Diana Gabaldon zabiera czytelnika do XVIII-wiecznej Anglii, gdzie lord Grey próbuje odkryć śmiertelnie groźny sekret rodzinny i angażuje się w zakazany romans.


Lord John i Bractwo OstrzaSiedemnaście lat wcześniej ojciec Greya, książę Pardloe, zastrzelił się na kilka dni przed oskarżeniem o to, że jest zdrajcą jakobickim.

Starszy brat Greya, Hal, powołując pułk do walki pod Culloden, zdołał przywrócić honor rodowemu nazwisku. Teraz jednakże, w przeddzień wyjazdu wojsk angielskich do Niemiec, pojawia się tajemnicza groźba rzucająca nowe światło na śmierć księcia i sprawia, że bracia popadają w konflikt z przeszłością i sobą nawzajem.

W każdym miejscu w koszarach, na polach bitewnych Prus i pośród kamiennych wzgórz Krainy Jezior lord John próbuje odkryć prawdę, która wiedzie go przez niebezpieczeństwa i namiętności, coraz głębiej, ku odpowiedzi na pytanie trawiące mu duszę co jest dla człowieka najważniejsze?

Przed nami kryminalna zagadka w historycznej scenerii zachwycającej dbałością o szczegóły.

Śledztwo w sprawie zdrajcy prowadzi lorda Greya przez sprośne londyńskie przybytki i dostojne gabinety arystokratów, prosto do tajemniczej damy w zielonej sukni…

Diana Gabaldon
Lord John i Bractwo Ostrza
Przekład: Jan Kabat
Wydawnictwo Świat Książki
Premiera: 25 października 2017
 
 

