Oceń artykuł:
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Młody mężczyzna oskarżony o morderstwo przed zakończeniem procesu zwalnia adwokata. Postanawia sam wygłosić mowę we własnej obronie…


Nic o mnie nie wieciePrzed sądem staje młody chłopak oskarżony o morderstwo.

Tuż przed zakończeniem procesu zwalnia adwokata i postanawia sam wygłosić mowę końcową we własnej obronie. Twierdzi, że prawnik radził mu przemilczeć pewne sprawy we wcześniejszych zeznaniach. Czasami może być zbyt trudno wytłumaczyć prawdę tak, by inni w nią uwierzyli. Ale jeśli chłopak ma spędzić resztę życia za kratkami, to chce przynajmniej trafić do więzienia za to, co naprawdę zrobił.

Kiedy omawia kolejne elementy materiału dowodowego, składa swoje życie w nasze ręce. My, czytelnicy – członkowie ławy przysięgłych – musimy powstrzymać się od osądów, dopóki nie usłyszymy jego historii w całości. Przyjęta przez niego linia obrony budzi wiele wątpliwości…

Ale tak naprawdę liczy się odpowiedź na jedno pytanie: Zrobił to czy nie?

Imran Mahmood
Nic o mnie nie wiecie
Przekład: Agata Ostrowska
Wydawnictwo Czarna Owca
Premiera: 18 kwietnia 2018
 
 

Nic o mnie nie wiecie


CENTRALNY TRYBUNAŁ KARNY
NR SPRAWY: T2017229
 
Przewodniczący składu orzekającego:
SĘDZIA SALMON QC
 
Mowy końcowe:
 
Proces: dzień 29
Wtorek, 4 lipca 2017
 
OBECNI
 
Prokurator:p. C. Salfred QC
Oskarżony:osobiście
 
Transkrypcja z nagrania cyfrowego:
T. J. Nazarene Limited
Oficjalne protokołowanie i transkrypcja nagrań sądowych

