„Czas krwawego księżyca” to prawdziwa historia Indian Osagów, przerażająca reporterska opowieść Davida Granna o chciwości białych, morderstwach i ich tuszowaniu oraz wykorzystaniu i poniżeniach, których doznali rdzenni mieszkańcy Stanów Zjednoczonych.


David Grann w książce „Czas krwawego księżyca” przypomina, przede wszystkim amerykańskim czytelnikom, szokującą serię zbrodni, gdy dziesiątki ludzi zostało zamordowanych z zimną krwią. Opierając się na własnych kilkuletnich badaniach i odnalezionych nowych dowodach dziennikarz ujawnia złowrogie tajemnice, wszechobecną nieczułość i uprzedzenia białych wobec Indian, które pozwoliły mordercom działać bezkarnie, a część z nich uniknęła kary dzięki milczeniu świadków.

Książka Granna to znakomity przykład narracyjnej literatury faktu, bogato udokumentowanej, a przy tym wypełnionej emocjami, którą czyta się jak najlepszy thriller. To także oskarżenie systemu prawnego obowiązującego w Stanach Zjednoczonych w XIX i pierwszej połowie XX wieku, plasującego rdzennych mieszkańców Ameryki w grupie półobywateli, będących obiektem wyzysku, nietolerancji i innych zachowań rasistowskich ze strony białych Amerykanów.

Bogactwo „czerwonych”
W latach dwudziestych XX wieku członkowie plemienia Osagów zamieszkujący teren rezerwatu w hrabstwie Osage w Oklahomie byli najbogatszymi ludźmi na świecie. Gdy po kilkunastu latach poszukiwań w 1920 roku na należących do nich terenach, jałowych, skalistych i uznawanych wcześniej za bezwartościowe, odkryto bogate złoża ropy naftowej, Osagowie w ciągu kilku miesięcy stali się bogaczami, a ich gigantyczne pieniądze płynące z tytułu koncesji na wydobycie stały się obiektem pożądania wielu osób.

Ponieważ obowiązujące prawo federalne czyniło z amerykańskich rdzennych mieszkańców półobywateli, pozbawiając ich między innymi możliwości zarządzania swoimi sprawami finansowymi, lokalne instytucje rządowe były zobligowane do ustanawiania białych kuratorów do „opieki” nad pieniędzmi Indian. W przypadku Osagów do roli „opiekuna” wyznaczano osoby z grona najznaczniejszych obywateli hrabstwa Osage. Jak nietrudno się domyślić, stało się do polem do gigantycznych nadużyć, korupcji, oszustw, zawyżania cen towarów i usług sprzedawanych Indianom, a w końcu i morderstw, dokonywanych w celu przejęcia indiańskich dochodów.

To zresztą nie był pierwszy przypadek w historii plemienia, gdy Osagowie zostali uznani przez rząd amerykański za gorszą kategorię Amerykanów. Od początku XIX wieku Indianie byli pozbawiani ziemi i skłaniani różnymi środkami do migracji na coraz bardziej odległe pustkowia, do odsprzedaży za bezcen milionów hektarów ziemi, na której żyli od wieków, by ostatecznie zostać zmuszonymi do kupna od Czirokezów jałowych skał w Oklahomie.

Spiskowcy i ofiary
W pierwszej połowie lat dwudziestych coraz więcej Osagów zaczęło umierać w tajemniczych okolicznościach, a praktycznie każdy, kto próbował rozwikłać sprawę zabójstw, został zamordowany. Osagowie byli systematycznie eliminowani, z przerażającą bezwględnością, ginęli w tajemniczych wypadkach, byli truci, wysadzani dynamitem, strzelano do nich i dźgano nożami. Plemię żyło w w strachu i poczuciu stałego zagrożenia, przeciwko nim był rząd, lokalni urzędnicy, biali mieszkańcy hrabstwa, nikt nie chciał zeznawać w tej sprawie, choć, jak odkrył po latach David Grann, wiele osób wiedziało, kto uczestniczy w spisku.

Gdy liczba ofiar śmiertelnych pośród Osagów sięgnęła dwudziestu czterech osób, a miejscowi stróże prawa i wynajęci przez Indian prywatni detektywi nie byli w stanie znaleźć sprawców, dochodzeniem zajęło się Biuro Śledcze (BOI), późniejsze F.B.I. W początkach swojej działalności Biuro nie miało wyszkolonych agentów, nie znali oni najnowszych osiągnięć kryminalistyki, dodatkowo pośród pracowników panowała korupcja i niekompetencja, trudno więc było w tych warunkach oczekiwać sukcesów. I sukcesu nie było, sprawców nie odnaleziono, ginęli kolejni ludzie.