Lord John i Bractwo Ostrza


Część I
Gdy spotykają się krewniacy

Rozdział 1
Wszystko zostaje w rodzinie

Londyn, styczeń 1758
Stowarzyszenie Angielskiego Befsztyka,
Klub Dżentelmenów

Jeśli lord John Grey dobrze się orientował, macochy, tak jak przedstawiano je w literaturze, były na ogół sprzedajne, złe, podstępne, niebezpieczne, czasem skłonne do kanibalizmu. Ojczymowie natomiast jawili się jako osobnicy bez znaczenia czy wręcz nieszkodliwi.
– Dziedzic Allworthy, jak sądzisz? – zwrócił się do swojego brata. – Czy też Klaudiusz?
Hal stał niespokojnie, bawiąc się globusem. Nagle przestał nim kręcić i popatrzył na Greya; w jego oczach malowało się niezrozumienie.
– Co?
– Ojczymowie – wyjaśnił Grey. – Wydaje się, że w porównaniu z ich kobiecym odpowiednikiem niewielu ojczymów można znaleźć na stronicach książek. Zastanawiałem się po prostu, jaki będzie wybór naszej matki w sensie charakterologicznym.
Halowi nerwowo zadrżały nozdrza. Jego lektura ograniczała się do Tacyta i nieco bardziej szczegółowych, zarówno greckich, jak i rzymskich, opisów osiągnięć militarnych. Czytanie powieści uznawał za objaw słabości moralnej; rzecz wybaczalna, a nawet zrozumiała poniekąd w przypadku ich matki, która była ostatecznie kobietą. Trudniej przychodziło mu akceptowanie faktu, że młodszy brat też oddawał się temu występkowi, teraz jednakże spytał tylko:
– Klaudiusz? Ten z Hamleta? Z pewnością nie, Johnie, chyba że wiesz o matce coś, o czym ja nie mam pojęcia.
Grey szczerze wierzył, że zna matkę o wiele lepiej niż Hal, ale nie był to odpowiedni czas ani miejsce, by o tym wspominać.
– Przychodzą ci do głowy inne przykłady? Może ojczymowie znani z historii?
Hal wydął wargi, marszcząc w zamyśleniu czoło. Dotknął odruchowo kieszonki na zegarek.
Grey też dotknął swojej kieszonki, gdzie spoczywał czasomierz identyczny jak Hala.
– Jeszcze nie ma dwunastej. Nasz gość jeszcze się nie spóźnia.
Hal spojrzał nań z ukosa, bez cienia uśmiechu – nie był w nastroju skłaniającym do wesołości – a mimo to figlarnie.
– Jest przynajmniej żołnierzem.
Jak wynikało z doświadczeń Greya, przynależność do bractwa ostrza niekoniecznie gwarantowała punktualność – ich przyjaciel Harry Quarry był pułkownikiem i spóźniał się notorycznie – teraz jednak skinął potakująco głową. Hal i tak już zdradzał niepokój. Grey nie chciał wszczynać niemądrej kłótni, która mogłaby wpłynąć niekorzystnie na rychłe spotkanie z kandydatem na trzeciego męża ich matki.
– Mogłoby być gorzej, jak przypuszczam – oznajmił Hal, znów skupiając uwagę na globusie. – Przynajmniej nie jest jakimś przeklętym kupcem. Ani handlowcem. – Sama myśl o tym była obrzydliwa.
Prawdę powiedziawszy, generał George Stanley posiadał tytuł szlachecki, który zawdzięczał służbie w wojsku, nie zaś urodzeniu. Jego rodzina zajmowała się handlem, choć w szacownych dziedzinach bankowości i przewozów morskich. Benedicta Grey jednakże była księżną. Przynajmniej niegdyś.
Spokojny jak dotąd wobec rychłego zamążpójścia matki, Grey poczuł gwałtowne ściskanie w żołądku, wywołane świadomością, że ich matka nie będzie już nosiła nazwiska rodowego, tylko stanie się lady Stanley – kimś całkowicie obcym. Było to, ma się rozumieć, śmieszne. Odczuł nagle głębszą solidarność z bratem.
Zegarek w jego kieszonce zaczął wydzwaniać południe. Czasomierz Hala odezwał się niespełna pół sekundy później i bracia uśmiechnęli się do siebie, dotykając zgodnym ruchem kieszonek, jakby niespodziewanie połączeni wspólnym losem.
Zegarki były identyczne i stanowiły podarunek od ojca na dwunaste urodziny. Książę – w przypadku Greya – zmarł dzień później, co sprawiło, że ów gest uznania męskości nabrał szczególnego charakteru. Grey zaczerpnął powietrza, chcąc coś powiedzieć, ale w tym momencie z korytarza dobiegły jakieś głosy.
– Zjawił się. – Hal uniósł głowę znad globusa. Widać było, że nie może się zdecydować, czy wyjść na spotkanie sir George’a, czy też przyjąć go w bibliotece.
– Święty Józef – oznajmił niespodziewanie Grey. – Jeszcze jeden godny uwagi ojczym.
– W samej rzeczy – odparł jego brat, patrząc porozumiewawczo. – A który z nas ma według ciebie…
Na turecki dywan padł cień służącego, który skłonił się w drzwiach.
– Sir George Stanley, milordzie. Wraz z osobą towarzyszącą.

