Oceń artykuł:
5.00 avg. rating (96% score) - 1 vote

Zachodnia powojenna młodzież sprzeciwiła się konsumpcyjnemu stylowi życia pokolenia ich rodziców. Na gruncie tego buntu wyrósł ruch kulturowy, który w istotny sposób zmienił Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią. O ludziach tamtych czasów i spowodowanych przez nich przemianach uchwyconych w literaturze napisał Paweł Gibas w książce „Beat Generation – sacrum i profanum”.


Paweł Gibas - Beat Generation | fot. Krzysztof Kaniewski
Zacznijmy od literatury – bohaterowie wykreowani przez bitników w każdym niemal aspekcie życia dostrzegają sferę świętą. Również w seksie, narkotykach i jazzie – które wyznaczają styl życia pobitego pokolenia (określany jako „nieustanny trans alkoholowo-erotyczno-jazzowy”), tak samo jak styl życia literackich postaci…
Paweł Gibas: Tak, to były dla literackich bohaterów święte przeżycia. Jest taki fragment w powieści „W drodze” Kerouaca, kiedy bohaterowie idą na koncert jazzowy i dla nich wykonawca to Bóg, a to co się tam dzieje, to msza. Seks to z kolei – znów zaczerpnięte z religii – zespolenie dwóch pierwiastków, męskiego i żeńskiego, to możliwość połączenia z absolutem. Zaś narkotyki – droga do mistycznych przeżyć. Lecz jednocześnie Burroughs – akurat w „Ćpunie”, gdzie odniesień do sacrum jest niewiele, narkotyki prezentuje jako przejaw władzy, kontroli nad ludźmi, jako symbol zniewolenia ludzkości. Jednak większość bohaterów literatury bitników postrzega rzeczywistość przez pryzmat przeżyć sakralnych. Choć, co trzeba przyznać, często w sposób prowokacyjny i profanujący świętość. Ale zawsze jako swoiste uświęcenie codzienności.

Paweł Gibas - Beat Generation | fot. Krzysztof KaniewskiCodzienności, przeciwko której sami autorzy buntowali się. Jest taka słynna wypowiedź Johna Edgara Hoovera, szefa FBI, że Ameryce zagrażają komuniści i bitnicy…
Bo zderzyły się potrzeby kontroli i wolności. U Burroughsa jest wyraźnie zaznaczona kategoria kontroli wynikająca z władzy – a Hoover to przecież zwierzchnik kontroli czyli władzy. Bitnicy – zdecydowanie w kontrze, po stronie wolności. To oni wyznaczyli drogę, którą później podążyli hippisi.

Ten „wrogi” świat bitników – jaki był? Jak podaje Pan w książce za Grzegorzem Gazdą, bitnicy „próbowali wykreować własny świat wartości, prawdy, miłości i sztuki.
Na pewno pełen afirmacji życia, żądzy przygód, podróżowania, przełamywania barier, próbowania świata i mierzenia się ze światem. Pisząc książkę o bitnikach chciałem jednak odejść od ich legendy, która w społecznej świadomości jest właśnie najlepiej utrwalona. Nie chciałem wejść w takie popkulturowe spojrzenie na bitników – ten ćpał, ten pił, ten kogoś zabił… Pragnąłem skupić się na literaturze. A zwłaszcza na wszechobecnej w niej sferze sacrum.

Czym zatem jest religijność w twórczości bitników?
Drogą do zbudowania własnego kosmosu, który ciągle się rozpada i trzeba tworzyć go ponownie. Poszukiwania tego kosmosu idą w różnych kierunkach, stąd religijność jest niesamowicie heterogeniczna. Mamy wiele odniesień do judaizmu, katolicyzmu, hinduizmu, buddyzmu, ale i do wierzeń egipskich, greckich, rzymskich. Mamy elementy manizmu, panteizmu i panenteizmu. Tego jest naprawdę mnóstwo. Bitnicy szukają w religiach analogii, łączą, wybierają…

