Powieść „Sześć cztery” Hideo Yokoyamy, poza zagadkami kryminalnymi, przedstawia przede wszystkim kwestie relacji między mediami i policją, ludzkie ambicje i dążenie do władzy oraz analizuje sytuację ofiar przestępstw w starciu z żądnymi sensacji dziennikarzami.


Sześć czteryPowieść „Sześć cztery” to nie jest konwencjonalny kryminał czy thriller, niewiele jest w niej bowiem typowego policyjnego śledztwa, zapierającej dech w piersiach grozy czy szybkiej akcji. Tym, co oferuje czytelnikowi Hideo Yokoyama, to przede wszystkim obraz japońskich mediów i policji zmagającej się z wewnętrznymi konfliktami, naciskami politycznymi, korupcją i rozgrywkami personalnymi. Nie dziwią więc porównania japońskiej powieści do szwedzkiego „Millenium”, gdzie tło społeczno-obyczajowe stanowi o wyjątkowości opowieści Stiega Larssona. Wszystkie te elementy Yokoyama umieścił na rusztowaniu stworzonym z dramatów dwóch ojców – córka jednego z nich zaginęła i została zamordowana czternaście lat temu, a sprawcy zbrodni wskutek zatajonego przez policję błędu wciąż nie ujęto, córka drugiego właśnie zniknęła z domu.

Działania mające na celu wyjaśnienie losów obu dziewczynek są dla Yokoyamy pretekstem do przedstawienia życia w przeciętnym japońskim mieście z uwzględnieniem roli policji w lokalnej społeczności i jej trudnych związków z mediami, gdy obie strony strony dążą do kontrolowania, w jaki sposób praca policji jest prezentowana społeczeństwu przez czwartą władzę. Czy można ufać faktom przedstawionym przez jedną i drugą stronę? Jak się okaże, policja celowo fałszuje informacje i pokazuje półprawdy, by chronić zwierzchników lub siebie jako instytucję, z drugiej strony dziennikarze – żądni sensacyjnych tematów, aroganccy, obłudni – nie cofną się przed niczym, by zdobyć temat na okładkę. Yokoyama podkreśla wzajemne powiązania między dochodzeniami policyjnymi, naciskami politycznymi i administracyjnymi oraz doniesieniami prasowymi o popełnionych przestępstwach – w kontekście skuteczności śledztw czy ochrony ofiar przed napastliwością mediów. Jego rozważania mają charakter uniwersalny, nietrudno odnaleźć lustrzane odbicie omawianych problemów w naszym rejonie świata.

Yokoyama prowadzi jednocześnie kilka różnych wątków fabularnych, z których najważniejszym jest ciągnąca się od czternastu lat sprawa porwania i zamordowania siedmioletniej Shoko Amamiyi. Autor powoli i skrupulatnie rzuca światło na wydarzenia i związki pomiędzy nimi, interakcje między postaciami. Choć sednem powieści jest emocjonująca i intrygująca zagadka, to książka wymaga od czytelnika wytrwałości w śledzeniu bardzo rozbudowanych wątków. Akcja wolno nabiera tempa, tajemnica, którą przyjdzie czytelnikowi zgłębić wraz z bohaterami powoli wyłania się z pojedynczych kawałków układanki.

Choć sednem powieści jest emocjonująca i intrygująca zagadka, to książka wymaga od czytelnika wytrwałości w śledzeniu bardzo rozbudowanych wątków.

Autor książki stworzył w powieści cały ekosystem związków i zależności pracowników departamentów policji, biurokratów z Tokio, lokalnych dziennikarzy i emerytowanych śledczych, umieszczając w centrum wydarzeń Yoshinobu Mikami, byłego śledczego a obecnie kierownika biura prasowego komendy policji, zmuszonego do balansowania pomiędzy lojalnością wobec obecnych zwierzchników a byłymi kolegami z sekcji dochodzeniowej. Przez większość czasu Mikami zmaga się z trzema różnymi problemami: wizytą głównego szefa policji i piętrzącymi się przed nią problemami, zmaganiami z dziennikarzami żądającymi dostępu do informacji o śledztwach, których władze policji nie chcą ujawnić oraz własną sytuacją rodzinną po zniknięciu córki.

