Oceń artykuł:
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Monumentalna biografia Michaiła Bułhakowa napisana przez Aleksieja Warłamowa stanowi wynik wieloletniej pracy badawczej zestawiony z przenikliwością własnych analiz. Warłamow roztacza przed czytelnikami obraz życia wielkiego pisarza. Nie należało ono do łatwych.


Michaił Bułhakow. Biografia MistrzaW przypadku tej biografii warto zacząć od przedstawienia osoby autora. Aleksiej Warłamow, szerzej w Polsce nieznany, jest doktorem nauk filologicznych, laureatem nagrody literackiej Aleksandra Sołżenicyna, a także nagród „Antibukera”, „Bol’szoj knigi”. W swoim dorobku ma już biografię Tołstoja, Priszwina i Grina. Michaił Bułhakow to kolejna postać, której losy Rosjanin postanowił przybliżyć czytelnikom. A jest co przybliżać!

Na 760 stronach gęstego druku, w książce opatrzonej dokładnymi przypisami, bibliografią, indeksem nazwisk, a nawet kalendarium najważniejszych dat z życiorysu Bułhakowa, Warłamow opisuje pełne wzlotów i upadków życie pisarza, wychodząc z założenia, że nieprzeciętne bogactwo własnych losów dało Bułhakowowi jedyną w swoim rodzaju możliwość utkania fabuł tak nieprzeciętnych powieści jak „Biała gwardia”, „Psie serce”, „Zmowa świętoszków” czy wreszcie najsłynniejszą w jego dorobku: „Mistrza i Małgorzatę”.

Zmagania z losem, których doświadczał Bułhakow, obejmujące życie prywatne i działalność twórczą, składają się w książce Warłamowa w porywającą opowieść rozpoczynającą się w 1891 roku w Kijowie, kończą w roku 1940 pośród ostatnich, choć niezamierzonych jako ostateczne, poprawek nad „Mistrzem i Małgorzatą”.

Biografia, ilustrowana zdjęciami archiwalnymi, koneserów literatury z pewnością zainteresuje, ale polecić ją można każdemu, kto interesuje się życiem literatów z przełomu XIX i XX wieku. Tło społeczno-obyczajowe tamtych czasów jest nieodzownie obecne także i w tej publikacji. Nikodem Maraszkiewicz

Aleksiej Warłamow, Michaił Bułhakow. Biografia Mistrza, Przekład: Margarita Bartosik, Wydawnictwo Świat Książki, Premiera: 25 października 2017
 
 

