Znakomita biografia Mae West autorstwa Charlotte Chandler została oparta na serii wywiadów przeprowadzonych z gwiazdą zaledwie kilka miesięcy przed jej śmiercią w 1980 roku.


Mae WestJako dramatopisarka West słynęła ze skandalizujących sztuk, jako aktorka – z ról, które uczyniły z niej uosobienie seksu, i z powiedzonek, które przeszły do historii Hollywood („Nadmiar czegoś dobrego może być cudowny”, „Kiedy jestem dobra, jestem bardzo dobra, ale kiedy jestem zła, jestem jeszcze lepsza” i wiele innych).

Od pierwszego spotkania, kiedy na przywitanie autorki West wyciągnęła skrzącą się od brylantów dłoń, aż do ich pożegnania, podczas którego gwiazda niestrudzenie udzielała pisarce rad w kwestii sposobów uwodzenia mężczyzn, pomiędzy Mae West i Charlotte Chandler nawiązała się serdeczna zażyłość emanująca z każdej strony biografii.

Charlotte Chandler zgłębiła legendy świata kina i objawiła talent, który sprawia, że gwiazdy filmowe otwierają się przed nią ze zdumiewającą szczerością.
„Los Angeles Times”

Charlotte Chandler jest autorką wielu biografii reżyserów i aktorów, między innymi Ingrid Bergman, Joan Crawford, Bette Davis, Marleny Dietrich, i Katharine Hepburn, a także Federico Felliniego, Alfreda Hitchcocka, Groucho Marxa I Billy’ego Wildera. Jest członkinią zarządu Film Society of Lincoln Center (Stowarzyszenie Filmowe Centrum Lincolna) i aktywnie działa na rzecz zachowania dziedzictwa filmowego.

Charlotte Chandler
Mae West
Tłumaczenie: Adam Tuz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Premiera: 1 sierpnia 2013


Niektóre kobiety umieją zdobywać to, czego zapragną, inne nie. Ja zawsze umiałam.
Mae West

Prolog

Najpierw myślałam, że kobietom jest potrzebna Karta Praw Obywatelskich. Jednak później uznałam, że potrzebują czego innego – karty praw do występków. Jako młoda dziewczyna – ciągnęła Mae West – z miejsca pojęłam ten podwójny wzorzec, odrębny dla mężczyzn i kobiet, nie tylko w sferze seksu, ale w ogóle. Mężczyźni żyli w świecie wolności, a kobiety – w świecie ograniczeń. Uważam, że powinien istnieć jeden wzorzec dla mężczyzn i kobiet. Życie wielu kobiet określa obecność w nim mężczyzny lub mężczyzn. Natomiast ja wolałam sama je określać. Nigdy nie uważałam się za feministkę, mimo że miałam taką opinię u wielu osób. Nigdy nie utożsamiałam się z żadnymi grupami. Uważałam, że opowiadam się po stronie praw człowieka, a przecież kobiety także są ludźmi.

Kiedy jakiś mężczyzna zabiegał o moje względy, starał się włożyć mi na palec pierścionek z brylantem, a gdy tylko uznał, że już mnie usidlił, chciał przepasać mnie kuchennym fartuchem. Radziłam sobie w męskim świecie. Pracowałam w show-biznesie, który jest światem mężczyzn, gdyż to w ich rękach skupia się władza nad tą sferą. Matka mawiała, że sprytu nigdy za wiele, ale nie warto się nim chwalić, zwłaszcza przed mężczyznami: „Mężczyźni nie lubią kobiet sprytniejszych niż oni. Rozum to atut, który trzeba ukrywać”. Ale matka urodziła się w innej epoce. To, co obowiązywało w jej czasach, nie było tak samo słuszne w moich. Matka musiała żyć w kobiecym świecie, podczas gdy „wielkim światem” władali mężczyźni.

Najbardziej szczycę się tym, że oferowałam ludziom rozrywkę, a nie przesłanie. Oczywiście było tam i przesłanie, ale w głębi, ukryte pod maską dowcipu. Kobiety mówiły mi, że inspirowałam je do tego, by nie siedzieć bezczynnie, lecz podążać własną drogą. Uświadamiałam ludziom, że kobiety też lubią seks, który jest czymś dobrym, a nie zdrożnym, o ile tylko nie sprawia komuś krzywdy, i pod warunkiem, że podchodzi się odpowiedzialnie do kwestii macierzyństwa. Nie twierdzę, że wypełniałam jakąś misję, ale ostatecznie na to właśnie wyszło.