W trakcie lektury czytelnika uderza obsesja bohaterów na punkcie biurokracji i właściwej etykiety w stosunkach przełożony-podwładny oraz feudalna mentalność zakorzeniona w japońskiej policji, działającej jak hierarchiczna struktura korporacyjna. Informacje i rozkazy płyną w jedną stronę: od góry w dół, lojalność jest nie tylko pożądana, jest także egzekwowana przez system przysług i awansów, na porządku dziennym jest niemal całkowity brak zaufania między dowolnymi postaciami, co najprawdopodobniej odzwierciedla ogromną presję otoczenia, by odnieść sukces i osiągnąć kolejny szczebel w karierze zawodowej.

„Sześć Cztery” to inteligentna opowieść charakteryzująca się wyjątkową atmosferą, dla europejskiego czytelnika interesująca również z powodu osadzenia akcji w zupełnie innej tradycji kulturalnej i społecznej niż ta, która wiąże się ze znanym nam, zachodnim stylem życia. Wiarygodne, logiczne, a jednocześnie zupełnie zaskakujące i nieprzewidywalne zakończenie ujawnia najważniejszą z tajemnic, pozostawiając kilka innych w sferze niedopowiedzeń, ich interpretację Hideo Yokoyama powierza czytelnikom. Robert Wiśniewski

Hideo Yokoyama, Sześć Cztery, Przekład: Łukasz Małecki, Wydawnictwo Literackie, Premiera: 23 maja 2018
 
 

Sześć cztery

Hideo Yokoyama
Sześć Cztery
Przekład: Łukasz Małecki
Wydawnictwo Literackie
Premiera: 23 maja 2018
 