Michaił Bułhakow. Biografia Mistrza


CZĘŚĆ PIERWSZA
TATIANA

ROZDZIAŁ PIERWSZY
PASIERB LOSU

„Mówi się, że nieszczęścia są dobrą szkołą; być może. Ale szczęście jest lepszym uniwersytetem. Kończy kształtowanie duszy, zdolnej do rzeczy dobrych i pięknych…”[1]. Te znane słowa Puszkina z listu do Naszczokina w zaskakujący sposób pasują do literatury rosyjskiej. Trudno wymienić nazwisko wielkiego pisarza rosyjskiego, który by miał szczęśliwe dzieciństwo. Sam Puszkin? Nie. Lermontow – tym bardziej. Gogol, Dostojewski, Turgieniew, Niekrasow, Leskow – każdy z nich miał jakiś uraz z pierwszych lat życia. Dzieciństwa Tołstoja, który wcześnie stracił rodziców, i Czechowa, o którym on sam z goryczą pisał później do Suworina, też nie można nazwać szczęśliwym. Dramatyczne przeżycia z lat chłopięcych w jeszcze większym stopniu dotyczą pisarzy XX wieku. Rozanow, Gorki, Kuprin, Gumilow, Priszwin, Grin, Bieły, Błok, Sołogub nie mieli radosnego dzieciństwa i nie pochodzili ze zgodnych, szczęśliwych rodzin. Trochę inaczej potoczył się los Aleksieja Tołstoja, autora beztroskiego Dzieciństwa Nikity, mimo że wychowywał się sam, bez braci i sióstr. Wczesną młodość „robotniczo-chłopskiego arystokraty” zatruła też pogmatwana historia ustanowienia ojcostwa, nadania mu nazwiska i hrabiowskiego tytułu. Nawet dzieciństwa Iwana Siergiejewicza Szmielowa, opiewanego w jednej z najlepszych książek rosyjskich – Roku Pańskim, nie można nazwać beztroskim ani szczęśliwym.
Michaił Bułhakow jest pod tym względem wyjątkiem. Nie uchroniło go to jednak przed klęskami, goryczą i rozczarowaniami – być może, miał ich nawet więcej niż ktokolwiek inny, ale w dzieciństwie, w stosunkach z rodzicami, braćmi i siostrami był do pewnego momentu szczęśliwy, jak chyba nikt z jego wielkich braci po piórze, i zapewne trudno będzie znaleźć w całej historii literatury rosyjskiej bardziej harmonijną parę niż ta, która poczęła jednego z najbardziej lubianych, niekwestionowanych, a jednocześnie kontrowersyjnych rosyjskich pisarzy. W tej rodzicielskiej harmonii i ładzie z jednej strony oraz dysharmonicznym, pokawałkowanym losie samego Bułhakowa z drugiej kryje się sprzeczność, która stała się siłą napędową jego życia i twórczości. Ale nie mniej istotna sprzeczność zawiera się też w czymś innym.
Zarówno ze strony matki, jak i ze strony ojca Bułhakow pochodził z rodziny duchownych – nie ma w literaturze rosyjskiej, przynajmniej w dwudziestym stuleciu, ani jednego wielkiego pisarza o podobnych korzeniach. Jest to kwestia zasadnicza z dwóch powodów. Po pierwsze, duchowieństwo w Rosji z tego względu, że małżeństwa często zawierano pomiędzy „swoimi”, było etnicznie najbardziej homogeniczne, najbardziej rosyjskie. Po drugie, gdy mówimy o Bułhakowie, kwestia wiary i niewiary, kwestia światopoglądu jest kluczowa. Oczywiście jest ona tak samo ważna w przypadku każdego pisarza, lecz u Bułhakowa jej natężenie i temperatura są wyjątkowo wysokie. Osiągnęła apogeum w latach dwudziestych XX wieku, kiedy nazwisko Bułhakowa stało się znane nie tylko czytelnikom i widzom teatralnym, ale i krytyce literackiej, bardzo drażliwie na nie reagującej, i zaogniona wzbudza emocje do dziś. Opinie na ten temat są diametralnie różne. Inteligencja uwielbia pisarza, w środowisku cerkiewnym można zauważyć w najlepszym przypadku nieufność, częściej podejrzliwość, czasami – otwartą wrogość, i nietrudno zrozumieć dlaczego.
Z pewnego punktu widzenia Michaił Bułhakow jest nie tylko człowiekiem, który dostał się na „cudze” terytorium i oprócz innych utworów napisał genialną, a przy tym duchowo „pociągającą” powieść o sile diabła i słabości Tego, Który mu się opiera. Sprawa jest bardziej skomplikowana: obszary ewangeliczne nie były Bułhakowowi obce, pochodził bowiem z dwóch rodów należących do Cerkwi i przez stulecia wiernie jej służących, on zaś, ich potomek, wprawdzie się od niej całkowicie nie odsunął czy z nią zerwał, ale tak czy inaczej się oddalił. Nie jest to oskarżenie pod adresem bohatera tej książki lub też jego rodziny – tym bardziej że podobnych przypadków w historii Rosji XX wieku było wiele – tylko określenie miejsca i czasu akcji, stwierdzenie najbardziej spornej na świecie rzeczy – faktu.