Potomkowie zamordowanych Indian wciąż czekają na uczciwe wyjaśnienie sprawy masowych morderstw, nawet jeśli zabójcy już dawno leżą w grobach.

Być może sprawę morderstw na Osagach zamieciono by pod dywan, gdyby nie nowy, młody, żądny sukcesu dyrektor Biura Śledczego J. Edgar Hoover, usilnie poszukujący sukcesu, którym mogłoby się pochwalić Biuro pod jego kierownictwem. Hoover, który objął funkcję szefa BOI w maju 1924 roku, uznał sprawę Osagów za priorytetową dla Biura, do śledztwa zostali skierowani najlepsi agenci, którym przewodził były rangers z Teksasu, Tom White. White skompletował dobrze wyposażony w najnowsze osiągnięcia techniki tajny zespół agentów terenowych, w którym znaleźli się także rodowici Indianie. Agenci z sukcesem zinfiltrowali region Osage, używając nowych metod śledczych i kryminalistycznych. Współpracując z Indianami udało im się zebrać dowody i ujawnić jeden z największych spisków w historii Ameryki, mimo zmowy milczenia i sieci konspiracji oplatającej białych mieszkańców hrabstwa. To dochodzenie stało się jednym z pierwszych poważnych śledztw w historii FBI i podwaliną późniejszej blisko pięćdziesięcioletniej kariery J. Edgara Hoovera na stanowisku wszechwładnego dyrektora Biura.

Wołanie o sprawiedliwość
Chociaż niektórzy ze sprawców zostali wskazani w wyniku śledztwa White’a i skazani, sprawy nie można uznać za zamkniętą. W swoim reportażu David Grann przedstawia wiele śladów, nigdy nie badanych, prowadzących do innych ówczesnych indiańskich „opiekunów”, członków lokalnego establishmentu, którzy pozostali w cieniu. Potomkowie zamordowanych Indian wciąż czekają na uczciwe wyjaśnienie sprawy masowych morderstw, nawet jeśli zabójcy już dawno leżą w grobach. Jak mówią Osagowie Grannowi: „Krew zamordowanych krzyczy z ziemi”, nadal wołając o sprawiedliwość, a pamięć o krwawych wydarzeniach i urazy w stosunku do białych ludzi nadal trwają wśród Osagów, mimo upływu lat.

Dziennikarz David Grann wykonał mrówczą pracę, szperając w licznych archiwach, prowadząc dziesiątki rozmów z potomkami ofiar, wertując zeznania, wspomnienia i dzienniki bezpośrednich uczestników wydarzeń. Efektem jego kilkuletnich działań jest przekazana w jasny i logiczny sposób fascynująca, mrożąca krew w żyłach historia – aż trudno uwierzyć, że to prawda i że ludzie mogą być tak okrutni i bezlitośni. Nikodem Maraszkiewicz

David Grann, Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI, Przekład: Piotr Grzegorzewski, Wydawnictwo W.A.B., Premiera: 15 lutego 2018
 
 

David Grann
Czas krwawego księżyca. Zabójstwa Indian Osagów i narodziny FBI
Przekład: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera: 15 lutego 2018
 

Kronika pierwsza
Naznaczona

Nie słyszała niczego, co mogłoby zepsuć tę obiecującą noc; nie dobiegał do niej żaden zły głos; nawet pohukiwania sowy nie zakłócały ciszy. Była tego pewna, ponieważ nasłuchiwała całą noc.
John Joseph Mathews, Sundown