Nie zawsze bitnicy przypisywali religii pozytywną rolę w życiu człowieka. Znajdziemy też u nich pogląd, że religia zniewala.
To bardziej u Burroughsa niż u innych. Zwłaszcza pod kątem bezrefleksyjnego patrzenia na dogmaty i takiego ich przyjmowania. Burroughs punktuje religię jako kontrolę, jako formę sprawowania władzy. W tym kontekście krytykuje zarówno Watykan, jak i scjentologów. Sięga też do religii Majów, gdzie bardzo mały w społeczeństwie odsetek kapłanów za pomocą rytuałów kontrolował wszystkich pozostałych.

W przypadku bitników nie utożsamiałbym literatury z życiem. Oni transponują własne przeżycia, rzeczywistość jest tylko punktem wyjścia.

Choć literatura bitników ma w dużym stopniu charakter biograficzny, to jednak sam Ginsberg przyznał w jednym z listów do Kerouaca, że w swojej twórczości posługuje się kłamstewkami.
Właśnie. Więc w ich przypadku nie utożsamiałbym literatury z życiem. Oni transponują własne przeżycia, rzeczywistość jest tylko punktem wyjścia. Pewnie gdyby Burroughs nie był uzależniony od heroiny, to książki o heroinie by nie napisał. Zresztą sam Burroughs o „Ćpunie” mówi, że literatura, wprawdzie oparta na rzeczywistych doświadczeniach, jednak jest fikcją, że zawsze między rzeczywistością i słowem powstaje luka. Patrząc na „Skowyt”, istotnie mamy bardzo dużo odniesień do ówczesnej rzeczywistości lat 50., do realnych postaci, do miejsc, wydarzeń, sytuacji, niemniej jednak trudno nazwać „Skowyt” utworem realistycznym. Dla mnie ważniejsze jest to, co np. Ginsberg pisze o narkotykach, jak pisze o LSD, niż czy i jak często je zażywał. Nie stawiam na pierwszym miejscu tego, czy Kerouac się modlił, jak się modlił, tylko jak on o tym pisze.

Paweł Gibas - Beat Generation | fot. Krzysztof Kaniewski

Literacka twórczość bitników przez dziesięciolecia była nieobecna na naszym rynku wydawniczym. Kamil Sipowicz w jednym z radiowych wywiadów przyznał, że swój egzemplarz „W drodze” zdobył w 1975 roku, ale tylko dlatego, że przywiózł sobie ze Szwecji anglojęzyczne wydanie. W Polsce to kultowe dzieło ukazało się dopiero w 1993 roku…
No właśnie, to pokazuje jak jednostkowy zasięg mogła w Polsce mieć ta literatura. Beat powstaje w latach 40., apogeum następuje w latach 50., a my pierwsze trzy książki (tomiki Ginsberga) mamy dopiero w latach 80. Wiele książek bitników przetłumaczonych w Polsce pojawiało się po roku ’93. Dopiero od ostatnich 5-6 lat mamy wysyp książek pobitego pokolenia. Czyli percepcja tej literatury jest w Polsce, delikatnie mówiąc, mocno spóźniona. Wydaje mi się, że po tylu latach najbardziej aktualny może być Burroughs, ze swoim postmodernistycznym patrzeniem na sztukę – mam na myśli jego kolażową technikę cut-up – czyli poszukiwaniem nowych środków wyrazu. Najbardziej przyciągająca czytelników jest chyba jednak ich wciąż żywa legenda, jako zjawisko społeczno-kulturowe. Uniwersalnie patrząc, zawsze będzie jakiś stan rzeczy, który komuś nie będzie się podobał i będzie chciał go zmienić w ten czy inny sposób, a tak właśnie bitnicy reagowali na rzeczywistość. Beata Kaniewska

