Porywający thriller, którego akcja rozgrywa się w mrocznych zaułkach Monachium.


Wśród wrogówPolicjant Kessel, będąc pod wpływem narkotyków, potrąca samochodem młodego arabskiego imigranta. Jego partner Diller usiłuje pomóc przyjacielowi narkomanowi, jednak sam przez to wpada w tarapaty.

W sprawie policjantów rozpoczyna się wewnętrzne dochodzenie. Tymczasem w mieście odbywa się międzynarodowa konferencja na temat polityki bezpieczeństwa. Diller próbuje zapobiec planowanemu zamachowi na jednego z uczestników konferencji.

Georg Oswald – niemiecki pisarz i dziennikarz, absolwent prawa na Uniwersytecie Monachijskim.

Georg Oswald
Wśród wrogów
Wydawnictwo Czarna Owca
Czarna seria
Premiera: 17 kwietnia 2013


Środa, 16 stycznia
BYŁO ICH CZTERECH ALBO PIĘCIU. Siedzieli pod koszem do koszykówki, w półmroku jedynej niezniszczonej latarni. Diller opuścił do końca oparcie siedzenia i od czasu do czasu zerkał w ich kierunku. Siedzący obok niego na miejscu kierowcy Kessel usadowił się w podobny sposób. Czterech albo pięciu młodych mężczyzn, ale nie cały czas ci sami.

Jedni odchodzili, inni przychodzili. Turcy, Albańczycy, północni Afrykańczycy, Irakijczycy, Irańczycy, w sumie bez znaczenia – w każdym razie arabusy. Czym byli tak zaaferowani – nieustannie w ruchu, rozmawiali, dyskutowali, kłócili się, odchodzili, wracali? Chociaż nie można było zobaczyć, co dokładnie robią, było to bardziej niż oczywiste. Diller wiedział to doskonale, Kessel też, ale unikali rozmowy na ten temat.

Zerkali tylko kątem oka w tamtym kierunku, jak gdyby czuli wobec siebie zakłopotanie. Tak było w istocie. Ich zadanie polegało na tym, żeby obserwować drugą stronę ulicy i mieć na oku dwa okna w zapuszczonej kamienicy naprzeciwko. Robili to już od przeszło godziny i gdyby wszystko toczyło się zgodnie z wolą ich dowódcy, robiliby to jeszcze całą noc. Chodziło o dwa okna na trzecim piętrze.

Jeśli rzeczywiście ktoś się tam znajdował, to siedział po ciemku, odkąd się tu znaleźli. A ponieważ zorientował się, że jest obserwowany, będzie tak pewnie siedział całą noc. Bardziej prawdopodobne było jednak, że w mieszkaniu nie było nikogo i że najbliższe osiem godzin kompletnie bez sensu przesiedzą w samochodzie, gapiąc się w ciemne okna, i w końcu totalnie przemęczeni wrócą na posterunek z niczym.

Pod koszem zrobiło się teraz naprawdę ciekawie. Chłopcy dealowali – nawet ślepy by to zauważył. Diller chętnie złożyłby im wizytę, bez względu na to, co miałoby z tego wyniknąć. Ale w tej chwili było to niemożliwe. Musiał pilnować swoich dwóch ciemnych okien. I Kessela. Jak na styczniową noc było ciepło. Niektórzy z Arabów byli w samych koszulkach. Kessel marzł. Miał na sobie wełniany sweter i tweedową marynarkę, a mimo to kulił ramiona z zimna. Diller zauważył, że stara się opanować drgawki, które chwyciły go nagle z mocą średniego trzęsienia ziemi.

Znali się od ponad dwudziestu lat i wiedzieli o sobie więcej, niż ktokolwiek powinien wiedzieć o drugiej osobie. Jak na przykład o stosunku Kessela do wszelkiego typu substancji uzależniających. Diller miał okazję dość szczegółowo zorientować się w jego nawykach konsumpcyjnych, kiedy jako młodzi ludzie spędzali razem dużo czasu w oddziale antynarkotykowym. Długo wydawało się, że Kessel ma to pod kontrolą. Nigdy nie stoczył się zupełnie, zawsze coś go ratowało. W tej chwili jednak był dla Dillera wrakiem człowieka, jednocześnie uważał go za biologiczny cud, bo ciągle jeszcze żył, mimo iż przez ostatnie dwadzieścia pięć lat brał wszystkie zakazane substancje, które można było w tym kraju dostać.