1
Zniknięcie

W kwietniu porośnięte dębami wzgórza i rozległe prerie terytorium Indian Osagów w Oklahomie pokrywają się milionem kwiatów: fiołków, klajtonii i houstonii błękitnych. Miejscowy pisarz John Joseph Mathews zauważył, że ten bezmiar płatków wygląda tak, jakby „bogowie rozrzucili konfetti”1. W maju, gdy kojoty wyją do irytująco wielkiego księżyca, większe rośliny, takie jak trzykrotki i rudbekie, zaczynają zasłaniać mniejsze, pozbawiając je światła i wody. Łodyżki tych drugich łamią się, a płatki spadają i ostatecznie trafiają pod ziemię. To właśnie dlatego Indianie z plemienia Osagów nazywają maj czasem księżyca, który zabija kwiaty2.
24 maja 1921 roku Mollie Burkhart, mieszkanka osady Gray Horse w Oklahomie, zaczęła się bać, że coś się stało jednej z jej trzech sióstr, Annie Brown3. Ta mająca trzydzieści cztery lata (a więc niecały rok starsza od Mollie) kobieta zaginęła trzy dni wcześniej. Często zdarzały się jej „hulanki”, jak lekceważąco określała to jej rodzina: picie i tańce z przyjaciółmi do białego rana. Tym razem jednak minęły jedna noc i druga, a Anna, kobieta o długich, potarganych czarnych włosach i ciemnych oczach błyszczących niczym szklane paciorki, nie pokazała się na ganku domu Mollie, tak jak to miała w zwyczaju. Po wejściu do środka zwykle zdejmowała buty i niespiesznie przechadzała się po domu. Mollie brakowało uspokajającego odgłosu jej bosych stóp. Zamiast niego panowała niczym niezmącona cisza.
Mollie trzy lata wcześniej straciła już inną siostrę, Minnie. Ta śmierć nastąpiła zaskakująco szybko i chociaż lekarze tłumaczyli ją „osobliwą odmianą zespołu wyniszczenia”4, Mollie szczerze w to wątpiła: Minnie miała zaledwie dwadzieścia siedem lat i cieszyła się idealnym zdrowiem.
Podobnie jak w przypadku ich rodziców, imiona Mollie i jej sióstr zapisano w rejestrze Osagów, co oznaczało, że są pełnoprawnymi członkami plemienia. A także, że są bogate. Na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku Osagowie zostali przesiedleni ze swoich ziem w Kansas do rezerwatu w północno-wschodniej Oklahomie. Tereny były tu skaliste, a ziemia powszechnie uważana za bezwartościową, jednak dziesiątki lat później odkryto w tym miejscu jedne z największych złóż ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. Aby wydobywać ropę, jej poszukiwacze musieli uiścić Osagom opłatę za dzierżawę i prawa do eksploatacji. Na początku XX wieku wszystkie osoby figurujące w rejestrze członków plemienia zaczęły otrzymywać co kwartał dywidendy. Początkowo kwoty nie przekraczały kilku dolarów, jednak z biegiem czasu, w miarę jak zaczęto wydobywać coraz więcej ropy, wzrosły do setek, a potem tysięcy dolarów. Właściwie co roku były większe, niczym strumienie na prerii, które łączyły się ze sobą, by w końcu stworzyć szeroką, mulistą rzekę Cimarron. Ostatecznie członkowie plemienia zgromadzili miliony dolarów. (W samym 1923 roku było to ponad trzydzieści milionów, ekwiwalent dzisiejszych ponad czterystu milionów). Osagów uważano za najbogatszych ludzi świata per capita. „Patrzcie państwo! Indianie zamiast przymierać głodem… cieszą się bogactwem, które wzbudza zazdrość wszystkich bankierów” – nie mógł się nadziwić dziennikarz nowojorskiego tygodnika „Outlook”5.
