Ponad pół wieku od śmierci Winstona Churchilla Thomas Kielinger przedstawia nową biografię brytyjskiego polityka, która wzmaga zainteresowanie życiem tego wielkiego, wszechstronnie utalentowanego człowieka.


Winston Churchill. Późny bohaterMąż opatrznościowy, słynny mówca, despota, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci historycznych.

Gdy skończył 25 lat, miał już za sobą przeżycia wojenne na trzech kontynentach, zdążył napisać 5 książek i zasiadał w brytyjskiej Izbie Gmin.

Po 60. wydawał się jednak przegranym człowiekiem. Uważano, że jest zbyt staroświeckim politykiem, który nalega na zbrojenia i przygotowania do wojny.

Ale gdy wybuchła II wojna światowa, Churchill okazał się mężem opatrznościowym, potrafił stawić skuteczny opór nazistowskim Niemcom. W oczach społeczeństwa stał się bohaterem – „późnym bohaterem”.

Jakby tego było mało, zyskał sławę jako ceniony malarz, zapalony mówca i utalentowany pisarz. Jako jedyny mąż stanu w historii otrzymał Nagrodę Nobla. Ku jego zmartwieniu… „tylko” w dziedzinie literatury.

Thomas Kielinger (ur. w 1940 roku w Gdańsku) – dziennikarz i pisarz niemiecki. Był korespondentem gazety Die Welt w Waszyngtonie i Londynie. Autor kilku książek o historii Niemiec i Anglii: „Kleine Geschichte Grossbritanniens” (2016), “Winston Churchill – Der späte Held” (2014), „Elizabeth II: das Leben der Queen” (2011), „Großbritannien” (2009), „Die Kreuzung und der Kreisverkehr: Deutsche und Briten im Zentrum der europäischen Geschichte” (1997), „Crossroads and roundabouts : junctions in German-British relations” (1997).

Thomas Kielinger
Winston Churchill. Późny bohater
Przekład: Jadwiga Stefanowicz
Wydawnictwo Bellona
Premiera: 1 lutego 2018
 
 