*

Widok generała sir George’a Stanleya sprawił pewną niespodziankę. Choć Grey nie spodziewał się ujrzeć ani Klaudiusza, ani też świętego Józefa, rzeczywistość okazała się nieco bardziej… zaokrąglona, niż należało oczekiwać.
Pierwszy mąż matki był wysoki i pełen wigoru, jak mówiono, podczas gdy drugi, jego ojciec, odznaczał się taką samą drobną sylwetką, jasnością skóry i silnym umięśnieniem, jakie przekazał swym synom. Grey pomyślał z rozbawieniem, że sir George przywraca wiarę w rachunek prawdopodobieństwa.
Nieco wyższy niż on sam i jego brat, korpulentny, generał miał twarz, która pod nieco wytartą peruką jawiła się jako krągła, pogodna i prostoduszna. Rysy były w najwyższym stopniu nijakie, z wyjątkiem podłużnych brązowych oczu, w których malowało się uprzejme wyczekiwanie, jakby nie istniało nic przyjemniejszego niż spotkanie z osobą, do której się zwracał.
Skłonił się na powitanie, a potem uścisnął mocno dłoń obydwu Greyom.
– Jestem niezmiernie rad, że zaprosiliście mnie na lunch – oznajmił, obdarzając uśmiechem obu braci. – Trudno mi nawet wyrazić, jak bardzo to doceniam. I czuję się w najwyższym stopniu niezręcznie, zmuszony od razu przeprosić, że narzucam wam swą wolę, przyprowadzając tu pasierba. Przybył niespodziewanie tego ranka ze wsi, w chwili gdy wybierałem się tutaj. A założywszy, że w pewnym sensie będziecie braćmi… pomyślałem, że wybaczycie mi, iż pozwoliłem sobie zabrać go ze sobą i przedstawić. – Roześmiał się nieco zakłopotany i zaczerwienił.
To dziwna rzecz u człowieka w jego wieku i o takiej randze, ale dość ujmująca, pomyślał Grey, też uśmiechając się wbrew sobie.
– Oczywiście – powiedział Hal, siląc się na kordialny ton.
– Jak najbardziej – zawtórował mu Grey, który stał najbliżej sir George’a, i zwrócił się do jego towarzysza, wyciągnąwszy rękę. Zobaczył przed sobą wysokiego, szczupłego, ciemnookiego młodego człowieka.
– Lordzie Melton, lordzie Johnie – odezwał się generał, kładąc dłoń na ramieniu młodzieńca. – Czy wolno mi przedstawić pana Percivala Wainwrighta?
Hal był odrobinę dotknięty; Grey wyczuwał te nieznaczne wibracje, które dowodziły irytacji – Hal nie znosił niespodzianek, zwłaszcza tych natury towarzyskiej – ale nie mógł poświęcać w tej chwili uwagi dziwactwom brata.
– Do usług, sir – powiedział, ujmując dłoń pana Wainwrighta i odnosząc jednocześnie dziwne wrażenie, że już się kiedyś spotkali.
Tamten też to wyczuł. Grey dostrzegł cień zdziwienia na twarzy młodego człowieka, nieznaczny ruch wąskich ciemnych brwi, jakby ich właściciel zastanawiał się, gdzie…
Owa świadomość odezwała się w nich jednocześnie. Grey ścisnął odruchowo rękę młodzieńca dokładnie w chwili, gdy Wainwright uczynił to samo.