*

Bułhakowowie są bardzo starym rodem ruskim. Nazwisko to ma tureckie korzenie (pochodzi od czasownika bulga, to znaczy „machać, mącić, wstrząsać”, i jeśli chcemy, można w tym dostrzec pewną symbolikę). Wśród Bułhakowów w XVI i XVII wieku w Orle było kilku wojewodów, którzy nosili nazwisko „Bułhakow”, ale nie zachowały się żadne dokumenty potwierdzające ich związek ze szlachetnymi przodkami. (Tak samo jak nie ma żadnych dokumentów na potwierdzenie tego, że „cerkiewna szlachta” nosząca to nazwisko była w jakimś stopniu spokrewniona z filozofem Siergiejem Nikołajewiczem Bułhakowem – a taka wersja pojawiła się w paryskiej gazecie „Russkaja mysl’” w 1969 roku i od tamtej pory nieraz była przytaczana).
Ojciec pisarza, Afanasij Bułhakow, był synem duchownego ze wsi Bojticze w powiecie żyriatyńskim, należącym do guberni briańskiej – Iwana Bułhakowa (1830–1894) i Olimpiady Fierapontowny Iwanowej (1830(?)–1908‹1›). O Iwanie wiadomo tyle, że w 1858 roku ukończył seminarium duchowne w Orle, o jego ojcu zaś, czyli pradziadku Michaiła, Awraamiju – nie wiadomo praktycznie nic, choć zakłada się, że data jego urodzenia to rok 1799. Czym się zajmował i kim byli jego rodzice, tego nie wiemy, można jednak przypuszczać, że również on był duchownym, ponieważ nierzadko z ojca na syna (lub z teścia na zięcia) przechodziło nie tylko zajęcie, ale również parafia. Drugi pradziadek Bułhakowa, Fierapont Iwanow, był diakiem w cerkwi Smoleńskiej w Briańsku, i na razie to wszystko, co o nim wiadomo. Gdy zaś sięgniemy jeszcze dalej, wszystkie wiarygodne informacje o przodkach pisarza toną w mroku dziejów, mimo że ustaleń próbowali dokonywać nie tylko liczni badacze twórczości Bułhakowa, ale i on sam. Jak zauważył Boris Miagkow, autor wspaniałej książki Rodosłowija Michaiła Bułgakowa, „pisarz i jego brat Nikołaj interesowali się pochodzeniem swojego nazwiska, rodu i rodziny, robili notatki z kronik historycznych, encyklopedii, informatorów”. Dalej Miagkow pisze: „Michaił i Nikołaj Bułhakowowie mieli wątpliwości, czy ich przodkowie byli z rodu duchownych («cerkiewna szlachta»), czy bezpośrednio «szlacheckiego pochodzenia»… Najprawdopodobniej dlatego Nikołaj Afanasjewicz, rozpoczynając studia na uniwersytecie, podawał pochodzenie szlacheckie, a jego brat – nie”[2].
Trudno rozstrzygnąć, który z braci miał rację, ale pragnienie wyrwania się poza ramy stanu duchownego przynajmniej jednego z nich jest oczywiste, a bliska przynależność obu do tego stanu – bezsporna, natomiast do rodu szlacheckiego – niejasna. W latach dwudziestych XX wieku Michaił Afanasjewicz opowiadał dziennikarzowi gazety „Gudok” I. Owczinnikowowi o tym, jak trafił do domu pewnej „bardzo starej szlacheckiej rodziny”, gdzie zapytano go, z jakiej szlachty pochodzi – kurskiej czy orłowskiej. „Z żadnej”[3] – odparł Bułhakow. I nie chodzi tu wyłącznie o to, że w tamtych czasach rozsądnie było jak najdalej trzymać się od szlacheckiego pochodzenia, bo prawdziwe korzenie pisarza były według miary robotniczo-chłopskiej wcale nie lepsze.
