Oceń artykuł:
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Michael Morys-Twarowski po raz kolejny ujawnia najświetniejsze karty rodzimej historii. Udowadnia, że z naszej przeszłości możemy być dumni. I pokazuje, że z Polakami trzeba się liczyć. Od zawsze.


Narodziny potęgi. Wszystkie podboje Bolesława ChrobregoMocarstwo, przed którym karki zginają wszyscy sąsiedzi.
Podboje, które przejdą do legendy.
Tysiącletnia chwała człowieka, który zbudował Polskę.

Jego imię budziło grozę w całej Europie. Jego armia siała postrach od Łaby po Kijów. Niemcy widzieli w nim syna samego szatana. Czesi pałali do niego nienawiścią. Dla Polaków był jednak ojcem nowego mocarstwa. Imperatorem Słowian.

Zdobył Kraków, podbił Pragę, zaorał Połabie i zagarnął Kijów. Szydził z niemieckiego cesarza, wbijając słupy graniczne w toń rzeki przepływającej przez środek jego królestwa. Zasiadł na legendarnym tronie Karola Wielkiego. I miał nie mniejsze od niego ambicje. Nieustannie dążył do konfrontacji ze wszystkimi sąsiadami, chcąc wydrzeć im należne Polsce ziemie.

Bezczelny, zaborczy, diabelnie skuteczny. Polak, który nie kłaniał się nikomu – Bolesław Chrobry.

Michael Morys-Twarowski – autor bestsellerowego „Polskiego imperium”, po raz kolejny ujawnia najświetniejsze karty rodzimej historii. Udowadnia, że z naszej przeszłości możemy być dumni. I pokazuje, że z Polakami trzeba się liczyć. Od zawsze.

Michael Morys-Twarowski
Narodziny potęgi. Wszystkie podboje Bolesława Chrobrego
Wydawnictwo Znak
Premiera: 13 września 2017
 
 