CZTERY

Czy naprawdę próbowali mu grozić?
Mikami westchnął ciężko. Wziął z biurka kopię sprawozdania prasowego, zmiął ją w kulkę i wyrzucił do kosza na śmieci. Nigdy dotąd między nim i dziennikarzami nie dochodziło do otwartej konfrontacji, a dzisiaj ich ataki miały wymiar osobisty. Mikami po raz pierwszy zobaczył w nich autentyczną żądzę krwi, co tylko spotęgowało jego irytację. Nikt przecież nie umarł; to był jeden z wielu wypadków drogowych, który prawdopodobnie zostałby niezauważony, gdyby nie sporna kwestia anonimowości danych. W obecnych czasach tak nieistotne zdarzenia pomijano nawet w małych, lokalnych gazetach.
Cóż, przynajmniej w biurze znów było dość miejsca dla jego pracowników. Wzrok Suwy prześlizgiwał się po gazecie. Mina mężczyzny sugerowała, że chce coś powiedzieć, choć wyraźnie unikał kontaktu wzrokowego. Kuramae i Mikumo kończyli pracę nad biuletynem, który mieli niedługo oddać. Zdawali się czekać, aż Mikami odzyska dobry humor. A może po prostu mu współczuli? Cała trójka doskonale słyszała słowa Akikawy: „Zmieniłeś się, Mikami”.
Mikami zapalił papierosa, ale zaciągnął się tylko kilka razy, po czym zgasił go i dopił zimną herbatę. „Wreszcie odważyli się powiedzieć to wprost”, pomyślał. Już od dłuższego czasu odnosił wrażenie, że prasa prędzej czy później machnie na niego ręką. Znalazł się więc z powrotem w punkcie wyjścia… Oburzała go ta świadomość. Choć może od początku przeceniał siłę więzi, jaką udało mu się stworzyć z dziennikarzami? Czuł się jak człowiek, który ujrzał na pustyni oazę, a ta okazała się fatamorganą. Nie zdążył zbudować mostu, by teraz twierdzić, że coś uległo zniszczeniu. Wystarczyło, że wiatr zawiał w inną stronę, żeby uleciało wątłe zaufanie, jakim się wzajemnie darzyli. Gdyby dziś ktoś go zapytał, czy od czasu reform w Biurze Prasowym udało mu się choćby częściowo pozbyć dawnej niechęci do dziennikarzy, nie umiałby odpowiedzieć.
Na dodatek miał też pecha. Kwestia utajniania informacji w sprawozdaniach była delikatna i stała się problemem policji całego kraju. Nieszczęście Mikamiego polegało na tym, że jego kolej nadeszła właśnie teraz, kiedy generalnie nadwątliła się wiara prasy w jego dobre intencje. Nazwisko kobiety znajdowało się w szufladzie biurka: Hanako Kikunishi. Komisariat zawarł je w oficjalnym faksie, ale zaledwie pół godziny po jego otrzymaniu Mikami odebrał telefon od zastępcy komendanta: „Przepraszam, że przeszkadzam. Ta kobieta jest w ciąży, możecie chwilowo utajnić jej nazwisko?”.
Mikami przywołał do siebie Suwę.
– Co myślisz o tym zamieszaniu?
Suwa zmarszczył brwi.
– Trochę się wkurzyli.
– Z mojego powodu?
– Skąd. Uważam, że szef zrobił wszystko, jak należy.
Niezależnie od sytuacji nic nie idzie zgodnie z planem, kiedy na tapecie pojawia się kwestia anonimowości.
Suwa miał na temat Biura Prasowego podobne zdanie co dyrektor Akama – jedyna różnica polegała na tym, że Suwa posługiwał się marchewką nie gorzej niż kijem. Był niczym słodki cukierek, owinięty w papierek kompetencji, zdolności i dumy naturalnie utalentowanego spin doctora.
Mikami odchylił się na krześle. Patrzył, jak Suwa podchodzi żwawym krokiem do swojego biurka, by odebrać telefon. „Jakby wstąpiły w niego nowe siły”, pomyślał z przekąsem Mikami. Cóż, niewykluczone, że dyrektor działu – z przeszłością w dochodzeniówce, za to z mizernym doświadczeniem w Biurze Prasowym – stał Suwie na przeszkodzie. Ciekawe, czy właśnie takie targały nim emocje, zastanawiał się Mikami. „No dobrze, przekonajmy się, co potrafisz”.
Mikami uznał, że pora zmienić podejście. Nie mógł sobie pozwolić ani na ignorowanie obecnej sytuacji, ani na bierne dumanie nad przyczyną utraty wzajemnego zaufania. Bez względu na to, co postanowi, nie wolno mu było zrywać kontaktów z mediami – to tak, jakby jako śledczy odmówił prowadzenia sprawy.
– Słuchajcie… – zwrócił się do współpracowników.
Suwa, który właśnie skończył rozmawiać, podniósł się w tej samej chwili co Kuramae. Mikumo siedziała na krawędzi krzesła, niepewna, czy jej także dotyczą słowa szefa. Dając znać ręką, że może zostać na miejscu, Mikami przywołał bliżej Suwę i Kuramae.
