„Tygrysica i Akrobata” to pięknie napisana, przemyślana i wzruszająca opowieść o wolności, przekraczaniu granic własnej natury i odkrywaniu tajemnic życia.


Tygrysica i AkrobataSusanna Tamaro korzystając z formy baśniowej opowieści o tygrysicy syberyjskiej snuje filozoficzne rozważania o granicach wolności, próbach walki z przeznaczeniem wynikającym z własnej natury i potrzebie docenienia siebie takimi, jakimi jesteśmy. Kreśląc losy tytułowej postaci pokazuje przy okazji zarówno dobrą, jak i ciemniejszą stronę związków człowieka z dziką przyrodą. Fabuła niewielkiej objętości, za to starannie przemyślana i skomponowana z wielką dbałością o każdy szczegół, skłania czytelnika do istotnych refleksji na temat własnego miejsca w świecie.

Tytułowa tygrysica od urodzenia była niepodobna do innych tygrysów, mało interesowały ją polowania i inne typowe tygrysie czynności, zamiast tego głowę zaprzątały jej myśli, gdzie rodzi się słońce i czy można dotrzeć do tego miejsca. Gdy dorosła i nadszedł dla niej czas rozpoczęcia samodzielnej egzystencji, ciekawość świata i nieodparta chęć decydowania o swoim przeznaczeniu skłoniła Tygrysicę do porzucenia zgodnego z naturą zwyczajnego bytu syberyjskiego drapieżnika – polegającego na wytyczeniu granic swojego królestwa i wychowaniu potomstwa. Tygrysica podjęła wędrówkę w kierunku wschodzącego słońca, by poznać inne życie i inny świat.

Błąkając się po tajdze w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące ją pytania o sens tygrysiego żywota spotkała dobrego człowieka, który nauczył ją wielu rzeczy o naturze świata, odkryła prawdziwą przyjaźń i poświęcenie dla drugiej osoby. Dane jej było również poznać ciemną stronę natury ludzkiej – żądzę pieniądza i bezwzględność prowadzącą do morderstwa, spędziła wiele miesięcy w niewoli wciąż marząc o tym, że pewnego dnia dotrze do miejsca, skąd pochodzi słońce. Wybór tej ścieżki życia i wolność wyboru okaże się dla niej niezwykle kosztowna. Czy tygrysica będzie żałować, że w ogóle podjęła wyzwanie?

Opowieść Susanny Tamaro prezentuje całe spektrum uczuć i emocji – dziecięcą ciekawość świata, radość z odkrywania, strach, samotność w podróży, zdradę, siłę zaufania, szczęście wolności. Autorka stawia pytanie – czy można podążać za swoimi marzeniami i pozostać wiernym swojemu usposobieniu zakodowanemu w genach? I czy warto dążyć do celu, nie licząc się z kosztami, przeciwstawiając się Matce Naturze, która nie przewiduje wolności wyboru?

„Tygrysica i Akrobata” to metaforyczna i wzruszająca opowieść o niedoskonałym świecie, dobrych i złych ludziach, naturze drapieżnika i pogoni za marzeniem.

„Tygrysica i Akrobata” to metaforyczna i wzruszająca opowieść o niedoskonałym świecie, dobrych i złych ludziach, naturze drapieżnika i pogoni za marzeniem. To także filozoficzna przypowieść na temat sensu śmierci, akceptowania praw natury, obawy przed nieznanym, warunkującej zachowania jednostki, ale też o podążaniu tam, gdzie prowadzi serce i ciekawość. Susanna Tamaro pisząc z subtelnością odwołującą się do wrażliwości czytelnika oczywiście nie daje gotowych i jednoznacznych odpowiedzi na pytania stawiane w powieści, odpowiedź na nie zależeć będzie od indywidualnych zapatrywań każdego z czytelników. Nikodem Maraszkiewicz

Susanna Tamaro, Tygrysica i Akrobata, Przekład: Oskar Styczeń, Seria : Seria z Żurawiem, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Premiera: 28 maja 2018
 

 

Tygrysica i Akrobata

Susanna Tamaro
Tygrysica i Akrobata
Przekład: Oskar Styczeń
Seria : Seria z Żurawiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 28 maja 2018
 