Ojciec Michaiła Bułhakowa, Afanasij Iwanowicz, urodził się 17 (według innych źródeł 21) kwietnia 1859 roku w Bojticzach, potem zaś rodzina przeniosła się do Orła; tam ojciec Afanasija, Joann Awraamijewicz, został duchownym cmentarnej cerkwi Siergijewskiej. Afanasij poszedł w ślady ojca. Podstawowe i średnie wykształcenie otrzymał w szkole duchownej i seminarium w Orle. Uczył się bardzo dobrze – ukończył naukę z trzecią lokatą, i jak pisał o nim później protojerej Pawieł Tichwinski, znajomy z Orła, „Afanasij Iwanowicz Bułhakow to człowiek o określonym charakterze i ukierunkowaniu. Wytrwały w pracy, sumienny, dosyć poważny i do tego wszystkiego głęboko religijny, sprawiał dobre wrażenie. W cerkwi zawsze czytał i śpiewał w lewym chórze”[4].
Seminarium troszczyło się o dalszą karierę swoich prymusów. W 1881 roku Afanasij Iwanowicz, po otrzymaniu skierowania i stypendium z seminarium, rozpoczął studia z zakresu historii Cerkwi w Kijowskiej Akademii Duchownej. Zachował się interesujący dokument z tamtego okresu, który przytacza Lidia Janowska w książce Tworczeskij put’ Michaiła Bułgakowa: „Ja, niżej podpisany student Orłowskiego Seminarium Duchownego, Afanasij Bułhakow, skierowany przez zarząd seminarium do Kijowskiej Akademii Duchownej, pisemnie zobowiązuję się wobec zarządu rzeczonego seminarium, że po przybyciu do akademii podejmę w niej naukę, a po jej ukończeniu – wstąpię na służbę duchowno-dydaktyczną”[5].
O tym okresie w życiu studenta, który złożył tak poważne zobowiązanie, można dowiedzieć się z niedawno opublikowanych w czasopiśmie „Oktiabr’” listach Afanasija Iwanowicza do jego przyjaciela Władimira Pozdniejewa. Żywe, pełne humoru, a jednocześnie bardzo poważne, głębokie wypowiedzi znakomicie obrazują postać wymagającego ojca Michaiła Bułhakowa oraz atmosferę miejsca i czasu, w którym studiował, ujawniają też wyraźne niezadowolenie studenta akademii i jej przyszłego profesora z ówczesnego poziomu nauczania. Afanasij Iwanowicz jako student pierwszego roku tak pisał 5 grudnia 1881:
„[…] przeklęty sceptycyzm […] targa mną jak szalejąca wichura, niszcząc na swojej drodze wszystko, nawet to, co było, według mnie, wcześniej nie do obalenia. Nasi profesorowie wykładają takie bezładne brednie, że, by uporządkować je, nie wystarczy moja 14-werszkowa głowa, ale nawet tak ogromna, jaką napotkał Rusłan w czasie swojej podróży nieznanymi ścieżkami (sahen sie Rusłan i Ludmiła Puszkina). Gdyby to jeszcze wszystko tu wykładane było spójne i prowadziło do jednego celu; problem w tym, że jeden udowadnia w swoich wykładach jedno, a drugi – coś zupełnie innego. Być może w ich głowach te opinie są zgodne, ale przelane do głów takich jak moja działają niczym soda na kwas czy ogień na wodę lub coś podobnego […] to powszechne u rosyjskich umysłów naszych czasów, umysłów, które pragną do czegoś dojść […] Akademia okazała się tym, co szacowni cudzoziemcy nazywają fatamorganą. To znaczy, że trzeba porzucić wszelką nadzieję na wyciśnięcie z niej soków, bo tam ich nie ma. Ja w każdym razie postanowiłem poszukać ich w sobie, i jeśli znajdę – to dobrze, nie znajdę – niech tak będzie. Przynajmniej będę miał świadomość, że zrobiłem wszystko, co mogłem”[6].