– …sprawdźcie w sali obok, czy da się jakoś załagodzić sytuację, a przy okazji spróbujcie wybadać, kto tak naprawdę stoi za naciskami, okej?
– Nie ma sprawy.
Suwa wyraźnie się ożywił. Chwycił kurtkę i wyszedł zdecydowanym krokiem z pokoju, nie czekając na dalsze instrukcje. Kuramae ruszył za kolegą, choć jego ruchom brakowało tej samej pewności siebie. Mikami rozciągnął mięśnie szyi. Chwilowo miał w sobie dość optymizmu, by nie ulec rodzącemu się niepokojowi.
Klub Prasowy to unikalne środowisko. Jako rywale z jednej branży, poszczególni dziennikarze starali się mieć na oku konkurencję, chociaż jednocześnie dało się wyczuć wśród nich solidarność bliskich współpracowników. Kiedy zaś występowali przeciwko policji, owa solidarność przeradzała się w silne przekonanie walki o wspólną sprawę. Wówczas, tak jak dzisiaj, potrafili tworzyć jednolity front, który zawstydzał nawet samych policjantów. Ale ostatecznie odpowiadali przed różnymi pracodawcami. Każda z redakcji miała własną politykę i inne tradycje, co oznaczało, że pozory zawodowej solidarności nie zawsze współgrały z rzeczywistością.
Mikami wciąż nad tym rozmyślał, gdy do biura wszedł Yamashina. Rozejrzał się nerwowo, w niczym nie przypominając faceta, którym był jeszcze kwadrans temu, kiedy próbował z kolegami odczytać nastrój Mikamiego.
– Chciał pan coś jeszcze dodać?
Rozluźnił się na brzmienie głosu Mikamiego i rozciągnął usta w uśmiechu.
– Wie pan co, skorzystałby pan na odrobinę łagodniejszym podejściu. Ta sytuacja przed chwilą… Kompletne szaleństwo.
– Szaleństwo?
– Wszyscy są wściekli.
– O ile sobie przypominam, to pan sprowokował ten spór.
– Skąd takie przekonanie? Myślałem, że przychodzę do pana z gałązką oliwną.
Yamashina obawiał się, że policja ograniczy współpracę. Mikami zrozumiał, że nie utracił władzy nad mniej pewnymi siebie pismakami, takimi jak ten tutaj.
– Jak wygląda sytuacja? – próbował go wybadać.
Yamashina teatralnie ściszył głos.
– Jak już mówiłem, ludzie się wściekli. Ci z „Toyo” szaleją, podobnie jak chłopaki z „Utsuki” i „Mainichi”. No a ci z „Asahi”…
Rozdzwonił się telefon. Mikami podniósł słuchawkę, zirytowany, że przeszkadzają mu właśnie teraz.
– Dyrektor chce się z panem zobaczyć w swoim biurze.
Dzwonił Ishii z sekretariatu – z jakiegoś powodu w jego głosie pobrzmiewało zadowolenie. Mikami wyobrażał już sobie minę Akamy. Ogarnęły go nagle złe przeczucia, bo nieczęsto się zdarzało, żeby dobre wieści dla szefa sekretariatu oznaczały coś dobrego dla niego.
– Potrzebują gdzieś pana?
– Zgadza się. – Wstając z krzesła, zauważył na podłodze samoprzylepną karteczkę leżącą w cieniu nogi biurka – rozpoznał pismo Mikumo. Przeczytał wiadomość dyskretnie, by Yamashina niczego nie zauważył.
„Telefon od inspektora Futawatariego. 07:45.”.
Shinji Futawatari. Dołączyli do policji w tym samym roku. Mikami bezwiednie zacisnął usta. Zerknął na Mikumo, ale się nie odezwał. Czego mógł od niego chcieć Futawatari? Na pewno zdążył się zorientować, że Mikami go unika. Może chodziło o jakieś sprawy biurowe? A może usłyszał o wczorajszej identyfikacji zwłok i czuł, że jako kolega po fachu powinien coś powiedzieć?
Mikami przypomniał sobie o obecności Yamashiny.
– Wrócimy do tej rozmowy później.
Przekonany, że udało mu się coś wskórać, Yamashina kiwnął z zadowoleniem głową, po czym wyszedł z biura tuż za Mikamim. Kiedy znaleźli się na korytarzu, odchrząknął.
– Ach, panie Mikami…
– Słucham?
– Czy wczoraj… czy to prawda? Że stan członka pańskiej rodziny był krytyczny.
Mikami odwrócił się powoli. Yamashina mierzył go bacznie wzrokiem.
– Oczywiście. Dlaczego pan pyta?
– Och, bez powodu – odparł z wahaniem dziennikarz. – Po prostu obiło mi się o uszy, że mogło chodzić o coś innego.
„Dupek”.
Udając, że nie słyszy, Mikami ruszył korytarzem. Yamashina zdążył go klepnąć z przesadną poufałością w ramię, po czym zniknął w sali prasowej. Przez uchylone do połowy drzwi Mikami dostrzegł przelotnie kłębowisko dziennikarzy o surowych minach.

