Oceń artykuł:
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Silny charakter jest cechą wspólną bohaterek powieści „Warkocz”. Francuska pisarka Laetitia Colombani przedstawiła w niej trzy kobiety, które, wbrew swojej trudnej życiowej sytuacji, ośmielają się marzyć o zmianie i z determinacją podejmują działania mogące ją spowodować.


WarkoczTrzy kobiety, trzy życia, trzy kontynenty, ale jedno pragnienie – pokonać wykluczenie, ciążące na nich piętno bycia kobietą i zachować godność. Trzy historie na ten temat opowiedziała Laetitia Colombani w powieści „Warkocz” pokazując, jak różne przeciwności napotykają kobiety, w zależności od tego, gdzie żyją. Bohaterki łączy siła charakteru i walka o zachowanie godności, nadzieja na zmiany i śmiałe marzenia. Każda z nich boryka się z problemem specyficznym dla miejsca zamieszkania i sytuacji społecznej, w której się znalazła, każda próbuje znaleźć wyjście i uwolnić się z więzów tradycyjnego postrzegania kobiety i jej roli.

Indie. Rodzina Smity od pokoleń przynależy do kasty dalitów, nietykalnych. Smita ma tylko jedno marzenie, by jej córka Lalita mogła pójść do szkoły i uciec od swojego przeznaczenia – bycia zbieraczem odchodów. Smita będzie walczyć o to nie cofając się przed największymi poświęceniami. Jej losy pokazują w krótkiej migawce słabości kastowego systemu społecznego, przestarzałe tradycje i skrajne ubóstwo kast najniższych.

Sycylia. Giulia po wypadku ojca, który prowadzi należącą od pokoleń do rodziny pracownię perukarską i pielęgnuje sztukę obróbki włosów, odkrywa, że rodzinny biznes stoi na krawędzi bankructwa. Postanawia, wbrew opiniom najbliższych, zrobić wszystko, by kontynuować rzemieślniczy wyrób coraz rzadziej produkowanych, drogich peruk z naturalnych włosów.

Kanada. Sara, robiąca błyskotliwą karierę znana prawniczka, w przeddzień długo oczekiwanego awansu dowiaduje się, że jest poważnie chora. Jej awans staje pod znakiem zapytania, stopniowo jest odsuwana od prowadzonych spraw, przełożeni przydzielają jej coraz mniej ważne zadania. Po początkowym załamaniu, kobieta staje do walki z chorobą, z niesprawiedliwym potraktowaniem przez prawniczą korporację, z bezlitosnym światem zdominowanym przez mężczyzn.

Losy tych trzech kobiet, które choć się nie znają i nigdy się nie spotkają, łączą się misternym splotem wydarzeń, niczym warkocz pleciony z trzech pasm włosów. Smita, Giulia i Sara, nie godząc się z przeznaczonym im przez społeczną tradycję losem, decydują się na walkę, pokazują własnym przykładem, że bycie kobietą nie oznacza jedynie posłuszeństwa i że tradycje mogą się zmieniać.

Laetitia Colombani skonstruowała książkę z trzech przeplatających się opowieści, pisanych z wrażliwością, z namacalnymi, żywymi i plastycznymi opisami emocji i przeżyć bohaterek, z każdym rozdziałem zmierzających do punktu, gdy czytelnik odkryje wzajemne powiązania postaci, a elementy opowieści złożą się na spójny obraz.

Laetitia Colombani w sposób niezwykle subtelny pokazała zmagania kobiet z przeznaczeniem i wyznaczonymi przez innych rolami

Autorka w sposób niezwykle subtelny pokazała zmagania kobiet z przeznaczeniem i wyznaczonymi przez innych rolami, poruszając w tej niewielkiej objętościowo powieści także kilka tematów uniwersalnych dotyczących kobiet z różnych regionów świata: ubóstwo, dominacja męskich ambicji w życiu zawodowym, konieczność edukacji i zdobywania wykształcenia, walka z przekonaniem, że bycie kobietą i posiadanie dzieci to słabość i przeszkoda w karierze.

Laetitia Colombani swoją powieścią składa hołd kobietom ze wszystkich kontynentów, bohatersko i z żelazną konsekwencją walczącym z codziennymi niesprawiedliwościami i nierównym traktowaniem. Autorka stworzyła opowieść uczciwą i realistyczną, udało jej się pokazać problemy kobiet bez popadania w demagogię, karykaturę czy zbędne moralizatorstwo. To powieść, która w sposób subtelny przypomina, że równość kobiet i mężczyzn wciąż jest tylko nośnym hasłem na papierze. Wanda Pawlik

Laetitia Colombani, Warkocz , Przekład: Małgorzata Kozłowska, Wydawnictwo Literackie, Premiera: 9 listopada 2017
 

 

Warkocz

Laetitia Colombani
Warkocz
Przekład: Małgorzata Kozłowska
Wydawnictwo Literackie
Premiera: 9 listopada 2017
 

Wioska Badlapur, stan Uttar Pradesh, Indie

Smita budzi się z dziwnym uczuciem, jakby czuła gdzieś w środku trzepot skrzydeł nieznanego motyla. Zbliża się cudowna, oczekiwana chwila. Do końca życia zapamięta ten dzień. Dzień, w którym jej córka poszła do szkoły.