Winston Churchill. Późny bohater

À propos Churchill

Pisanie o Winstonie Spencerze Churchillu wiąże się z nie lada ryzykiem. Człowiek, który w sondażu BBC sprzed 12 lat został wykreowany na „największą osobowość w brytyjskiej historii”, wymyka się wszelkiej jednoznaczności. Opisywanie go jedynie z punktu widzenia przełomu lat 1940/1941 byłoby zbyt powierzchowne. Nadanie mu przez Brytyjczyków miana „postaci historycznej” zawdzięcza roli przeciwnika Niemiec nazistowskich. Rok 1940 zainspirował także autora niniejszej publikacji do nadania biografii Churchilla podtytułu Późny bohater. Co jednak kluczowe, całe życie Churchilla trudno sprowadzić do tej jednej daty. W świadomości opinii publicznej między „późnym” Churchillem, który w 1940 roku jako premier zapisał się w światowej historii, a „wczesnym” Churchillem istnieje ogromna luka. Jeszcze za panowania królowej Wiktorii w 1900 roku Churchilla, dzięki jego waleczności i uczestnictwu w wielu wojnach kolonialnych, ogłoszono „bohaterem imperium”.
Rzeczywistą sławę zawdzięczał jednak dopiero wyborowi do Izby Gmin i polityce. Jego kariera rozpoczęła się w aureoli wojownika i poszukiwacza przygód. Jako początkujący polityk wielokrotnie ryzykował, stawiając wszystko na jedną kartę, ale taka postawa nie pasowała do codzienności, zużyła się, gdy rozczarowania i porażki zaczęły mu deptać po piętach. Przez długie dziesięciolecia, aż do lat trzydziestych, pozbawiony urzędów czekał na dzień powrotu do polityki, który, gdyby nie Hitler, nigdy pewnie by nie nadszedł. Utrzymywał się jedynie dzięki pisaniu książek, bestsellerów, i pracy dziennikarskiej. Dzięki tym dochodom, a nie uprawianiu polityki, zrezygnował z wystawnego, właściwego arystokratom stylu życia.
Pisanie o Churchillu graniczy z odwagą nie tylko z powodu obszernej biografii człowieka, który przeżył 90 lat. W styczniu 2015 roku obchodzono pięćdziesiątą rocznicę śmierci Winstona Churchilla i od razu pojawiło się na rynku księgarskim mnóstwo nowych publikacji na jego temat, m.in. imponująca ośmiotomowa praca historyka Martina Gilberta, który podjął się kontynuacji obszernej biografii Churchilla, zapoczątkowanej przez jego syna Randolpha, zmarłego przedwcześnie w 1968 roku. Ale to nie wszystko: do obszernej biografii dołączono 16 tomów dokumentujących okres historyczny do połowy II wojny światowej, a sześć następnych tomów jest już w przygotowaniu, dopóki – jak zapewnia Archiwum Churchilla w Cambridge – nie zostanie spenetrowany wszerz i wzdłuż cały „kosmos” Churchilla.
Z bogactwa źródeł czerpie także autor tej książki. Przytaczane cytaty pochodzą z tego zbioru właśnie i wcześniejszych biografii Churchilla. Tam, gdzie wzmiankuje się inne publikacje, oznaczono to w odpowiednim miejscu. Niełatwo dotrzymać kroku wszystkim publikacjom, ponieważ z roku na rok ukazują się coraz to nowe tytuły, poświęcone życiu Churchilla. Gdy w 1950 roku znana reporterka amerykańska Virginia Cowles* podczas spotkania z Churchillem zdradziła mu, że nosi się z zamiarem napisania jego biografii, wtedy ten mruknął „dobrodusznie”, jak napisała w posłowiu do swojej książki Winston Churchill. The Era and the Man, i oświadczył: „To pole zostało już dość dobrze przeorane”. Skomentowała to później: „Nie wziął wtedy pod uwagę niezwykłej urodzajności tego pola”. To również mnie zainspirowało do napisania książki.

* Harriet Virginia Spencer Cowles (1910–1983), pseudonim: Nancy Swift, odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego, angielska dziennikarka i pisarka. Autorka licznych biografii, m.in.: Winstona Churchilla, rodziny Romanowów, rodziny Rothschildów, ostatniego cesarza Niemiec Wilhelma II, króla Anglii Edwarda VII. Za: Oxford Dictionary of National Biography (przyp. tłum.).

Sebastian Haffner był pierwszym niemieckim autorem, który dwa lata po śmierci Churchilla wydał poświęconą mu monografię. Musiał jednak radzić sobie bez mnogości dostępnych obecnie źródeł. Dlatego też nie roszcząc sobie pretensji do napisania klasycznej biografii, ratował się, pisząc esej biograficzny, którego wartość ma charakter ponadczasowy. Dzisiejszy biograf nie może już sobie na to pozwolić, bowiem wraz z upływem czasu pojawiło się wiele nowych materiałów, których nie sposób zignorować, ponieważ pozwalają lepiej zrozumieć nieodłączne cechy charakteru Churchilla. Należą do nich niewątpliwie dokumentacja medyczna, świadcząca o skłonnościach Churchilla do depresji, którą odziedziczył po rodzinie ojca, z arystokratycznego rodu Marlborough, a także wiele publikacji wspomnieniowo-pamiętnikarskich, korespondencja między Churchillem i prezydentem Rooseveltem czy The Fringes of Power. Downing Street Diaries 1939–1955, które pozostawił prywatny sekretarz Churchilla, sir John Colville. Duże znaczenie w nowym spojrzeniu na biografię Churchilla ma także prywatna korespondencja Winstona Churchilla i jego żony Clementine, udostępniona przez ich najmłodszą córkę, Mary – lady Soames*, zmarłą w 2014 roku. W obliczu tej obfitości źródeł znaczenia nabiera ostrzeżenie Woltera: Le secret d,ennuyer est celui de tout dire – „Przyczyna nudy tkwi w chęci opowiedzenia wszystkiego”. Chodzi zatem o umiejętny wybór informacji i odwagę pomijania niektórych materiałów.