Rozmawiała Beata Kaniewska

Zdjęcia: Krzysztof Kaniewski

Paweł Gibas - Beat Generation | fot. Krzysztof Kaniewski

„Beat Generation – sacrum i profanum” ma charakter literaturoznawczy. We wstępie autor przedstawia zarys socjologiczny, kulturowy i historyczny zjawiska pobitego pokolenia, jego wpływ na późniejsze zjawiska kulturowe. Dalej – koncentrując się głównie na twórczości literackiej Allena Ginsberga, Jacka Kerouaca i Williama S. Burroughsa – prezentuje motywy religijne osadzone w twórczości bitników. Uwagę poświęca również specyficznemu mariażowi określanemu jako katolicki buddyzm. W poszczególnych rozdziałach odnosi się także do religii niewoli – czyli do narkotyków, religii w ujęciu władzy i kontroli. Jednym z ostatnich rozdziałów jest recepcja twórczości bitników w Polsce. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa OFFICYNA w maju 2017.

* * *

Paweł Gibas (ur. 1990) — literaturoznawca, doktorant na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Główne zainteresowania obejmują literaturę i kulturę amerykańską, zwłaszcza XX i XXI wieku. Autor artykułu naukowego o bitnikach —” Beat Generation a religia”, który ukazał się w „Pracach Literackich” (nr LIV, 2014).

Paweł Gibas, Beat Generation – sacrum i profanum, Wydawnictwo Officyna, Premiera: 23 maja 2017
 
Magazyn Dobre Książki objął publikację patronatem medialnym
 

Paweł Gibas
Beat Generation – sacrum i profanum
Wydawnictwo Officyna
Premiera: 23 maja 2017
 
Magazyn Dobre Książki objął publikację patronatem medialnym
 

1. Wstęp

1.1 Ruch i historia

Beat Generation było rozpatrywane jako pokolenie, ruch, formacja literacka, kulturowa, subkultura, bohema. Brano pod uwagę różnorodne kategorie – również historyczne czy socjologiczne, zwracano uwagę na odmienne kwestie, co wpływało chociażby na tak podstawową sprawę jak skład grupy. Gregory Corso zaś celnie stwierdzał, mając na myśli siebie, Ginsberga, Kerouaca i Burroughsa: „Four that’s not a generation make”1.
Grzegorz Gazda w „Słowniku europejskich kierunków i grup literackich XX wieku”, pierwszym tego typu polskim kompendium, w sposób następujący opisuje pobite pokolenie2:

amerykańska generacja pisarzy i artystów ukształtowana po II wojnie światowej, której reprezentanci w latach pięćdziesiątych, zwłaszcza w środowiskach bohemy artystycznej Nowego Jorku i San Francisco, w poczuciu alienacji, nieprzystosowania, klęski ideałów i niejasnej przyszłości oraz buntu wobec mieszczańskich konwencji, próbowali wykreować własny świat wartości, prawdy, miłości i sztuki3.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż beat powstał w drugiej połowie lat 40. XX wieku, zaś swoje apogeum osiągnął dekadę później. Ważne, by chociaż pobieżnie zarysować tło historyczne, społeczne, polityczne i kulturowe tamtych czasów.
Po pierwsze był to okres po II wojnie światowej, traktowanej przez twórców jako wstrząsające, pokoleniowe przeżycie – Ginsberg i Kerouac zwracali na to szczególną uwagę. Po drugie – czas rozpoczynającej się zimnej wojny, sporu ze Związkiem Radzieckim trwającego przez kolejne lata, dziesięciolecia. Były to też zalążki amerykańskiego dobrobytu, rozkwit konsumpcjonizmu, który określał styl życia mieszczaństwa i budował zjawisko określone później jako mit „amerykańskiego snu” opartego na sukcesie, bogactwie. Jego symbolem stał się dom z dużym trawnikiem położony na przedmieściach wielkiego miasta, tak znienawidzony przez innego twórcę tego okresu – Charlesa Bukowskiego, a w każdym z domów „znajduje się w jasno oświetlonym salonie mały prostokąt telewizora z niebieskim ekranem, w który wpatruje się cała rodzina”4.
Tak o tych pisarzach i czasach, w którym przyszło im żyć, wyrażał się Allan Watts:

Młoda generacja bitników nie chce brać udziału w „amerykańskim stylu życia”. Ich bunt nie ma na celu zmiany porządku egzystencji, ale jest po prostu odwróceniem się od niego, po to, aby odnaleźć sens życia w subiektywnych doświadczeniach, zamiast w obiektywnych osiągnięciach5.

