Oceń artykuł:
5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

„Tajemnicze życie grzybów” to ekscytująca wędrówka, wprawiająca w zdumienie nieznanym światem i jego fascynującymi zależnościami.


Tajemnicze życie grzybówNie są ani roślinami, ani zwierzętami. Żyją najczęściej w ukryciu. A jednak bez grzybów nie byłoby naszych lasów, klimatu, a może i w ogóle życia na Ziemi – takiego, jakie znamy dzisiaj.

Grzyby są panami świata, mają niezwykłe cechy, nawiązują zaskakujące sojusze, są pełne zagadek. Robert Hofrichter otwiera nam oczy na niewidzialny ekologiczny wszechświat, który rozciąga się pod naszymi stopami – i nie tylko tam!

Książka nie jest leksykonem ani atlasem grzybów. Nie chodzi w niej o porady, jak zbierać i przyrządzać te – niekiedy smaczne, niekiedy podstępne – skarby lasów. Ma raczej na celu wprawić w zdumienie czytelników nieznanym światem i jego fascynującymi zależnościami.

Wybierzmy się więc na ekscytującą wędrówkę przez tajemniczy świat grzybów. Spotkamy w nim prawdziwych arystokratów i przebiegłych oszustów, sieci współpracy i oszałamiających mistrzów przemiany. Przede wszystkim jednak dowiemy się sporo o kontekście życia, o świecie wypełnionym walką i symbiozą, partnerstwem i współzawodnictwem.

***

Hofrichter umie zaskakiwać i zachwycać! Jego wspaniały opis niesamowitego świata przyrody to ekscytująca podróż w nieznane. Nikt nie umie opowiadać o tym, co dzieje się w lesie, tak jak Hofrichter.
Der Pilzesammler

Robert Hofrichter – urodzony w 1957 roku austriacki biolog, obrońca przyrody, dziennikarz i fotograf natury. Jest autorem licznych dzieł, w tym słynnego na całym świecie leksykonu grzybów. Fascynującym podziemnym światem zainteresował się w już dzieciństwie, i to zainteresowanie nie opuszcza go przez 50 lat.

Robert Hofrichter
Tajemnicze życie grzybów
Przekład: Monika Kilis, Bartosz Nowacki
Wydawnictwo Prószyński Media
Premiera: 3 października 2017
 
 