* Mary Soames, baronowa Soames, z domu Churchill (1922–2014), najmłodsze dziecko Winstona Churchilla i Clementine Hozier. Służyła w Czerwonym Krzyżu i Ochotniczej Służbie Kobiet w latach 1939–1941. Później wstąpiła do Ochotniczej Służby Terytorialnej. Pracowała w Londynie, Belgii i Niemczech. Towarzyszyła swemu ojcu jako adiutant podczas jego podróży zagranicznych. Uczestniczyła m.in. w konferencji w Poczdamie, gdzie poznała Harry’ego Trumana i Józefa Stalina. Lady Soames została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Łaźni za działalność publiczną, zwłaszcza w Rodezji. 23 kwietnia 2005 r. została odznaczona Orderem Podwiązki. Była znaną pisarką i autorką popularnej biografii swojej matki, Clementine Churchill, wydanej w 1979 r. Wspierała innych autorów opisujących dzieje jej rodziny, m.in. sir Martina Gilberta, który kończył rozpoczętą przez jej brata Randolpha biografię Winstona Churchilla. Wydała zbiór korespondencji swoich rodziców. Jej ostatnim dziełem był scenariusz serialu o zagranicznych podróżach jej ojca, emitowany w amerykańskiej telewizji (przyp. tłum.).

Książka ta ma pomagać w poszukiwaniu śladów z życia pełnego sprzeczności. Polityczne etapy kariery Churchilla zakreślają ramy tej publikacji – w centrum uwagi ciągle pozostaje jego postać, zarówno we wczesnym, mniej znanym okresie życia, jak i później, w latach dojrzałych. Czytelnik powinien wczuć się w rolę jemu współczesnych, zafascynowanych charyzmą i kontrowersyjnością Churchilla, dla których częstokroć pozostawał zagadką.
Postarałem się zrównoważyć aspekty natury politycznej i psychologicznej, które wywarły wpływ na tę wyjątkową osobowość. Churchill przyznał, że kierowała nim wola autoekspresji, skłonność do akcentowania własnego ja w możliwie szerokim zakresie. Nie przeszkadzało mu, że przez to uchodził za egocentryka. Z uwagi na mnogość talentów mówi się, że był człowiekiem renesansu.
Z jakichże źródeł czerpał siłę, by podnosić się na przekór porażkom i ostracyzmowi? Łatwo powiedzieć – „późny bohater”. Ale jak wytłumaczyć przełom w jesieni jego długiego życia? Jak to możliwe, że Churchill pozostawał zawsze wierny sobie, i to we wszystkich kreowanych postaciach?
Ta biografia nie będzie zapewne ostatnią odpowiedzią na te pytania, ale pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze bardziej przybliży tę jedyną w swoim rodzaju postać.

ROZDZIAŁ I

Na ostrzu noża: rok 1940

Musisz wygrać i panować
Albo przegrać, w nędzy żyć
Cierpieć albo triumfować
Młotem lub kowadłem być!*

* J.W. Goethe, fragment Pieśni koptyjskiej, przeł. Leopold Lewin (przyp.tłum.).