Narodziny potęgi. Wszystkie podboje Bolesława Chrobrego

Prolog

W dniu świętego Jana Chrzciciela, 24 czerwca 972 roku, niedaleko Cedyni niemieccy rycerze pod wodzą margrabiego Hodona zaatakowali wojów słowiańskiego księcia Mieszka I, o których powiadano, że „setka ich warta jest tyle, co dziesięć setek innych”. O dziwo, zwycięstwo w tym krwawym boju przypadło ludziom Hodona. Ich radość była jednak przedwczesna. Jeszcze tego samego dnia uderzyli na nich wojowie Zdziebora, Mieszkowego brata. Nowa bitwa przerodziła się w rzeź zmęczonych Niemców. Kończyli ze strzałami w oczodołach, z czaszkami rozwalonymi toporami, z mieczami wbitymi aż po rękojeść w brzuchy. Spośród znaczniejszych rycerzy tylko dwóch – margrabia Hodon i młodziutki Zygfryd z Walbeck – zdołało uciec i szczęśliwie wrócić w rodzinne strony.
Wieść o klęsce margrabiego szybko obiegła Rzeszę. Dotarła również do uszu cesarza Ottona I, który natychmiast pchnął gońców do Hodona i Mieszka. – Jeżeli nie chcecie stracić mojej łaski, zachowajcie pokój, aż przybędę na miejsce i osobiście zbadam sprawę – zapowiedział imperator1. Miał pełne prawo wystąpić w charakterze sędziego: Mieszko płacił mu trybut, Hodon władał marchią łużycką na wschodnich rubieżach Rzeszy, a konflikt między nimi wyglądał na kolejną feudalną wojenkę, jakich w średniowieczu nie brakowało. Otton rozkazał im stawić się w Kwedlinburgu, gdzie zamierzał spędzić najbliższą Wielkanoc2.
W marcu 973 roku, zgodnie z wolą cesarza, Mieszko przyjechał do Kwedlinburga na największy zjazd polityczny w tej części świata. W grodzie musiała panować ciasnota, bo lista przybyłych była długa: współrządzący z ojcem młody Otton II, najważniejsi niemieccy możnowładcy, książę czeski Bolesław II Starszy, dwunastu węgierskich dostojników, posłowie z Rzymu, Benewentu, Konstantynopola, Bułgarii, Rusi i Danii3. Sześćdziesięciojednoletni cesarz w radosnym nastroju rozstrzygał kwestie dotyczące różnych części swojego imperium. Przyszła wreszcie kolej na spór Hodona i Mieszka. Być może przy tej okazji słowiański książę dopiero po raz pierwszy zobaczył Ottona. Niemiecki władca miał już niewiele włosów na głowie, mógł za to pochwalić się bujną, długą brodą, porównywaną do lwiej grzywy. Zwykle mówił w języku Sasów, lecz znał również łacinę i trochę mowę Słowian4.
Być może w łamanej słowiańszczyźnie zakomunikował swój werdykt.
Szczegółów decyzji Ottona nie znamy, poza jednym ważnym punktem – jedyny syn Mieszka miał trafić na cesarski dwór w charakterze zakładnika. Słowiański książę nie chciał przystać na takie warunki. Ugiął się dopiero pod wpływem gróźb. Jakich konkretnie, źródła milczą, lecz można być pewnym, że najpotężniejszy władca na kontynencie dysponował całym arsenałem środków nacisku5.
Kronikarz Thietmar zanotował, że „po pokojowym załatwieniu wszystkich spraw i otrzymaniu wspaniałych darów powrócili wszyscy w radosnym nastroju do swoich krajów”. Należy mu zaufać, bo prawdopodobnie opierał się na relacjach z pierwszej ręki – był synem Zygfryda z Walbeck, towarzyszącego Hodonowi w wyprawie, która zakończyła się rzezią pod Cedynią. Może to sam margrabia opowiadał mu o szczegółach kwedlinburskiego zjazdu?6 Mieszko wracał na wschód z uśmiechem na twarzy, lecz smutkiem w sercu. Musiał pożegnać się z jedynym synem, być może na wiele lat. Zanim wyprawił go w drogę, zorganizował mu postrzyżyny. Zgodnie ze starym słowiańskim zwyczajem chłopcom dopiero w siódmym roku życia obcinano włosy i nadawano nowe imię7.
Syn Mieszka był zdrowym dzieckiem – w przeciwnym razie nie dożyłby nawet postrzyżyn. Słowianie mieli jasne włosy, ale niekoniecznie takie musiał mieć Mieszkowy syn. Jego matka, Dobrawa, była czeską księżniczką, a na blondsłowiańskim morzu Czesi stanowili ciemnowłosą wyspę. Ciemne włosy przypisywał mu XV-wieczny kronikarz Jan Długosz, traktując je jako defekt urody. Z kolei XVI-wieczny kronikarz Marcin Bielski twierdził, że był rudawy8. W pośpiechu zorganizowano ucztę, na której miano dokonać postrzyżyn książęcego jedynaka. Biskup Jordan udzielił krótkiego błogosławieństwa, po czym wykonał pierwsze cięcie. Kolejnych dokonywali chyba krewni i przyjaciele Mieszka, może znalazł się wśród nich Zdziebor, zwycięzca spod Cedyni. Obcięte włosy dziecka zwykle składano w ofierze Rodzanicom, trzem słowiańskim demonom, które najpierw zjawiały się przy kołysce noworodka, aby określić jego losy, a później przybywały na uroczystość postrzyżyn. Jednak rodzice chłopca, Dobrawa i Mieszko, byli chrześcijanami i ufali, że są potężniejsze siły mogące chronić ich syna. Wysłali jego włosy do Rzymu, oddając go symbolicznie w opiekę świętego Piotra, Księcia Apostołów9.
Prawdopodobnie następnego dnia, bo nie wolno było już dłużej zwlekać, chłopiec w otoczeniu zaufanych ludzi Mieszka wyruszył w drogę. Pożegnał się z siostrą, ojcem i matką, której chyba więcej już miał nie zobaczyć. Możemy sobie wyobrazić, że – wsiadając do czterokołowego wozu (jeżeli obrano drogę lądową) albo do wykonanej z pnia dębowego łodzi (jeżeli obrano drogę wodną) – z trudem powstrzymywał łzy10.
Wśród świadków tej dramatycznej sceny znaleźli się tacy, którzy doczekali dnia, gdy ten zapłakany chłopczyk stanie się władcą potężnego mocarstwa i największym wojownikiem w dziejach swego rodu. Pamięć o jego czynach przetrwa znacznie dłużej i nawet po upływie tysiąca lat będą powstawać o nich książki. Niektórzy uczestnicy postrzyżyn mogli to jednak przeczuwać. Jedynego syna Dobrawy i Mieszka nazwano Bolesławem. Wierzono podówczas, że imię stanowi swego rodzaju zaklęcie, zapowiedź dalszych losów człowieka. Bolesław znaczyło „więcej sławy”, można je tłumaczyć: „ten, który będzie miał dużo sławy”11.
Narodziny potęgi są opowieścią, jak spełniała się owa przepowiednia.