Magazyn Dobre Książki objął publikację patronatem medialnym
 

 
Pomimo że nie był Szamanem, Człowiek potrafił zawsze i z wyprzedzeniem przewidzieć to, co się miało wydarzyć. Dlatego kiedy wyczuwał, że ktoś miał go odwiedzić, wysyłał Tygrysicę do Tajgi. Nie byłoby dobrze, gdyby wydało się, że człowiek i tygrys żyją razem, dzieląc ze sobą jedzenie i myśli. Kiedy potem znów był sam, wystarczyło, że powiedział jej: „Wróć”, a Tygrysica majestatycznym krokiem wchodziła z powrotem do Chaty.
Na polowania również chodzili razem.
 – Ktoś pragnie, abyśmy położyli kres jego dniom – mówił czasami, podnosząc się.
Brał wtedy strzelbę i razem wyruszali na spotkanie zwierzęcia, które tego wyczekiwało. W istocie Człowiek był w stanie rozmawiać ze wszystkimi istotami żywymi, tak jak z nią.
 – Istnieje wdzięczność za życie – wyjaśnił jej – tak jak istnieje wdzięczność za śmierć. Te dwie rzeczy są powiązane jak drzewo i pnącze, które się wokół niego owija.
Tygrysica nigdy nie zastanawiała się nad śmiercią, także dlatego, że nigdy jeszcze nie widziała innego tygrysa pozbawionego życia. Jedyną śmiercią, jaką znała, była ta, którą ona sama, z pewną regularnością, zadawała innym stworzeniom.
 – Nigdy o tym nie pomyślałam – powiedziała tamtego wieczoru, siedząc koło ognia.
 – Strach przed śmiercią jest przywilejem istot ludzkich.
 – Z czego się bierze ten strach?
 – Z tego, że trzeba zostawić coś, co się zna, dla czegoś nieznanego.
 – Tygrysów też?
 – Oczywiście, tygrysów też.
 – Ale tygrysy się nie boją.
 – Nie boją się, ponieważ nie potrafią sobie wyobrazić jutra.
 – Tylko dlatego?
 – Nie tylko. Także dlatego, że nie są zmuszone do wybierania.
 – Wybierania czego?
 – Między czynieniem dobra a czynieniem zła.
 – Ludzie myślą, że jesteśmy złe. Dlatego nas zabijają.
 – Działacie tylko zgodnie z waszą naturą. Zło, które ludzie w was widzą, jest tym, co rozwija się w ich własnych sercach.
 – A ja?
 – Co ty?
 – Dlaczego nie jestem w stanie żyć jak inne tygrysy?
 – Ja też nie jestem w stanie żyć jak inni ludzie.
 – Dlaczego?
 – Czasem tak bywa. Ktoś rodzi się i nie chce iść drogą, którą inni dla niego wytyczyli.
Tygrysica przypomniała sobie, jak jej Matka zabrała ją i jej brata do opuszczonej kryjówki drwali, gdzie dała im do obwąchania każdy rodzaj przedmiotu, który należał do ludzi, aby nauczyli się czujności wobec ich sztuczek. Poza tym, że ludzie mieli w rękach kije miotające ogień, potrafili też budować niewiarygodne wręcz pułapki.
 – Co to jest pułapka? – zapytała Mała Tygrysica.
 – To coś, czego nie widzisz, a co może cię niespodziewanie uwięzić.
 – Taka zabawa? – zapytał Tygrysek.
Matka pokręciła surowo głową. – Żadna zabawa. Dla tygrysa pułapka oznacza koniec.
Potem starała się im wyjaśnić, jak działały pułapki, które znała.
 – Zdajesz sobie sprawę z pułapki dopiero wtedy, gdy jesteś już w środku. Dlatego nigdy nie wolno być roztargnionym, nigdy nie wolno chodzić z głową w chmurach. Zawsze musimy uważnie wciągać powietrze nozdrzami i natychmiast zmieniać drogę, kiedy tylko poczujemy z daleka zapach człowieka.