Nigdy w takich ilościach, że nie było już powrotu, ale i tak dużo za dużo. Diller nie wiedział tego na pewno, mógł się tylko domyślać. Co jakiś czas następowały okresy spokoju, pełne odstawki, obietnice poprawy. Jakieś sześć lat temu Kessel dał mu słowo honoru, że ostatecznie zrywa z narkotykami. Wcześniej alkohol jakoś szczególnie go nie interesował, teraz zaczął ostro popijać. Podręcznikowe przesunięcie uzależnienia.

W komendzie alkoholizm Kessela długo pozostawał przemilczanym faktem, przynajmniej oficjalnie. Diller nie respektował tego obłudnego tabu.
– Powinieneś iść na terapię – poradził mu po wyjątkowo ciężkiej nocy.
– A ty powinieneś pocałować mnie w dupę – odpowiedział Kessel.
Ale prawie dokładnie dwa lata temu stało się. Ostre zapalenie trzustki omal nie zabiło Kessela. Najpierw zapaść, potem terapia. Od tego czasu nie brał narkotyków i nie pił. Tak mówił on sam i tak mówiło badanie krwi, którego wyniki przedłożył przed powrotem do czynnej służby.

Jego drgawki mówiły teraz co innego. Po raz pierwszy od dwóch lat był znowu na służbie w mieście. Diller pytał go przed akcją, czy da radę. Odpowiedział pogardliwym spojrzeniem. Dla Dillera było jednak jasne, że Kessel jest w środku pierwszej fazy odstawienia. Najwyraźniej postanowił sobie tej nocy nie pić, możliwe jednak, że tylko tak długo, jak długo będzie miał na karku świadka w osobie Dillera. Ten bardzo chętnie dowiedziałby się, jak Kesselowi udało się sfałszować wyniki badania krwi, nie pytał jednak, bo i tak nie uzyskałby odpowiedzi. Nie było to też w tej chwili ważne. Ważne było znaleźć odpowiedź na pytanie, co w tej sytuacji zrobić. Według przepisów nie powinien opuszczać pojazdu podczas obserwacji, ale przepisy nie były pisane z myślą o czterdziestosiedmioletnich nałogowcach, u których objawy odstawienia zaczynają wymykać się spod kontroli.

Jeszcze chwila i Kessel może zacząć wić się w skurczach. To było jasne, Diller nie mógł na to spokojnie patrzeć. Wezwanie karetki zwróciłoby na nich uwagę, a żeby zawieźć Kessela do szpitala, musieliby porzucić stanowisko obserwacyjne, do tego interwencja lekarska zdemaskowałaby oszustwo Kessela. Istniało jednak prostsze i lepsze rozwiązanie. Jadąc tutaj, Diller zauważył za rogiem sklep całodobowy. Mógł tam dostać to, czego potrzebował, i sprawić, że Kessel będzie nieco szczęśliwszym człowiekiem. Wysiądzie na chwilę, pójdzie tam, kupi wódkę, wróci i ukoi Kessela. Taki był plan. Arabusy spod kosza niczego nie zauważą, a nawet jeśli, to nie będzie ich to specjalnie interesowało.

Diller odczekał jeszcze kilka minut, wsłuchując się w coraz bardziej nieregularny oddech Kessela i nadal obserwując facetów spod kosza. Obojętnie, jak to się skończy, musi to zrobić – pomyślał i w końcu uchylił nieco drzwi. Z ulgą stwierdził, że chłopcy zdają się nic nie zauważać. Wysiadł i ruszył. Co za zakazana okolica. Mieszkali tu ludzie, którzy oddaliby wszystko, żeby się stąd wyprowadzić, ale to, co posiadali, akurat na to nie wystarczało.