Rozdział pierwszy,
w którym Bolesław zdobywa Gniezno

25 maja 992 roku śmierć po raz kolejny nawiedziła ród Piastów. Nieraz już zabierała niemowlęta z kołysek, mężczyzn z bitewnych pól, kobiety osłabione porodami i ludzi sytych swych dni jak biblijni patriarchowie. Tym razem przyszła po trzęsącego się starca, zmożonego gorączką Mieszka I, zwanego Królem Północy, Księciem Wandalów, Księciem Słowian i Margrabią12. Rządził trzy dekady, może nawet cztery, w czasie których okazał się godnym potomkiem swego rodu. A powiadano, że ród ten wybrali bogowie. Jeszcze Mieszkowy prapradziad, niejaki Piast, był zwykłym chłopem spod Gniezna, któremu do szczęścia wystarczały beczka sfermentowanego piwa i prosiak na stole. Siemowit, syn Piasta, został obrany księciem przez swoje niewielkie plemię13.
Lestek, syn Siemowita, zmuszał kolejne osady i plemiona, aby płaciły mu dań i były posłuszne. Gdy odmawiały, nawiedzał je ogniem i mieczem, palił grody, a ich mieszkańców brał w niewolę i sprzedawał żydowskim kupcom, płacącym srebrnymi dirhemami. Nieszczęśnicy ruszali w daleką drogę. Często w jej trakcie mężczyzn kastrowano, a kobiety gwałcono. Po tygodniach gehenny trafiali do muzułmańskiego państwa Samanidów ze stolicą w Bucharze (dzisiejszy Uzbekistan), gdzie kupowali ich tamtejsi bogacze. Tereny między Odrą a Wartą wyludniały się, ale w zamian w centrum Lestkowego władztwa wyrastały nowe potężne grody, jakich nigdy wcześniej w tej części Europy nie widziano14.
Czynili tak później i Siemomysł, syn Lestka, i Mieszko, syn Siemomysła. Dirhemy, które otrzymywali za niewolników, pozwalały utrzymać im drużynę wojów. Za czasów Mieszka drużyna ta liczyła 3000 ludzi. Składała się najpewniej i z miejscowych, i ze skandynawskich najemników. Książę płacił im dużo, ale byli warci swojej ceny. Najlepsi z najlepszych. Krążyła opinia, że „setka ich warta jest tyle, co dziesięć setek innych”. Dla Mieszka nie było rzeczy niemożliwych. Wygrywał bitwy, cynicznie zmieniał sojusze, a kiedy niemiecka Rzesza znalazła się tuż za jego granicami – idealnie odnalazł się w jej strukturze, biorąc udział w zjazdach politycznych, sporach o cesarską sukcesję i feudalnych wojenkach. Z każdym rokiem władztwo Mieszka powiększało się o kolejne grody: Płock, Gdańsk, Sandomierz, Wrocław, Kołobrzeg, Szczecin…15 Wejście w granice państwa sprowadzało się do płacenia danin, czyli należało dawać księciu określone ilości zboża, miodu, żelaza, skór kunich i lisich. Opola, czyli jednostki składające się z kilku wsi, musiały raz w roku oddać jednego woła i jedną krowę. Dochodził jeszcze do tego obowiązek „stanu” lub „gościtwy” – czyli goszczenia na swój koszt księcia i jego świty – oraz odpierania nieprzyjacielskich ataków i ścigania uchodzącego z kraju przeciwnika16. W zamian książę gwarantował ochronę – tępił wszystkich, którzy chcieli naruszyć jego stan posiadania. Mieszko dawał poczucie bezpieczeństwa. Ludzie widzieli, że ich daniny nie idą na marne. Książę inwestował w budowę silnie umocnionych grodów, po których dzisiaj archeolodzy poznają jego strefę wpływów. Lepiej było poświęcić trochę miodu, kilka skórek, woła i krowę, byleby nie wpaść w ręce łowców niewolników i dać się wykastrować lub zgwałcić.