W pierwszych dniach przebywania blisko Człowieka Tygrysicy często przypominało się surowe spojrzenie Matki, gdy opowiadała im o ludziach. A co, jeśli jego zachowanie było tylko innym rodzajem pułapki? To dlatego długo wahała się, zanim przekroczyła próg jego Chaty. Czy ten pozorny spokój, ten sposób mówienia, jakby byli kociętami wychowanymi w tej samej norze, nie był przypadkiem sposobem, aby ją oszukać?
Potem jednak, podczas krótkiego zachodu Słońca pewnego mroźnego dnia, Człowiek odwrócił się, spojrzał na nią i zanim się wycofał, powiedział:
 – Dlaczego nie wejdziesz? Dobrze byłoby spać jedno koło drugiego. W zamian za twoje ciepło mógłbym opowiadać ci różne historie.
Tygrysica długo mu się przyglądała, potrząsając głową, aby pozbyć się lodu, który utworzył się na jej futrze.
Niedaleko kruki krakały hałaśliwie.
 – Nie ufasz mi?
Tygrysica nie odpowiedziała.
 – Myślisz, że chcę jedynie twojego futra, a nie twojego towarzystwa?
 – Właśnie.
 – A ja tobie zaufałem. Zamiast mnie, mogłabyś chcieć mojej krwi i mięsa.
 – Nigdy nie pomyślałam o twojej krwi czy mięsie.
 – A ja nigdy nie pomyślałem o twoim futrze.
Człowiek jeszcze przez chwilę stał w progu, w otwartych drzwiach. W środku pokoju migotało światło lampy, Słońce zdążyło już zajść. Nocne stworzenia jeszcze nie zaczęły wydawać dźwięków, gdy tymczasem te dzienne już przestały to czynić. Jedynym hałasem było trzaskanie ognia w żeliwnym piecyku.
 – Zatem?
Tysiące przeciwstawnych myśli wirowało w głowie Tygrysicy. Rozum podpowiadał jej, że jeszcze nie zna ogromu przebiegłości ludzi, gdy tymczasem serce zachęcało do wejścia.
Posłuchała serca.
Wolnym krokiem i z ogonem uniesionym do połowy wysokości zbliżyła się do drzwi. Przechodząc przez nie, poczuła w jednej chwili to, co musiały odczuwać jej ofiary na moment przed swoim końcem. Przerażenie. Mogło wydarzyć się coś strasznego, coś ostatecznego.
Tymczasem nie wydarzyło się zupełnie nic.
 – Witaj! – powiedział do niej Człowiek, wskazując dywan, na którym mogła się położyć.
Większą część pierwszej zimy spędzili w ten sposób, leżąc blisko ognia jedno obok drugiego i rozmawiając.

Pierwszą historią, którą Człowiek jej opowiedział, była jego własna. Do tej pory Tygrysica nic nie wiedziała o życiu ludzi. Myślała o nich tylko jak o ewentualnym posiłku lub potencjalnym niebezpieczeństwie. Nigdy nawet nie widziała ich młodych. Stopniowo, słuchając jego opowieści, nauczyła się poznawać także ten świat. Im więcej Człowiek mówił o sobie, tym bardziej Tygrysicy wydawało się, jakby mówił o niej. Oboje rozczarowali swoich rodziców, oboje odmówili, by stać się tym, czym z tradycji i natury mieli zostać.

Pewnego wieczoru usłyszeli pośród ciszy słaby dźwięk, który dochodził ze stołu znajdującego się obok nich.
Trach, trach, trach.
 – Słyszałaś? – zapytał Człowiek.
 – Co to jest?
 – Kornik. Nie wyobrażasz sobie, jak małe jest to zwierzątko. Jest tam, w środku, i krok po kroku, cierpliwie, pożera calutki stół. Któregoś dnia położę na nim talerz, a mebel runie i zmieni się w stertę trocin.
 – Cóż to za opowieść?
 – Taka, która dotyczy nas.
 – Korniki mogą nas zaatakować?
 – Ciało nie, ale duszę. Ty jesteś tygrysem z kornikiem, a ja istotą ludzką z kornikiem.
 – Dlaczego tak sądzisz?
 – Ponieważ nie poprzestajesz, tak jak i ja.
 – Poprzestawać? Co to znaczy?
 – Przyjmować rzeczy takimi, jakimi są, nawet jeśli są niepoprawne, nawet jeśli prowadzą do śmierci zamiast do życia.
 – Umiera się tak czy owak.
 – Śmierć ducha może nadejść na długo przed śmiercią ciała.
 – Czyli?
 – Kto ma w sobie kornika, ten szuka zawsze drugiego horyzontu.
 – Dlaczego?
 – Ponieważ wyczuwa istnienie innego świata poza tym, w którym żyje.
Tygrysica zastanowiła się. Czy to nie był właśnie stan jej ducha od dnia, kiedy opuściła norę? Nigdy nie czuła, aby jakieś terytorium należało do niej. Nigdy nie przestała iść w stronę Wschodu, tego miejsca, skąd wychodziło Słońce. Czy nie robiła tego właśnie z powodu głębokiego i tajemniczego przekonania, że za horyzontem kryje się inny świat i że tamten świat, w ten czy inny sposób, należy do niej?
 – Ty jeszcze nie wiesz, ale czujesz, że chcesz wiedzieć – zauważył Człowiek. – Czujesz w sobie pożar i nie wiesz, gdzie kryje się ogień, który go wywołał. Czy nie jest tak?
 – Jest tak… – przyznała zamyślona Tygrysica.

Podczas tej długiej zimy Tygrysica i Człowiek nauczyli się poznawać jak nikt inny.
Kiedy śnieg zaczął spływać z dachu, Człowiek powiedział:
 – Jesteśmy już właściwie jak ręka i jej rękawiczka.