Opinię publiczną szokowała zamożność plemienia, która zadawała kłam powszechnemu obrazowi amerykańskich Indian, powstałemu w wyniku pierwszych krwawych kontaktów z białymi – grzechu pierworodnego, na którym zbudowano cały kraj. Reporterzy mamili czytelników historiami o „plutokratach z Osage”6 i „czerwonoskórych milionerach”7, pyszniących się wzniesionymi z cegieł i terakoty rezydencjami, żyrandolami, pierścionkami z brylantami, futrami i luksusowymi autami prowadzonymi przez szoferów. Jedna z dziennikarek zachwycała się młodą Indianką, która chodziła do najlepszych zagranicznych szkół i nosiła eleganckie francuskie stroje, zupełnie jakby une très jolie demoiselle z paryskich bulwarów przez nieuwagę zabłąkała się do miasteczka w rezerwacie”8.
Równocześnie reporterzy wyolbrzymiali ponad wszelką miarę opisy tradycyjnego stylu życia Osagów, który zdawał się współgrać z obrazem „dzikich” Indian. W pewnym artykule wspomina się o „kręgu luksusowych automobili otaczającym ognisko, podczas gdy ich ogorzali, jaskrawo odziani właściciele gotowali jedzenie w prymitywny sposób”9. Inny dziennikarz opisywał grupę Osagów, którzy przylecieli na swoje ceremonialne tańce prywatnym samolotem – scena, której „żaden pisarz by nie wymyślił”10. Podsumowujący nastawienie opinii publicznej wobec Osagów autor artykułu w „Washington Star” twierdził: „Lament nad «biednymi Indianami» może z łatwością przemienić się w nienawiść do «bogatych czerwonoskórych»”11.
Gray Horse była jedną ze starszych osad na terenie rezerwatu. Wszystkie te miejscowości – włączając Fairfax, leżące po sąsiedzku, większe miasto liczące blisko piętnaście tysięcy mieszkańców, i Pawhuska, stolicę hrabstwa Osage zamieszkaną przez ponad sześć tysięcy ludzi – przypominały wizje zrodzone w umyśle trawionym gorączką. Ulice roiły się od kowbojów, łowców posagów, przemytników alkoholu, wróżbitów, znachorów, osób wyjętych spod prawa, marshalów, finansistów z Nowego Jorku i potentatów naftowych. Automobile pędziły końskimi traktami, smród paliwa tłumił zapach prerii. Z drutów telefonicznych spoglądały na ludzi, niczym sędziowie przysięgli, stada wron. Były tam restauracje reklamowane jako lokale bez wyszynku, opery i boiska do gry w polo.
Chociaż Mollie nie żyła z takim przepychem jak niektórzy jej sąsiedzi, pobudowała sobie w Gray Horse piękny, rozległy drewniany dom w pobliżu starego rodzinnego wigwamu, który powstał z powiązanych ze sobą pali, tkanych mat i kory. Miała kilka samochodów i służbę – sługusów Indian, jak wielu osadników określało kpiąco pracowników napływowych. Rekrutowali się oni najczęściej spośród Afroamerykanów lub Meksykanów, jednak na początku lat dwudziestych jeden z gości rezerwatu zauważył z pogardą, że „nawet biali” wykonują „wszelkie zadania domowego posługacza, do których żaden z Osagów się nie zniży”12.