Ona sama nigdy nie przekroczyła progu szkoły. W Badlapurze ludzie tacy jak ona do szkół nie chodzą. Smita jest dalitką. Niedotykalną. Należy do tych, których Gandhi nazywał dziećmi Boga. Do istot żyjących poza kastami, poza systemem, poza wszystkim. Ludzi szczególnego gatunku, uznanych za zbyt nieczystych, by mieszać się z innymi, za nic nie warte śmieci, które odrzuca się od siebie, tak jak oddziela się ziarno od plewy. Miliony takich jak ona żyją poza obrębem miasteczek i wiosek, poza społeczeństwem, na peryferiach cywilizacji.

Co dzień rano wykonuje te same czynności. Niczym zdarta płyta odtwarzająca w kółko tę samą upiorną symfonię. Budzi się w swojej prymitywnej chacie w pobliżu pól uprawianych przez dżatów, obmywa twarz i stopy w wodzie zaczerpniętej dzień wcześniej ze studni przeznaczonej dla takich jak ona. Nie ma mowy o tym, by poszła do innej, zastrzeżonej dla wyższych kast, chociaż ma do niej bliżej i łatwiej do niej dojść. Byli tacy, których karano śmiercią za drobniejsze przewinienia. Smita szykuje się do wyjścia, czesze Lalitę, całuje na pożegnanie Nagarajana. Bierze swój pleciony wiklinowy kosz, który przedtem nosiła jej matka. Kosz o natrętnym, cierpkim, nieusuwalnym zapachu, już sam jego widok przyprawia ją o mdłości. Dźwiga to haniebne brzemię cały dzień niczym grzesznik swój krzyż. To jej droga krzyżowa. Jej przekleństwo. Jej kara za czyny popełnione w poprzednim życiu. Musi za nie odpokutować, w końcu to życie wcale nie jest ważniejsze od poprzednich ani następnych wcieleń, to tylko jedno życie spośród wielu, mawiała jej matka. Tak to już jest, tak jej przyszło żyć.

To jej dharma, jej powinność, jej miejsce w świecie. Zawód przekazywany od pokoleń z matki na córkę. Jedno ze znaczeń angielskiego słowa scavenger to „czyściciel”. Jakże subtelne słowo na opisanie rzeczywistości, która wcale taka nie jest. Nie ma słowa wyrażającego to, co robi Smita.

Zbiera gołymi rękoma cały dzień cudze kupy. Miała sześć lat, tyle co Lalita dziś, kiedy matka zabrała ją ze sobą po raz pierwszy do pracy. Patrz uważnie, jak się to robi, potem ty tak będziesz. Smita pamięta nieznośny, przeraźliwy odór, który ją wtedy osaczył niczym napastliwy rój os. Zwymiotowała przy drodze. Oswoisz się, powiedziała matka. Oszukała ją. Nie da się z tym oswoić. Smita nauczyła się żyć bez oddychania, trzeba oddychać, powiedział jej miejscowy doktor, sama pani widzi, jak pani kaszle. Trzeba jeść. Smita straciła apetyt dawno temu. Już nie pamięta, co znaczy głód. Je niewiele, już mniej nie może, ledwie garść ryżu na wodzie, który wmusza w siebie co dzień rano.

A przecież rząd obiecał, że w kraju będą ustępy. Niestety jakoś dotąd tu nie dotarły. W Badlapurze, tak jak gdzie indziej, ludzie załatwiają się pod gołym niebem. Wszędzie ziemia jest zanieczyszczona, rzeki, i te małe i te duże, także pola są skażone tonami odchodów. Szerzą się choroby, wystarczy iskra, by wybuchła beczka prochu. Politycy wiedzą o tym: bardziej niż reform, równości społecznej czy nawet pracy naród domaga się ustępów. Prawa do godnego załatwiania swoich potrzeb. Kobiety muszą czekać w wioskach i miasteczkach na zapadnięcie nocy, by wyjść za potrzebą na pole, narażając się przy tym na rozliczne napaści. Największym szczęściarzom udało się wygospodarować w tym celu kąt na podwórku albo w domu: zwykły wykopany w ziemi dół, nazywany wstydliwie „ubikacją ziemną”, inaczej mówiąc latryną, którą sprzątają codziennie gołymi rękami dalitki. Kobiety takie jak Smita.