15 maja 1940 roku o 7.30 w sypialni brytyjskiego premiera Winstona Churchilla zadzwonił telefon. Była to dość niezwykła pora dla człowieka, który przywykł pracować w nocy i wstawać dość późno. Z porannej drzemki wyrwał go premier Francji, Paul Reynaud. Zaalarmował go: „Przegraliśmy bitwę, nasza armia w rozsypce…, bitwa przegrana”. Francuz, ciągle pod wpływem szoku, powtarzał się, bełkotał, ponieważ dopiero przed chwilą minister spraw zagranicznych, Édouard Daladier, zakomunikował mu, czego dowiedział się od generalicji: „To koniec, już po nas. Napierające wojska wroga nie napotykają na żaden opór”.
Francuzi dali się pobić, ale nie Churchill. „To po prostu śmieszne, nie do uwierzenia, by Francja mogła zostać podbita przez 120 czołgów” – grzmiał i jednocześnie zaciągał się cygarem, którego nie mogło zabraknąć, kiedy po zjedzeniu śniadania w łóżku zwołał doradców do swojej sypialni i podparty poduszką wydawał dyspozycje. Agresja niemiecka zaczęła się 10 maja, w dniu przejęcia przez Churchilla urzędu premiera. Złowieszczy zbieg okoliczności. „Wojna błyskawiczna”, jak wkrótce nazwano tę fazę wojny na Zachodzie, stała się faktem. Prawdopodobnie Churchill nie był wtajemniczony w krytyczne położenie wojsk sprzymierzonej z Anglią Francji ani nie otrzymywał informacji o upadku morale i znikomej francuskiej woli walki. W swojej sześciotomowej Drugiej wojnie światowej Churchill pisał: „Dlaczego rząd Jego Królewskiej Mości nie był zorientowany i nie został lepiej poinformowany!?”.
Do Francji Churchill miał od zawsze stosunek romantycznosentymentalny. „Francuska piechota będzie wiernie strzec praw i wolności Europy”, marzyło mu się w 1907 roku po pierwszym udziale we francuskich manewrach. Od 1904 roku Londyn i Paryż wiązał układ entente cordiale. Churchill widział we Francji, obok Anglii, depozytariusza prawzorca cywilizacji. Jeszcze we wrześniu 1938 roku, w jednym z artykułów dla „Daily Telegraph”, który ukazał się po wizycie brytyjskiej pary królewskiej w Paryżu, napisał: „Czyż to nie wspaniałe obserwować spokój ludzi, gdzie naród jest armią i ma swój udział w rządach […]. Żaden materiał wybuchowy nie jest tak silny, jak dusza wolnego ludu”. Brzmi to jak rzutowanie własnego charakteru narodowego na zaprzyjaźniony, podziwiany naród. Być może dlatego z taką niechęcią przyjął do wiadomości załamanie się francuskiej gotowości bojowej.
Mimo deprymujących wieści z Paryża postanowił przeciwstawić się zapaści Francji. Od 16 maja do 13 czerwca 1940 roku pięć razy latał w tym celu do Francji. Już podczas wizyty w Quai d,Orsay – francuskiej siedzibie Ministerstwa Spraw Zagranicznych uderzyła go „absolutna rezygnacja na każdej twarzy”. 11 czerwca na lotnisku, na południu od Paryża, francuski minister wojny powitał go z ponurą miną. „Na pokaz obnosiłem się ze śmieszną pewnością siebie i uczuciem ufności, co przydawało się szczególnie wtedy, gdy sprawy przybierały zły obrót”, wspominał nie bez ironii Churchill. Dwa dni później premier wylądował w Tours, gdzie rząd francuski skapitulował przed niemieckim Wehrmachtem. Następnego dnia, 14 czerwca 1940 roku, Niemcy wkroczyli do niebronionego Paryża.
Churchill musiał liczyć się z czasem, z „pewną ewentualnością”, jak to opisywał brytyjski Sztab Generalny, upadku Francji. Co stałoby się z Anglią, gdyby poległa wraz z Europą podbitą przez nazistowskie Niemcy? Scenariusz rozwiązania problemu domagał się przewidywania i przeciwdziałania, zakotwiczenia losu wyspy w miejscu, gdzie Anglicy mogli liczyć na pomoc. Oczy zwrócono ku Ameryce, drugiej ojczyźnie Churchilla. Jego matka, Jennie, z domu Jerome, była przecież Amerykanką. Od września 1939 roku prezydent USA, Franklin Delano Roosevelt, i Churchill, wówczas