W przeszłości „świat chiński” i „świat zachodni” stykały się rzadko. Dziś technologia i zależności ekonomiczne wymuszają stały kontakt



Chiny: cywilizacja trwającą nieprzerwanie od tysiącleci, więź ze starożytną przeszłością, klasyczne zasady strategii i polityki. Stany Zjednoczone: nieco ponad dwieście lat państwowości, liberalizm, interwencjonizm. Ale dziś to dwa największe mocarstwa, od których zależy polityka całego świata.

W przeszłości „świat chiński” i „świat zachodni” stykały się rzadko. Dziś technologia i zależności ekonomiczne wymuszają stały kontakt, ale rodzą też paradoks – choć coraz więcej jest możliwości współpracy, wzrasta też ryzyko konfliktu.

Henry Kissinger, który przez lata był jednym z architektów amerykańskiej polityki zagranicznej oraz głównym graczem w zakulisowych rozgrywkach dyplomatycznych, opisuje przeszłą i teraźniejszą politykę kraju, którego wpływ na losy całego globu — w tym także Stanów Zjednoczonych — z roku na rok staje się coraz większy.

***

Bardzo trudno wpisać książkę Kissingera w ramy konkretnego gatunku. Częściowo dlatego, że nieco niepozorny tytuł skrywa w gruncie rzeczy ambitny cel – ukazać sens chińskiej dyplomacji i polityki zagranicznej w toku dwóch tysiącleci oraz uporządkować wydarzenia z przeszłości tak, aby rzucały światło na współczesność. […] Nie jest to ani pamiętnik, ani monografia. Mamy tu raczej do czynienia z połączeniem spostrzeżeń, refleksji, pracy historycznej i badań opartych na doświadczeniu i intuicji.
„The New York Review of Books”

Fascynująca, przenikliwa, a czasem przewrotna książka Kissingera jest poświęcona nie tylko kluczowej roli, którą autor odegrał w otwarciu się prezydenta Nixona na Chiny. To także próba ukazania, w jaki sposób historia Chin, zarówno starożytna, jak i ta najnowsza, kształtowała politykę zagraniczną tego państwa i jego stosunek do Zachodu. […] Wpływ na postrzeganie Chin przez autora miały także jego osobiste bliskie kontakty z kilkoma generacjami chińskich przywódców.
„The New York Times”

„O Chinach” to próba przybliżenia tajników chińskiej dyplomacji. To także analiza stosunków pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz lapidarne, ale jednocześnie dogłębne przedstawienie wyzwań związanych ze wzajemnymi relacjami obu państw. „O Chinach” zajmuje godne miejsce wśród wydanych dotąd dzieł dyplomaty i byłego sekretarza stanu.
„The Washington Post”

Henry Kissinger
O Chinach
Przekład z języka angielskiego Magdalena Komorowska
Wydawnictwo Czarne
Premiera: 19 lutego 2014


Kwestia ketou i wojny opiumowe

Pod koniec XVIII wieku Chiny były u szczytu imperialnej wielkości. Dynastia Qing, ustanowiona w 1644 roku przez mandżurskie plemiona, które najechały Chiny z północnego wschodu, uczyniła je potęgą militarną. Łącząc mandżurską i mongolską sprawność wojskową z kulturalną i administracyjną biegłością Hanów, nowi władcy rozpoczęli program ekspansji terytorialnej na północy i zachodzie, ustanawiając chińską strefę wpływu sięgającą daleko w głąb Mongolii, Tybetu i obecnego Sinkiangu. Chiny stały się główną siłą w Azji, a w każdym razie mogły się równać z każdym imperium na ziemi.
Jednak u szczytu potęgi również dynastia Qing osiągnęła punkt zwrotny. Bogactwo i ekspansywność Chin przyciągnęły uwagę zachodnich mocarstw i kompanii handlowych działających daleko poza granicami państwa chińskiego i pozostających poza aparatem pojęciowym tradycyjnego chińskiego porządku świata. Po raz pierwszy w dziejach Chiny stanęły twarzą w twarz z „barbarzyńcami”, którzy nie chcieli obalić chińskiej dynastii ani zdobyć mandatu Niebios dla siebie. Zamiast tego proponowali zastąpienie sinocentrycznego porządku całkowicie nową wizją świata, w którym wolny handel miał zająć miejsce daniny, w chińskiej stolicy miały się pojawić stałe przedstawicielstwa dyplomatyczne, a w stosunkach dyplomatycznych głów państw innych niż Chiny nie traktowano by już jak „szlachetnych barbarzyńców” poddających się cesarzowi w Pekinie.