PIĘĆ

Poza porą przerwy na lunch na korytarzach pierwszego piętra rzadko można było kogokolwiek spotkać. Księgowość, Szkolenia, Sprawy Wewnętrzne… Drzwi biur wydziałów były pozamykane na cztery spusty, żeby nie kusić oczu ciekawskich. Teraz ciszę zakłócało wyłącznie echo kroków Mikamiego na wywoskowanej posadzce. Wydział Spraw Administracyjnych. Słowa na wyblakłej tabliczce zdawały się wymuszać na wizytujących pewien niepokój.
Mikami pchnął drzwi. Na końcu pomieszczenia siedział szef działu o nazwisku Shirota. Mikami skłonił się milcząco, kątem oka spoglądając w kierunku biurka inspektora przy oknie. Futawatariego nie było – nie paliła się lampka, a na blacie panował porządek. Prawdopodobnie był teraz w dziale personalnym na pierwszym piętrze północnego budynku. Chodziły plotki, że pracowano tam już nad transferami zaplanowanymi na nadchodzącą wiosnę. Futawatari odpowiadał za przygotowanie propozycji zmian na stanowiskach kierowniczych, co budziło w Mikamim pewien dyskomfort od chwili, gdy dowiedział się o tym od Ishiiego. Co to oznaczało dla jego własnego przydziału? I czy za jego powrót do Biura Prasowego na pewno odpowiadał jedynie dyrektor Akama?
Mikami zapukał do drzwi biura Akamy.
– Proszę wejść – doleciała go odpowiedź Ishiiego. Podobnie jak przez telefon głos szefa sekretariatu wydawał się wyższy o oktawę.
– Chciał się pan ze mną widzieć?
Mikami przeszedł po miękkim dywanie. Akama siedział na kanapie, drapiąc się po podbródku. Okulary w złotych oprawkach, szyty na miarę garnitur w prążki i zamyślone spojrzenie. Wyglądał dokładnie tak samo jak zwykle – modelowy przedstawiciel kierownictwa wyższego szczebla, o którego naśladowaniu marzy większość nowych rekrutów. Miał czterdzieści jeden lat, o pięć lat młodszy od Mikamiego. W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna osoba – łysiejący facet po pięćdziesiątce, siedzący obok swojego szefa prosto jak struna i z miną wyrażającą pełne poddanie: Ishii. Skinął na Mikamiego, aby ten się zbliżył. Akama nie czekał, aż Mikami usiądzie.
– Musiało być tam dość… nieprzyjemnie – zaczął swobodnym tonem, jakby chodziło o przyłapanie Mikamiego nago pod prysznicem.
– Nie… Przepraszam, nie powinienem pozwalać, żeby sprawy osobiste wpływały na moją pracę.
– Nie przejmuj się tym aż tak. Proszę, usiądź. A miejscowi? Zakładam, że traktowali cię uprzejmie?
– Oczywiście. Dobrze o mnie zadbali, szczególnie komendant komisariatu.
– Miło to słyszeć. Prześlę osobiste podziękowania.
Jego zatroskany głos drażnił Mikamiego.
Wszystko zaczęło się trzy miesiące temu. Nie widząc innej możliwości, Mikami zwrócił się do Akamy o pomoc. Zwierzył mu się, że jego córka uciekła z domu i poprosił, by rozszerzyć poszukiwania z jego lokalnego komisariatu na całą prefekturę. Reakcja Akamy zaskoczyła go – dyrektor nagryzmolił pośpiesznie jakąś uwagę na wniosku o wszczęcie poszukiwań, który Mikami ze sobą przyniósł, po czym zawołał Ishiiego i poinstruował go, żeby przefaksował dokument na komendę główną w Tokio. Oznaczało to, że sprawą być może zajmie się Biuro Bezpieczeństwa Publicznego. Albo Biuro Dochodzeń Kryminalnych – a może nawet sekretariat komisarza generalnego? Następnie Akama odłożył długopis i powiedział: „O nic się nie martw. Jeszcze dziś wszystko będzie zorganizowane, od Hokkaido aż po Okinawę”.