– Ja również jestem do usług, sir – mruknął młodzieniec i cofnął się, kasłając cicho. Wyciągnął dłoń do Hala, jednakże ponownie obrzucił Greya przelotnym spojrzeniem. Oczy miał brązowe, ale nie przypominały oczu jego ojczyma, jak przyszło do głowy Greyowi, gdy zdumienie wywołane myślą o poprzednim spotkaniu już zblakło. Odznaczały się stonowanym, wyrazistym brązem i wyjątkową ekspresją. W tej chwili tańczyły w nich iskierki rozbawienia sytuacją i zdradzały to samo intensywne i osobiste zainteresowanie, jakie Grey dostrzegł w nich wcześniej, podczas ich pierwszego spotkania… w bibliotece Lavender House.
Percy Wainwright przedstawił się i podał dłoń także przy tamtej okazji, ale Grey był wówczas anonimowym nieznajomym, zatem spotkanie siłą rzeczy trwało krótko.
Hal też przywitał się uprzejmie z nowo przybyłym, choć jednocześnie obdarzył go chłodnym i taksującym spojrzeniem, jak w przypadku nowego oficera przyjmowanego do pułku.
Grey pomyślał, że Wainwright nieźle zdał ten egzamin. Był dobrze zbudowany, ubierał się starannie i ze smakiem, odznaczał się jasną karnacją i wyrazistością rysów, jego zachowanie zaś świadczyło zarówno o poczuciu humoru, jak i wyobraźni. Obie te cechy mogły w przypadku oficera uchodzić za niebezpieczne, ale na płaszczyźnie prywatnej…
Wainwright zdawał się panować dyskretnie nad własnym zainteresowaniem osobą Greya, zerkając nań z odrobiną zdziwienia. Grey uśmiechnął się do niego, bawiąc się zaskoczeniem tego nowego „brata”.
– Dziękuję – powiedział Wainwright, gdy Hal zakończył swe powitanie, skłonił się. – Wasza Książęca Mość… jest niezwykle łaskawy.
Zapadła niezręczna cisza po tym ostatnim, niemal stłumionym słowie wypowiedzianym w chwili, gdy Wainwright uświadomił sobie nieco za późno, co właśnie wyrzekł.
Hal znieruchomiał na moment, ale zaraz odzyskał panowanie nad sobą i skłonił się w odpowiedzi.
– Ależ skąd – odparł z wyszukaną grzecznością. – Zasiądziemy do stołu, panowie?
Obrócił się w stronę drzwi, nie patrząc za siebie. I chwała Bogu, pomyślał Grey, dostrzegając pospieszną wymianę gestów i spojrzeń między generałem i jego pasierbem – pełną przerażenia irytację u tego pierwszego, podkreśloną przewracaniem oczu i chwytaniem się za sfatygowaną perukę; przeprosiny ze strony drugiego, skierowane bezgłośnie pod adresem Greya, ku któremu Wainwright zwrócił się z grymasem na twarzy.
Grey wzruszył tylko zdawkowo ramieniem. Hal nawykł do takich sytuacji – ostatecznie ponosił konsekwencje swojego postępowania.
– Mamy szczęście, jeśli chodzi o porę – powiedział i uśmiechnął się do Percy’ego, po czym dotknął lekko jego pleców, kierując młodzieńca ku drzwiom. – Jest czwartek, a kucharz w Befsztyku przyrządza w czwartki doskonałe wołowe ragoût. Z ostrygami.