Obchód domów zaczyna codziennie koło siódmej. Bierze ze sobą wiklinowy kosz i miotełkę. Wie, że musi sprzątnąć dzień w dzień w dwudziestu domach, nie ma czasu do stracenia. Idzie skrajem drogi ze spuszczonymi oczyma, z twarzą zasłoniętą chustką. W niektórych miasteczkach czy wioskach dalici muszą sygnalizować swoją przynależność społeczną, nosząc przypięte krucze pióro, w innych chodząc boso. Powszechnie znana jest historia niedotykalnego, którego ukamieniowano tylko za to, że miał na sobie sandały. Smita wchodzi do domów, w których sprząta, tylnymi drzwiami, nie wolno jej natknąć się na domowników, a zwłaszcza próbować z nimi rozmawiać. Nie tylko jest niedotykalna, musi być niewidzialna. Zamiast zapłaty dostaje resztki jedzenia, czasem stare ubrania, które rzucają jej na ziemię. Żadnego dotyku, żadnych spojrzeń.

Czasem Smita nie dostaje niczego. Jedna rodzina dżatów niczego jej nie dała od miesięcy. Chciała przestać do nich chodzić, któregoś wieczoru powiedziała Nagarajanowi, że więcej tam nie pójdzie, niech sobie sami sprzątają swoje kupy. Ale Nagarajan się przestraszył: jeśli Smita tam nie pójdzie, wypędzą ich, a przecież nie mają własnej ziemi. Podpalą im chałupę. Smita wie, do czego są zdolni dżatowie.

„Obetniemy ci kończyny” — powiedzieli jednemu z takich jak ona. Znaleziono człowieka na pobliskim polu śmiertelnie poparzonego kwasem, pociętego na kawałki.
Tak, Smita wie, do czego dżatowie są zdolni.
Więc następnego dnia tam poszła.
Ale dzisiaj nie jest tak jak zawsze. Smita podjęła decyzję, którą uznała za oczywistą: jej córka pójdzie do szkoły. Udało się jej, choć z trudem, przekonać do tego Nagarajana.
„Ale po co? — pytał. — Może i nauczy się czytać i pisać, ale nikt jej tu nie da pracy. Człowiek rodzi się czyścicielem ustępów i jest nim aż do śmierci. To się dziedziczy, to zaklęty krąg, z którego nie sposób się wyrwać. To karma”.

Smita nie ustąpiła. Wróciła do rozmowy następnego dnia, dzień później i w ciągu kolejnych dni. Nie zabierze ze sobą Lality do pracy w domach dżatów: nie pokaże jej, jak się opróżnia ustępy, nie pozwoli, jak jej matka, żeby wymiotowała do rowu, nie zgadza się na to. Lalita musi iść do szkoły. Widząc jej determinację, Nagarajan w końcu się poddał. Zna swoją żonę, jej nieugiętą wolę. Mała dalitka o śniadej cerze, którą poślubił przed dziesięciu laty, jest silniejsza od niego, dobrze o tym wie. Więc w końcu ustąpił. Już dobrze, niech tak będzie. Pójdzie do szkoły w wiosce i porozmawia z braminem.

Smita uśmiechnęła się w duchu na myśl o zwycięstwie. Tak żałowała, że jej matka nie walczyła kiedyś o jej przyszłość, tak jej było przykro, że nie mogła pójść do szkoły, usiąść w klasie razem z innymi dziećmi. Nauczyć się czytać i liczyć. Ale to było niemożliwe. Ojciec Smity nie był tak dobrym człowiekiem jak Nagarajan. Był mężczyzną porywczym i gwałtownym. Bił żonę jak wszyscy wokół. Często powtarzał: żona nie jest równa mężowi, ona do niego należy. Jest jego własnością, jego niewolnicą. Musi podporządkować się jego woli. Gdyby ojciec miał wybierać, z pewnością wolałby uratować swoją krowę niż żonę.

Smita ma w życiu szczęście. Nagarajan nigdy jej nie bił, nigdy jej nie ubliżał. Kiedy przyszła na świat Lalita, zgodził się zachować ją przy życiu. Niedaleko stąd zabija się dziewczynki zaraz po urodzeniu. W Radżastanie grzebie się je żywcem w skrzynce w piachu. Konają całą noc.

Ale tutaj nie. Smita przygląda się Lalicie przykucniętej na klepisku w chacie, czeszącej swoją jedyną ukochaną lalkę. Ma subtelne rysy, długie do pasa włosy, które Smita co dzień rano rozczesuje i zaplata. Moja córka będzie umiała czytać i pisać, mówi do siebie w duchu, i myśl ta napawa ją radością. Tak, zapamięta ten dzień do końca życia.