W mojej własnej opinii wiodłam dość samolubny żywot. Tak bym to określiła. Skupiałam się przede wszystkim na sobie. Aż pewnego dnia w restauracji podeszła do mnie jakaś kobieta i oświadczyła: „Panno West, chciałabym pani powiedzieć, że jest pani cudowna”. „Och, dziękuję – odparłam, zakładając, że ma na myśli moje sukcesy artystyczne. – Czy coś szczególnie się pani podoba?” Sądziłam, że wymieni kilka konkretnych ról albo może odpowie: „Wszystko”. Ale zaskoczyła mnie. Spodziewałam się krótkiej wypowiedzi, lecz ona pragnęła mi opowiedzieć wszystko o mnie samej. To częste u fanów, ale w tym wypadku było inaczej.

Odrzekła: „Spowodowała pani odmianę, cudowną odmianę w życiu wszystkich kobiet”. To dało mi do myślenia. Musiałam się nad tym zastanowić, przeanalizować swoje życie i jego znaczenie. Uznałam wreszcie, że starania o moją własną pomyślność przerodziły się w działania na rzecz wszystkich kobiet. Mam nadzieję, że tamta kobieta miała rację. Czyż matka nie byłaby ze mnie dumna? Swoim życiem odmieniłam nie tylko własny los. To zaś oznaczało, że tę różnicę spowodowało życie mojej matki, gdyż odegrała ona ważną rolę w kształtowaniu osoby, jaką się stałam. Pewnego dnia kobieta zostanie prezydentem, jestem tego pewna. Od wieków kobiety wodziły mężczyzn na pasku. Co do mnie, to nigdy nie chciałabym piastować żadnych politycznych stanowisk, może z wyjątkiem urzędu wiceprezydenta.

Czy uwierzy pani, że ludzie mówią, iż na pewno jestem zła, gdyż tak przekonująco gram role złych kobiet? Sądzą, że moje role to ja! Nie doceniają moich zdolności aktorskich ani pisarskich. Wizerunek publiczny to bardzo ważna rzecz, ale jeszcze ważniejszy jest mój obraz w moich własnych oczach – ten, który zachowuję tylko dla siebie. Dam pani pewną radę: niech pani wyrzuci wszystkie swoje nieudane fotografie. I proszę ubierać się elegancko, również w domu, na przykład przed rozmową telefoniczną. Strój panią odmieni, a to się wyczuwa nawet przez telefon.

Czy pani wie, kim jest Mae West? Kopciuszkiem we współczesnej sukni – mniej więcej współczesnej – i szpilkach, bo te szklane pantofelki są zbyt kruche! Wiem jedno: nie zmieniłabym się dla nikogo. Sama się stworzyłam i doskonaliłam. Nie pojawiłam się w jednej chwili dokładnie taka, jaką później się stałam, choć niewiele się różniłam od tamtej małej dziewczynki z dawnych czasów, najwcześniejszych, które pamiętam. Z początku jednak musiałam trochę nad sobą popracować. Stałam się postacią legendarną, ale nie historyczną. Należę do współczesności. Jestem dumna ze swoich filmów i naprawdę się cieszę, że je nakręciłam. W swoim czasie były cudowne, a teraz są jeszcze ważniejsze, gdyż mogą oglądać mnie wnuki moich dawnych widzów. Wielu ludzi, którzy oglądali mnie w teatrze, już odeszło, a ci, krórzy pozostali, też wkrótce zabiorą swoje wspomnienia do grobu.

Jestem wdzięczna moim rodzicom za to, że zjawiłam się w odpowiednim czasie. Dwudziesty wiek to epoka, której pamięć warto pielęgnować. Kiedy Mae zaczynała swoją karierę, otwierano drzwi przed kobietami. Kiedy ją zakończyła, drzwi były otwarte dla kobiet.