Jednym z tych doświadczeń miało być podróżowanie. Bitnicy odznaczali się olbrzymią mobilnością, trudno więc zamknąć ich działania w jednym miejscu – należy wskazać co najmniej kilka punktów na mapie świata: Nowy Jork, San Francisco, Meksyk, Tanger, Paryż ze sławnym Beat Hotel, miejscem kojarzącym się m.in. z artystyczno–terapeutyczno–magicznymi eksperymentami Williama S. Burroughsa, Briona Gysina i Iana Sommerville’a. Światopoglądowo zaś beat rozciągnięty był między Zachodem, charakteryzowanym – w kontekście duchowym – przez starożytną tradycję śródziemnomorską i judeochrześcijańską, a Wschodem, stojącym pod znakiem buddyzmu, hinduizmu i taoizmu.

To oczywiście tylko jedna z możliwych narracji, pewien punkt widzenia. Inaczej czas powojenny – jako okres pełnego rozwoju państwa, nowych szans rozpościerających się przed społeczeństwem – widzi publicysta Roger Kimball6. Trudno jednak nie dostrzec, iż autor skupia się właśnie na kwestiach materialnych – Kerouac w swojej młodzieńczej, sentymentalnej powieści wprost określił lata 50. jako „plastikowe”, wyśmiewając przy tym swój własny amerykański sen7. W następujący sposób o tym okresie wyrażał się inny amerykański prozaik, Ronald Sukenick:

Moloch, opisany przez Allena w Skowycie, królował niepodzielnie. Eisenhower był prezydentem, wojna koreańska szła pełną parą, sprawa Rosenbergów zbliżała się do ponurego apogeum, zimna wojna osiągnęła najwyższą intensywność, a bomba atomowa zawładnęła myślami wszystkich8.

Więcej informacji na temat historii Stanów Zjednoczonych, również lat 50. i 60. XX wieku, odnaleźć można m.in. w następujących publikacjach: Historii Stanów Zjednoczonych Ameryki Hugh Brogana, Dziejach kultury Stanów Zjednoczonych Marka Gołębiowskiego czy Historii Stanów Zjednoczonych Philipa Jenkinsa.