1
10.05

OSKARŻONY:
W 1850 roku Henry John Temple, 3. wicehrabia Palmerston, wygłosił w parlamencie mowę trwającą pięć godzin. Don Pacifico, portugalski Żyd, który mieszkał w Grecji, ale urodził się na Gibraltarze, padł ofiarą rasistowskiego ataku. Pobili go. Zdemolowali mu dom. Rozkradli jego rzeczy. Grecka policja widziała to wszystko, ale nic nie zrobiła. Don Pacifico zwrócił się do rządu Grecji o odszkodowanie. Władze odmówiły wypłaty zadośćuczynienia. Odwołał się więc do rządu brytyjskiego.
Co na to Palmerston? Palmerston uznał Żyda z Gibraltaru za obywatela brytyjskiego. Wysłał więc całą eskadrę okrętów Królewskiej Marynarki Wojennej i zablokował port w Atenach. Po ośmiu tygodniach rząd Grecji zapłacił. Nieprzychylnie nastawieni parlamentarzyści domagali się wyjaśnień i to właśnie wtedy Palmerston wygłosił swoją pięciogodzinną mowę. Powiedział między innymi, że obywatel brytyjski powinien być zawsze i wszędzie chroniony przez silne ramię rządu Wielkiej Brytanii przed krzywdą i niesprawiedliwością.
Wtedy to właśnie znaczyło być Brytyjczykiem. O to się rozchodziło. Sorry, o to chodziło, trochę się stresuję. W tamtych czasach, jeśli ktoś był brytyjskim obywatelem, to nieważne, czy był Żydem, Portugalczykiem, Gibraltarczykiem czy kimś innym. Wystarczyło być poddanym Korony. To wystarczało, żeby na całym świecie można było liczyć na pomoc wielkiej Anglii. Ten cały Palmerston wysłał flotę statków dla jednego człowieka!
To właśnie Anglia była gotowa robić dla swoich ludzi, nawet dla takiego nieważnego Żyda jak Don Pacifico – cała Anglia dla jednego człowieka. Sto sześćdziesiąt lat później czarny Anglik nie może liczyć na Anglię. Zupełnie nie może.
Mogę liczyć tylko na ten mały kawałek Anglii na tej sali. Dla mnie tu właśnie jest teraz cała Anglia. Jesteście całą Anglią, a ja was potrzebuję. Potrzebuję waszego silnego ramienia, ochrony przed krzywdą i niesprawiedliwością. Potrzebuję was. Potrzebuję was. Potrzebuję was. A wy potrzebujecie mnie. Potrzebujecie mnie, żeby być całą Anglią.
W sumie to tyle mniej więcej napisałem. Ale potem sobie pomyślałem: po co? Żaden ze mnie Lord Palmerston, mógłbym se walnąć pięciogodzinną mowę, a przecież i tak was nie przekabacę na swoją stronę. Nie jestem głupi. Wiem, że żadnymi mowami się z tego nie wykręcę. Ale wiecie co? Warto było przeczytać ten kawałek tylko po to, żeby zobaczyć wasze miny. Nie że chciałem się z was nabijać, tylko trochę wami trząchnąć. Nie spodziewaliście się, że mogę gadać jak uczony, co? Chciałem wam tylko pokazać, że mam też inną twarz, nie tylko tą, którą poznaliście, jak składałem zeznania. Chciałem, no nie wiem, jakoś was zaskoczyć. A powiem wam, że jeszcze nieraz was zaskoczę.
Może to jest pierwsze zaskoczenie. Czemu ja tu stoję i przemawiam zamiast mojego adwokata? Czemu postanowiłem stanąć przed wami i opowiedzieć wszystko własnymi słowami? Nie myślcie sobie, że się na niego obraziłem czy coś. Chodziło raczej o różnicę zdań w pewnych sprawach, a poza tym mam jakby dodatkowe informacje, o których on nie wie.
No, dam wam przykład. Pamiętacie, jak zeznawałem parę dni temu? To właśnie jedna z tych sytuacji, w których się różniliśmy. Chciał, żebym opowiedział wam coś, co nazwał „wiarygodną historią”. „Powiedz im to, co chcą usłyszeć”, mówi. No to ja na to: „Nie, stary, ja chcę im powiedzieć to, czego nie chcą usłyszeć, prawdę”. Ale jemu się to za bardzo nie spodobało. „To dla nich za dużo”, mówił, „za dużo, za mocne”.
Mój adwokat był dobry, żeby nie było. Ale pomyślałem sobie, że nie jest mną. Nie wie tego, co ja wiem. Problem w tym, że chociaż wiem, co sam wiem, to nie wiem, co on wie. Mam mu pozwolić, żeby przemawiał do was w waszym języku, ale opowiedział tylko połowę historii, czy mam to zrobić sam i powiedzieć całą prawdę, ryzykując, że nic z tego nie załapiecie? Mogę w ogóle opowiedzieć wam wszystko? Uwierzylibyście? Nie wiem, serio. Nie wiem. Ale wiem, że nie mogę ryzykować życia za to zabójstwo i nie powiedzieć wam, co jest prawdą. Nawet jeśli mój prawnik nie chce, żebym to zrobił.
Oto więc moje wyznanie. Wcześniej zeznawałem pod przysięgą. Na Pismo Święte. Ale Bóg dobrze wie, że nie powiedziałem wam dokładnie całej prawdy. Było tam trochę prawdy, nie myślcie sobie, nawet całkiem sporo, ale może też trochę jakby nie do końca prawdy. Ale tak właśnie chciał ten mój papuga. „Nie chodzi o prawdę”, tak mi mówił, „tylko o to, w co mogą uwierzyć”.
To mnie wkurzyło, no bo jak to: przysięgam wam, że będę mówił prawdę, a potem mam jakby kłamać? Wczoraj wieczorem nie mogłem usnąć i o tym myślałem. Dużo. A jak się obudziłem, to nie byłem zadowolony, serio. No to rano mu powiedziałem: „Stary, muszę zacząć wreszcie mówić, jak jest. Ta mowa, moja mowa końcowa, to dla mnie ostatnia szansa”. A on mi na to, że w takim razie to koniec. Nie może mnie już reprezentować z przyczyn e t y c z n y c h. Z przyczyn etycznych? Zawsze myślałem, że w etyce chodzi o prawdę, ale wychodzi na to, że wcale nie. Chodzi o w r a ż e n i e. „Jak myślisz, jakie wrażenie zrobisz w sądzie, jeśli teraz nagle opowiesz zupełnie inną historię? Jak to będzie wyglądać, kiedy przekażesz im n o w e   i n f o r m a c j e?” No to może, mówię mu, nie muszę mówić im akurat t e j   r z e c z y – zresztą szczerze, to nawet nie jestem pewny, czy mogę wam to powiedzieć. No bo jakbym wam to powiedział, to nie wiem, czy w ogóle bym to przeżył, nadążacie?
Nie myślcie sobie, chcę wam powiedzieć, ale po prostu nie jestem w tej chwili pewny, czy dam radę. Nie wiem, co byście se o mnie pomyśleli, gdybyście to usłyszeli. Może najpierw musicie mnie trochę lepiej poznać. Prawdziwego mnie.
Teraz sobie na mnie patrzycie i macie mnie za jakiegoś głupiego gówniarza, który bez powodu strzela do ludzi. Wiem, że tak myślicie, bo nie jestem głupi i wy nie jesteście głupi. Wiem, że moje zeznania, co je złożyłem parę dni temu, nie brzmiały za dobrze. Wiem. Wiem, że sprawa wygląda nieciekawie. Więc wiem, myślicie se, że po prostu zastrzeliłem tamtego gościa, ale to nieprawda. Chcą, żebyście w to wierzyli. Chcą, żebyście mieli mnie za głupiego nieroba, co poszedł se na jakąś przypadkową ulicę i zastrzelił pierwszego z brzegu gościa za nic. Ale nie dajcie się nabrać. Oni są w tym nieźli, w nabieraniu. Ten facet, Pan Prokurator, właśnie z tego żyje. Bajeruje was codziennie od rana do wieczora, a jak już z wami kończy, to wydaje wam się, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Szacun dla niego. Dobry jest. Kawał cwaniaka, ale niezły w te klocki. Ale nie dajcie się zmylić i zobaczcie prawdę. Obiecuję, że czeka was niespodzianka. Nie musicie tego robić dla mnie. Zróbcie to po prostu tak sobie, w ramach tego, jak mu tam, eksperymentu. Jeśli stwierdzicie, że nie mam racji, to trudno, zróbcie, co do was należy. Ale jeśli się ze mną zgodzicie…
Zacznijmy od dowodów. Okej, dowody nie wyglądają dla mnie za dobrze, ale w sumie nie ma ich znowu wcale tak dużo. Ale zanim się tym zajmę, to chcę tylko powiedzieć jedno. Olejcie wszystko, co powiedziałem czy czego nie powiedziałem wtedy, jak zeznawałem parę dni temu. Tak naprawdę to się przecież nie liczy, jeśli nie ma poważnych dowodów, że miałem coś wspólnego z morderstwem, co nie? Jeśli dowody są z dupy, to co za różnica, co wam powiedziałem czy nie?
No dobra, to lecimy z dowodami. Zapisałem je sobie.