Wstęp

Poznałam Mae, kiedy pewnego dnia złożyłam jej popołudniową wizytę. Wyciągnęła do mnie rękę na przywitanie, a gdy ją ujęłam, jeden z brylantowych pierścionków skaleczył moją dłoń. Widząc to, Mae skwitowała sytuację rzeczową uwagą:
– To kamienie o starszym szlifie brylantowym, bardzo ostre. Najlepsze.
Na wszystkich palcach miała brylantowe pierścionki. Takie same kamienie zdobiły też jej naszyjnik, bransoletę oraz łańcuszek na kostce. Aktorka wyjaśniła, że to jej „brylanty na tę porę dnia”. Wyciągnęła przed siebie obie ręce, demonstrując mi klejnoty:
– Proszę spojrzeć, wszystkie są autentyczne. Podarowali mi je wielbiciele.
Jej spojrzenie zatrzymało się na moich, pozbawionych ozdób, rękach.
– Och, biedactwo! Nie ma pani ani jednego!
Przez moment przyglądała mi się ze zdumieniem i litością. W następnej chwili jednak twarz jej się rozjaśniła.
– Zostawiła je pani w domu?
Potrząsnęłam przecząco głową.
Na twarzy gwiazdy znowu pojawił się wyraz głębokiego współczucia. Mae przyglądała mi się przez jakiś czas, po czym oznajmiła pokrzepiającym tonem:
– Mogłaby je pani mieć, moja droga. Mogłaby pani. Ale musi się pani postarać, a także wiedzieć, jak to zrobić. Nie ma w życiu nic cenniejszego od brylantów.
– Zapewne trzeba w to wierzyć, by je posiąść – zauważyłam.
– Racja – odrzekła. – Trafiła pani w sedno. Cały sekret tkwi w umyśle. – Dotknęła ręką czoła. – Właśnie tu wszystko się zaczyna. Świadomość, czego się pragnie, to pierwszy krok do zdobycia tej rzeczy. – Znowu wyciągnęła ręce przed siebie, byśmy obie mogły się napawać widokiem klejnotów. – Te brylanty to moi przyjaciele. Czyż nie są piękne? Jedyne, co jest od nich ważniejsze, to zdrowie.

Moją uwagę zwrócił dźwięk przypominający trzepot skrzydełek malutkich ptaków. Nie chciałam sprawić wrażenia, że nieuważnie słucham słów Mae West, lecz nie mogłam się oprzeć pokusie zlustrowania salonu jej hollywoodzkiego apartamentu. Nie zauważyłam jednak żadnych klatek. Ów dźwięk powtarzał się często. Dopiero po dłuższej wypowiedzi Mae zdałam sobie sprawę, że wydawały go pokryte grubą warstwą tuszu sztuczne rzęsy, przy każdym mrugnięciu omiatające policzki aktorki.

Nasze spotkanie zaaranżował reżyser George Cukor, który znał Mae od połowy lat dwudziestych dwudziestego wieku, kiedy to pracowali razem przy nowojorskich inscenizacjach teatralnych. Podczas naszego pierwszego spotkania powiedziała: „Może pani mówić do mnie Mae, moja droga, ponieważ jest pani znajomą George’a, a on właśnie tak się do mnie zwraca”.
Mae West nie pałała entuzjazmem do udzielania wywiadów, zwłaszcza kobiecie.
– Nie mam nic na sprzedaż, więc tym bardziej nic nie oddam za darmo. Jeśli ktoś zaczyna się rozdawać za darmo, na nic nie zasługuje. Jeśli ktoś sam się nie ceni, to dlaczego miałby oczekiwać, że będzie ceniony? Właśnie stąd wynika moja nieufność wobec występów w telewizji, za które nie otrzymałam zapłaty. Nie podoba mi się rozdawanie wizerunku Mae West i w ten sposób umniejszanie jej wartości. Przypominam wyśmienite wino – z wiekiem nabieram jeszcze lepszego smaku. Obecnie jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek przedtem, a to dla pani dodatkowa korzyść.

Jednak nie zdobyła się, by odmówić prośbie George’a Cukora. Nadal miała nadzieję, że zdoła napisać dlań scenariusz i zagra w reżyserowanym przez niego filmie, z tym bowiem reżyserem najbardziej chciała współpracować. Jedyną obiekcją Mae było to, że Cukor „posunął się w latach”. Fakt, że skończyła podówczas osiemdziesiąt sześć lat, nie miał dla niej znaczenia. Cukor zdradził mi, że w owym filmie, Mae zagrałaby główną rolę obok Natalie Wood, która również należała do jego ulubionych aktorek. Miała to być historia o młodej kobiecie, która udaje się do jasnowidzki. W tej pierwszej roli miała wystąpić Natalie Wood, w drugiej zaś Mae West.