Tajemnicze życie grzybów

WPROWADZENIE

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy,
witajcie na planecie grzybów! Jej lasy, łąki, parki i ogrody zasiedlają te tajemnicze istoty, można je znaleźć wszędzie, nawet w głębinach oceanów i na orbitującej stacji kosmicznej. Już nasi przodkowie często stykali się z nimi na sawannach i w lasach. Właściwie powinniśmy znać je o wiele lepiej, niż rzeczywiście znamy.
Aby zaznajomić czytelników z tymi często niepozornymi, a niekiedy też niewidocznymi towarzyszami, zapraszam na interesującą wędrówkę przez królestwo Fungi, jak naukowo nazywa się bohaterów tej książki. Dla kochającego grzyby biologa – którym niewątpliwie jestem – możliwość towarzyszenia wam w tej wędrówce stanowi zarówno odpowiedzialne, jak i radosne zadanie. Wspólnie będziemy się wsłuchiwać w zapomniany szept grzybów leśnych. Możliwe, że usłyszymy coś, co na nowo ustali granice naszego rozumienia natury, coś, co ułatwi nam przeżycie – że się tak wyrażę – doświadczenia granicznego. Mam nadzieję, że w swoim postrzeganiu świata, po naszych wspólnych wędrówkach, przyznacie grzybom znacznie wyższą rangę niż ta, jaką miały u was dotychczas.
Niniejsza książka nie jest ani leksykonem, ani atlasem. Nie chodzi w niej również o porady w rodzaju, jak zbierać i przygotowywać grzyby. Zależy mi bardziej na tym, aby wprawić czytelnika w zdumienie wspaniałym, nieznanym światem i fascynującymi związkami, które w nim występują.
Te związki, czyli wspólnota wszystkich form życia na Ziemi, dają nam pozytywną inspirację w czasach, kiedy oddalamy się od przyrody i niszczymy ją. „Dopiero w lesie wszystko we mnie odpoczęło, moja dusza uzyskała równowagę i pełną moc” – pisał Knut Hamsun. Takie dobroczynne i korzystne dla zdrowia oddziaływanie lasów zapewniają żyjące w nich niezliczone istoty – w tym oczywiście też grzyby. Organizmy te zdumiewająco często funkcjonują nie w ramach darwinowskiej konkurencji, lecz na zasadach współpracy. W książce przeczytamy o symbiozie i wybitnym znaczeniu kooperacji, której wzoru dostarcza przyroda, kooperacji, która w ludzkim świecie wydaje się jakoś utracona. Grzyby to symbol współpracy. Ich grzybnia – będąca niewyobrażalnie wielkim splotem życia – stanowi sieć powiązań zachodzących między istotami żywymi, zapewnia wzajemnie korzystną wymianę substancji i energii między organizmami oraz ukazuje komunikację istniejącą również poza światem zwierząt.
Z naszą mykologiczną wędrówką wiąże się moje przekonanie, że niekiedy zbyt suche i wyłącznie naukowe opisy mogą niweczyć radość z poznawania przyrody. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że to, co przeczytamy poniżej, zawdzięczamy rzetelnym naukowym badaniom. Nie zależy mi jednak, aby pokazać, że w świecie grzybów wszystko może zostać zmierzone, zważone i usystematyzowane. Chciałbym raczej w trakcie naszej wędrówki obudzić w czytelnikach pasję odkrywców, która jest dla mnie – jak dla każdego naukowca – prawdziwą siłą napędową. Chciałbym zachęcić was do wysłuchania historii grzybów. Może na końcu tej książki wspólnie uzupełnimy o pewne aspekty mykologiczne nasz, jakże często odnoszony do ludzi, obraz świata.
Z uwagi na większą czytelność i przejrzystość tekstu przy opisie powszechnych gatunków, takich jak muchomor, borowik czy kurka, zrezygnowałem z dodawania za każdym razem ich nazwy naukowej. Wszystkie naukowe nazwy opisanych grzybów znalazły się w aneksie na końcu książki. Wyłącznie tam, gdzie dla lepszego zrozumienia tekstu wydawało się to sensowne, podano naukowe nazwy gatunków i ich przynależność systematyczną.
Jednocześnie proszę was o wyrozumiałość, jeżeli gdzieś niechcący przytrafiły mi się jakieś błędy, co – z dużą dozą prawdopodobieństwa – mogło się przydarzyć przy takiej ilości informacji i źródeł.
Robert Hofrichter
Salzburg, w grudniu 2016 roku

NIE IGNORUJMY SZEPTU GRZYBÓW

Prawdziwie wielkie rzeczy z ciszy lasów

Wszystko staje się coraz głośniejsze, jaskrawsze, szybsze.
Nasz umysł nie jest do tego stworzony,
pochodzi bowiem z czasów, gdy jeszcze były ogniska,
czyste rozgwieżdżone niebo i prawdziwa cisza.