Rodzina Mieszka

Ciała przodków Mieszka I palono, podczas gdy ich żony kroiły sobie twarze i ręce nożami, a niektóre w rozpaczy popełniały samobójstwo, co spotykało się z dużym uznaniem otoczenia. Książę jednak porzucił dawnych bogów, dlatego jego zwłoki spoczęły w trójnawowej katedrze w Poznaniu, a wdowa nie musiała się okaleczać17.
Wzniesiona kilkanaście lat wcześniej romańska bazylika prawdopodobnie nigdy nie widziała tylu ludzi. Zjawili się chrześcijańscy kapłani i wojowie księcia, doświadczeni w krwawych bojach, i mieszkańcy okolicznych grodów i wiosek, i będący przejazdem w Poznaniu kupcy, szpiedzy, dyplomaci. W tłumie stali obok siebie wyznawcy Jezusa Chrystusa, Światowida, Thora, Odyna, Mahometa i Jehowy.
Powinna też przybyć w komplecie rodzina zmarłego. Żona i młodsze dzieci były pewnie na miejscu w Poznaniu, ale inni krewni mogli wyruszyć w daleką drogę już na wieść o pogarszającym się stanie zdrowia Mieszka I. Zmęczeni wielodniową podróżą, spędzoną głównie w łodziach i w wozach o skrzypiących osiach, jadących po wyboistych szlakach, zdążyliby jedynie na pogrzebowe uroczystości.
Kiedy obrzędy, być może trwające wiele dni, związane z ostatnim pożegnaniem księcia dobiegły końca, ludzie wrócili do zwykłych zajęć. O ile specjalnie długo nie ociągano się z pogrzebem Mieszka, to już za niebawem czekało ich Święto Kupały, noc przesilenia letniego. Przesilenie, ale innego rodzaju, czekało rodzinę Mieszka. Władca pozostawił swoje państwo do podziału między wielu. Nie chodziło jednak o państwo w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, ale bardziej o rodzinne przedsiębiorstwo, w którym wszyscy krewni mają swoje udziały i współuczestniczą w zarządzaniu. Tyle, że wspólnicy nie chcieli się ze sobą dzielić18.
Mieszko I miał wiele żon. Ostatnią, dziewiątą była Oda, która mogła się pochwalić niezwykłym życiorysem. Pochodziła z Niemiec. Była zakonnicą w klasztorze świętego Wawrzyńca w saskiej miejscowości Kalbe nad Muldą. W 979 roku jej kuzyn, cesarz Otton II, zorganizował wyprawę przeciwko Mieszkowi, zakończoną fiaskiem – głównie z powodu zimowej słoty. W takiej sytuacji zdecydował się zawrzeć pokój, który miało przypieczętować małżeństwo cesarskiej krewniaczki z Królem Północy. Oda, raczej bez szczególnego żalu, acz potępiana przez kościelnych hierarchów, opuściła klasztor i została żoną Mieszka I19.
Mieli trzech synów: Mieszka, Świętopełka i Lamberta. W chwili śmierci ojca najstarszy z nich mógł mieć najwyżej dwanaście lat. Wprawdzie w średniowieczu nastolatkowie często tworzyli historię, rządzili królestwami, dowodzili armiami i ginęli w bitwach, ale Mieszko syn Mieszka chyba jeszcze nie był w tym wieku, by wybudzać go z dzieciństwa20. Nie stanowiło to problemu. Trzej bracia byli przecież krwią z krwi z rodu wybranego do rządzenia, potomkami Mieszka I, Siemomysła, Lestka i Siemowita. Dodatkowo ich matka, księżna Oda, cieszyła się dużym poważaniem w swojej nowej ojczyźnie21.
Do schedy po Mieszku I prawa mieli też inni jego krewni. Niestety, zabrakło rąk, które chwyciłyby za pióra i zapisałyby na pergaminie ich imiona. Pewnie byli to bratankowie lub kuzyni zmarłego księcia. Niewykluczone, że żył jeszcze Zdziebor, brat Mieszka, który w 972 roku pokonał i wymordował wojsko niemieckiego margrabiego Hodona pod Cedynią22. Swój udział dostał też Bolesław, syn czeskiej księżniczki Dobrawy, ósmej żony Mieszka I. Nie przypominał tego zapłakanego chłopca, który w 973 roku został oddany w charakterze zakładnika na cesarski dwór.
Jak więc wyglądał?
To nie wąsacz z ryciny Jana Matejki ani z wzorowanego na nim banknotu dwudziestozłotowego.
To nie siwobrody król z obrazu Bacciarellego.
To nie grubasek, przypominający Obeliksa, z portretu Waldemara Świerzego.
To nie władca z rzeźby Christiana Raucha, umieszczonej w Kaplicy Królów Polskich w poznańskiej katedrze, gdzie został przedstawiony razem z ojcem (jak pisał Józef Ignacy Kraszewski, „w Mieszku i Bolesławie – pojętych jakoś niejasno i wyrażonych za mała charakteru mającemi postaciami – nie czuć tych zaledwie z pogaństwa omytych, półdzikich rycerzy, w których więcej siły i energii żądaćby można”).
W chwili śmierci ojca Bolesław miał 25 lat. Cieszył się dobrym zdrowiem. Przeżył dzieciństwo, co już samo w sobie było osiągnięciem. W ciągu kolejnych 33 lat weźmie jeszcze udział w kilkudziesięciu wyprawach wojennych, a nawet, gdy koło pięćdziesiątki nabierze tuszy, z mieczem w ręku będzie przeprawiał się przez rzeki i stawał do boju. Od najmłodszych lat przyzwyczajony do walki z ludźmi i zwierzętami musiał być silny i dobrze zbudowany. Inni nie mieli szans w tamtym świecie. Włosy miał raczej zaczesane do tyłu i mocno podgolone. Pewnie nosił brodę, bo brodę nosili jego syn i poddani. Może, gdyby odjąć wikiński sztafaż, przypominałby Ragnara Lodbroka z serialu Wikingowie?23