Zastrzelili gościa, który mieszkał w tej samej dzielnicy co ja.

Parę miesięcy przed tym, jak go zastrzelili, ktoś podobno widział, jak go mijałem na ulicy i powiedziałem do niego: „Ty śmieciu”.

Trzy tygodnie przed tym, jak go zastrzelili, świadek widział Jamila, tego zabitego, jak się kłócił z czarnym gościem mniej więcej w moim wieku i mniej więcej mojego wzrostu, ubranym w czarną bluzę z kapturem z białymi chińskimi napisami na plecach.

Dowody z przekaźników komórkowych. Ekspert od telefonów powiedział, że mój telefon był w tym samym obszarze co zmarły dokładnie w chwili strzelaniny, w tej samej komórce telekomunikacyjnej. Mój telefon był też w tej samej komórce co jego dwa tygodnie wcześniej, kiedy podobno się z nim kłóciłem. I był w tej samej komórce w dniu, kiedy niby powiedziałem do niego: „Ty śmieciu”. Wszystko w jednej komórce telekomunikacyjnej. Jak mówił ten ekspert? Pięćdziesiąt, sześćdziesiąt metrów?

Przeszukanie mieszkania. Policja mnie aresztowała, bo słyszała plotkę, że miałem coś do czynienia z tą strzelaniną. Przeszukali moje mieszkanie i znaleźli pistolet Baikal. Znaleźli czarną bluzę z białymi chińskimi literkami na plecach. Znaleźli mój telefon, który pasował do dowodów z przekaźników komórkowych. Znaleźli mój paszport. Znaleźli e-bilet na samolot do Hiszpanii. Znaleźli hajs, trzydzieści tysięcy funtów w moim plecaku. Znaleźli ślady prochu, o których prokurator tyle nawijał, w moim samochodzie i na bluzie. Znaleźli mnie.

Policja twierdzi, że kula, która zabiła tego chłopaka, Jamila, musiała pochodzić z mojej broni. Balistyka. Pamiętacie tego gościa, który przyszedł tu z tymi wszystkimi wykresami i tak dalej. Ta kula wyszła z tej broni, tak powiedział.

Znaleźli mikroskopijną cząsteczkę krwi zabitego chłopaka pod moim paznokciem.