Powstanie beatu należy datować na połowę lat czterdziestych – to pierwsze spotkania Kerouaca, Ginsberga, Burroughsa i Neala Cassady’ego, do których jeszcze w Nowym Jorku dołączyli Herbert Huncke9 i Gregory Corso. Ten podziemny nurt ówczesnego nowojorskiego życia społeczno–kulturalnego opisał w eseju The White Negro (Biały murzyn) Norman Mailer. To właśnie środowisko zostało ukazane na kartach tomiku poetyckiego Skowyt10. Sukenick zaś w Nowojorskiej bohemie zawarł ciekawe analizy tego specyficznego zjawiska nowoczesnej cyganerii, wypełniając tekst fragmentami rozmów ze wspomnianymi twórcami, rzucając światło na genezę i zaplecze kulturowe ruchu bitnikowskiego, a także ukazując, jak wyglądało ówczesne życie literackiego podziemia11.
Następnie ta niewielka grupa przyjaciół przeniosła się do San Francisco – w tym czasie, tj. w połowie lat 50., miasto przeżywało prawdziwą eksplozję kulturową i literacką. Na Zachodnim Wybrzeżu bitnicy wraz z nowopoznanymi pisarzami, m.in. Ferlinghettim, McClurem, Welchem, Whalenem, Snyderem, Eversonem, pod przewodnictwem Kennetha Rexrotha, stworzyli nowoczesną społeczność literacką. Punktem przełomowym stał się odczyt w Six Gallery w październiku 1955 roku, gdzie Ginsberg w niezwykle ekspresyjny sposób po raz pierwszy zaprezentował utwór Skowyt. To także w San Francisco Lawrence Ferlinghetti, który odegrał olbrzymią rolę w propagowaniu i wydawaniu literatury bitników, założył w 1953 roku księgarnię i wydawnictwo City Lights Books, w którym wypuszczono pierwszy tomik Ginsberga Skowyt i inne wiersze (1956).
Kolejnymi ważnymi wydarzeniami było ukazanie się „W drodze” Kerouaca (1957), powieści która sześć lat przeleżała w szafie, czekając na publikację, a także „Nagiego lunchu” Burroughsa (1959) – tekstu wydanego w Paryżu za sprawą Maurice’a Girodiasa nakładem jego Olympia Press (co ciekawe, rozpowszechnieniem nie był zainteresowany Ferlinghetti). Burroughs, podobnie zresztą jak Ginsberg, został oskarżony o obsceniczność i propagowanie pornografii. Obie sprawy zakończyły się pomyślnie dla autorów, zaś spory te traktować należy jako przełomowe dla walki literatury z cenzurą o wolność słowa i niezależność pisarską w Ameryce.
Zmierzch beatu, jako pokolenia czy zwartej grupy, datuje się mniej więcej na 1962 rok, kiedy to w dużym stopniu rozluźniły się więzy artystyczne między pisarzami (warto chociażby pamiętać, że Kerouac i Burroughs napisali razem książkę „And the Hippos Were Boiled in Their Tanks” w 1945 roku, opublikowaną dopiero po ponad 60 latach). Burroughs zaczął w tym czasie pracować i publikować cykl „Nova Trilogy”, stosując po raz pierwszy technikę cut–up. Rozluźniały się także więzy koleżeńskie, chociaż należy podkreślić, że każdy z autorów od początku podążał własną, indywidualną drogą twórczą.
Ciekawe, iż w tekstach autora „Ćpuna” – w przeciwieństwie do prac Kerouaca i Ginsberga – nie znajdziemy generacyjnej perspektywy „my”, jest jedynie „ja” – tworzący pisarz, którym przecież Burroughs nie miał nawet ambicji zostać. Ten wnuk słynnego amerykańskiego wynalazcy był właściwie człowiekiem innego pokolenia, starszym od swoich przyjaciół (o ponad dekadę od autora „Kadyszu”), ukazywanym w niektórych wspomnieniach czy pracach krytycznych jako nauczyciel, guru młodszych znajomych, podsuwający im prace Reicha i Spenglera. Interesujący również wydaje się fakt, że Ginsberg był przez pewien czas kimś w rodzaju agenta literackiego dla pozostałej dwójki, walczył zaciekle o publikacje utworów, wspierając między innymi wydanie „Ćpuna”, motywując Burroughsa przy pisaniu „Nagiego lunchu” czy – wraz z Kerouakiem – pomagając przy przepisywaniu i składaniu rękopisu tej powieści.