Tim Schlenzig, mymonk.de

Pewnie dotychczas myśleliście, że są tylko dwie kategorie istot żywych widocznych bez użycia mikroskopu: rośliny i zwierzęta. To jednak nieprawda, w rzeczywistości naszą planetę zasiedlają trzy duże formy życia wyższego. Ta trzecia to właśnie grzyby. Grzyby są co najmniej tak samo rozpowszechnione i wszechobecne jak zwierzęta i rośliny, a ich znaczenie jest zdecydowanie większe, niż byśmy się spodziewali. Występują nie tylko jako te dobrze nam znane grzyby przynoszone z lasu, lecz także jako mikroorganizmy – a te, jak wiadomo, są obecne absolutnie wszędzie. Dlatego podczas naszej fascynującej wędrówki można się będzie czasem naprawdę przestraszyć, bo czy wiecie na przykład, że w każdym waszym oddechu znajduje się co najmniej dziesięć zarodników grzyba? Jeżeli to już nie jest wystarczająco przerażające, to poczekajcie, aż wspólnie zajmiemy się mykologią medyczną… Mimo to jestem pewien, że czytelnicy będą też bezgranicznie zdumieni.
Naszą wędrówkę zaczniemy od wyjaśnienia kilku podstawowych zagadnień. Rośliny dzięki zawartemu w liściach chlorofilowi wychwytują energię słoneczną i dwutlenek węgla z powietrza, a za pomocą korzeni pobierają potrzebne im substancje z gleby, aby wyprodukować z nich cukier, którym się odżywiają. Wiemy już jednak, że powyższy schemat, znany z lekcji biologii, w niewystarczający sposób opisuje biologiczne podstawy świata roślin. Okazuje się, że łącznikiem między roślinami a glebą nie są same korzenie. Między znajdującymi się w ziemi grzybami i roślinami zachodzi określona relacja. Prawie 90 procent wszystkich roślin nawiązuje mykoryzę, czyli związek symbiotyczny z grzybami. Termin mykoryza pochodzi od greckich słów mýkés (grzyb) i rhiza (korzeń). Partnerstwo to, które będziemy jeszcze poznawać dokładniej, może być powierzchniowe, zewnętrzne oraz całkowicie wewnętrzne, intymne. Ten pierwszy, powierzchniowy rodzaj mykoryzy nosi nazwę ektomykoryzy (z greckiego ekto – „na zewnątrz”), natomiast drugi, wewnętrzny to endomykoryza (z greckiego endo – „wewnątrz”). Obie formy mykoryzy różnią się strukturalną bliskością partnerów oraz fizjologicznym procesem wymiany materii. W środkowej Europie najczęściej występuje ektomykoryza polegająca na tym, że rozbudowujące się strzępki grzyba tworzą ciasną powłokę wokół młodych korzeni roślin. Wprawdzie strzępki grzyba mogą wrastać w korę korzeni, cortex, ale nie wnikają do samych komórek korzenia. W endomykoryzie natomiast strzępki grzyba przenikają do komórek kory korzenia rośliny partnerskiej (symbionta) w celu utworzenia bezpośredniej i możliwie największej powierzchni wymiany. Bliższego współżycia już być nie może! Roślina musi przy tym okazać dużo „zaufania” do grzyba będącego jej partnerem. Dopuszczenie do sytuacji, gdy obcy organizm dociera do komórek własnych rośliny, mogłoby się skończyć dla niej śmiertelnie. Niemało bowiem grzybów to organizmy pasożytnicze, które zabijają rośliny, zwierzęta (a także ludzi!). Niekiedy jednak roślina najwyraźniej „wie”, co jest dla niej korzystne, a co nie.
Z perspektywy człowieka jest to zjawisko dość zdumiewające, jeśli weźmie się pod uwagę, jak różnorodne i liczne są gatunki grzybów. Powszechnie znany na przykład muchomor czerwony to w naszych szerokościach geograficznych tylko jeden spośród może 10 000 grzybów wielkoowocnikowych (Macromycetes), które tworzą rozpoznawalne gołym okiem owocniki.
Wśród „muchomorowatych” rodzaj Amanita, do którego należy nasz muchomor czerwony (Amanita muscaria), a także tak niebezpieczny gatunek, jak muchomor sromotnikowy, reprezentowany jest przez 500 gatunków, a specjaliści szacują, że może ich być co najmniej drugie tyle.