***

Mollie była jedną z ostatnich osób, które widziały Annę przed jej zaginięciem. Tego dnia, 21 maja, wstała tuż przed świtem, jak to miała w zwyczaju, ponieważ jej ojciec zwykł modlić się niegdyś każdego ranka do słońca. Była przyzwyczajona do chóru sturnelli, wszystkich bekasowatych i cietrzewi preriowych, obecnie zagłuszanych przez huk wierteł wbijających się w ziemię. W odróżnieniu od wielu przyjaciółek, które unikały tradycyjnego stroju Osagów, Mollie nosiła narzucony na ramiona indiański koc. Nie ścięła również włosów, by mieć modnego w latach dwudziestych boba, zamiast tego długie czarne pukle spływały jej na plecy i okalały uderzająco piękną twarz o wysoko osadzonych kościach policzkowych i wielkich brązowych oczach.
Mąż Mollie, Ernest Burkhart, zawdzięczał swoją pozycję żonie. Ten dwudziestoośmioletni biały mężczyzna obdarzony był urodą statysty z westernów: krótkie brązowe włosy, szaroniebieskie oczy, wydatna szczęka. Jedynie nos zakłócał obraz harmonijnej całości – był zniekształcony, jakby poobijano go w jakiejś karczemnej burdzie. Wychowany w Teksasie syn ubogiego farmera, Ernest uległ fascynacji opowieściami o Osage Hills – terenach przy dawnej amerykańskiej granicy, które wciąż przemierzali kowboje i Indianie. W 1912 roku, w wieku dziewiętnastu lat, spakował się i niczym Huck Finn wyruszył na terytorium Indian. Zatrzymał się w Fairfax i zamieszkał u swojego wuja, apodyktycznego hodowcy bydła Williama K. Hale’a. „Nie był człowiekiem proszącym o zrobienie czegoś – on po prostu wydawał rozkazy” – tymi słowami Ernest określił kiedyś Hale’a, który zastąpił mu ojca13. Mimo że Ernest głównie zajmował się sprawami wuja, czasami również pracował jako szofer. Tak właśnie poznał Mollie ‒ wożąc ją po mieście.
Ernest miał słabość do samogonu i indiańskiego pokera, w którego grał z ludźmi o nie najlepszej reputacji, ale pod szorstką powierzchownością skrywał wrażliwość i brak pewności siebie. Może dlatego Mollie się w nim zakochała? Dziewczyna posługująca się od dziecka językiem Osagów angielski znała wyłącznie ze szkoły; Ernest nauczył się jednak jej języka, aby mogli się swobodnie w nim porozumiewać. Cierpiała na cukrzycę i opiekował się nią, gdy bolały ją stawy, a żołądek piekł z głodu. Kiedy doszły go słuchy, że ktoś inny darzy ją uczuciem, wymamrotał, że nie może bez niej żyć.
Nie było im łatwo zdecydować się na małżeństwo. Zbirowaci przyjaciele Ernesta śmiali się, że jest „facetem squaw”. I chociaż trzy siostry Mollie wyszły za białych, ona czuła się w obowiązku, zgodnie z wolą rodziców, wziąć sobie za męża członka swojego plemienia. Mimo to kobieta, której rodzina wyznawała przedziwną mieszankę wierzeń Osagów i wiary katolickiej, nie rozumiała, dlaczego Bóg miałby pozbawić ją miłości. Postawiła więc na swoim i w 1917 roku ona i Ernest nałożyli sobie na palce obrączki i przysięgli miłość, dopóki śmierć ich nie rozłączy.
W 1921 roku mieli już dwuletnią córeczkę Elizabeth i ośmiomiesięcznego synka Jamesa, nazywanego przez nich Kowbojem. Poza tym Mollie opiekowała się swoją wiekową mamą Lizzie, która wprowadziła się do niej po śmierci męża. Lizzie bała się, że jej chora na cukrzycę córka młodo umrze, i błagała pozostałe dzieci, by się nią zajęły. W rzeczywistości to Mollie opiekowała się nimi wszystkimi.