1.2 Znaczenie nazw: hipster i bitnik

Nazwa Beat Generation12, której autorem był Jack Kerouac (pomysł podsunięty przez Herberta Huncke’a), nawiązuje i stanowi analogię do określenia Lost Generation13, a więc do pokolenia twórców (tak znanych i wybitnych pisarzy, jak Fitzgerald czy Hemingway) wzrastających w latach 20. XX wieku, tuż po pierwszej wojnie światowej.
Pierwszy człon, beat, posiada wiele różnorodnych znaczeń. Po pierwsze, w sensie socjologicznym, wskazuje na stan odrzucenia, pognębienia, wyczerpania, przybicia. Po drugie, w sensie religijnym, słowo beat, jako skrócona forma rzeczownika beatitude, oznaczającego błogosławieństwo, a wywodzącego się z łacińskiej formy beatus (szczęśliwy, błogi, błogosławiony), konotuje stan wyróżnienia, beatyfikacji – niejednokrotnie bitnicy określali się mianem świętych. Po trzecie wreszcie, w sensie muzycznym, beat to równomierny i jednostajny przebieg akcentów w jazzie, gatunku tak istotnym i inspirującym dla opisywanego tutaj ruchu, o czym jeszcze wypadnie wspomnieć. Drugi człon nazwy, generation, ma wskazywać na pokoleniową wspólnotę formacji, której większość twórców, w czasie gdy stawiali pierwsze kroki w życiu literackim, łączył podobny wiek, bagaż doświadczeń, a także światopogląd.
Bitnicy posługiwali się również własnym, oryginalnym nazewnictwem, którego najważniejszymi sformułowaniami, dzielącymi ludzi na dwie kategorie, były wyrażenia zaczerpnięte z nowojorskiego podziemia: hip (od to get hipped pochodzącego z murzyńskiego slangu) – oznaczające osobę wtajemniczoną, i przeciwstawne square – czyli niewtajemniczony14. Hipsterów, posługujących się specyficznymi formami językowymi, opisywał m.in. Kerouac w Podziemnych15.
A co właściwie charakteryzowało bitnika? Pierwszą próbą przedstawienia tej postaci był wydrukowany w 1952 roku w czasopiśmie „New York Times” artykuł Johna Clellona Holmesa, This Is The Beat Generation, gdzie członek pobitego pokolenia to ten, który „ma poczucie, że jest sprowadzony do samych podstaw świadomości”16. Holmes to również autor utworu Go, nazywanego pierwszą bitnikowską powieścią, przedstawiającą – oczywiście pod zmienionymi nazwiskami – Kerouaca, Burroughsa, Ginsberga czy Cassady’ego.
Innym pisarzem, który zabrał głos w tej kwestii, wskazując na genetyczne zróżnicowanie hipstera, był Norman Mailer, określający tę postać jako:

ucywilizowanego prymitywa w gigantycznej dżungli wielkiego miasta (…), który wchłonął w siebie egzystencjalne zagrożenie Murzyna (…), a także żołnierza, przestępcy–psychopaty, narkomana i jazzmana, prostytutki i aktora17.

Jeśli nawet te dwie nazwy: hipster i bitnik, miały różnorodne pochodzenie, nawet jeśli pierwsze z nich jest wyrażeniem starszym, o dłuższej historii, to po pewnym czasie wyrazy te zaczęły funkcjonować na zasadzie synonimów, określając ludzi związanych z wielkomiejskim undergroundem, toteż Kerouac, jak stwierdzał, opisywał „historię pokolenia hipsterów albo beatników, czyli pokolenia podziemnych”18.
Bardzo szybko, za sprawą samych przedstawicieli generacji, a także prasy, ustalił się stereotyp bitnika, przeciwstawianego typowemu przedstawicielowi amerykańskiego społeczeństwa. Hip rzekomo nie korzystał z alkoholu, lecz narkotyków, które miały poszerzać pole jego świadomości, odchodził od heteroseksualizmu na rzecz homoseksualnych związków, a także zostawiając chrześcijaństwo, kierował się ku buddyzmowi. Żeby zdać sobie sprawę, jak wielkie było to uproszczenie, wystarczy przypomnieć, iż przedstawiciele beatu nierzadko łączyli w sobie bardzo wiele różnorodnych wpływów i tak np. religijność Jacka Kerouaca została określona przez jednego z krytyków ruchu, Ricka Fieldsa, jako katolicki buddyzm19.