Grzyby nie są warzywem

Na mapie planety grzybów wciąż istnieje wiele białych plam, słabo rozpoznanych terytoriów. Nic w tym dziwnego, zważywszy na fakt, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie traktowaliśmy grzybów jako osobnego królestwa istot żywych, czyli jako zupełnie odrębnej formy życia. Nasi przodkowie nie rozumieli, czym w istocie są grzyby. Przez całe stulecia w przyjętym obrazie świata istniały trzy kategorie żywych stworzeń. Były nimi rośliny, zwierzęta i ludzie. Od czasów Darwina, gdy ludzie – biologicznie rzecz ujmując – powędrowali do kategorii zwierząt, pozostały już tylko dwie kategorie.
Bardzo długo nie wiedziano, czym naprawdę są grzyby. Nawet w znanych internetowych leksykonach biologicznych do dzisiaj znajdujemy takie definicje:
Thallophyta (plechowce) są organizmami wielokomórkowymi, których ciało nie wykazuje podziału na typowe dla roślin naczyniowych elementy: korzeń, łodygę i liść. Należą do nich wielokomórkowe glony, porosty (Lichenes) i mchy (Bryophyta), jak również grzyby.
Nie! Grzyby nie są Thallophyta (plechowcami) i w ogóle żadną grupą z końcówką -phyta, ponieważ nie mają zdolności przeprowadzania fotosyntezy, a tę właśnie zdolność określa końcówka -phyta w nazwie. Grzyby muszą jeść i z tego powodu stoją o wiele bliżej zwierząt niż roślin. Dlatego też nie są „warzywem, które rośnie w wilgotnych miejscach i z tego powodu ma kształt parasola” – jak usłyszałem kiedyś z pewnych dziecięcych ust. To urocza historyjka, ale nieprawdziwa. Grzyb nie jest rośliną, a zatem nie jest też warzywem.

Jakimi organizmami są grzyby?

Praca Roberta Whittakera przedstawiająca podział organizmów żywych na pięć królestw, która po raz pierwszy przyznała grzybom zasłużoną samodzielną pozycję w świecie istot żywych, ukazała się w 1969 roku. Musiało jednakże upłynąć kolejne 20 lat, by stopniowo przyswojono sobie specjalny status grzybów oraz fakt, że nie są roślinami. Dla wielu ludzi wciąż nie jest oczywiste, że nasz świat zasiedlają nie tylko dwa podstawowe typy istot żywych. Powszechnie uważa się, że grzyby są czymś w rodzaju pierwotnych przodków dzisiejszych roślin. Taki stan rzeczy przedstawiały zresztą przez długi czas także podręczniki botaniki. Było tak, ponieważ przez kilkadziesiąt lat w nauce toczył się prawdziwy bój o to, do jakiej kategorii przynależą grzyby. Odkrycie, że stanowią osobną formę życia, dorównuje ważnością zmianie paradygmatu, stanowi wręcz przewrót kopernikański w postrzeganiu świata. Wraz z uznaniem, iż grzyby są osobną formą życia, stało się jasne, że istniały one już przed roślinami. To grzyby umożliwiły rozwój roślin na Ziemi. I jeszcze dzisiaj – o czym właśnie się dowiedzieliśmy – utrzymują przy życiu 90 procent wszystkiego, co się zieleni i kwitnie.

Niesamowite nitkowate istoty

Teraz powinno być już jasne, że gdy mówię o grzybach, mam na myśli nie tylko te hodowlane lub zbierane w lasach, które z przyjemnością zjadamy, takie jak pieczarka czy borowik. Grzyby to żywe nitkowate organizmy, ukryte w glebie lub drzewie. Te prawdziwe grzyby są niekiedy niesamowitymi, budzącymi przerażenie obcymi, nieznanymi stworzeniami bez oczu i sierści. Ludziom niełatwo przychodzi zdobyć się na sympatię w stosunku do nich – a już na pewno nie jest to możliwe, gdy mają one śluzowatą konsystencję lub zawierają śmiertelne trucizny, albo gdy okazują się przerażające, jak niektóre z niekończących się białawych grzybni, które potrafią nocami świecić w podłożu.
Czy możemy zatem grzyby w ogóle polubić? Otóż wyposażeni w nieco większą dawkę wiedzy możemy, przede wszystkim gdy uwzględnimy fakt, że przyroda, a szczególnie las z jego ciszą i leczniczą mocą, istnieje tylko w dwupaku z grzybami. Rośliny wykorzystują dwutlenek węgla. Grzyby, zwierzęta i ludzie wydychają go. W trakcie fazy jasnej procesu fotosyntezy – zależnej od światła – uwalniany jest tlen, którego grzyby potrzebują tak samo jak my, ludzie. Grzyby i drzewa – lub rośliny w ogóle – są ze sobą połączone w ten jedyny w swoim rodzaju sposób.
Kontynuujmy wędrówkę przez tajemniczy świat grzybów. Sprawmy, by stały się one „źródłem przyjemności”. W następnym rozdziale nasza mykologiczna podróż będzie miała charakter nieco bardziej osobisty. Zobaczymy, że podstawowa znajomość mykologii może mieć także praktyczne znaczenie w życiu.

