez historię Józefiny. Przez wiele lat zagłębiałam się w jej świat. A potem dowiedziałam się o istnieniu biografii popularnej w czasach Józefiny – była to historia Ludwiki de la Vallière, kochanki Ludwika XIV, zwanego Królem Słońce. Zaczęłam czytać o Ludwice z czystej ciekawości i w ten sposób zafascynował mnie siedemnastowieczny dwór Króla Słońce. Czasy napoleońskie to epoka całkiem nowoczesna: wydaje mi się, że Józefina i Napoleon daliby sobie radę w naszym świecie. Jednakże XVII wiek to zupełnie inna sprawa! To niezwykle intrygujący okres, sięgający korzeniami do wieków średnich, a przy tym zahaczający już o czasy współczesne.

Pani powieści znane są z bardzo dokładnego odzwierciedlenia czasów, w których rozgrywa się ich akcja. Wymaga to od Pani bardzo dużo czasu na analizowanie tła historycznego. Dbałość o każdy szczegół, dokładne opisy biżuterii, ubrań, urządzenia pałaców itd. Ile więc trwały prace nad Kochanką Słońca?
Napisanie Kochanki Słońca zajęło mi osiem pełnych lat wytężonej i regularnej pracy! Jedną z przyczyn był fakt, że wcześniej przez ponad dziesięć lat zagłębiałam się w epokę Napoleona i dlatego musiałam poświęcić sporo czasu na badania, pozwalające mi cofnąć się o sto pięćdziesiąt lat wstecz. Po drugie, historia Ludwiki okazała się sporym wyzwaniem pisarskim. Próbowałam opisać ją to z jednego punktu widzenia, to z drugiego, a nawet trzeciego. Ostatecznie stwierdziłam, że po prostu muszę uczynić Ludwikę narratorką powieści, i tak też zrobiłam. Nie było to łatwe.

Co było dla Pani podczas tego okresu największym wyzwaniem?
Najtrudniejsze nie były wcale szczegóły codziennego życia, lecz sposób myślenia ludzi z siedemnastego wieku – niezwykle uduchowiony i filozoficzny. Na przykład, kiedy Ludwika zamknęła się w klasztorze, zyskała w ten sposób wolność. Dla współczesnego czytelnika jest to trudne do pojęcia, ale mam nadzieję, że mnie się udało przekonująco to przedstawić.

Jak zdobywała Pani informacje? Odwiedzała Pani miejsca we Francji opisywane w powieści?
Większość informacji pochodzi z książek. W dzisiejszych czasach, dzięki Internetowi, łatwo jest kupić stare wydania. Wiele pozycji dostępnych jest online, można je sobie ściągnąć. To zdecydowany pozytyw współczesności! Uważam jednak, że kluczowe są podróże. Dzięki temu postacie historyczne stają się bardzo prawdziwe. Jeśli chodzi o Ludwikę de la Vallière, miałam szczęście, bo mogłam zobaczyć jej dom rodzinny w Dolinie Loary we Francji, w tym gołębnik oraz stajnię. Odwiedziłam także klasztor w Tours, gdzie przez pewien czas przebywała, a potem podążyłam jej śladem do Blois, Chambord, Fontainbleau, Paryża oraz Wersalu. Pojechałam nawet do ruin zamku w Vajours, który podarował jej król.

Bohaterkami Pani powieści są kobiety. Bohaterka Kochanki Słońca – Ludwika de la Valliere różni się jednak od Józefiny Bonaparte, znanej z trylogii. Dlaczego zdecydowała się Pani opisać jej losy? Co Panią w niej najbardziej zafascynowało?
Ludwika mnie zaintrygowała, stanowiła dla mnie swoistą zagadkę. Była dewotką, „dobrą katolicką dziewczyną”, a jednak została kochanką króla. Mówiono, że jest bojaźliwa, a przecież jako świetna amazonka wygrywała z królem i jego ludźmi, zarówno w wyścigach konnych, jak i podczas polowań!

Ludwika mnie zaintrygowała, stanowiła dla mnie swoistą zagadkę. Była dewotką, „dobrą katolicką dziewczyną”, a jednak została kochanką króla

Czy na kształt tej postaci miała wpływ Pani miłość do koni? Ludwika była amazonką.
Niebywałe zdolności jeździeckie Ludwiki faktycznie mnie zafascynowały. W swoim życiu miałam wiele koni (i nadam mam!), a posiadana przeze mnie wiedza o jeździe konnej pozwoliła mi docenić jej talent. Ta dziewczyna nie była wcale lękliwa! I z pewnością spędzała więcej czasu na grzbiecie konia niż w przydomowej pralni. Kiedy zaczęłam badać ten temat, okazało się, że Ludwika była niezwykłą osobowością: intelektualistką, bardzo religijną, utalentowaną tancerką i śpiewaczką, a przy tym miała w sobie coś z chłopięcej natury – była prawdziwym sportowcem.

Na końcu powieści pisze Pani, że wiele osób i miejsc musiała Pani z tej książki wykluczyć. Czy zatem pojawią się kolejne części Kochanki Słońca?
Właśnie dzisiaj skończyłam ostateczną wersję następnej powieści rozgrywającej się na dworze Króla Słońce! Mogłabym napisać jeszcze ze sto książek, których akcja toczy się w tamtych czasach; to była niezwykle barwna epoka.

Tak więc co będzie głównym wątkiem Pani następnej powieści?
Powieść, którą właśnie ukończyłam, nosi wstępny tytuł W służbie Królowej Cieni. Tytułową królową jest Atena, Madame de Montespan, która tak samo jak w Kochance Słońca odgrywa tutaj kluczową rolę. Atena to bardzo złożona i silna postać, a w tej powieści poznamy ją z perspektywy kobiety, która była jej „zaufaną” służącą: Klaudii (Klaudyny) des Oeillets. Klaudyna była córką gwiazdy teatru, a więc głównym tematem będzie świat siedemnastowiecznego teatru francuskiego. Pojawią się takie postacie jak Corneille, Molier czy Racine. Nie zabraknie także słynnej – czy raczej niesławnej – Afery Trucizn oraz spalonej na stosie czarownicy Voisin.

Gdyby mogła Pani przenieść się do tamtych czasów, czego chciałaby się Pani dowiedzieć o swoich bohaterach?
To niezwykle ciekawe pytanie. Generalnie rzecz biorąc, byłabym zainteresowana odnalezieniem informacji o tym, czego nie wiemy o codziennym życia kobiet – intymnych, a także całkiem praktycznych szczegółów. Co do Ludwiki, chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej na temat jej zdrowia. Wszystko wskazuje na to, że cierpiała na stwardnienie rozsiane, ale to tylko spekulacje. Chciałabym ogromnie spotkać ich wszystkich. Ach, gdyby to było możliwe…!

Rozmawiała Zofia Woźniak

 

Zaloguj się i skomentuj. Pośród autorów komentarzy losujemy nagrody książkowe.
Zobacz więcej informacji