W innym liście, z 15 stycznia 1885 roku, czyli już na piątym roku studiów, niedługo przed ukończeniem Akademii Duchownej, Afanasij Iwanowicz pisał: „Trafiliśmy z kolegami na czasy, kiedy działał nowy regulamin, tzn. między dwoma starymi (1871–1884/5), znaczy, że jesteśmy wychowankami szkoły duchownej okresu, gdy Rosja przeprowadzała doświadczenia na ludziach. Jesteś w stanie to pojąć? Co z nas wyjdzie? Coś lepszego czy gorszego?”[7].
Metropolita Jewłogij (Gieorgijewski) nieprzypadkowo później krytycznie wypowiadał się o „dość suchej, formalnej kijowskiej tradycji akademickiej, tak zwanego «mohylańskiego zakwasu»”[8] i nazywał ją „scholastyczną”. To oczywiste, że niezależnie myślący człowiek w tych ścianach czasami się dusił, ale mimo krytyki panującego w niej bałaganu, życie młodego studenta było podporządkowane Alma Mater.
W 1885 roku Afanasij Iwanowicz skończył akademię z wyróżnieniem. Nie poszedł jednak w ślady swojego rodzica ani dziadka i nie został duchownym. To też był znak czasu – bardzo wielu absolwentów uczelni duchownych odrzucało drogę duszpasterską. Można jedynie domyślać się, jak przyjął wybór najstarszego syna Iwan Awraamijewicz, sądząc po tym, że dwóch kolejnych jego synów wybrało drogę duchowną (bracia Afanasija Iwanowicza bardzo dobrze się uczyli w seminariach i akademiach i zostali duchownymi: Michaił Iwanowicz – w guberni lubelskiej, a Piotr Iwanowicz – w rosyjskiej misji w Tokio), zatem tradycja duszpasterska w rodzinie Bułhakowów została zachowana. Również sam Afanasij Iwanowicz, mimo że nie wstąpił do stanu duchownego, związał swoje życie z Cerkwią, a ściśle mówiąc z cerkiewną oświatą i kształceniem. W ciągu dwóch lat, od września 1885 roku do września 1887 roku, nauczał greki w szkole duchownej w Nowoczerkasku. Męczyło go życie kawalerskie na prowincji i później pisał do kolegi o „brzemieniu związanym z piciem wina i wódki w Nowoczerkasku” oraz o tym, że „zdarzają się dni chandry, ale wypijesz z tęsknoty i zapomnisz o utrapieniu. A trapić się jest czym – ech, gdybyś tylko wiedział…”. Nie upadał jednak na duchu, dalej zajmował się pracą naukową i w styczniu 1887 roku przedstawił Radzie Kijowskiej Akademii Duchownej rozprawę magisterską pod tytułem Oczerki istorii mietodizma. Temat, biorąc pod uwagę geograficzne położenie akademii i jej ukierunkowanie na badanie i krytykę zachodnich religii, był zarówno tradycyjny, jak i aktualny, a praca, sądząc z opinii ojca Fiłosofa Ornatskiego‹2›, na wysokim poziomie. 27 maja 1887 roku dwudziestoośmioletni kandydat otrzymał stopień magistra teologii. 21 sierpnia tego samego roku Synod tę decyzję Rady zatwierdził, a Afanasij Iwanowicz został docentem Kijowskiej Akademii Duchownej.
Na początku objął wakujące stanowisko wykładowcy w katedrze świeckiej historii starożytnej, a dwa lata później przeszedł do bliższej jego zainteresowaniom katedry historii i analizy religii zachodnich, gdzie pozostał do śmierci, awansując od docenta do profesora zwyczajnego. Odtąd całe jego życie było związane z Kijowem. „Wprawdzie nie mam w Kijowie prawie żadnych znajomych, ale tu mogę przynajmniej znaleźć sobie zajęcie, które mi się podoba, spacer według życzenia” – pisał do Pozdniejewa jeszcze w czasach, gdy stolica dawnej Rusi pozostawała w sferze jego marzeń.