Mikami wciąż pamiętał wyraz triumfu na twarzy dyrektora. Natychmiast zrozumiał, że chodziło o coś więcej niż poczucie wyższości płynące z tej demonstracji władzy wpływowego biurokraty przysłanego z Tokio – oczy Akamy rozbłysły oczekiwaniem zmian. Wwiercił się nimi w Mikamiego zza okularów o złotych oprawkach, nie chcąc przegapić chwili, gdy stojący przed nim regionalny szef, który tak długo mu się opierał, wreszcie skapituluje. Mikami zadrżał, ponieważ zdał sobie sprawę, że odsłonił przed swoim zwierzchnikiem słaby punkt, który ten będzie mógł teraz wykorzystać. Czy jednak, jako ojciec niepokojący się o bezpieczeństwo córki, miał inne wyjście?
– Dziękuję. Jestem pańskim dłużnikiem.
Mikami skłonił się głęboko. Głowę miał niżej poziomu biurka, niżej nawet niż własne kolana.
– To już druga taka sytuacja. Nawet sobie nie wyobrażam, jak trudne muszą być dla pana te wyjazdy. – Nie po raz pierwszy Akama drążył temat Ayumi dłużej, niż to było konieczne. – Wiem, że już o tym rozmawialiśmy, ale może powinien pan udostępnić dokładniejsze informacje o córce? Coś więcej niż samo zdjęcie i opis wyglądu zewnętrznego. Mnóstwo rzeczy mogłoby się przydać: odciski palców, dokumentacja dentystyczna…
Rzecz jasna Mikamiemu chodziły takie pomysły po głowie już wcześniej, zanim Akama zdążył o nich choćby napomknąć. Każde oględziny zwłok były dla niego istną torturą – w szczególności ta chwila, gdy zdejmował z twarzy ofiary białe prześcieradło – a Minako była na skraju załamania nerwowego. Mimo to wciąż się wahał. Odciski palców i dłoni, wyciski jamy ustnej, historia dentystyczna. Wszystkie te dane przydawały się najbardziej przy identyfikacji ofiary. Chcę, żebyście odnaleźli ciało mojej córki – tyle oznaczałoby dla niego przekazanie dokumentacji, a on nawet nie chciał dopuszczać do siebie podobnych myśli.
– Potrzebuję jeszcze trochę czasu na zastanowienie.
– W takim razie proszę się pośpieszyć. Wolelibyśmy ograniczyć straty do minimum.
Straty?
Mikami, próbując zdławić narastającą złość, postanowił kierować się rozsądkiem. Akama go prowokował, poddawał sprawdzianowi jego uległość.
– W jakiej sprawie chciał się pan ze mną spotkać? – zapytał, gdy już się opanował.
Z oczu Akamy w jednej chwili uleciało całe zaciekawienie.
– Chodzi o to – zaczął zamiast niego Ishii, pochylając się, jakby od dawna czekał na okazję, by przemówić – że komisarz generalny planuje złożyć nam oficjalną wizytę.
Mikami potrzebował kilku sekund, żeby odpowiedzieć. Nie tego się spodziewał.
– Komisarz generalny?
– Właśnie nas o tym powiadomiono – ma przyjechać w przyszłym tygodniu, mniej więcej o tej porze, dlatego, jak łatwo sobie wyobrazić, wpadliśmy w mały popłoch. Już nawet nie pamiętam, ile lat minęło od ostatniej takiej wizyty…
Niewykluczone, że obecność Akamy, karierowicza z Tokio, podkreśliła absurdalność tych słów. Nieskrywana ekscytacja Ishiiego budziła zażenowanie. Komisarz generalny Narodowej Agencji Policyjnej – człowiek, który zajmował miejsce na szczycie piramidy, stojący ponad dwustu sześćdziesięcioma tysiącami funkcjonariuszy – dla regionalnej policji był niemalże cesarzem. Czy jednak jego oficjalna wizyta usprawiedliwiała takie zamieszanie? W tego typu sytuacjach wychodziły na jaw ograniczenia Ishiiego. Otaczał Narodową Agencję Policyjną nabożną czcią, jak wiejski chłopak gloryfikujący wizję wielkiego miasta.
– Jaki jest cel tej wizyty? – zapytał rzeczowo Mikami, skupiony już na swojej roli. Sprowadzono go tutaj jako szefa Biura Prasowego, co musiało oznaczać, że z wizytą wiąże się silny aspekt piarowy.
– Sześć Cztery.
Mikami spojrzał zaskoczony na Akamę. W oczach dyrektora dało się dostrzec podszyte rozbawieniem wyczekiwanie.
Sześć Cztery. Nazwa sprawy sprzed czternastu lat – porwania i zamordowania dziewczynki o imieniu Shoko.