1.3 Miejsce w przestrzeni kulturowo-literackiej

Beat bywał wielokrotnie zestawiany z innymi grupami, pokoleniami, formacjami literackimi, a także kulturowymi. Oczywistym, wspomnianym już i wynikającym z samej nazwy, odniesieniem jest Lost Generation. Ruch na zasadzie mniejszego lub większego przeciwieństwa porównywany bywał przede wszystkim z poezją akademicką spod znaku Nowej Krytyki, stonowanej, pozbawionej wybuchów emocji, intelektualnej, a także z grupą Black Mountain College z jej najwybitniejszym przedstawicielem, Robertem Duncanem. Przykładowo Ginsberga można pod względem rozumienia istoty poezji traktować jako antagonistę T.S. Eliota i jego poetyki. Trudno z kolei ustalić ostrą granicę pomiędzy bitnikami a grupą poetów z San Francisco, ponieważ drogi tych twórców złączyły się na pewien czas.
Tak jak później beat, tak i transcendentalizm – „nurt odrodzenia społecznego, literackiego i filozoficznego w Nowej Anglii”20 w latach 1830–1860, w którego skład wchodzili: Ralph Waldo Emerson, Henry David Thoreau, Theodore Parker, Margaret Fuller i inni – określany bywał jako ruch religijny (w ten sposób widział to ugrupowanie m.in. jeden z krytyków, O. B. Frothingham) lub mający podłoże religijne. Ważnym wyznacznikiem takiego przyporządkowania w przypadku XIX–wiecznych twórców była walka z dogmatami kalwinizmu.
Bitników z ruchem transcendentalistów łączyło na pewno przekonanie o szczególnej roli poety w społeczeństwie, którego jest z jednej strony przywódcą, z drugiej zaś nauczycielem. Tak pisze o tym Hanna Cieplińska, rekonstruując światopogląd Thoreau:

A poeta w jego pojęciu to najwyższy przedstawiciel współczesnej ludzkości, szlachetniejszy od uczonego i filozofa. Najszlachetniejszym zaś dziełem poety jest jego życie. Poezja wypływa z życia, ale nigdy nie będzie od życia ważniejsza. Musi być relacją o nim prawdziwą, absolutnie szczerą i uczciwą. Można ją pisać wierszem albo prozą, forma nie jest istotna. Liczy się tylko fakt, że utwór został napisany przez prawdziwego poetę21.

Podejście takie wiąże się z nierozdzielaniem twórczości i rzeczywistej egzystencji. Wystarczy przypomnieć, iż Ginsberg czy Kerouac większość tekstów pisali na podstawie własnych doświadczeń:

A Thoreau–etyk i moralista w młodości marzył o tym, by zostać poetą rozumianym na sposób transcendentalny, to znaczy poetą w życiu codziennym, a dopiero potem w swojej twórczości. Transcendentaliści bowiem nie rozgraniczali sztuki od życia, romantyczna idea sztuki jako wyrazicielki osobowości twórcy nie była dla nich czczym hasłem22.

Ponadto transcendentaliści, na czele z Emersonem i Thoreau, stawali, niczym Kierkegaard, w obronie autentyzmu życia jednostki, jej prawa do wolności i indywidualizmu. Bitnicy na pewno podpisaliby się pod tymi słowami samotnika z Walden:

Nie urodziłem się po to, aby ktoś mnie zniewalał. Będę oddychał tak, jak mnie się podoba. Zobaczymy, kto jest silniejszy. Jaką siłę ma tłum? Tylko ci mogą mnie zniewolić, którzy posłuszni są prawom wyższym aniżeli respektowane przeze mnie. Oni skłaniają mnie, abym się stał podobny do nich. Nie słyszę o ludziach zmuszanych do życia w taki a nie inny sposób przez masy innych ludzi. Cóż to byłoby za życie?23

W podobny sposób przedstawiciele obu ruchów wyrażają swój stosunek do przyrody, natury. Przykładowo z łatwością możemy naszkicować linię rozwoju i inspiracji łączącą Henry’ego Davida Thoreau z Garym Snyderem24.
Paralelę w obu przypadkach stanowi również zaplecze społeczno–kulturowe czasów, w których przyszło żyć i bitnikom, i transcendentalistom. Współczesna Thoreau, „zdominowana przez materializm” Ameryka, w której „jedyną miarą wartości człowieka jest jego stan posiadania”25, do złudzenia przypomina czasy po drugiej wojnie światowej. Zarówno XIX–wieczni pisarze, jak i członkowie pobitego pokolenia, zdawali sobie jednak sprawę, że „dobra materialne są nietrwałe, a nieprzemijalne mogą się okazać jedynie wartości duchowe”26:

Twórców tego ruchu głęboko przejmowała jakość amerykańskiego życia. Kraj zalewała wielka fala dobrobytu. Przemysł, handel, rolnictwo rozwijały się wielkimi skokami. Przeciętny człowiek zdawał się otrzymywać należną mu część. A jednak co wrażliwsi obserwatorzy mieli poważne wątpliwości, czy wszystko jest, jak być powinno27.