W moim aucie znaleźli parę jego włosów.

Sprawa zamknięta, co? Pozamiatane. Możecie wracać do domu, dziękujemy serdecznie za uwagę. Jeślibyście mnie skazali na tej podstawie, to pewnie poszlibyście se do domu i spali spokojnie. Wiem o tym. Ale siedzicie tu nad tą sprawą od czterech tygodni. Miałem nadzieję, że będziecie chcieli, żeby cały ten czas nie poszedł na marne. Ale potem doszedłem do wniosku, że nie jestem wcale taki pewny.
Może dla was wszystkich to po prostu zwykła sprawa, co? Miła odmiana od normalnego życia. Możecie codziennie wstać, włożyć czystą koszulę, przyjść tutaj, przeglądać gazetę czy cokolwiek i kiwać albo kręcić głową. Możecie go słuchać, tego prokuratora. Możecie słuchać sędziego i poczuć, że coś robicie. Szanowani obywatele. A kiedy już stąd wyjdziecie, kiedy sprawa się skończy, możecie wrócić do swojego życia i zająć się tym, co zwykle robicie. Ale wiecie, ja nie znikam, kiedy wy se wracacie do domu. Ciągle tu jestem. Ciągle jestem człowiekiem, co nie? Kiedy wasz synek, który teraz ma może cztery czy pięć lat i zaczyna podstawówkę, podrośnie, ja ciągle będę za kratkami. Kiedy będzie miał z dziesięć lat i pierwszy raz pójdzie do szkoły dla starszaków, ja ciągle będę siedział w więźniu. Kiedy skończy szkołę i pójdzie do pracy albo na uniwerek, ja ciągle tu będę. Odsiadywał dożywocie. Bo nie przyglądnęliście się dokładnie. Bo nie odwaliliście roboty porządnie. Tylko o to was proszę. Żebyście wysłuchali mojej historii – jestem niewinny. Obiecuję, jeśli przyglądniecie się bliżej, sami się przekonacie.
Popatrzcie na dowody. Dowiecie się wszystkiego, co musicie wiedzieć. Nie ściemniam, naprawdę jest tam dość, żeby pokazać, że mówię prawdę.