***

21 maja miał być dla Mollie wspaniałym dniem. Uwielbiała przyjmować gości, a tego dnia wydawała uroczysty lunch. Ubrała się, po czym nakarmiła dzieci. Kowboja bolały uszy ‒ często się to zdarzało. Przedmuchała je jak zwykle, aż przestał płakać. Zawsze utrzymywała dom w idealnym porządku i bez przerwy wymyślała kolejne zadania służącym, wywołując ciągłą krzątaninę; tego dnia uczestniczyli w niej wszyscy z wyjątkiem Lizzie, która niedomagała i została w łóżku. Mollie poprosiła Ernesta, by zadzwonił do Anny i ustalił, czy wyjątkowo mogłaby przyjść i pomóc doglądać chorej. Anna jako najstarsza z rodzeństwa cieszyła się szczególnymi względami matki, chociaż to Mollie zajmowała się nią na co dzień.
Kiedy Ernest powiedział Annie, że Lizzie jej potrzebuje, obiecała zaraz przyjechać taksówką i rzeczywiście wkrótce potem się zjawiła ‒ w jaskrawoczerwonych butach, spódnicy, otulona indiańskim kocem; w ręce trzymała torebkę ze skóry aligatora. Przed wejściem pospiesznie poprawiła rozwiane przez wiatr włosy i upudrowała twarz. Mollie zauważyła, że siostra się zatacza i bełkocze. Była pijana.
Mollie nie kryła niezadowolenia. Niektórzy goście już przyjechali. Wśród nich dwaj bracia Ernesta, Bryan14 i Horace Burkhartowie, którzy zwabieni czarnym złotem sprowadzili się do hrabstwa Osage i często pomagali Hale’owi na ranczu. Pojawiła się również jedna z ciotek Ernesta, słynąca z rasistowskich uwag dotyczących Indian. Ostatnią rzeczą, jakiej Mollie chciała, było sprowokowanie przez nietrzeźwą siostrę tej starej krowy.
Anna zdjęła buty i rozpoczęła przedstawienie. Wyjęła z torebki flaszkę i otworzyła ją, uwalniając ostry zapach nielegalnej whiskey. Uparła się, że musi ją opróżnić, zanim złapią ją stróże prawa (od roku w Usa obowiązywała prohibicja), i zaczęła proponować gościom po łyku trunku, który nazywała najlepszą siwuchą pod słońcem.
Mollie wiedziała, że Anna ma ostatnio mnóstwo zmartwień. Dopiero co rozwiodła się z mężem, osadnikiem Odą Brownem, miejscowym przedsiębiorcą. Od tej pory spędzała coraz więcej czasu w gwarnych, przeżywających gwałtowny rozkwit miejscowościach rezerwatu, które zaludniali robotnicy naftowi – w takich miastach jak Whizbang, gdzie harowano w dzień, a hulano w nocy. „Można tu znaleźć wszelką zgniliznę i zło – stwierdził w oficjalnym oświadczeniu przedstawiciel amerykańskiej agencji rządowej. – Hazard, picie alkoholu, cudzołóstwo, oszustwa, kradzieże, morderstwa”15. Anna zaczęła odwiedzać podejrzane lokale w mrocznych zaułkach: spelunki, które z zewnątrz wydawały się niewinne, ale w środku skrywały sekretne pomieszczenia pełne połyskujących butelek bimbru. Jedna z jej służących określiła w zeznaniach swoją pracodawczynię jako osobę, która piła dużo whiskey i „poczynała sobie nad wyraz śmiało z białymi mężczyznami”16.
W domu siostry Anna zaczęła flirtować z młodszym bratem Ernesta, Bryanem, z którym czasami się spotykała. Był bardziej ponury od Ernesta, miał nieprzeniknione, usiane żółtymi plamkami oczy i przerzedzone włosy, które zawsze zaczesywał do tyłu. Znający go stróż prawa określił mężczyznę jako nieco nieokrzesanego. Kiedy Bryan poprosił jedną ze służących do tańca, Anna oświadczyła, że jeśli zada się z inną, zabije go.
Tymczasem ciotka Ernesta wyszeptała na tyle głośno, by wszyscy słyszeli, że jest zażenowana tym, że jej krewniak ożenił się z czerwonoskórą. Mollie łatwo było się odgryźć, ponieważ jedna ze służących ciotki była biała, co stanowiło przypomnienie porządku społecznego panującego w mieście.
Anna natomiast dalej rozrabiała. Awanturowała się z gośćmi, matką, Mollie. „Była pijana i skora do kłótni – zeznała później służąca. – Nie rozumiałam języka, ale na pewno się kłócili. Była dla nich utrapieniem i strasznie się bałam, że stanie się coś złego”17.
Mollie postanowiła zająć się matką, podczas gdy Ernest zabrał gości do Fairfax, osiem kilometrów na północny zachód, żeby spotkać się z Hale’em i obejrzeć wspólnie Bringing Up Father, objazdowy musical o biednym irlandzkim imigrancie, który wygrywa milion dolarów i zaczyna aspirować do klasy wyższej. Bryan z kolei, patrząc kocimi oczami spod ronda kowbojskiego kapelusza, zaproponował, że zawiezie Annę do domu.
Przed ich wyjściem Mollie oczyściła ubranie siostry, zapakowała jej coś do jedzenia i upewniła się, że ta choć trochę wytrzeźwiała. Dało się już dostrzec przebłyski czaru i inteligencji, które charakteryzowały Annę w chwilach, gdy nie była pijana. Na chwilę zostały same, by się uspokoić i pojednać. Potem Anna się pożegnała, błyskając w uśmiechu złotą plombą.