Mimo to trzydziestoletni syn popa znalazł sobie żonę poza Kijowem. W roku 1888 (a być może nieco wcześniej) poznał Warwarę Michajłownę Pokrowską, która pochodziła z niewielkiego, ale bardzo starego, wzmiankowanego już w 1146 roku, miasteczka Karaczew w guberni orłowskiej‹3›. Była córką protojereja tamtejszego soboru – Michaiła Wasiljewicza Pokrowskiego (1830–1894) i Anfisy Iwanowny Turbinej (1835–1910), związanych z rosyjską Cerkwią nie mniej niż Bułhakowowie.
Michaił Pokrowski przyszedł na świat w rodzinie Wasilija Andriejewicza Pokrowskiego, diaka służącego w cerkwi w siole Głodiszczewo w powiecie dmitrowskim, należącym do guberni orłowskiej. Anfisa Iwanowna Turbina ze strony ojca pochodziła z rodu kupców karaczewskich, a ze strony matki – znowu z rodziny duchownych. Jej dziadek, Zacharij Jakowlewicz Popow, był protojerejem katedralnego soboru Kazańskiego w Karaczewie, w którym później również pełnił służbę jej mąż; duchownym był też jej pradziadek ze strony matki – Jakow Popow.
Urodzona w 1869 roku Warwara Michajłowna była szóstym dzieckiem w wielkiej, bardzo zżytej, jedenastoosobowej rodzinie, tak samo jak rodzina Afanasija Iwanowicza Bułhakowa składającej się z rodziców i dziewięciorga dzieci, przy czym w obu rodzinach – i u Bułhakowów, i u Pokrowskich – były trzy córki i sześciu synów. Tryb życia, wartości i tradycje w obu rodzinach były raczej podobne, chociaż wydaje się, że Pokrowscy byli bardziej majętni od Bułhakowów. Przyczynił się do tego kupiecki kapitał Turbinów oraz dobrze opłacane stanowisko proboszcza soboru katedralnego, i nawet trzy pożary, które przeżył w ciągu swojego życia Michaił Pokrowski, nie zrujnowały jego rodziny. Jeśli o życiu rodziny Bułhakowów wiemy niewiele („Jego ojciec był duchownym cerkwi cmentarnej Jana Chrzciciela w m. Orle. Rodzina ojca była wielka, ale solidarna, i wyróżniała się rzeczowością i religijnością”[9] – pisał protojerej Pawieł Tichwinski), to o rodzinie Pokrowskich świadczą żywe, barwne wspomnienia młodszej siostry Warwary, Aleksandry Michajłowny Barchatowej (przez najbliższych nazywanej Szuroczką):
„W naszej rodzinie nie było chwiejności ani miotania się, wręcz przeciwnie, każdy rok przebiegał w takim samym porządku twardo ustalonych i dobrze znanych tradycji i zwyczajów […] mama promieniała łagodnością i szczęściem. Nie pamiętam, żeby była kiedykolwiek rozdrażniona, krzyczała czy grubiańsko komuś wymyślała. Była wiecznie pochłonięta krzątaniną wokół obiadów, kolacji, bielizny, kwasu‹4› […] Dzieci w zasadzie rozpuszczała […] Nie pamiętam, żeby były kiedykolwiek poważne kłótnie, ale sprzeczki były takie, że można było pomyśleć, iż w domu nie tylko się kłócą, ale i się biją. A rano czasami wszczynano taki harmider i bijatykę na poduszki, że biedna mama tylko rozkładała ręce na widok porwanych poszewek i koszul nocnych. Wszystkiemu towarzyszył szczery zdrowy śmiech – oznaka ogólnego dobrodusznego nastroju”[10].