Przerwa: 11.15

2
11.28

Zanim mnie aresztowali za morderstwo, miałem robotę. No, może nie taką prawdziwą pracę z pensją i tak dalej, ale miałem zajęcie i zarabiałem hajs. Nie byłem żadnym gangsterem – sprzedawałem fury. Samochody. Kocham fury. Nikt nie wie więcej o autach niż ja. Lubię stare fury. Lubię nowe fury. Lubię wypasione silniki V8, lubię wolnossące, lubię z turbodoładowaniem.
Ale zorientowałem się, że większość ludzi nie ma pojęcia, co mają, kiedy sprzedają furę. Jedna typiara raz myślała, że sprzedaje starego Vauxhalla Carltona po byłym facecie. A nie sczaiła się, że to nie jakiś zwykły stary carlton warty góra trzy stówy. To był Lotus Carlton. Silnik twin turbo trzy koma sześć litra i trzysta siedemdziesiąt siedem koni. Pięć sekund do setki. Wypas na maksa, dwieście osiemdziesiąt na godzinę. Każdy by za to dał minimum dwadzieścia tysi, chociaż fura miała chyba ze dwadzieścia lat. Bo widzicie, ja sprawdzam szajs, zanim coś kupię. I jeszcze wam powiem, że większość moich klientów też srogo sprawdza. Na mojej dzielni nie można nikomu wcisnąć starego rzęcha. Klient chce wszystko obejrzeć przez lupę. Za każde wgniecenie wytarguje obniżkę. A za każdą rzecz ponad standard płaci ekstra, nadążacie?
To tak samo chyba powinno być tutaj, nie? Uwierzycie prokuratorowi na gębę czy przyglądniecie się porządnie i sprawdzicie, co tam pod maską? Prokurator sprzedaje wam dobry towar? Czy próbuje wcisnąć jakiś szajs mejd in Tajwan?
No dobra, weźmy pierwszy dowód. Chłopaka zastrzelili na śmierć w mojej dzielnicy. A ja na to mówię: i co z tego? Zaciukali go w dzielnicy, w której mieszkają wszyscy ludzie, którzy mieszkają w tej dzielnicy. To jest byle jaki argument i byle jaki dowód. Jest w ogóle sens, żebym się nad tym jeszcze rozwodził?
Gdyby zabili go w waszej dzielnicy, to miałoby znaczyć, że wy go zabiliście? Nie no, bez jaj. To jakiś debilizm. Ale Pan Prokurator uważa, że tak to działa, i robi z tego wielką sprawę. Ale to jest właśnie jego przewaga nade mną. Może powiedzieć cokolwiek i zaraz to brzmi poważnie i groźnie. Ale jak się bliżej przyglądnąć, to gówno prawda. Sąd wybaczy, wyrwało mi się. Chodzi mi o to, że gdybym ja gadał tak jak on, jak prokurator, to od razu byście stwierdzili, że to kiepski dowód. Że co, ja tam mieszkałem i zabity chłopak też? Czy to naprawdę dowód na cokolwiek? To dowód z dupy. No co, mam rację?
Jedziemy z drugim dowodem. Ktoś widział, że minąłem się z ofiarą na ulicy i powiedziałem mu: „Ty śmieciu”. Dla prokuratury i dla każdego, kto się naoglądał za dużo filmów, to ma być niby dowód. Niby ma to znaczyć, że facet jest dla mnie trupem. Jakbym był jakimś mafiosem z amerykańskiego filmu. Ha, ha, ha! Przepraszam, państwo przysięgli. Przepraszam, ale gdybyście wiedzieli to, co ja, i wychowali się tam, gdzie ja się wychowałem, to też byście się śmiali. W Londynie na ulicy to znaczy zupełnie coś innego. On nie miał skąd tego wiedzieć, bo nie jest z ulicy. Nie z prawdziwej ulicy, takiej ulicy, jaką ja znam, ulicy, na której ludzie do siebie strzelają. W sumie może to nie był najlepszy przykład, ale wiecie, o co mi chodzi. On jest z innej bajki. Nie mówię, że to coś złego. Taka prawda po prostu. Jakbym wylądował u niego na polowaniu czy co oni tam robią, to też bym nie rozumiał ich gadki. Na przykład ja, jak słyszę „działka”, to myślę o hajsie, który mi ktoś odpalił, albo może o herze. A on pewnie myśli o swoim domu na wsi, czaicie? Pochodzimy z różnych światów. Nie żałuję, że nie żyję w jego świecie, ale chciałbym, żeby on spędził chociaż dzień w moim. Śmieć!
Powiem wam teraz parę słów o śmieciach. Kiedy miałem jakieś jedenaście lat, poszedłem do nowej szkoły. Nie do rejonówki, tylko do jakiejś innej, parę kilometrów od domu, bo w tej najbliższej nie było miejsc. To był taki stary klocek z lat siedemdziesiątych, co to jak go budowali, to pewnie myśleli, że wygląda super, ale za moich czasów wyglądał już po prostu jak ruderowaty blok. Na ścianach miał zielone panele, to pamiętam, a między nimi duże kwadratowe okna. Dookoła było podwórko, na którym bawiliśmy się wszyscy na przerwach, z barierką dookoła, żeby dzieciaki nie wyłaziły na ulicę. I tyle. Tak jakby próbowali załatwić nam jak najwięcej miejsca za jak najmniej hajsu, teren był otwarty i płaski jak pustynia, więc nikt nie mógł się nigdzie schować.
A nie, było jedno miejsce. Takie jakby schody pożarowe na bocznej ścianie budynku, spiralne, ale kanciaste, no i pod ostatnim odcinkiem tej kanciastej spirali było coś w rodzaju studni, powiedzmy. Jak się nią zeszło na sam dół, to dochodziło się do zamkniętych metalowych drzwi do jakiejś kanciapy w piwnicy, gdzie pewnie woźny walił se konia czy coś w tym stylu. Mówiliśmy na to miejsce „Rów”. Nikt nie chciał tam trafić.
Bo to jest tak, że zmieniasz dzielnię i nagle jakbyś się przeprowadził do obcego kraju. Poszedłem do tej nowej szkoły i jakbym wylądował na froncie. W podstawówce była nas gdzieś tak z połowa czarnych. A tam, kurde, jakbym trafił do siedziby nacjonalistów z BNP. W całej szkole znalazłoby się może z osiem czy dziewięć niebiałych osób. Jakby oczy przestawiły mi się nagle z widzenia kolorowego na czarno-białe. A te dzieciaki, stary! Rasizm na całego się tam odpierdalał, słowo. Przepraszam, wysoki sądzie, pamiętam, co sąd mówił wcześniej o przeklinaniu, ale tam było ciągle: „asfalt to, bambus tamto, czarnuch siamto”. No ale nieważne. Tak było i już. Czasem trzeba po prostu zacisnąć zęby i jakoś żyć.