nowy pierwszy lord Admiralicji w rządzie Neville’a Chamberlaina, pozostawali w listownym kontakcie, zainicjowanym przez Roosevelta 11 września („My dear Churchill”). (Roosevelt był niegdyś zastępcą sekretarza w amerykańskim Departamencie Marynarki Wojennej. Doświadczenia marynistyczne ich połączyły). Ze wstępnych kontaktów powstała obszerna korespondencja, licząca 1700 listów, telegramów i innych przesyłek; autorem 700 jest Roosevelt, a ponad 1000 Churchill. Epistolografia dwóch wielkich osobistości była niejako barometrem jedynego w swoim rodzaju partnerstwa przemieszanego z coraz silniej występującymi przejawami politycznej rywalizacji.
Ta raczej luźna wymiana korespondencji z początkowej fazy wojny zmieniła się wraz z przybyciem Churchilla na Downing Street. Tragiczne losy Francji zintensyfikowały wymianę listów. Amerykaninowi należało przekazywać szczerą prawdę o sytuacji w Europie – wzywać partnera, aby przezwyciężał separatystyczne nastroje w USA, co było wielkim zagrożeniem także dla Ameryki i jej znaczenia w świecie. Churchillowi nie chodziło o drobnostkę, chciał bowiem znaleźć w Ameryce nowego sojusznika, pozyskać go na trudne dni, których nadejścia się spodziewał. Gdy Churchill pisał wieczorem do Roosevelta list, wciąż pozostawał pod wrażeniem rozmowy telefonicznej z Reynaudem: „Jak Pan sobie zapewne zdaje sprawę, sytuacja szybko się pogarsza. […] Musimy się liczyć z tym, że Mussolini w pośpiechu dołączy do udziału w plądrowaniu cywilizacji [10 czerwca Włochy przystąpiły do wojny po stronie nazistowskich Niemiec.] Sami spodziewamy się, że w najbliższej przyszłości zostaniemy zaatakowani przez wojska powietrznodesantowe – do tego się przygotowujemy. Jeśli zajdzie taka konieczność, będziemy kontynuowali wojnę samotnie. Tego się nie boimy. Ufam, że Pan, Panie Prezydencie, zdaje sobie sprawę, że zarówno siła, jak i głos Stanów Zjednoczonych mogą przestać się liczyć, jeżeli będą zbyt długo powstrzymywane. Być może jutro rano ujrzy Pan całkowicie podbitą, poddaną nazyfikacji Europę. […] Wszystko, o co teraz proszę – to oficjalna deklaracja nieprzystępowania do wojny, co będzie oznaczało, że pomożecie nam we wszystkim, z wyjątkiem faktycznego angażowania waszych sił zbrojnych”. Wśród najpilniejszych potrzeb dotyczących sprzętu wojskowego, o który Churchill zabiegał, znalazła się także prośba o wypożyczenie „40 lub 50 tych waszych niszczycieli starszego typu”.
Skoro Wielka Brytania straciła jednego sojusznika, należało zatroszczyć się o innego, by ustrzec ojczyznę przed upadkiem. Brytyjski Sztab Generalny w utajnionym studium utrzymywał nawet, że wyspa mogłaby kontynuować walkę bez pomocy Francji, lecz nie bez Stanów Zjednoczonych. Szefowie Sztabu uważali, że USA „zapewniłyby pełną gospodarczą i finansową pomoc, bez której nie moglibyśmy prowadzić wojny z nadzieją na sukces”. Czy mogli być aż tak pewni przystąpienia Roosevelta do wojny?
Roosevelt od dawna już zasięgał informacji u doradców – o czym Churchill nie wiedział – jaką grę prowadzi Europa. Jednym z nich był ówczesny antybrytyjsko nastawiony ambasador USA w Londynie, Joseph P. Kennedy, ojciec późniejszego prezydenta. „Nowobogacki milioner o pospolitych cechach charakteru i prymitywnym sposobie myślenia”, jak nazwał go John Lukacs w swojej znakomitej rozprawie Five Days in London: May 1940. Kennedy zwierzył się w marcu 1940 roku swojemu koledze po fachu w Paryżu Williamowi C. Bullittowi, że jego zdaniem Niemcy wygrają wojnę i „do diabła poślą” całą Wielką Brytanię. Ta perspektywa nie przerażała go, bowiem jako zwolennik nazistów uważał za wielki błąd Churchilla zdecydowane odrzucenie reżimu Hitlera, ponieważ głównym przeciwnikiem był i będzie komunizm.