*

Sir George był na tyle rozważny i mądry, by nie przepraszać za gafę pasierba, wdał się natomiast z obydwoma Greyami w rozmowę o kampaniach minionej jesieni. Percy Wainwright wydawał się początkowo odrobinę zmieszany, szybko się jednak opanował, słuchając z niekłamaną uwagą.
– Był pan w Prusach? – spytał na wzmiankę Greya o manewrach niedaleko Odry. – Ale wszak Czterdziesty Szósty Pułk stacjonował ostatnio we Francji… czy może się mylę?
– W najmniejszym stopniu – odparł Grey. – Przydzielono mnie czasowo do pruskiego regimentu jako oficera łącznikowego z oddziałami brytyjskimi, po Kloster-Zeven. – Uniósł brwi i spojrzał na Wainwrighta. – Wydaje się pan dobrze poinformowany.
Wainwright się uśmiechnął.
– Ojciec myśli o patencie oficerskim dla mnie – przyznał szczerze. – Ostatnimi czasy nasłuchałem się licznych rozmów tyczących spraw militarnych.
– Nie wątpię. I doszedł pan do jakichś wniosków, określił jakieś preferencje?
– Nie – wyznał Wainwright, wbijając spojrzenie żywych oczu w twarz Greya. – Aż do dzisiaj.
Grey poczuł nieznaczne drgnienie serca. Próbował wcześniej zapomnieć ten ostatni raz, kiedy widział Percy’ego Wainwrighta, miękkie ciemne pukle w nieładzie, rozpięte odzienie… Dzisiaj jego włosy były starannie przyczesane, spięte w kucyk i upudrowane, tak jak włosy Greya; miał na sobie strój o stonowanej niebieskiej barwie – dżentelmen w każdym calu. Jednakże zapach Lavender House zdawał się unosić między nimi w powietrzu – zapach wina i skóry, zmieszany z ostrą i głęboką piżmową wonią męskiego pożądania.
– Spokojnie, Percy – zwrócił się do niego generał z nutą przygany w głosie. – Nie bądź w gorącej wodzie kąpany, mój chłopcze. Czeka nas jeszcze rozmowa z pułkownikiem Bonhamem, a także Pickeringiem, jak wiesz.
– W samej rzeczy – zauważył lekkim tonem Grey. – No cóż, pozwoli pan, że oprowadzę go po kwaterach Czterdziestego Szóstego Pułku, niedaleko Cavendish Square. Jeśli mamy współzawodniczyć z innymi pułkami, by zaskarbić sobie honor pańskiego towarzystwa, to musimy wykazać się nad nimi niejaką wyższością.
Percy uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Będę nad wyraz zobowiązany, milordzie – odrzekł.
Przy tych słowach zaszła jakaś nieokreślona zmiana w przestrzeni, która ich rozdzielała.
Rozmowa trwała, ale przybrała teraz formę precyzyjnego menueta kurtuazji. I tak jak para w zalotach może wymieniać się niezliczonymi znaczeniami za sprawą jednego dotyku, tak i oni to czynili, nie dotykając się wszakże; ich bezgłośna konwersacja toczyła się niezakłócona pod płaszczykiem zwyczajowych grzeczności.
– Lubi pan psy, lordzie Johnie?
– Ogromnie, choć obecnie nie mam żadnego. Rzadko bywam w domu, pojmuje pan.
– Och. Zatrzymuje się pan u swego brata, przebywając w Anglii? – Percy zerknął w stronę Hala, po czym znów skierował pytający wzrok na Greya.
Czy twój brat wie?
Grey pokręcił głową, skupiając z pozoru uwagę na bułce, od której właśnie odrywał kawałek. To, czy Hal wiedział, było kwestią zbyt złożoną, by omawiać ją tutaj. Wystarczyło, że Hal nie miał pojęcia o Lavender House ani o jakichkolwiek związkach swego brata z tym przybytkiem.
– Nie – odparł obojętnie. – Przebywam w domu matki przy Jermyn Street. – Podniósł wzrok i napotkał spojrzenie Percy’ego. – Ale być może, poszukam lokum gdzie indziej, zwłaszcza teraz, gdy w jej domostwie zajdą zmiany.
Percy uśmiechnął się nieznacznie, ale sir George, przerwawszy rozmowę, by przeżuć kęs wołowiny, usłyszał ową uwagę i nachylił się nad stołem, a jego krągła twarz emanowała szczerą gorliwością.
– Drogi lordzie Johnie! Nie musi pan z mego powodu zmieniać swych nawyków! Benedicta pragnie zachować dom przy Jermyn Street, ja zaś byłbym wielce skonfundowany, gdyby moja obecność pozbawiła ją towarzystwa własnego syna.
Grey zauważył, że wargi jego brata zacisnęły się na wieść o bytności sir George’a w domostwie przy Jermyn Street. Hal rzucił mu ostre spojrzenie, jakby chciał dać bratu do zrozumienia: O, nie, nie uczynisz tego! Masz tam być i mieć oko na tego osobnika.
– Jest pan zbyt uprzejmy, sir – zwrócił się Grey do sir George’a. – Niedługo i tak wracam do swego pułku.
– No tak. – Sir George okazał wyraźne zainteresowanie sprawami wojskowymi i obrócił się do Hala. – Czy otrzymał pan najnowsze rozkazy dotyczące wiosny, milordzie?
Hal skinął głową, trzymając w górze widelec z okazałą ostrygą.
– Powrót do Francji, gdy tylko pozwoli na to pogoda. Pańskie oddziały zaś…
– Och, w naszym przypadku to Indie Zachodnie – odparł sir George, dając znak, że chce więcej wina. – Choroba morska, moskity i malaria. Choć muszę rzec, że w moim wieku owa perspektywa jest mniej zniechęcająca niźli błoto i odmrożenia. No i z zaopatrzeniem jest mniej kłopotu, ma się rozumieć.