***

Niepokój Mollie wzrastał. Bryan utrzymywał, że zawiózł Annę do domu, zostawił ją tam i pojechał na przedstawienie. Po trzeciej nocy Mollie w charakterystyczny dla siebie, spokojny, a jednocześnie apodyktyczny sposób zmusiła wszystkich do działania. Kazała Ernestowi przeszukać dom siostry. Mężczyzna szarpnął za klamkę – drzwi okazały się zamknięte. Zajrzał przez okno do środka – wnętrze było ciemne i wydawało się puste.
Przez jakiś czas stał przed domem we wciąż utrzymującej się duchocie. Kilka dni wcześniej przelotny deszcz zmył z ziemi kurz, jednak później promienie słońca zaczęły bezlitośnie przenikać przez korony dębów blackjack. O tej porze roku skwar rozmazywał prerie i sprawiał, że wysoka trawa trzeszczała pod stopami. W oddali, w rozedrganym od gorąca powietrzu, można było dostrzec szkielety wież wiertniczych.
Kiedy przyszła mieszkająca w sąsiedztwie główna służąca Anny, Ernest zapytał ją: „Wiesz, gdzie jest twoja pani?”.
Odparła, że przed ulewą zaszła tutaj, aby pozamykać okna. „Bałam się, że deszcz dostanie się do środka” – wyjaśniła18. Jednak drzwi były zamknięte i nie znalazła ani śladu po pracodawczyni. Anna zniknęła.
Wieść o tym wydarzeniu obiegła okoliczne miasteczka, przekazywana przez mieszkańców na gankach i w sklepach. Niepokój podsycał fakt, że tydzień wcześniej zaginął inny członek plemienia Osagów, Charles Whitehorn19. Sympatyczny i dowcipny Whitehorn ożenił się z kobietą, w której żyłach płynęła krew białych i Czejenów20. Miejscowa gazeta odnotowała, że był „powszechnie lubiany zarówno przez białych, jak i członków swojego plemienia”21. 14 maja wyjechał z domu położonego w południowo-zachodniej części rezerwatu do Pawhuska. I już nie wrócił.
Mimo to Mollie na razie nie wpadała w panikę. Nie można było wykluczyć, że Anna po podwiezieniu do domu przez Bryana pojechała do Oklahoma City albo nawet dalej, do olśniewającego Kansas City. Być może tańczyła w jednym z klubów jazzowych, które tak bardzo lubiła odwiedzać, nieświadoma chaosu, jaki wywołała. Zresztą, nawet jeśli wpadła w kłopoty, wiedziała, jak się obronić: w torebce ze skóry aligatora nosiła zwykle niewielki pistolet. Ernest uspokoił Mollie, że siostra na pewno wkrótce wróci.

Przypisy

1. John Joseph Mathews, Talking to the Moon, Norman 1981, s. 61.
2. Informacje zaczerpnąłem z wyżej wymienionej książki Mathewsa.
3. Mój opis zniknięcia Anny Brown i jej ostatniej wizyty w domu Mollie Burkhart opiera się głównie na wspomnieniach świadków. Wielu z nich rozmawiało z różnymi śledczymi, w tym z agentami FBI i prywatnymi detektywami. Zeznawali również przed sądem. Więcej informacji w NARA – CP i NARA – FW (rozwinięcie skrótów w dodatku na końcu książki).
4. Cyt. za: Kenny Arthur Franks, The Osage Oil Boom, Oklahoma City 1989, s. 117.
5. Sherman Rogers, Red Men in Gas Buggies, „Outlook”, 22 sierpnia 1923.
6. Estelle Aubrey Brown, Our Plutocratic Osage Indians, „Travel”, październik 1922.
7. William G. Shepherd, Lo, the Rich Indian!, „Harper’s Monthly Magazine”, listopad 1920.
8. E.A. Brown, dz. cyt.
9. Elmer T. Peterson, Miracle of Oil, „Independent”, 26 kwietnia 1924.
10. Cyt. za: Alexandra Harmon, Rich Indians: Native People and the Problem of Wealth in American History, Chapel Hill 2010, s. 140.
11. Tamże, s. 179.
12. E.A. Brown, dz. cyt.
13. „Oklahoma City Times”, 26 października 1959.
14. Jego prawdziwe imię to Byron, jednak przedstawiał się jako Bryan. Żeby uniknąć zamieszania, konsekwentnie używałem w książce tego drugiego imienia.
15. Oświadczenie H.S. Traylora, w: U.S. Congress, House Subcommittee of the Committee on Indian Affairs, Indians of the United States: Investigation of the Field Service: Hearing by the Subcommittee on Indian Affairs,Washington 1920, s. 202.
16. Raport Toma Weissa i Johna Burgera, 10 stycznia 1924, FBI.
17. Zeznanie Marthy Doughty przed sądem przysięgłych, NARA – FW.
18. Zeznanie Anny Sitterly przed sądem przysięgłych, NARA – FW.
19. Informacje dotyczące zaginięcia Whitehorna zaczerpnąłem głównie z lokalnych gazet, sprawozdań prywatnych detektywów oraz raportów agentów FBI, które znajdują się w Archiwach Państwowych USA.
20. Warto zauważyć, że jedna z gazet utrzymywała, że żona Whitehorna jest niepełnej krwi Czirokezką. Jednak w aktach FBI figuruje jako niepełnej krwi Czejenka.
21. „Pawhuska Daily Capital”, 30 maja 1921.