– Pomysł scenariusza był w gruncie rzeczy zainspirowany wiarą samej Mae w zdolności pozazmysłowe pewnych osób oraz istnienie czegoś, co lubiła określać mianem „Sił” – wspominał Cukor. – Opowiadała mi o swoich licznych doświadczeniach w tej dziedzinie i o tym, że spotykała najróżniejsze duchy, lecz żaden z nich nie okazał się szczególnie interesujący. No cóż… Mae ma też inne pomysły i chce napisać scenariusz, ale zdaniem nas obojga nie pracuje dostatecznie szybko. Powiedziałem jej kiedyś, prosząc, by wybaczyła mi banalność tej uwagi: „Czas nie stoi w miejscu, Mae”; i wie pani, co mi odrzekła? „Nie dla ciebie, George”.

– W rozmowie z George’em oświadczyłam, że nie chcę wcielać się w młodą kobietę – mówiła Mae. – Nalegałam, by powierzył mi rolę jasnowidzki. Odrzekł: „Doskonale, Mae”. Uprzedziłam go, że nie chcę grać bohaterek starszych niż te, które grywałam po trzydziestce. On zaś odparł: „Nie zamierzam podawać wieku postaci; mają być w nieokreślonym wieku, wnioski zaś pozostawimy widzom”. To mnie całkowicie zadowoliło, przystąpiłam więc do pisania swojej roli. – Mae urwała na chwilę. – Trzeba pani wiedzieć, że to ostatni wywiad, jakiego zamierzam kiedykolwiek udzielić.
– Czy jestem aż tak okropna? – zapytałam.
– Nie, moja droga, tu nie chodzi o panią. Jest pani bardzo miła. Po prostu przeszłam już na emeryturę, jeśli chodzi o udzielanie wywiadów, lecz George poprosił mnie, bym wyświadczyła mu tę grzeczność. Zatem udzielam tego wywiadu jako emerytka. Obecnie nie chce mi się już poznawać wielu nowych osób. Spotkałam już w życiu tylu ludzi, że odczuwam przesyt. Niczego już nie promuję ani nie sprzedaję, więc nie zależy mi na tym. Mam tylko siebie, zatem nie chcę się dewaluować.

Drzwi do apartamentu Mae otworzył mi mieszkający z nią przyjaciel, Paul Novak. Zapytał, jak zdołałam przejść przez wypełniony ochroną hol budynku Ravenswood i wjechać windą na górę bez anonsowania swojej wizyty. Wyjaśniłam, że za radą George’a Cukora zapytałam o Paula, zakładając, że dziennikarze wymieniają raczej nazwisko Mae West. Jego imię posłużyło mi więc jako hasło. Mae spodobał się ten pomysł.

Poznała już wszystkich, z którymi pragnęła zawrzeć znajomość. To istotne, zwłaszcza gdy się pamięta, że przed czyjąkolwiek wizytą czuła się w obowiązku spędzić wiele godzin, przygotowując fryzurę, makijaż i suknię, gdyż przywiązywała wielką wagę do pierwszego wrażenia, jakie wzbudzi. Twarz gwiazdy niemal całkowicie kryła się pod maską podkładu i pudru, ale szyja i dekolt zdradzały uderzająco piękną, gładką skórę o znakomitym wyglądzie. Usłyszałam kilkakrotnie z ust mojej rozmówczyni, że poświęciła na to trzy godziny starań, ale nie wahałaby się podwoić tego czasu, gdybym była mężczyzną. Wyznała, że gdyby zamierzała w ogóle kogoś przyjąć, wolałaby co dzień (a zwłaszcza co wieczór) spotykać się z mężczyznami.
– Zawsze przysyłali mężczyznę – wspominała, nie precyzując, kogo ma na myśli. – Uważałam przestawanie z dziewczętami za stratę czasu, więc nie obracałam się w damskim gronie.

Jedyny wyjątek stanowiły jej ukochana matka oraz siostra Beverly. Jak twierdziła Mae, mężczyźni oddawali się interesującym zajęciom i byli w stanie umożliwić jej to samo. Zdaniem Mae, świat Hollywood można określić jako realną nierzeczywistość i właśnie to jej się w nim podobało. Do końca życia z godnością opierała się wszelkim atakom na jej zamek z bajki. Apartament w hollywoodzkim budynku Ravenswood stanowił w istocie uzupełnienie Mae West, nie tylko odzwierciedlenie jej osobowości, lecz także jej uwydatnienie, a może nawet źródło inspiracji. Włożyła weń wiele z samej siebie, również wiele czerpiąc w zamian. Tapicerowane meble pokryte żółto-białym jedwabiem i atłasem, sprawiały wrażenie dziewiczo nowych, jakby je właśnie wniesiono na wieść o mojej wizycie. W rzeczywistości większość lśniącego bielą i złotem umeblowania stała tam od czasu przeprowadzki Mae do Hollywood, opuszczając apartament jedynie przy okazji wymiany tapicerki lub czyszczenia.