Chińskie elity nie wiedziały, że w obcych społeczeństwach nastąpił rozwój przemysłu i nauki, który po raz pierwszy od stuleci – albo po raz pierwszy w ogóle – przewyższał osiągnięcia Chin. Silniki parowe, tory kolejowe, a także nowe metody produkcji i formowania kapitału umożliwiły ogromny postęp w wytwórczości na Zachodzie. Zachodnie potęgi, które napędzane duchem rywalizacji dotarły do tradycyjnej sfery wpływów chińskich, uważały roszczenia Chin do uniwersalnego panowania nad Europą i Azją za śmieszne. Zamierzały narzucić Chinom własne standardy w kontaktach międzynarodowych, przy użyciu siły, gdyby okazało się to konieczne. Konfrontacja z nimi postawiła pod znakiem zapytania podstawy chińskiej kosmologii i pozostawiła rany jątrzące się jeszcze wiek później, w epoce odnowienia chińskiej wielkości.
Od XVII wieku chińskie władze odnotowywały coraz większą liczbę europejskich kupców na południowo-wschodnim wybrzeżu. Nie dostrzegali w Europejczykach niczego, co odróżniałoby ich od pozostałych obcokrajowców działających na obrzeżach imperium, z wyjątkiem, być może, widocznej nieznajomości zdobyczy chińskiej kultury. Według oficjalnego chińskiego stanowiska owi „barbarzyńcy zachodnich mórz” uznawani byli za „posłów państw trybutarnych” albo „barbarzyńskich kupców”. Bardzo rzadko pozwalano niektórym z nich jechać do Pekinu, gdzie – jeżeli zostali dopuszczeni przed oblicze cesarza – oczekiwano od nich rytualnego ketou, trzykrotnego pokłonu z dotknięciem czołem ziemi w akcie poddaństwa.

Przedstawiciele obcych państw mogli przekraczać granicę tylko w określonych miejscach, a do stolicy podążać wyłącznie po wyznaczonych szlakach. Dostęp do chińskiego rynku był ograniczony do ściśle kontrolowanego sezonowego handlu w Kantonie. Każdej zimy zachodni kupcy musieli wracać do domu. Nie wolno im się było zapuszczać dalej w głąb chińskiego terytorium. Z rozmysłem trzymano ich blisko wybrzeża. Prawo zabraniało uczenia tych barbarzyńców chińskiej mowy i sprzedawania im książek o chińskiej historii i kulturze. Kontaktować się z nimi mogli tylko miejscowi kupcy, którzy otrzymali specjalne pozwolenie.
O wolnym handlu, stałych misjach dyplomatycznych i suwerennej równości – a więc o minimum praw, którymi Europejczycy cieszyli się wówczas w prawie każdym zakątku świata – w Chinach jeszcze nie słyszano. Wyjątek uczyniono tylko dla Rosji. Gwałtowna ekspansja na wschód (ziemie cara przylegały do terytoriów Qingów w Sinkiangu, Mongolii i Mandżurii) uczyniła ją zagrożeniem dla Chin. W 1715 roku dynastia Qing pozwoliła Moskwie na założenie rosyjskiej prawosławnej misji w Pekinie. W końcu stała się ona de facto ambasadą, jedynym tego rodzaju obcym przedstawicielstwem w Chinach przez ponad sto lat.

Kontakty z zachodnioeuropejskimi kupcami, choć ograniczone, uważane były przez dynastię Qing za przejaw znacznej pobłażliwości. Syn Niebios, w oczach Chińczyków, okazał przybyszom życzliwość, zezwalając na uczestnictwo w chińskim handlu – szczególnie herbatą, jedwabiem, naczyniami z laki i rabarbarem, których barbarzyńcy zachodnich mórz bardzo pożądali. Europa była zbyt oddalona od Państwa Środka, by poddać ją sinizacji tak jak Koreę czy Wietnam.

Początkowo Europejczycy przyjęli rolę proszących w chińskim porządku trybutarnym, w myśl którego nazywano ich barbarzyńcami, a ich działalność handlową – trybutem. Kiedy jednak zachodnie potęgi wzbogaciły się i nabrały pewności siebie, ów stan rzeczy stał się nie do utrzymania.
(…)

 
Wesprzyj nas