JAK ZNALAZŁEM GRZYBY I ŻONĘ

Nasze korzenie są w ziemi, a nie w betonie

Wszystkie rzeczy stają się źródłem przyjemności, gdy się je kocha.
Tomasz z Akwinu

Wydarzenia te rozegrały się pewnego pięknego dnia, gdy późnym latem 1980 roku poszedłem do lasu z pewną ładną młodą kobietą. Przyznaję, że z jednoznacznymi zamiarami. Byłem zakochany i chciałem poprosić ją o rękę. Poza tym po obfitych opadach deszczu nastał szczyt sezonu grzybowego, co od wczesnego dzieciństwa nie pozostawiało mnie obojętnym. Wiedziałem już, że moja towarzyszka ceni dobre jedzenie. Dla mnie, dwudziestotrzylatka na etapie zabiegania o kobietę, oczywiste było, że należy poczynić staranne przygotowania i zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy, by wywrzeć dobre wrażenie. Rezultat moich przygotowań do tej leśnej wędrówki wyglądał następująco: dwie kromki chrupiącego chleba, upieczonego w piecu opalanym drewnem, posmarowane obficie smalcem ze skwarkami, przyprawione odrobiną soli, pieprzu oraz mielonej papryki i udekorowane krążkami cebuli. Do plecaka zapakowałem ponadto starannie zawinięte w gazetę dwie butelki schłodzonego piwa.

Niezwykły pierścionek zaręczynowy

Sezon grzybowy tamtego roku wyglądał naprawdę wspaniale, las był pełen grzybów. Gdy zbliżała się chwila wielkich słów, zerwałem ogromną czubajkę kanię, prawdziwą olbrzymkę wśród osobników jej gatunku, zdjąłem ruchomy pierścień z trzonka i założyłem go mojej – od tej chwili – już narzeczonej na palec. Podstawowa wiedza mykologiczna może więc mieć w życiu całkiem praktyczne znaczenie, ponieważ nie wszystkie gatunki z tego rodzaju mają dający się przesunąć pierścień, ale Macrolepiota procera, która rosła akurat przed nami, taki właśnie ma. Chociaż pierścionek zaręczynowy wypadł dość niekonwencjonalnie, a jakość materiału – z uwagi na jego nietrwałość – nie dała się porównać ze złotem, to jednak z powodu symbolicznego znaczenia został radośnie zaakceptowany przez moją wybrankę, tak samo jak chleb ze smalcem i piwo. Potem wszystko potoczyło się dobrze i po 36 latach od tej pamiętnej chwili wciąż razem przemierzamy lasy, w których zbieramy grzyby i je fotografujemy.

Sznycel grzybowy – pyszny, ale niestety ciężkostrawny

Mój zachwyt nad grzybami zrodził się dość wcześnie. Już w wieku około czterech lat poszedłem z rodzicami do lasu i natychmiast zakochałem się w grzybach, także w sensie kulinarnym. Moim największym uwielbieniem cieszyły się i cieszą do dziś smażone kanie. Panierowane czubajki kanie wyglądają jak sznycel wiedeński, a smakują moim zdaniem dużo lepiej. Już jako dziecko nie mogłem nigdy najeść się tym chrupiącym z zewnątrz i soczystym w środku przysmakiem. Matka musiała mnie hamować, mówiąc, że grzyby są ciężkostrawne dla dzieci. Dzisiaj wiem już, że jest w tym coś z prawdy, ponieważ ściany komórkowe grzybów zbudowane są z chityny, a ten polisacharyd jest dla ludzi właściwie niestrawny, dostarcza jednak wartościowych substancji balastowych. Na szczęście u mnie potrawy z grzybów nie wywoływały nigdy uczucia ciężkości w żołądku.
Wkrótce potem zacząłem się uczyć pierwszych naukowych nazw moich ulubieńców, aby robić wrażenie na bliskich. Tamtych czasów sięgają korzenie mojej późniejszej decyzji, by w przyszłości zostać biologiem i nikim innym.