Chociaż Mae posiadała wiele nieruchomości, w tym dom na plaży w Santa Monica i ranczo w dolinie San Fernando, ponad wszystkie przedkładała swój apartament w budynku Ravenswood, od 1932 roku uważając go za swój dom. Twierdziła, że tam czuje się najbezpieczniej. Nie wybrała go sama – zrobili to ludzie z wytwórni Paramount przed jej przyjazdem do Kalifornii. Aktorka postawiła jedynie warunek, by mieszkanie znajdowało się w pobliżu studia. Pracownicy wytwórni wybrali też meble z działu rekwizytów, nie przewidując nawet, że pozostaną one na swoim miejscu prawie przez pół wieku. Mae spodobał się rezultat ich starań i przez całe lata wprowadziła zaledwie kilka zmian.

W apartamencie nie było wszechobecnych roślin domowych. „Rośliny zużywają za dużo tlenu”, wyjaśniała opacznie Mae, choć z wielką pewnością siebie. W mieszkaniu panował chłód, gdyż twierdziła: „To dobrze wpływa na stan mebli i cerę. Lubię powietrze przefiltrowane i pozostające w ciągłym ruchu”. Zastanawiałam się, w jaki sposób utrzymywano apartament w stanie tak nieskazitelnej czystości, i jednocześnie marzyłam, by móc wykorzystać to rozwiązanie w moim własnym lokum, choć instynktownie wyczuwałam, że tej czarodziejskiej sztuczki nie da się zastosować nigdzie indziej. Wydawało się poniekąd naturalne, że meble używane przez Mae West nie mogą się brudzić. Magia to rzecz krucha; każda odpowiedź jedynie rozwiałaby czar. Mae nie lubiła zmian: „Są ludzie, którzy zmieniają coś dla samej odmiany – uczesanie, meble, a nawet twarze. Nie należę do tej kategorii”. Odkąd osiągnęła doskonałość według własnych norm, unikała dalszych zmian, gdyż nigdy nie zapomniała życia w świecie trupy teatralnej i wodewilu, w którym nie miała wpływu na swoje otoczenie.

– W młodości napodróżowałam się do syta, później więc nie musiałam już tego robić. Usunęłam to ze swojego życia, poza tym jestem zbyt wybredna. Tu mam wszystko, czego potrzebuję, nigdy nie chciałam stanąć przed koniecznością przeprowadzki. Apartament Mae West był domem stworzonym dla niej oraz przez nią, odzwierciedlającym zamysł nie jakiegoś znanego dekoratora wnętrz, lecz samej gwiazdy. Nagromadzenie drobiazgów i otrzymanych od wielbicieli prezentów, których nie umiała wyrzucić, a także pieczołowicie przechowywanych pamiątek rodzinnych świadczyło, że Mae West jako osoba prywatna była bardziej sentymentalna, niż wskazywałyby pozory stworzone na użytek jej oficjalnego wizerunku.

Wystawione w całym mieszkaniu dzieła sztuki, przedstawiające Mae w latach największych sukcesów – naga rzeźba w marmurze i olejne obrazy – dowodziły, że gwiazda nie grzeszy fałszywą skromnością. Wskazywały również, że nawet przekroczywszy osiemdziesiątkę, aktorka nie obawia się konfrontacji z własną osobą z czasów młodości. Nadal zachowywała optymizm i snuła ambitne plany na przyszłość. Do swoich najcenniejszych pamiątek Mae zaliczała rzeźbę przedstawiającą ją samą nagą, wyeksponowaną bez zahamowań na białym fortepianie. Dzieło stanowiło jeden z rzadkich wypadków, w których Mae odrzuciła skromność i pozwoliła, by realizm zatriumfował nad wyobraźnią, zwłaszcza męską. Posążek wyszedł spod dłuta kobiety.
– Nie pozowałabym mężczyźnie – oświadczyła aktorka. – Nie starczyłoby mu czasu na dokończenie pracy. Poza tym sądzę, że dama ma prawo do paru sekretów. Na ścianach mojego domu na plaży miałam freski przedstawiające nagich mężczyzn. Wspaniałe dzieła sztuki. Nagość w sztuce nie ma nic wspólnego z seksem, to po prostu sztuka. Chciałabym pokazać pani ten dom, niestety, sprzedałam go. Brakuje mi go teraz.

 
Wesprzyj nas