Tym, co na pewno różniło transcendentalistów od bitników, było podejście do seksualności i cielesności. Thoreau przeciwstawiał mądrość i czystość niewiedzy i zmysłowości, jakby za buddyjskimi wskazaniami rozprawiając:

Energia twórcza, która się marnuje i zachęca nas do nieczystości, gdy oddajemy się rozpuście, daje nam nowe siły i natchnienie, skoro zachowujemy wstrzemięźliwość. Czystość jest kwiatem człowieczeństwa, to zaś, co nazywamy Geniuszem, Bohaterstwem, Świętością i tym podobne, stanowi jedynie różne wyrosłe z niego owoce. Gdy się otwiera kanał czystości, człowiek natychmiast płynie nim do Boga. Nasza czystość niesie natchnienie, nieczystość zaś działa deprymująco28.

I dalej kontynuował w duchu, w którym na pewno nie wyraziłby się ani Ginsberg, ani nawet Snyder:

Kto wie, jakiego rodzaju życie byśmy prowadzili, osiągnąwszy czystość? Gdybym znał tak mądrego człowieka, że mógłby nauczyć mnie czystości, niezwłocznie udałbym się na jego poszukiwanie. Wedy głoszą, iż „tylko przez panowanie nad namiętnościami i zmysłami ciała oraz przez dobre uczynki dane jest nam się zbliżyć myślą do Boga”29.

W jeszcze innej perspektywie bitnicy porównywani bywają pod względem światopoglądu, filozofii życia i pisania z europejskim ruchem egzystencjalistów. Wspominał o tym chociażby Jerzy Jarniewicz30, a Kerouac określał nawet beat jako „amerykański, hipsterski egzystencjalizm ćpuńskiego chowu”31. Zestawienie takie jest jednak problematyczne ze względu na podstawową trudność określenia, kogo uznać należy za pisarza–egzystencjalistę, zwłaszcza, że wielu europejskich twórców odżegnywało się od takiej klasyfikacji. W każdym razie bitnicy na pewno walczyli o prawo człowieka do absolutnej wolności, o prawo jednostki do samej siebie:

Tłum składa się przecież z jednostek, a więc w mocy każdego musi leżeć, by stać się tym, kim się jest – jednostką. Nikt nie może być z tego wyłączony, oprócz tych, którzy pragnąc być „tłumem” sami się wyłączyli. A stać się tłumem, zbierać tłum wokół siebie, to znaczy uwikłać się w nierówne, różnicujące związki życia. I nawet człowiek z najlepszymi intencjami, gdy chce zdobyć dla siebie tłum, może zapoznać jednostkę. A wtedy tłum ma władzę, wpływ, szacunek i potęgę, a znaczy to: tłum tworzy w życiu ludzkim hierarchię, która pomija jednostkę jako słabą i bezsilną oraz na rzecz świata i doczesności neguje wieczną prawdę: jednostkę32.

Bitników również uznaje się za grupę, która stworzyła podwaliny dla ruchu hipisowskiego przełomu lat 60. i 70., propagującego samym stylem życia skrajne wyzwolenie spod władzy myślenia w kategoriach konsumpcjonizmu, wolną miłość, a także zażywanie niezliczonych ilości substancji psychodelicznych: „W rzeczywistości wiele konserwatywnych dyskusji na temat kontrkultury umieszcza jej korzenie we wrażliwości beatników z połowy lat 50”33.